Opowiadanie użytkownika LillyOfTheWonderland

TAMTA JA (3)

local_library71 comment2 thumb_up0
Tamta Ja - część 1

***
Mam nadzieję, że podobał ci się nasz wspólny wieczór. Nie chciałbym cię zmuszać do czegoś, na co nie miałabyś ochoty. A.

Nie zrobiłabym niczego, na co nie miałabym ochoty. K.

Jesteś tego pewna? A.

Absolutnie. K.

A skąd to milczenie podczas drogi powrotnej? Byłaś nieobecna. A.

Byłam po prostu zmęczona. Dostarczyłeś mi mnóstwo wrażeń. K.

Jessi była tobą zachwycona. A.

Naprawdę? K.

Skąd niedowierzanie? A.

No wiesz...Zaglądam od czasu do czasu w lustro. K.

Co to za brednie?! Jesteś oszałamiająca! A.

Nie jesteś obiektywny. K.

A to dlaczego? A.

Ile kobiet bez mrugnięcia okiem zgodziłoby się na trójkąt? K.

Więcej niż myślisz. A ja zawsze mówię, to co myślę. A.

Zawsze? K.

Zawsze. A.

A więc dlaczego ja? K.

Jesteś wyjątkowa. Zacznij w końcu wierzyć w siebie. A.

Spróbuję. Muszę kończyć. K.

Słodkich snów. A.

- Możesz mi łaskawie wyjaśnić z kim tak smsujesz w środku nocy?! - jej mąż warknął, bez ostrzeżenia wyrywając jej z ręki telefon i ciskając nim o ścianę tak mocno, że wypadła z niego bateria. - To powinno rozwiązać problem. - roześmiał się gorzko i z zadowoleniem opadł z powrotem na poduszkę. - Ale skoro mnie już obudziłaś... - jego oczy błysnęły złowieszczo po czym pogładził jej odsłonięte udo ręką. Kaja odruchowo wzdrygnęła się i odtrącając jego dotyk, naciągnęła na siebie kołdrę. Po tak intensywnym wieczorze ostatnie na co miała ochotę to było zaspokajanie potrzeb swojego męża.
- Jestem zmęczona, przepraszam. - wydukała błagalnie, otulając się pościelą niczym pancerzem. - To był naprawdę długi wieczór...
- Długi wieczór?! - Krzysztof parsknął śmiechem, odzierając ją z wszelkiej nadziei na spokojną noc. - A ty co? Dyżur w kopalni miałaś, że padasz ze zmęczenia? - wyśmiewał, ewidentnie czerpiąc z tego dziką satysfakcję. - A może kurewskie majtki ci się w pizdę werżnęły i dlatego tak ci ciężko? - zarechotał.
- Proszę, przestań. To nie jest wcale zabawne. - zaoponowała cicho.
- A czy ktoś ci obiecał, że będzie?! - Krzysztof spojrzał jej w oczy, po czym skrzywił się jakby zobaczył tam coś naprawdę nieprzyjemnego. - Moja ukochana żona romansuje z moim szefem. Nic tylko otwierać szampana.
- Tylko, błagam, nie próbuj mi teraz wmówić, że tak bardzo cię to teraz obchodzi!
- Rzygać mi się chcę jak na ciebie patrzę. - rzucił, podnosząc się z ich wspólnego łóżka. - Nawet nie masz na tyle odwagi aby sama przed sobą przyznać się, że na niego lecisz...
- To nie ma nic do rzeczy. - Kaja wzruszyła ramionami, udając obojętność. - Nigdy nie zapytałeś mnie o zdanie zanim sprzedałeś moje ciało za nowego klienta.
- Tylko nie licz na podziękowanie. - Krzysztof skwitował z obrzydzeniem, odkładając swoje spodnie od piżamy na oparcie od fotela po czym złapał Kaję za nogi i przyciągnął w swoją stronę, obracając ją do pozycji na brzuchu niczym szmacianą kukiełkę. Kiedy jej nogi zwisały już bezwładnie z łóżka, Krzysztof wbił swoje palce w jej uda i nawet bez najmniejszego sprzeciwu posiadł ją, wyładowując na żonie całą swoją złość, bezsilność i frustrację. - Jesteś równie pierdolnięta jak twoja matka. - wycedził po wszystkim, podciągając na prędce spodnie. - Gdyby tylko to zależało ode mnie, wylądowałabyś  na tym samym oddziale psychiatrycznym. - zagroził, uderzając w jeden z jej czułych punktów. - Ale nic straconego... - zaśmiał się po chwili, uderzając Kaję w pośladek otwartą dłonią. - Jeszcze trochę, i kto wie, może zgłosisz się tam na własne życzenie. - zarechotał i wyszedł z sypialni, zostawiając ją sam na sam ze swoimi najczarniejszymi myślami.

Dopiero gdy miała pewność, że słyszy odgłos wyjeżdżającego z garażu samochodu jej męża, dziewczyna odważyła się w ogóle podnieść z łóżka. Niewiele myśląc, pozbierała części swojego telefonu z podłogi i modląc się żarliwie, spróbowała go uruchomić. Na szczęście tym razem Bóg okazał się nie być głuchy na jej prośby. Drżącymi rękoma wybrała numer Andrzeja i desperacko próbując opanować swoje zdenerwowanie, czekała aż odbierze.
- Słucham? - rozległ się w głośniku jego głos, kiedy już zaczynała tracić nadzieję. - Wszystko w porządku? - ponaglił, słysząc jej cichutkie łkanie. - Kaja, na Boga, co się dzieje?! - zdenerwował się, gdy wciąż nie uzyskał żadnej sensownej odpowiedzi.
- Andrzej, błagam, zabierz mnie stąd... - wyjąkała w końcu dziewczyna. - Mam już tego dość...Nie dam rady tak dłużej...
- Jesteś sama? - dopytywał. - Gdzie jest Krzysztof?
- Nie wiem... - dziewczyna płakała, drżąc na całym ciele. - Pojechał gdzieś ale boję się, że zaraz wróci. On...mi groził. - dodała bezradnie.
- Jasna cholera! - zaklął pod nosem, zaciskając nerwowo pięści. - Nie mogę po ciebie przyjechać osobiście ale...
- Pomóż mi...Błagam...
- Spróbuję skontaktować się z Jessi, dobrze? - uspokoił ją. - Jeżeli nikt nie odezwie się do ciebie w ciągu dziesięciu minut to uciekaj. Słyszysz mnie? Uciekaj. Dokądkolwiek. Byle z dala od tego świra. - rozłączył się, pozbawiając dziewczynę złudzeń na jakąkolwiek pomoc. Jak zwykle była zdana na samą siebie. Niewiele myśląc, zaczęła desperacko pakować najpotrzebniejsze rzeczy, wrzucając je bezładnie do swojej starej, brązowej walizki, która była zbyt zniszczona aby zabrać ją gdziekolwiek na wakacje ale ponieważ należała kiedyś do jej mamy, Kaja nie miała serca aby ją wyrzucić.
- Wybierasz się dokądś? - usłyszała nagle znajomy, złowrogi głos dobiegający od strony drzwi i wtedy zamarła, czując swój rychle nadciągający koniec.

***

 


Komentarze

A dlaczego obcina mi tekst?

Nie martw się, musiał wkraść się jakiś błąd na stronę. Już nad tym pracujemy i niebawem będzie można dodać normalnie opowiadanie.

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany