Opowiadanie użytkownika horus33

Sekretarka doskonała cz.3

local_library580 comment0 thumb_up0
Sekretarka doskonała - część 3

Oto ja. Stoję przed lustrem i podziwiam swój wygląd. Przed godziną kurier przywiózł pudełko. Teraz mam na sobie jego zawartość. Cieniutka sukienka, koloru krwi, leży na mnie jakby zrobiona była z wody i ukazuje, chyba więcej szczegółów niż bikini. Tym bardziej, że w paczce nie było stanika. Były za to szpilki i biżuteria. W kolczykach i naszyjniku błyszczą czerwone oczka rubinów. Stoję, więc przed lustrem i gładzę swoje ciało, przez materiał sukienki. Już teraz, jestem napalona. Myśl, że już za kilka godzin zostanę zerżnięta, wykorzystana seksualnie jest niesamowita. I w ogóle mi nie przeszkadza. Wiedzieć , że to się stanie i tylko czekać na nieuniknione. Tak .Wspaniale jest kultywować rodzinne tradycje. Słyszę warkot silnika za oknem. Rzucam na siebie ostatnie spojrzenie i wychodzę, ku czekającej mnie przygodzie.

      *

Mój szef, pan Nawarro wynajął na tę noc najlepszą restaurację w mieście. W centrum sali stał stół, nakryty dla ośmiu osób. Reszta stolików stała pusta, lśniąc bielą obrusów i kując czerwienią róż. Oprócz mnie, był tam jeszcze Nawarro ze swoją żoną Anną, panna LaFeur, Antonio i dwóch nieznanych mi starszych jegomościów. Jednemu grubasowi o czerwonych policzkach i początkach łysiny, towarzyszyła małżonka, drugi był sam. Zostali mi przedstawieni jako dyrektorzy innych fili naszej firmy. Mnie Rafael przedstawił jako” moją sekretarkę Ilonę”. Nikt nie zapytał, co na tak ważnej kolacji, robi zwykła sekretarka, widać wszyscy tu znali moją historię.

Kilka minut później pojawili się kelnerzy roznosząc pierwsze dania. Siedziałam cichutko, starając się nie zwracać na siebie uwagi i jeść te wszystkie fikuśnie podane potrawy w możliwie najbardziej elegancki sposób. Udawanie niewidzialnej nie było trudne. Wydawało mi się, że nikt nie zwraca na mnie uwagi. Rozmawiano głównie o sprawach firmy. Mój Pan Pracodawca brylował w towarzystwie. Mówił najwięcej i najgłośniej, a jego zaraźliwy śmiech słychać było co chwilę. Pomimo, że siedziałam między nimi to nikt nie zaczepił mnie spojrzeniem, nie zamienił słowa. Zaczęłam rozumieć, po co tu jestem. Miałam być czymś w rodzaju deseru, który ktoś skonsumuje na koniec. Osobą o której przypomną sobie dopiero w chwili gdy będę potrzebna. Do tej pory miałam grzecznie czekać, nie przynieść wstydu i rozłożyć nogi w odpowiednim momencie. Nie powiem, że mnie to obrażało. Bo niby dlaczego? To była służbowa kolacja, a ja wykonywałam tylko polecenia swojego szefa.

- Dosyć! Dosyć tego gadania. O firmie wiem, już aż za dużo. Nudzicie mnie! – wykrzyknęła w pewnej chwili panna LaFleur. Dwie butelki najlepszego wina wypite przy kolacji sprawiły, że jej głos stał się chrapliwy i tak staranny jakby mówiła wielkimi literami.

- Oczywiście, co tylko sobie życzysz – fałszywie słodkim głosem odpowiedział Nawarro – może poprosimy o deser.

- Deser? Tak, ale żeby było nam jeszcze przyjemniej urządzimy sobie małe show. Co o tym myślisz drogie dziecko?

- Byłoby miło – odpowiedziałam zdając sobie sprawę, kto będzie głównym aktorem owego show.

 – Nie wiem, czy wiecie – popatrzyła po zebranych by spotęgować napięcie - ale mamy wśród nas bardzo ciekawą osóbkę. Nasza droga sekretareczka, nie nosi w pracy majtek, gotowa zawsze służyć swojemu szefowi - wyglądało to tak, jakbym nagle zmaterializowała się jakimś magicznym sposobem wprost z powietrza. Wszyscy zaczęli mi się przyglądać. – A ponieważ, ja również jestem jej szefem, musi słuchać i mnie. Prawda dziecinko?

Zerknęłam ukradkiem na żonę Nawarro zaniepokojona na tak jasne postawienie sprawy. Zwykle żony moich szefów nic nie wiedziały o moich dodatkowych zajęciach, choć pewnie się domyślały. Ta jednak przyglądała mi się z uśmieszkiem opierając brodę na złączonych dłoniach.

- Tak proszę pani – zdecydowałam się odpowiedzieć, mój głos był równie chrapliwy jak wielkiej szefowej. Zaczęło się.

- Podejdź do mnie. Zobaczymy czy i dzisiaj zastosowałaś się do rodzinnych tradycji.

Odłożyłam sztućce i na lekko tylko drżących nogach podeszłam do jej krzesła. Uniosła mi sukienkę przy okazji przesuwając dłońmi po udach. Moja świeżo wygolona cipka ukazała się wszystkim. Patrzyłam na ich reakcję. Obaj dyrektorzy, gapili się na nią zachłannym wzrokiem. Wydawało się, że nawet nie mrugają. Kostyczna żona grubego miała zszokowaną minę dewotki. Rafael, który już kilka razy widział moją cipkę wydawał się znudzony, tak samo Antonio. Za to żona Nawarra, przeciwnie. Przyglądałam się jej dyskretnie przez całą kolację, traktując ją trochę jak rywalkę i doszłam do wniosku, że mam z nią małe szanse. W odróżnieniu od Rafaela była blondynką. Króciutkie włosy, odsłaniały długą, wdzięczną szyję. Oczy, ogromne, błyszczące i cały czas uśmiechnięte. Pełne usta. Zgrabna i szczupła sylwetka z pięknymi sterczącymi piersiami. Wydawało mi się, że bije od niej jakieś światło. Patrzyła jak urzeczona między moje nogi. Koniuszek języczka pojawił się między jej wargami i zaraz zniknął. Ciekawe.

Rozochocona wrażeniem, jakie wywołała, panna LaFleur przesunęła dłonią po gładkim wzgórku łonowym. Jej palce wsunęły się między płatki, a jeden znalazł ukryte wśród nich wejście i zanurzył się w nim lekko. Miałam wrażenie, że przy stole zamiast dobrym jedzeniem zapachniało mną.

- O! Nadchodzi deser – wykrzyknęła widząc wchodzącą obsługę – w samą porę. Kochanie, podejdź do tamtego stołu i oprzyj się na nim. Antonio idź za nią i pieprz ją, dopóki nie skończymy kolacji.

Kelnerzy podchodzili do naszego stolika, przed każdym stawiając zamówiony deser. Widziałam jak starają się nie patrzeć w moją stronę. Czułam, jak na policzki wypływa mi rumieniec wstydu. Żeby nie przeciągać dłużej mojego upokorzenia, odwróciłam się i podeszłam do wskazanego stołu. Sukienka nie opadła całkowicie, zatrzymując się na pośladkach, wiec gdy ułożyłam się na śnieżnobiałym, pachnącym obrusie, naga pupa wypięta była w stronę sali. Zastanawiałam się, czy wzrok wszystkich kucharzy i pomocników nie wślizguje się właśnie między moje pośladki. Oczywiście, natychmiast mnie to podnieciło.

Antonio również posłuchał polecenia swej właścicielki, wstał od stołu i rozpinał spodnie. Obserwowałam go kątem oka. Jego posągowy kutas, stał już w całej okazałości i zastanawiałam się jak to będzie, mieć w sobie tak duży sprzęt. Wreszcie stanął za mną. Czułam, jak jego pała ociera się o moje pośladki. Rozchylił je na boki i wiedziałam, że ocenia moją cipkę. Dyszałam w blat, nie mogąc opanować podniecenia. Czekałam na to pierwsze wejście, wypełniające i rozdzierające zamknięte dotąd ciało. Uwielbiałam tą chwilę. Poprawiłam się na stole, wypięłam bardziej pupę . Wtedy Antonio chwycił krawędzie mojej pięknej sukienki i szarpnął rozdzierając ją, aż do pleców. Jego kutas, bez żadnego uprzedzenia wbił się we mnie, od razu na całą długość. Wyprężyłam się i krzyknęłam. Bolało. Przydusił mnie do stołu i pchnął jeszcze raz, tak samo mocno i brutalnie. Tym razem zagryzłam zęby. Nie pozwolę, żeby miał satysfakcję z moich krzyków.

- I co „dziubku” jak ci teraz. Dobrze? – wyszeptał mi te słowa do ucha, prawie na mnie leżąc. W jego głosie, można było usłyszeć pogardę i nienawiść. W końcu, to on mnie pieprzył, a nie był pieprzony.

Skurwiel.

 Czułam, jak czubek jego kutasa wbija się tam, gdzie jeszcze żaden. Aż do bólu rozchylał mi pośladki ,by dobić jeszcze kilka centymetrów więcej. Zagryzałam zęby, nie pozwalając sobie choćby na jęk. W pewnej chwili, chyba po to by mnie jeszcze bardziej upodlić, wyszedł ze mnie całkowicie i splunął między pośladki. Zgarnął potem ślinę kutasem i wszedł od nowa. Od jego pchnięć cały stół aż dygotał, a moje uda obijały się o jego kant. Wiedziałam, że będę tam miała olbrzymie siniaki. Musiałam się chwycić krawędzi blatu, bo inaczej obijałabym się jeszcze bardziej. To jednak spowodowało, że leżałam rozciągnięta na blacie, jak ofiara dla jakiegoś bóstwa. Na szczęście, moja cipka zaczęła się dostosowywać. Mogłam opaść na blat stołu, rozluźnić napięte mięśnie i zaciśnięte zęby. Z moich ust wyrwało się nawet kilka jęków.

Zerknęłam do tyłu na szefostwo. Mało, kto delektował się deserem. Wszyscy patrzyli w naszą stronę. Panna LaFleur pocierała się przez materiał sukienki, wcale się z tym nie kryjąc. O dziwo, Anna robiła chyba to samo tyle, że o wiele bardziej dyskretnie. Widziałam, charakterystyczny ruch jej ramienia kierującego skrytą pod stołem dłonią. Kelnerów wywiało z sali, tylko jeden zatrzymał się w pół drogi i patrzył na mnie. Miałam wrażenie, że wacha się chcąc mi pomóc. Spojrzałam mu w oczy i nieznacznie pokręciłam głową. Przygarbił ramiona i wyszedł.

- Wystarczy, zatrzymajcie się – zarządziła wielka szefowa – chociaż przedstawienie bardzo mi się podoba, to mam lepszy pomysł. – Podeszła do nas i postawiła mi kieliszek z winem na plecach. – Oto twoje zadanie dziecinko. Antonio, paluszkami doprowadzi cię do orgazmu. Jeśli w trakcie, poruszysz się na tyle by wylać choćby kropelkę, urządzę tej placówce firmy hekatombę. Przetrwa, co setna osoba. Jeśli natomiast, nic się nie wyleje, wyjadę już jutro. Zrozumiałaś? No to do roboty.

Zamarłam jak kamień, wiedząc, że każde nawet najmniejsze drgnienie mięśni , może spowodować przechył kieliszka. Osadzony na długiej nóżce zdawał się chwiać nawet teraz, a co dopiero podczas orgazmu. Boże! Przecież tego nie da się zrobić. Już po mnie. Palce mężczyzny już wędrowały po moim ciele. Tym razem, był delikatny i dobrze wiedział jak sprawia się rozkosz za pomocą palców. Chciał żebym poległa, a najprostszy sposób to sprawić mi przyjemność. Nie minęły dwie minuty, a ja już kilka razy zapomniałam się, chcąc jęknąć z rozkoszy, ale nawet jęk to nabranie głębiej powietrza i przechył kieliszka. To była najokropniejsza tortura w moim życiu. Orgazm już nadchodził, czułam jak wzbiera we mnie. Chciały się zrodzić dreszcze, wyrwać z ust krzyki. Nogi chciały bić powietrze, a paznokcie drapać obrus. Na nic takiego, nie mogłam sobie pozwolić. Leżałam jak głaz, choć w środku wszystko buzowało i wrzeszczało. Kieliszek chybotał się na plecach. Czułam go, wyraźniej niż wszystko inne. Wreszcie orgazm minął, ale nie mogłam sobie pozwolić na rozluźnienie. Jeszcze nie. Usłyszałam oklaski ,to podchmielona LaFleur biła mi brawo. Reszta przyłączyła się do niej z ociąganiem. Nie wiem jak ona poznała, że to już koniec.

- Brawo, brawo. Nie myślałam, że ci się uda. Wygrałaś dla nich spokój, choć bogiem, a prawdą nie wiem czy było warto – zabrała kieliszek z moich pleców i w końcu mogłam się podnieść. Jednak ja również miałam rachunki do wyrównania.

Delikatnie wyjęłam pusty już kieliszek z palców Szefowej i uklękłam przed Antoniem. Jego pała, ciągle mokra smakowała mną. Widać było, że nie spodziewał się tego, po tym co mi zrobił. Zlizywałam z niego moje soki, rozkoszowałam twardością i kształtem. Chociaż to kutas Antonia znikał w moich ustach, ja patrzyłam w błękitne i przymrużone oczy LaFleur. Wiedziałam, że zastanawia się czy mnie wywalić na zbity pysk za dotykanie jej zabawek bez pozwolenia. Ja jednak uparcie patrzyłam jej w oczy, hipnotyzowałam, więc pozwalała mi na to na razie. Przez język i wargi czułam jak coraz bardziej sztywnieje kutas Antonia, jak napręża się jego ciało. Wiedziałam, że jeszcze chwila i strzeli mi w usta. Gdy już prawie, czułam smak spermy na języku odchyliłam głowę i podstawiłam kieliszek. Białe strugi spermy tryskały falami do środka. Przyglądałam się zafascynowana, jak spływają na dno. Było tego całkiem sporo. Kiedy wycisnęłam już z niego ostatnią kropelkę, wstałam i uniosłam kieliszek w toaście. Wszyscy patrzyli tylko na mnie. Nawet Rafael, nie spuszczał ze mnie wzroku. Uniosłam kieliszek przytknęłam do warg z tej strony, gdzie trochę spermy osiadło na krawędzi i zlizałam ją czubkiem języka. A potem nagłym, szybkim ruchem chlusnęłam nią Antoniowi w twarz. Nie zdążył się zasłonić. Część dostała mu się nawet do ust. Odskoczył jak oparzony, macając na oślep za czymś czym mógłby wytrzeć oczy. Panna LaFleur zaśmiała się perliście, kolejny raz tej nocy bijąc mi brawo.

- Wspaniałe! Tego się nie spodziewałam. Masz wspaniałą sekretarkę Rafaelu. Niestety ja nie – spoważniała. – Czuj się zwolniony. Dziubku. I tak mi się znudziłeś. Trzeba będzie urządzić nowy casting.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany