Opowiadanie użytkownika 0bi1

Ojciec Wirgiliusz cz. 2

local_library30 comment0 thumb_up0
Ojciec Wirgiliusz - część 2

    Nadszedł tak długo oczekiwany dzień, w którym zamierzałem zastosować nowatorską (jednocześnie starą jak świat), bezpośrednią metodę inseminacji. Wizyta pacjentki była zaplanowana na godzinę trzynastą, tymczasem erekcja wywołana wyobrażeniem sobie tego, co zamierzałem z nią robić, trwała odkąd tylko się przebudziłem. Cieplutkie ciało żony, śpiącej jeszcze głęboko, kusiło swoją bliskością i dostępnością. Sypiamy nago, więc zbliżyłem się do niej, przywierając sztywnym penisem do gorących pośladków, jednocześnie prawą dłonią obejmując mięciutką pierś, miętoląc ją bardzo delikatnie. Kocie pomrukiwania żony świadczyły o przebudzeniu. Głaszcząc brzuszek, zsunąłem dłoń niżej, gdzie przeczesując palcami gęste krzaczory, czarnego jak noc owłosienia łonowego, próbowałem zlokalizować szczelinkę, w której za chwilę zamierzałem ulokować swój nabrzmiały organ. Nie zawiodłem się – była wilgotna i gotowa na jego przyjęcie. Wszedłem od tyłu, powoli zagłębiając do samego końca swój miecz w pochwie.

        To fantastyczne uczucie, gdy twardy penis znajduje się w miejscu dla niego przeznaczonym – gorącym i wilgotnym. Żona delikatnie poruszając pupką sprawiła, że jego główka powoli okrążała szyjkę macicy dostarczając obopólnej rozkoszy. Byliśmy już zgrani, więc wspomagałem ją w tym niespiesznym akcie, również poruszając się w tym samym rytmie. Po pewnym czasie, gdy oboje byliśmy już napaleni na maksa, zacząłem ją rytmicznie pukać. Już nie pieściłem piersi, lecz przytrzymując dłonią biodra, wbijałem się w oślizgłą, gorącą cipkę, często zmieniając tempo i kąt natarcia. Normalnie trwałoby to długo, ale dziś podniecony wizją wizyty pacjentki tak niecierpliwie oczekiwanej, szczytowałem dość szybko, opróżniając buzujący magazynek i zalewając seriami gęstej, gorącej spermy, niezaspokojoną tym razem cipkę żony. Aby jakoś jej to wynagrodzić, pieszczotą łechtaczki przy użyciu palców, doprowadziłem i ją do coraz szybszego oddychania, przerywanego pojękiwaniem a w końcu do pełnej ekstazy. Jej ciało stężało, uda zadrżały i zacisnęły się na moich palcach tkwiących w cipce. Okrzyk rozkoszy stłumiła, wtulając twarz w poduszkę. Leżeliśmy jeszcze chwilę, zaspokojeni i szczęśliwi. Moja dłoń błądziła po sztywnych jeszcze piersiach, a jej pieściła moje jajka i sflaczałego już fiuta. Dzień rozpoczął się bardzo miło i miałem nadzieję, że dalej będzie równie ekscytująco.

    Podczas śniadania uśmiechaliśmy się do siebie – zawsze tak jest, kiedy dzień rozpocznie się rozkosznym świtańcem. Świat wtedy wydaje się piękny i właściwie taki jest. Gdybyśmy jako ludzie, utrzymali zachowania naszych przodków – szympansów Bonobo i częstowali się seksem jak ciastkiem, chipsem, czy piwem, bylibyśmy wszyscy dużo szczęśliwsi.  Wizyta u znajomych zaczynałaby się od propozycji:
- Macie ochotę na rozkosz?
- Ja dziękuję - byłem przed chwilą w markecie i miałem przyjemność z ekspedientką, ale może moja żona (dziewczyna, narzeczona) by chciała – odpowiedziałbym.
- Wiesz, chętnie skorzystam – powiedziałaby, biorąc w dłoń pytę gospodarza.
Podczas gdy oni zajmowaliby się sobą, my z gospodynią napilibyśmy się kawy, a jeśli przyszłaby nam ochota na coś więcej, pod wpływem oglądanych amorów, przyłączylibyśmy się do zabawy. Po kilku drinkach ponowilibyśmy igraszki w przeróżnych układach i po mile spędzonym wieczorze, wrócilibyśmy do domu, albo poszlibyśmy w miasto, szukać kolejnych wrażeń. Majtki wtedy stałyby się zbędnym elementem garderoby, używanym jedynie w przypadku comiesięcznej damskiej przypadłości lub jako ozdoba, mająca wywołać podniecenie, a zarówno kobiety, jak i mężczyźni ubieraliby się w tuniki, jak w starożytnym Rzymie, czy Grecji, bo wtedy dostęp do części intymnych jest wyjątkowo łatwy, a to z kolei jest bardzo wygodne przy częstej kopulacji. Niestety, w obecnie obowiązującym modelu społecznym, miłosne rozkosze są dystrybuowane bardzo oszczędnie w stosunku do ogromnych potrzeb. Zwłaszcza tej części ludzkości, która posiada penisy.

    Przejazd przez miasto zajmował mi zazwyczaj około 40 minut. Kiedy przyjechałem do kliniki, pozostało jeszcze około pół godziny do pierwszej umówionej wizyty. Basia - moja pielęgniarka, będąca jednocześnie rejestratorką, asystentką i kochanką, czekała jak co dzień z gorącą kawą. Pijąc, rozmawialiśmy o planie wizyt na dzisiaj, choć myślami błądziłem wokół jednej klientki, której oczy, włosy i cudowna figura, zawładnęły całkowicie moją wyobraźnią. Tak głęboko wryły się w pamięć kształty jej piersi, bioder, ud, cipki, że nawet po upływie miesiąca miałem je przed oczami, tak jakbym patrzył na nie przed chwilą. W dodatku na wspomnienie sposobu, w jaki się poruszała podczas rozbierania i ubierania w trakcie poprzednich wizyt, poczułem erekcję rosnącą w portkach w błyskawicznym tempie. Nie umknęła ona uwadze Basi, która z bezczelnym uśmiechem rzuciła:
- Oooo, widzę, że pan doktor w potrzebie.
- To może zamiast tak bezczynnie patrzeć, udzieliłabyś pierwszej pomocy – odpowiedziałem ze śmiechem.

    Wiedziałem, że nie będzie trzeba jej specjalnie namawiać, bo lubiła te nasze zabawy i emocje związane z ryzykiem przyłapania in flagranti. Stanąłem pod ścianą, z trudem wydobywając z rozporka sztywny buzdygan. Basia podeszła, przywarła ustami do moich, przyszczypując wargi i drażniąc je języczkiem. Dłonią objęła drgającego twardziela i delikatnie pieściła, przesuwając nią w górę i w dół, czasem gładząc kciukiem samą główkę. Nie przerywając całowania, objąłem ją, dłońmi miętoląc pośladki. Podciągnąłem wyżej spód jej kitla, by poczuć delikatność skóry tyłeczka i uzyskać dostęp do cipki. Nie miała dzisiaj majteczek. Lubię, gdy szczuje mnie swoją nagością, pod nieprzykrywającym prawie niczego fartuszkiem. Na klacie czułem twardość  piersi, ściśniętych pomiędzy nami. Przesunąłem prawą rękę, by od przodu wsunąć ją pomiędzy mięciutkie uda i pieścić ukrytą w rudych kędziorkach szczelinkę. Była już bardzo mokra. Wsunięte w nią palce natychmiast pokryły się warstwą śluzu. Basia zaczęła już pojękiwać, ale zdecydowała się przerwać te pieszczoty, uklęknąć i zająć się napiętymi do granic możliwości klejnotami. Najpierw całowała delikatnie boki penisa, ale chcąc mieć lepszy dostęp do moszny, przestała na chwilę, rozpięła pasek i guzik spodni, opuszczając je do wysokości kolan. Teraz miała możliwość pieszczenia nie tylko genitalii, ale także tyłka. Skwapliwie z tego skorzystała. Dłońmi pieściła pośladki, a ustami wszystko to, co było z przodu. Po początkowo delikatnych pieszczotach, przyspieszyła ruchy głowy, co raz szybciej nadziewając się na sterczącego penisa.   

    Uwielbiam, gdy tak robi! Kiedy na początku naszej erotycznej znajomości, po raz pierwszy miałem przyjemność doświadczyć tego superprzyspieszenia, byłem zdumiony, że w ogóle jest możliwe tak szybkie poruszanie głową, że szyja to wytrzymuje, ale okazało się, że Basia jest mistrzynią w sztuce obciągania. Wtedy bardzo szybko wytrysnąłem w jej ustach, a ona bez mrugnięcia okiem połknęła wszystko i jeszcze przez chwilę glancowała do czysta całego penisa. Dzisiaj wiedziałem, że nie pójdzie jej tak łatwo, bo byłem już przecież po jednym orgazmie, przeżytym podczas porannych bzyków z żonką. Pewnie uznacie mnie z hipokrytę, zdradzającego żonę, ale to nie jest tak. Kocham ją i to, że mam kochankę nie zmienia niczego. Ba, nawet jest korzystne, bo podniecony wspomnieniem seksu z jedną, daję też szczęście drugiej. Z Basią łączy mnie tylko układ seksualny, bez mieszania w to uczuć. I tak jest dobrze dla wszystkich. Oczywiście tylko do czasu, gdy żona się dowie. Potem będzie już tylko piekło.

    Nie chcąc za mocno nadwyrężać ust Basi, wyjąłem z nich penisa, a ich właścicielkę uniosłem sadzając na biurku. Oparła się dłońmi o blat, ja zadarłem jej kitel, rozszerzyłem uda i wszedłem w gorącą i wilgotną cipkę. Niespiesznie poruszałem biodrami w przód i w tył, zagłębiając się w ciepłej głębinie raz po raz. Mocno ściskałem jej biodra podczas dymania. Objęła mnie ramionami, nogami oplatając wokół pasa i dociskając do siebie przy każdym pchnięciu. Pomrukiwała zadowolona z wypełniającej ją twardości, drażniącej wrażliwe miejsca, powodującej rozpływanie się fal ciepła po całym ciele. A trzeba przyznać, że miała je doskonałe – długie, zgrabne nogi, stosunkowo mały tyłeczek, wąska talia i bardzo ponętne piersi. Do tego śliczna buzia i rude włosy. Lachon! Po prostu lachon!  Zgrabna, malutka dupeczka kusiła, aż prosiła się o delikatnego klapsa, ale w warunkach gabinetu nie mogłem sobie na to pozwolić. Przecież nie wiedziałem, czy przypadkiem ktoś już nie siedzi w poczekalni. Ale miałby minę słysząc odgłosy klapsów zza ściany!

    Przyspieszyłem. Zacząłem ruchać ją na ostro, wbijając się do samego końca. Obejmowała moją szyję ramionami, wpijając zęby w obojczyk, aby tłumić jęki. Czułem, że z trudem powstrzymuje się przed głośnym przeżywaniem nadciągającego orgazmu. Jej uda zaczęły drżeć, a pochwa pulsacyjnie zaciskać na wypełniającym ją drągu. W końcu stężała w ekstazie przeszywającej całe ciało. Ja też już byłem blisko finału, ale zwolniłem ruchy, by spokojnie doszła. Wysunąłem się z niej, oczekując, że doprowadzi mnie do ekstazy ustnie. Domyśliła się od razu – przykucnęła, ponownie biorąc do ust penisa, prawie gotowego do eksplozji. Tego właśnie potrzebowałem! Po zaledwie kilkunastu ruchach w jej ustach, wytrysnąłem wstrząsany spazmami orgazmu. Uwielbiam tak kończyć! I kocham wszystkie kobiety, które lubią w ten sposób dostarczać rozkoszy! Jesteście cudowne! Basia jeszcze przez chwilę pieściła mnie ustami, a przewrażliwiony penis powodował kolejne spazmy. W końcu wstała. Daliśmy sobie jeszcze po buziaku, lekko poklepałem ją po tyłeczku i przywróciłem do porządku swoje odzienie. Basia poprawiła włosy i makijaż. Zaspokojeni, szczęśliwi i uśmiechnięci, byliśmy już gotowi na przyjęcie pierwszych pacjentów.

    Do trzynastej czas zleciał na rutynowych działaniach. Pacjentki zmieniały się jak w kalejdoskopie, a ja z niecierpliwością wyczekiwałem wizyty tej jednej, o której marzyłem. Przyszła z mężem punktualnie. Poprosiłem ją do gabinetu, natomiast mąż dostał do napełnienia pojemniczek na nasienie. Basia odprowadziła go do pokoju, w którym przez nikogo nie niepokojony, mógł opróżnić jądra z materiału do inseminacji. Po przekazaniu spermy mojej asystentce, jego rola właściwie się skończyła. Teraz tylko mógł cierpliwie oczekiwać na wyjście z gabinetu zapylonej małżonki. W międzyczasie przedstawiłem pani Ewie sytuację. Siedziała naprzeciwko mnie, pełna nadziei, ale też lekko zaniepokojona.
- Pani Ewo, proszę się nie stresować, bo to nie pomaga w poczęciu. Duże znaczenie ma komfort psychiczny, więc proszę się nie nastawiać, że będzie się tu działo coś nadzwyczajnego. Zależy nam wszystkim tylko na spokoju i doprowadzeniu do stworzenia optymalnych warunków dla zajścia w ciążę.
- Tak, wiem. Ale zawsze wizyty u ginekologa są trochę krępujące, a mi naprawdę bardzo zależy na posiadaniu dziecka. Proszę mnie zrozumieć – to oczekiwanie i niepewność. Może dlatego się lekko denerwuję.
- Spokojnie. Zrobię wszystko, naprawdę wszystko, żeby miała pani to upragnione dziecko. Niestety, jakość nasienia pani męża, delikatnie mówiąc, nie jest najlepsza. Badania wykazały bardzo małą ruchliwość plemników, stosunkowo niedużą ich ilość i patrząc realnie - szanse są bardzo małe.
- Ale spróbujemy, prawda.
- Oczywiście możemy spróbować, ale obawiam się, że to będzie strata czasu.
- To co możemy zrobić? Sztuczne zapłodnienie?
- Bardzo pani chce tego dziecka?
- O niczym innym nie marzę!
- Mógłbym pomóc, ale musiałaby pani zachować pełną dyskrecję, bo metoda, którą chcę rekomendować jest stara, sprawdzona, jednak może mieć przykre konsekwencje.
- Co pan doktor ma na myśli?
- Proszę się nie gniewać, ale kiedyś, gdy kobieta nie mogła zajść w ciążę z powodu bezpłodności męża, to mały skok w bok dawał jej szansę posiadania potomstwa. Nie proponuję pani poszukiwania kochanka, bo to może być kłopotliwe i brzemienne w skutkach. Natomiast jeśli zgodzi się pani na moje rozwiązanie, to może wyjść z tego gabinetu tak, jakby inseminacja się powiodła.
- Nie rozumiem …
- Mam czworo zdrowych dzieci i tylko w ten sposób mogę pani pomóc. Będziecie państwo mieli upragnione dziecko, a mąż, jeśli zachowa pani dyskrecję, będzie przekonany, że to jego.
- Ale jak to? Chce pan zrobić inseminację swoim nasieniem?
- Nie. Nie mamy na to czasu. Zrobimy to tradycyjnie.
- No wie pan? Za kogo mnie pan ma!
- Za piękną, rozsądną kobietę potrzebującą pomocy. I ja taką oferuję. Proszę się nie unosić i spokojnie przemyśleć moją propozycję.

    Oburzona wstała i skierowała się ku wyjściu z gabinetu, jednak już z ręką na klamce, zatrzymała się. Była odwrócona tyłem, ale widziałem, że walczy ze sobą. Wybór był niesamowicie trudny – posiadanie upragnionego dziecka, czy lojalność wobec męża. Było mi jej żal. Rozumiałem jak trudną decyzję musiała podjąć. Na szali było jednak macierzyństwo. Po chwili wahania odwróciła się i bez słowa poszła za parawan.  Udałem się za nią. Rozbierała się bardzo nerwowo i jakby z zażenowaniem. Nie było w tym nic z poprzedniego sex appealu. Kiedy do niej podszedłem, zauważyłem łzy spływające po policzkach. Odgarnąłem włosy z jej ślicznej twarzy i drugą dłonią podnosząc podbródek zmusiłem do spojrzenia w moje oczy. Musiała dostrzec w nich tkliwość i współczucie, bo odniosłem wrażenie, że się uspokoiła i obdarzyła mnie zaufaniem.

    Pomogłem jej zdjąć stanik i powoli zbliżyłem usta do zawilgoconych policzków. Delikatnie całowałem zapłakane oczęta, jedną dłoń wplatając we włosy, drugą zmierzając ku uwolnionym z fiszbin piersiom. Miałem przyjemność dotykać ich wcześniej, jednak teraz robiłem to w zupełnie odmiennej sytuacji. Przedtem badałem pacjentkę, teraz celem było spowodowanie rozluźnienia, odprężenia i podniecenia. Pieściłem więc delikatnie raz jedną, raz  drugą, ustami zmierzając w kierunku jej pełnych, wydatnych i przecudownych warg. Nie uciekła przed pocałunkiem, lecz odpowiedziała, jakby wszelkie zahamowania gdzieś zniknęły. Przesunąłem rękę pieszczącą dotychczas   głowę i szyję, w kierunku jędrnej dupki, ukrytej jeszcze w bawełnianych majtkach. Wsunąłem ją pod gumkę, ściskając i ugniatając pośladek, ale też podążając wąskim rowkiem dotarłem do okolic cipki. Niestety złączone uda nie pozwalały jeszcze na wniknięcie do niej. Przerwałem na chwilę całowanie i pieszczenie piersi, aby pozbawić moją pacjentkę majteczek, utrudniających dostęp do jej skarbu.
Jestem Paweł – szepnąłem do jej ucha, kiedy już się podniosłem.
Ewa – odpowiedziała przygryzając płatek mojego ucha.

    Podziałało to na mnie niezwykle stymulująco. Mój penis drgnął i lekko zaczął się unosić. Ewa ośmielona skutecznością swojej pieszczoty, sukcesywnie pozbawiała mnie poszczególnych części garderoby. W końcu stanąłem przed nią nagi, z lekkim wzwodem, co widząc zdecydowała się mi pomóc. Zbliżyła usta do penisa i dłonią zsunęła napletek. Naga główka po chwili zniknęła, pochłonięta przez gorące wargi, trafiając na szorstki, ale zwinny i ruchliwy języczek. Jej pieszczoty wkrótce zaowocowały przepiękną erekcją, ale nie chciałem przystępować od razu do dzieła. Przecież marzyłem o tej chwili od wielu dni, więc chciałem się nią delektować, nacieszyć i wyryć w pamięci, bo nigdy nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie okazja to powtórzyć.

    Uniosłem ją z kolan i poprosiłem o zajęcie miejsca na fotelu ginekologicznym. Pomogłem umieścić nogi na podpórkach, po czym podszedłem do wezgłowia i przywarłem ponownie do cudownych ust. Teraz całowaliśmy się już bardzo namiętnie. Prawą dłonią pieściłem jej piersi, lecz co pewien czas podążałem nią w kierunku pokrytego blond włosami wzgórka. Zagłębiałem palec lub dwa w wilgotnej dziurce, pieściłem łechtaczkę, po czym wracałem do twardych z podniecenia piersi. Przerwałem całowanie, bo zaczynało nam brakować powietrza, oboje byliśmy już podnieceni tak mocno, jak tylko się da, więc moje usta poszukały innych warg, a język dzyndzelka wystającego u ich zbiegu. Ewa wiła się z rozkoszy, gdy pieszczoty francuskie przyniosły oczekiwany skutek. Po chwili jej ciałem wstrząsnął orgazm, a moja głowa utkwiła zaciśnięta pomiędzy rozedrganymi udami. Nie przestawałem lizać tej przesłodkiej cipeczki, dopóki tkwiłem uwięziony w mięciutkich nausznikach. Gdy Ewa ochłonęła, spojrzała na mnie z wyrzutem.
- Przecież nie to mi obiecałeś.
- Ale to było niezbędne, żebyś się rozluźniła. Teraz przystąpimy do konkretów. Przejdź do kozetki i oprzyj się o nią.

    Zrobiła to, o co ją prosiłem, dzięki czemu w moim kierunku wypięła przecudny tyłeczek, pod którym błyszczała soczysta cipka. Wszedłem w nią delikatnie, delektując się ciasnotą, obejmującą moje prącie. Była naprawdę fantastyczna! Złapałem za biodra i rozpocząłem regularne rżnięcie. Posuwałem ją bardzo długo, bo jak by nie patrzeć, dzisiaj był to mój trzeci raz. Nie wiem czy nawet Messi może się popisać takim hat-trickiem – trzy gole do trzech bramek, a każda w innym kolorze. Pierwsza brunetka, druga ruda, trzecia blondynka. Byłem z siebie dumny! Zanim zalałem jej pochwę milionami plemników, szczytowała jeszcze raz zagryzając zęby na zaciśniętej pięści. Po zakończeniu, kazałem jej pozostać w tej pozycji jeszcze przez pięć minut, by zwiększyć szansę zapłodnienia. Ja w międzyczasie ubrałem się i zrobiłem pamiątkowe zdjęcie Ewy z tyłeczkiem seksownie wypiętym w moim kierunku.
- Co robisz? – próbowała protestować.
- Jesteś tak doskonale śliczna, że chcę mieć pamiątkę. Ty będziesz ją miała w brzuszku. Chociaż dla pewności zapłodnienia, dobrze by było powtórzyć to jutro.
- Mój mąż się zdziwi, jeśli jutro przyjdziemy jeszcze raz.
- Nie, nie możesz przychodzić tu z nim. To znaczy możesz, ale na comiesięczne wizyty kontrolne podczas ciąży. Natomiast jutro spotkajmy się w hotelu. Będzie intymniej i bardziej komfortowo, a to niezbędny warunek do poczęcia.
Kiedy opuściła gabinet,  zajrzała do niego Basia i ze znaczącym uśmiechem rzuciła:
Kogucik z pana doktora!
Taka służba – odpowiedziałem wiedząc, że nic się przed nią nie ukryje.

    Pomimo naszych starań, aby zachować ciszę, przez cienkie drzwi musiała słyszeć wszystko, co się działo w gabinecie. A Ewie naprawdę zależało, bo w hotelu spotykaliśmy się jeszcze przez tydzień, bzykając się wielokrotnie w przeróżnych pozycjach. Podczas pierwszej wizyty kontrolnej okazało się, że nasz trud nie poszedł na marne – była w ciąży. W jej oczach nie było już smutku – promieniała szczęściem. Ta radość udzielała się obu ojcom. Podczas całej ciąży, w trakcie badań przy każdej wizycie dostarczałem jej jeszcze więcej endorfin. Z brzuszkiem była jeszcze bardziej podniecająca. Każde spotkanie kończyło się podwójnym megaorgazmem, a wdzięczność Ewy była ogromna. Starała mi się odpłacić za ciążę najlepiej jak mogła. Kiedy przyszła pora na kolejne dziecko, już wiedziała jak to zrobić. I z kim. Zostałem ojcem jej syna i dwóch córek. Tylko wiecie jak to jest z dyskrecją kobiet. Mąż nigdy się nie dowiedział, natomiast przyjaciółka „w największej tajemnicy”, ta kolejnej przekazała „tylko nikomu nie mów” i tak po pewnym czasie pacjentki same zaczęły mi proponować alternatywną drogę zapłodnienia. W końcu straciłem rachubę ile mam dzieci (na pewno do Czyngis-chana mi daleko), jedynie zdjęcia robione po każdej sesji zapylającej, pozwalają policzyć ilość uszczęśliwionych przeze mnie matek.

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany