Opowiadanie użytkownika 0bi1

Iza cz. 3

local_library146 comment1 thumb_up1
Iza - część 3
16-02-2018 21:40

    Powróciwszy na naszą plażę, poszłyśmy wykąpać się w ciepłym morzu. Fale obmyły nasze ciała i kostiumy, studząc też nadmiernie rozbuchane emocje. Teraz inaczej patrzyłam na Olę. Już nie była tylko przyjaciółką – teraz łączyło nas coś więcej. Wprawdzie pierwszego dnia pobytu masturbowałyśmy się w swojej obecności, jednak bez dotykania się nawzajem. Tego nie da się porównać z wzajemnym pieszczeniem stref intymnych, z doprowadzeniem drugiej osoby do całkowitego odlotu, do utraty władzy w nogach, czy panowania nad pęcherzem moczowym. Przepełniało mnie poczucie szczęścia, ba nawet powiedziałabym euforii, że Ola tak życzliwie i z takim zaufaniem, powierzyła pieszczotom moich dłoni nie tylko swoją muszelkę, ale także niemal wciągnęła mój palec w ten ciasny otworek znajdujący się tuż za nią. Wiedziałam, że przy najbliższej okazji, będąc sama, spróbuję na sobie, jakie to uczucie – czy sprawiłam jej przyjemność, czy ból. Chociaż wspominając drugi orgazm chłopca na plaży, nie mogłam przypuszczać, by było to coś nieprzyjemnego. Na razie przerwałam te rozmyślania, bo po kąpieli znów trzeba było się zabezpieczyć przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym. Tym razem już świadomie przeciągałyśmy rozprowadzanie olejku po naszych schłodzonych ciałach. To cudowne uczucie, kiedy chłód wody obkurcza skórę, stawiając włoski do pionu i usztywniając piersi. Gdy moje dłonie ujęły drobne piersi Oli, wcierając olejek wyjątkowo dokładnie, rozpierało mnie szczęście. Ona musiała odczuwać to samo, więc odwdzięczała się smarując moje piersi, szyję, ramiona i plecy. Tak skore zawsze do wygłupów, tym razem robiłyśmy to w całkowitym skupieniu, poznając rękami swoje ciała w o wiele szerszym zakresie, niż podczas gwałtownego zaspokojenia podniecenia, wywołanego widokiem dwóch facetów bzykających się na plaży. Na początku trochę się dziwiłam, że tak się wtedy podjarałam, ale później pomyślałam, że w końcu, co ma mnie podniecać, jak nie nagi, dobrze zbudowany i hojnie wyposażony mężczyzna. Oczywiście – jeszcze Ola. Ale chyba w każdej z nas jest odrobina zainteresowania własną płcią i ciekawość doświadczania nowych rzeczy. Dlatego też nie osądzam innych.


    Ale wracając do nas – poleżałyśmy jeszcze trochę na słońcu, nasze ciałka były już dość ładnie opalone po kilku dniach skwierczenia. Omówiłyśmy oczywiście to, co widziałyśmy na sąsiedniej plaży, (szczególnie to wielkie, dyndające pomiędzy nogami mięśniaka) nie za bardzo poruszając temat tego, co zrobiłyśmy same, gdyż chyba jeszcze trochę się wstydziłyśmy. Z drugiej strony, wcześniej nie miałyśmy żadnego doświadczenia w relacjach damsko-damskich, więc nie bardzo wyobrażałyśmy sobie jak to dalej będzie. Dla mnie jedno było pewne – chciałam więcej. Zaproponowałam szybszy powrót z plaży, by wykorzystując wolny apartament, nacieszyć się sobą nawzajem, zanim wrócą nasi rodzice i Piotrek. Opuszczając plażę, zauważyłam, że nie ma na niej naszych rodziców – tylko Piotrek z jakimś kolegą pływali w maskach z rurkami. Zaniepokoiłam się, że może wrócili do hotelu i swoją obecnością pokrzyżują nasze plany. Ale na szczęście nie było ich tam. Po szybkim prysznicu, usłyszałam pukanie – to odświeżona Ola, otulona w biały szlafrok, z turbanem z ręcznika na głowie, przyszła do pokoju, który dzieliłam z bratem. Drzwi od apartamentu zamknęłam od wewnątrz, by nikt nas nie nakrył.


    Po powrocie do pokoju, zastałam Olę, lekko speszoną, ale byłam pewna, że spragnioną tego, co i ja. Podeszłam do niej, zdjęłam jej szlafrok, ręcznik kryjący włosy, po czym gładząc boki bioder, wsunęłam obie ręce pod gumkę majtek. Podczas zsuwania ich w dół, moje oczy w końcu mogły się nasycić widokiem cudownego owłosienia łona mojej przyjaciółki – teraz właściwie już kochanki, a do nozdrzy dotarł zapach świeżo umytej młodziutkiej cipki. Idealny obraz zacieniał jednak pasek całkowicie białej skóry, bardzo mocno kontrastujący z intensywną opalenizną. Mam taki sam, bo pomimo regularnego przesuwania gumki majtek, niektóre fragmenty skóry nigdy nie doświadczają promieni słonecznych. Tym się niestety różni opalenizna naturalna, od tej z solarium. Podziwiałam przez chwilę jej doskonale szczupłą, dziewczęcą figurę, gładkość skóry, niewielkie, ale piękne piersi, długie nogi i pokryty gęstym czarnym, kręconym owłosieniem wzgórek łonowy. Podniecało mnie bardzo, że nie poddała się modzie na całkowicie ogoloną strefę bikini. Wygoliła tylko to, co mogłoby wystawać poza kostium. Futerko dodawało jej kobiecości, prowokowało do głaskania, czochrania, przeczesywania palcami, co niezwłocznie po odrzuceniu ręcznika, którym byłam owinięta, uczyniłam.


     Nasze usta spotkały się ponownie, ciała przywarły do siebie, a ręce początkowo obejmujące ramiona, gładzące plecy, powoli zaczęły szukać miejsc bardziej wrażliwych. Wędrowały od tyłu głowy, przez szyję, plecy, pośladki, by w drodze powrotnej pieścić, futerko, pachwinę, bok i piersi. Te, pod wpływem pieszczot szybko zaczęły się unosić i naprężać. Sutki stwardniały, nasze muszelki zwilgotniały, atmosfera zrobiła się na tyle gęsta, że oddechy stały się krótkie, urywane i z gorąca skóra pokryła się kropelkami potu. Przesunęłam usta na jej szyję, by powoli pieszcząc każdy centymetr aksamitnej skóry, pokrytej delikatnym meszkiem, podążyć w kierunku dwóch prześlicznych, sterczących, szpiczastych piersiątek. Zajmowałam się nimi bardzo delikatnie, nie znając jeszcze ich wrażliwości, bo przecież każda z nas odczuwa inaczej. Lizałam ciemnobrązową obwódkę sutka, jedną ręką ściskając pierś, po czym łapałam go wargami, przyciskając lekko. Po chwili przenosiłam się na drugą. Wolną ręką ściskałam pośladek i gładziłam plecy. Czułam delikatną pieszczotę palców Oli, wplecionych w moje włosy na głowie, lub błądzących po szyi i ramionach. Na moment oderwałam się od piersi Oli, by ułożyć ją na łóżku.


    Natychmiast wróciłam do pieszczot, zmierzając wolno, z przerwą na polizanie dziurki pępuszka, w kierunku jeszcze nieznanej dla mnie, przynajmniej nie z takiej perspektywy, pusi. Zawsze to ja miałam lizaną cipkę, tym razem miało być inaczej. Zanurzyłam nos w kudłatych kędziorkach porastających wzgórek, po czym zjechałam niżej, kilkukrotnie przesuwając nim pomiędzy wilgotnymi już wargami. Natychmiast pokrył się sokami. Jej cipka pachniała balsamem do ciała i na początku trochę nim smakowała. Przeszłam do całowania wewnętrznej strony ud, lizania pachwin i chwytania ustami warg sromowych. Robiłam to na przemian z delikatnymi pociągnięciami językiem od mniejszej dziurki, wzdłuż całej szparki, aż do łechtaczki. Musiałam jej poszukać językiem. O ile moja jest zbudowana tak, że prawie wystaje na zewnątrz, to Oli była ukryta bardzo głęboko. Czułam jej wargi zaciskające się na bokach mojego języka, na prawie całej jego długości. Dopiero wtedy czubek sięgał najwrażliwszej kuleczki. Jedną ręką głaskałam i przeczesywałam włoski, druga gładziła skórę brzuszka, boków i bioder. Kiedy zauważyłam, że Ola zaczyna powoli dochodzić, jęcząc przy tym coraz głośniej, skoncentrowałam się już na samym najwrażliwszym guziczku, wzmagając siłę nacisku i intensywność ruchu języka. Moje ręce powędrowały w kierunku jej piersi, potęgując dodatkowo siłę orgazmu, który przyszedł tak gwałtownie, że zaciskające się uda, omal mnie nie udusiły. Byłam przeszczęśliwa, że pierwszy raz pieszcząc Olę w ten sposób, nie mając żadnego doświadczenia w tym względzie, udało mi się doprowadzić ją do happy endu. Gdy po chwili emocje opadły i oddech się trochę uspokoił, zapytała mnie nieśmiało, czy teraz ona może spróbować.

- O niczym innym nie marzę –odpowiedziałam ze śmiechem, kładąc się na wznak i rozszerzając nogi, by dać jej swobodny dostęp do mojej myszki.


    Zaczęła jednak od delikatnego całowania moich ust. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale całowanie nakręca mnie bardziej niż wszystko inne. Pod wpływem tych pocałunków, motylki w moim brzuszku zerwały się do lotu, moja norka zaczęła wydzielać soki w niespotykanej dotąd ilości. Obejmowałam Olę ramionami, rozkoszując się ciepłem leżącego na mnie ciała, dotykiem delikatniutkiej skóry i marzyłam, by ta chwila trwała wiecznie. I jeszcze o jeden dzień dłużej. Jednocześnie moja łechtaczka dopominała się bardziej zdecydowanych pieszczot. Ola jakby to wyczuwając, rozpoczęła podążanie w jej kierunku. Przez chwilę zatrzymała się na wysokości mojego biustu, pieszcząc piersi rękami i gorącymi ustami. Ręce pozostały tam już do końca. Szczęśliwego końca. Usta zaś trafiły tam, gdzie były najbardziej oczekiwane. Bez trudu znalazły mój najwrażliwszy punkt. Delikatne ruchy języka, na przemian krążącego wokół łechtaczki, lub poruszającego się wzdłuż warg, w niedługim czasie doprowadziły mnie do hiperorgazmu. Dopadłam do jej ust, dziękując za szczęście, jakim mnie obdarzyła. Leżałyśmy jeszcze długo całując się i czerpiąc możliwie jak najwięcej z piękna tego błogostanu.


    Jak co dzień, na obiad poszliśmy wszyscy razem. Każdego dnia testowaliśmy inną tawernę, próbując lokalnych dań, chcąc jak najlepiej poznać tutejsza kuchnię. Miłym akcentem po każdym posiłku, był darmowy kieliszek anyżowego ouzo lub raki. Od pierwszego dnia pobytu, wywalczyliśmy sobie prawo do tego jednego kieliszeczka. Starzy, choć niechętnie, ale się ugięli. Dawało nam to poczucie dorosłości, gdy byliśmy przez obsługę lokalu traktowani tak samo jak oni.

- Zmieniliście plażę? Nie widziałam was na naszej – zapytałam rodziców.

- Tak. Już nam się znudziła. Poszliśmy kawałek dalej – powiedziała mama.

- To może po obiedzie pójdziemy z wami.

- Po co będziecie tak daleko chodzić, jak macie bliżej fajną plażę – powiedział tata.

Coś mi się to wydało podejrzane, że nie chcą nas ze sobą zabrać, ale pomyślałam, że nie będziemy się narzucać. Przecież też wolałam być sama z Olą. Po obiedzie poszliśmy – my na swoją, a rodzice gdzieś dalej. Piotrek z kumplem zanurzyli się w falach, obserwując rybki przez maski, od czasu do czasu nurkując po muszelki. Zanim rozłożyłyśmy ręczniki, Ola zapytała:

- Nie dziwi cię, że tak nas zniechęcali?

- Bardzo. Idziemy zobaczyć, o co chodzi? – spytałam.

- Jasne!


    Wyszłyśmy na ścieżkę i minąwszy „gejowską” plażę, dotarłyśmy do następnej. Ścieżka prowadziła już tylko do niej. Dalej były skały porośnięte krzakami i nie było przejścia. Widok, jaki ujrzałyśmy podczas schodzenia na dół sprawił, że na chwilę się zawahałyśmy, czy kontynuować marsz. Plaża długa na ok. 100 m nie była za bardzo oblegana – wypoczywało na niej może z 50 osób, ale za to całkowicie nagich. Wszędzie gdzie się spojrzało, widać było gołe tyłki, piersi, męskie klejnoty i tylko to, że na końcu plaży zobaczyłyśmy czwórkę naszych rodziców (oczywiście też gołych jak ich Pan Bóg stworzył), dodało nam śmiałości, by iść dalej. Naturalnie w kierunku drugiego końca plaży. Chyba nie byłyśmy jeszcze gotowe, by widzieć ich nago – to byłoby zbyt żenujące. Idąc udawałam, że nie interesują mnie mijane fujarki, ale tak naprawdę, dobrze je sobie oblukałam. Nagle, ku mojemu przerażeniu dostrzegłam wielką pałę, która wydała mi się znajoma. Gdy podniosłam wzrok wyżej, ujrzałam twarz jej właściciela, szczerzącego zęby w uśmiechu, świadczącym o tym, że nas rozpoznał. Zanim speszona spuściłam wzrok, zauważyłam, że pomiędzy nim, a Rudzielcem leży prześliczna czarnowłosa Greczynka. Czarnowłosa wszędzie. Pośpiesznie oddaliłyśmy się w kierunku końca plaży. Burak na twarzy Oli powiedział mi, że też widziała to co ja.

- A cóż to panienka taka zawstydzona? – zażartowałam.

- Nie rozbiorę się przy nich – odpowiedziała.

- Przecież akurat oni nie są tobą zainteresowani. Zresztą sami powinni się wstydzić – rzuciłam.

- A w ogóle, to zdejmujemy wszystko? – spytała niepewnie.

- Jasne! Kiedy opalimy sobie te śmieszne trójkąty, jak nie teraz – powiedziałam zrzucając z siebie bikini.


    Ośmielona tym Ola poszła w moje ślady, nasmarowałyśmy się olejkiem do opalania i zaległyśmy na ręcznikach. Starzy raczej nas nie widzieli, a nawet jeśli, to przecież nie mogli przyjść z dyndającymi fiutkami, żeby nas wygonić z tej plaży. Swoją drogą, to musieli mieć do siebie ogromne zaufanie, skoro opalali się nago, razem z żonami. Całkowity brak ubrań sprawił, że poczułam się cudownie swobodna. To chore, pomyślałam, że ludzie w naszej cywilizacji latem, podczas upałów, muszą chodzić ubrani, przegrzewając swoje ciała. Że nie mogą tak jak w plemionach afrykańskich, czy amazońskich uwolnić się od krępującej odzieży. Te ograniczenia narzucone nam przez fanatyków religijnych, powodują tylko niepotrzebne frustracje, bo młodzi chłopcy podniecają się już na widok kolana, odkrytego ramienia, nie mówiąc już nawet o piersi, czy cipce. Tymczasem w kulturach, gdzie nagość jest codziennością, do której wszyscy przywykli od dzieciństwa, widok piersi nie wzbudza zupełnie skojarzeń seksualnych. Do podniecenia prowadzi kontakt intymny, pieszczota, bliskość, ciepło. Tak samo było na tej plaży. Pomimo, że wokół pełno było nagich pań, wszystkie fiutki leżały sobie grzecznie, nie widziałam żadnego we wzwodzie, a wierzcie mi, przyglądałem się z ogromna ciekawością, bo pierwszy raz widziałam je w takiej mnogości. Takie fiutkowe eldorado – do wyboru, do koloru. Jedne bardziej opalone, inne mniej, większe, mniejsze, zarośnięte, ogolone, z dużymi klejnotami, z małymi. Przeróżne. Tak samo było z cipkami – różniły się kształtem warg, łechtaczek, wielkością, kolorem skóry, włosów i fryzurą. Gdy tak rozmyślałam, morska bryza owiewała moje nagrzane od słońca ciało, powieki powoli opadały i zaczęłam odpływać w sen. Nie wiem jak długo drzemałam, ale obudziły mnie szturchnięcia.

- Popatrz, ale dyskretnie, na parę za gejami – wyszeptała konspiracyjnie Ola.


    Obróciłam się na brzuch i kładąc ramiona pod głowę, spojrzałam we wskazanym kierunku. Miałam założone okulary, więc nikt nie mógł widzieć, że go obserwuję. A widok był naprawdę ciekawy. Dziewczyna, nie bacząc na to, że wokół leży, siedzi, chodzi wiele osób, pieściła ręką jeszcze dość miękkiego penisa swojego chłopaka. Musiało jej się strasznie nudzić. Jak łatwo się domyślić, stan miękkości nie trwał długo. Penis zrobił się sztywny i sterczał domagając się zaspokojenia. Ku naszemu zdziwieniu, dziewczyna spokojnie, powoli nachyliła się nad nim i wykonując kilka delikatnych liźnięć dookoła główki, po chwili wciągnęła ją do ust w całości. Zauważyłam, że nie tylko ja się przyglądam, bo kilka metrów dalej, jakiś facet zainspirowany poczynaniami sąsiadów, zaczął sam pieścić swojego pena, co widząc jego partnerka, szybko przyszła z pomocą. Ten odwdzięczając się za pomoc, skierował swoją dłoń najpierw ku piersiom, później wprost do wygolonej na łyso pusi. Jego palce zagłębiły się w wilgotnej norce, pieszcząc jednocześnie guziczek znajdujący się przy wejściu do niej. Spojrzałam do tyłu, by sprawdzić, czy Ola też to widzi. Oblizywała wargi, nie odrywając wzroku od akcji dziejących się zaledwie kilkanaście metrów od nas. Wróciłam do obserwacji i aż się uśmiechnęłam do siebie – już cztery pary zabawiały się ze sobą (oczywiście każda oddzielnie). To zaczynało przybierać formę rozchodzącej się fali, zachęcającej kolejne pary do działania. Nawet gruby i długi wąż naszego znajomego z sąsiedniej plaży, drgał już napełniany kolejnymi porcjami krwi. Widząc to leżąca obok Greczynka zbliżyła usta i rozpoczęła lizanie go od samych klejnotów, po czubek, wydzielający już pierwsze krople soku. Rudy przyłączył się do zabawy, pieszcząc palcami szparkę i mniejszą dziurkę Greczynki. Pomyślałam sobie, że na tym świecie już mnie nic nie zdziwi. Bo to, co zobaczyłam znaczyło, że Starszy i Rudy wyznają zasadę „żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek”. Jakby na potwierdzenie tego, Rudy wprowadził właśnie swojego penisa w wypiętą norkę Greczynki, objął dłońmi jej biodra i powoli zaczął posuwać. Rozchodzące się już prawie ze wszystkich stron jęki, sapania i postękiwania, zadziałały stymulująco na te pary, które dotychczas nie rozpoczęły jeszcze amorów.


    Nieśmiało spojrzałam w kierunku naszych rodziców i szczęka mi opadła. Już sam widok bzykających się rodziców, byłby dla mnie żenujący. A w miejscu, jak by nie było, publicznym, to już było nie do wyobrażenia. Tymczasem zobaczyłam, nie dość, że się pieprzą jak króliki, w pozycji na pieska, to jeszcze niestety „pomylili” żony. Mój tata dymał panią Basię – mamę Oli, a tuż obok jej mąż wbijał swojego penisa w moją mamę.

- Widzisz, co robią nasi starzy? – zapytałam Olę.

- Niestety. Nie wiem teraz, co mam o tym myśleć – odparła zasępiona.

- Kurwa! Jeśli robią tak od dawna, to możemy być rodzeństwem – zamyśliłam się.

- Nie chciałabyś, żeby tak było? – zapytała.

- W sumie – czemu nie? I tak kocham cię jak siostrę – odpowiedziałam.

- I nie tylko tak, lesbo. Ale skoro się pukają, to znaczy, że nas nie widzieli – rzuciła już z uśmiechem.

- A z drugiej strony, to chyba lepiej, że nasi starzy też się kochają – śmiałam się razem z nią - To tak po chrześcijańsku – kochać bliźniego swego, aż do upadłego.


    Po tej wymianie zdań, już bez skrępowania obserwowałyśmy, co się dzieje na plaży. A działo się. Plaża sprawiała wrażenie wielkiego mrowiska. Wszystko wokół się poruszało. Nie było już ani jednej pary, która by się nie stukała, napędzana widokiem sąsiadów, inspirujących do zmian pozycji, tempa i sposobu zadowalania. Jedni kochali się po francusku, inni tradycyjnie, tylko nasi znajomi robili to we troje. Greczynka nadziała się na wielkiego penisa należącego do Starszego i przywarła do niego piersiami, całując namiętnie. Rudy, który wcześniej wchodził w jej piczkę, teraz zainstalował się w mniejszej dziurce i dymał ostro, jakby mu się gdzieś spieszyło. Spojrzałam w kierunku naszych starych – zmienili pozycję – mama położyła się na wznak, podkładając usta pod usta pani Basi, a prawą ręką pieszcząc jej piersi. Tata Oli uniósł jej nogi, opierając na ramionach i zapakował swojego zaganiacza w jej rozgrzana już cipkę. Obie ręce oparł na mamusinych piersiach i miętolił je na oczach swojej żony. Pomyślałam sobie, że właściwie to super, że potrafią tak całkowicie pozbyć się zazdrości, że tak naprawdę, to wszyscy na tym korzystają. Nie ma monotonii w pożyciu małżeńskim, seks jest urozmaicony i możliwy we wszystkich konfiguracjach – dwójkowych, trójkowych i czwórkowych, jak dziś. Skoro nasze mamy się całowały, to z pewnością w zabawach sam na sam posunęły się dalej. Uświadomiłam sobie nagle, że pewnie z Olą kontynuujemy rodzinną tradycję. Brakuje jeszcze tylko, by do naszych zabaw dołączył Marek i chłopak Oli (którego niestety jeszcze nie ma). Do naszych uszu coraz częściej zaczęły docierać odgłosy szczytowania. Trochę zazdrościłam, widząc tężejące w rozkoszy ciała – damskie i męskie. Postanowiłam odtąd zawsze, kiedy nadarzy się taka sposobność, opalać się nago, najlepiej w takim wyluzowanym towarzystwie jak teraz. Bo przekonałam się, że nie ma w tym nic strasznego – wręcz przeciwnie - jest to jak najbardziej naturalne. Przesunęłam się do tyłu, by przytulić się do Oli. Czułam się nieswojo, kiedy tak wszyscy wokół się bzykali, brakowało mi jej dotyku. Objęła mnie, bez skrępowania chwytając za pierś. Niczego więcej w tej chwili nie potrzebowałam i niczego bardziej nie pragnęłam.

Komentarze

Znakomite. Piękne. Mam nadzieję, że to autentyczna relacja :)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany