Opowiadanie użytkownika Greedi_Lady_Foxie

Fantastic Business Women part 2

local_library134 comment0 thumb_up0

Szacunek to główna cecha, jaką powinno się znać pracując w „Business Women”. Tą zasadę znają pracownicy, jak i klienci baru. Jiberil nie stworzyła zwyczajnego burdelu, w którym niewyżyte bestię mogą dać upust instynktom, a ludzie to tylko zabawki. Nie. Celem całego tego przedsięwzięcia jest obustronna przyjemność. Klient nie zostanie wpuszczony do środka, jeśli nie okaże szacunku i własnego savior vivre. To samo tyczy się pracowników. Tancerze jak i kurtyzany mają mieć do siebie szacunek i potrafić walczyć o swoje.  

Kultura ma tutaj wysokie znaczenie.

Ross idąc korytarzem nawet nie pomyślał, żeby wcześniej spytać się Venei o numer pokoju, w którym miał czekać na niego klient, ale widząc jedyną tabliczkę z napisem „Nie przeszkadzać” szybko się domyślił. Stojąc przed drzwiami wziął głęboki wdech. Dawno tego nie robił. Ciekawe czy jeszcze potrafi zadowalać gości seksem tak dobrze jak tańcem.

- Oby to nie był, jakiś stary pryk, bo przysięgam, że nawet tam nie wejdę. - wymruczał chłopak i wcześniej pukając wszedł do pokoju.

- Dobry wieczór. Nazywam się Ross i będę dzisiaj panu towarzyszyć. - brunet ukłonił się lekko. Dziewczyny długo wbijały mu do głowy instrukcję jak zwracać się do klientów pokazując im, że są kimś ważnym, a jednocześnie zachowując własną godność.

- Czekałem na ciebie. - odpowiedział mu głęboki, łagodny głos. Brunet uniósł wzrok na wysokiego blondyna po 30-tce siedzącego w czarnym, satynowym szlafroku na królewskim łóżku. W lewej dłoni trzymał szklankę z whiskey, a drugą podpierał się na materacu. Rossowi na sekundę zabiło mocniej serce. Dłonie zaczęły mu się pocić i poczuł suchość w gardle.

- Wchodź. Napijesz się czegoś? - mężczyzna wstał zwinnie niczym kot i jednym krokiem znalazł się przy małym barku na lewo od wejścia do pokoju. Wziął drugą czystą szklankę, wrzucił okrągłą kostkę lodu i zalał ją szkarłatnym napojem.

- Dziękuję - Ross nawet nie miał czasu, żeby zaprotestować. Z czystej grzeczności przyjął trunek, ale od razu upił duży łyk niwelując tym samym nieprzyjemną suchość. Chrząknął na próbę i od razu przeszedł do konkretów.

- Zatem czym mogę dziś panu służyć? - spytał, starając się pokazać tonem głosu totalny brak zainteresowania, zabarwiony lekkim uśmiechem. Nie ośmielił się jeszcze usiąść obok mężczyzny. Chyba wyszedł z prawy bardziej niż myślał.

- Nie musisz się tak spinać. Domyślam się, że Pani Szefowa powiedziała ci kim jestem. Jednak chciałbym, żebyśmy zaczęli z czystą kartą. Zapomnij o wszystkim co o mnie usłyszałeś i przyjmij jak każdego klienta. Dziś jestem twoim jednorazowym razem. - na te słowa Ross poczuł, że chciałby przywalić trzymaną szklaną prosto w jego nawet przystojny ryj. Czy on go brał za zwykłą dziwkę?

- Nie chcę być nieuprzejmy, ale pan mnie chyba myli z lafirami na ulicach. Od kilku lat nie zajmuję się tym interesem. Dopiero niedawno wróciłem w te strony i dotychczas występowałem jako tancerz. Normalnie nie pracuję tutaj jako kurtyzana. Jeśli nasza rozmowa ma tak wyglądać to będę zmuszony pana zostawić. - brunet upił palący łyk alkoholu i zimnym wzrokiem zmierzył blondyna. Ten siedział ponownie na łóżku i bawiąc się własnym drinkiem przyglądał się chłopakowi z równie kamiennym wyrazem twarzy. Po chwili jednak zaśmiał się krótko.

- Spokojnie. Nie miałem zamiaru cię urazić. Chciałem sprawdzić jak daleko mogę zajść zanim przekroczę granicę. Robię to z każdą kurtyzaną, która mnie obsługuje. Muszę przyznać, że Jiberil na prawdę nad wami czuwa. Jestem pod wrażeniem. - 25-latek nie bardzo wiedział, jak na to odpowiedzieć. W jakie chore gry ten facet sobie pogrywa?

- Mówiłeś, że masz na imię Ross?

- Tak.

- Usiądź obok mnie. - blondyn poklepał miejsce na łóżku. Ross ze względu na maniery i rolę pracy nie mógł odmówić tak prostej prośby. Dopóki nie kazano mu skakać przez okno musiał być posłuszny.

Tak więc zrobił o co go proszono. Siadając starał się przyjąć jak najbardziej rozluźnioną sylwetkę, ale nic nie mógł zrobić na to, jak jego ciało spięło się gdy mężczyzna przysunął się bliżej niego. Dłoń blondyna powędrowała do jego twarzy i zaczęła delikatnie muskać po policzkach. Skóra w dotyku była zimna, bo wcześniej trzymała schłodzoną szklankę z whiskey.

Chłopak wciągnął głośno powietrze i tylko siłą woli nie oderwał głowy do tyłu.

- Jesteś strasznie spięty. - stwierdził 30 - latek. Jeszcze bliżej przysunął się do bruneta zarzucając swoją nogę na jego kolana. Dłoń, która wcześniej błąkała się wśród jego włosów nagle wróciła do twarzy i mężczyzna wsunął kciuk do ust bruneta rozszerzając je. Korzystając z przewagi nad szokiem Rossa, blondyn wpił się w usta chłopaka. Całował niby wolno, ale agresywnie. Wargi bruneta zaczęły puchnąć i bolały od ciągłego przygryzania. W pewnym momencie zaczął czuć nawet metaliczny posmak krwi.

Podczas całego zajścia mężczyzna wyjął szklankę z dłoni Rossa i odstawił ją na nocnej szafce, jednocześnie pchając chłopaka do tyłu i siadając na nim okrakiem. Czarny szlafrok zakrywał niewiele. Spod delikatnej, gładkiej tkaniny świeciła blada i umięśniona sylwetka blondyna. Ross musiał przysiąc, że klient nie wyglądał najgorzej. Nie kontrolując swojego ciała doszło do niego, że zaczyna się wkręcać, a jego dłonie wędrują pod materiałem szlafroka.

- W końcu się otworzyłeś? - wymruczał blondyn przy uchu bruneta.

- Jestem do pana usług, ale nikt nie zabronił mi się mocniej angażować. Wie pan. Taka rola. - wydyszał Ross jadąc językiem po szyi mężczyzny w stronę obojczyka. Jeszcze chwila, a zostawi tam czerwony ślad.

- Przejdźmy na ty, bo czuję się staro, gdy ktoś mówi do mnie „pan”. Wystarczy Victor.

- Zgoda. - syknął Ross zasysając się na delikatnej skórze blondyna. Victor w odpowiedzi schował twarz w szyi bruneta i cicho jęknął. Ten dźwięk był tak niewinny, a jednocześnie tak seksowny, że chłopak nie mógł zignorować rosnącego napięcia w spodniach.

- Co powiesz, żebyśmy trochę zaostrzyli grę? - warknął łapiąc twarz Victoria w dłonie. Patrząc na nią z bliska mógł wyraźnie zobaczyć niebieskie tęczówki jego oczu.

- Rób co chcesz. - ktoś kto patrzyłby z boku stwierdzi, że to nietypowe, by młodszy dominował starszego, ale wiek w tym zawodzie nie miał dużego znaczenia. Jiberil starała się, by jej pracownicy byli przynajmniej pełnoletni zanim zaczną przyjmować klientów. Nigdy nie pozwoliłaby na pedofilię pod swoim dachem.

Ross uśmiechnął się lekko i zwinnym ruchem odwiązał czarny pasek od szlafroka. Materiał odsłonił umięśniony tors i pokaźną erekcję blondyna.

- Kładź się. - rozkazał i zamienił się miejscami z Victorem, który niczym uległy pies, z zamglonym wzrokiem i nierównym oddechem wykonał szybko polecenie. Złapał ręce mężczyzny i przywiązał je za nadgarstki paskiem do ramy łóżka.

Często jemu tak robili, gdy pracował w starym klubie, ale samemu też kilka razy stosował tą metodę. W większości przypadkach kończyła się powodzeniem i większą wypłatą.

Kończąc wiązać supeł ponownie pocałował blondyna i wsunął swoje kolano między jego nogi naciskając mu na jądra. Victor głośno westchnął.

- Tak... -i zaczął się przysuwać bliżej Rossa.

Brunet znając dobrze zawartość szafek nocnych w pokojach wyjął butelkę z lubrykantem, ale jeszcze jej nie otworzył. Poluźnił swoje spodnie, żeby zaznać odrobiny wolności. Jego penis nie był w lepszym stanie od niebieskookiego. Nagle przypominając sobie o członku blondyna złapał go jedną dłonią i ścisnął. Sperma powoli zaczęła się sączyć z żołędzi. Chłopak zaczął masować ją kciukiem rozprowadzając lepką substancję po całym członku Victora. Widząc czerwone rumieńce na twarzy mężczyzny i słysząc jego głośny oddech zrobił jeden ruch dłoni po całej długości penisa. Poczuł pod sobą jak ciało blondyna drży. Drugą dłonią bawił się jednym z sutków, które również były twarde i wyraźne na bladej skórze klienta. W między czasie składał na jego torsie pojedyncze pocałunki kończąc je długim pocałunkiem.

Widząc do jakiego stanu doprowadził Victoria samą grą wstępną wziął lubrykant i nalał trochę na dłoń. Rozprowadził śliski płyn na palcach i unosząc biodra mężczyzny do góry bez zapowiedzi wsadził w niego dwa palce. Victor zadrżał mocniej. Jęczał i wyginał się we wszystkie strony.

- Teraz to ty musisz się rozluźnić. Jesteś ciasny, jak cholera. - Ross poruszał palcami wgłąb wsuwając je coraz bardziej. Gdy blondyn zaczął robić się luźniejszy wsunął trzeci palec, a okrzyk zaskoczenia stłumił kolejnym pocałunkiem.

Pracował tak nad Victorem kilka minut z jednej strony przygotowując go na swojego penisa, a z drugiej pompując członka blondyna długimi ruchami.

- Ross... Błagam... - wydyszał blondyn. Wyglądał, jakby miał zaraz dojść, ale Ross nie zamierzał mu na to pozwolić. Przytrzyma go, dopóki sam nie uzna, że nadeszła pora.

Wyjął palce i rozpinając rozporek, zsunął z siebie spodnie i wszedł powoli. Victor wygiął się jęcząc głośno. Tak mocno ciągnął dłonie, że rama łóżka zaczęła skrzypieć. Wszedł cały za pierwszym razem. Nogi blondyna spoczywały na jego barkach i łapiąc Victora za biodra zaczął pchać wolno i głęboko. Z czasem ruchy stawały się coraz szybsze. Pokój wypełniły dźwięki ocierających się ciał. Łóżko skrzypiało i uderzało lekko o ścianę przy każdym pchnięciu. Gdzieś w tyle głowy, Ross zapisał, że musi o tym powiedzie później Jiberil.

Victor jęczał, że już nie może. Że zaraz dojdzie. Jego penis, że dłużej nie wytrzyma. Kilko ostatnimi ruchami Ross złapał członka blondyna i masując go pozwolił mężczyźnie dojść. Ciepła sperma wystrzeliła i zalała jego brzuch. Kilka kropli wylądowało mu na twarzy. Ross doszedł chwilę później i pozwolił, by fala rozkoszy na chwilę przyćmiła jego umysł.

Gdy pierwsze wrażenia zeszły pozbierał się szybko, odwiązał Victoria i zakrywając jego wymęczone ciało kołdrą wyszedł z pokoju. Na korytarzu oparł się ciężko o ścianę. Nogi mu drżały i miał wrażenie, że zaraz zemdleje. Czuł się spełniony i trochę pusty. Wziął kilka głębokich oddechów i zobaczył czy nigdzie nie ma na nim śladów spermy. Gdy uznał, że wygląda przyzwoicie ruszył do schodów.

Przed nimi stała Jiberil. Brunet nie potrafił odczytać wyrazu jej twarzy.

- Jak było? - spytała przyglądając mu się.

- Chyba mu się spodobało. - chłopak dawno tego nie robił i ciężko mu było określić czy dobrze się spisał. Wszystko się okaże gdy zobaczy wypłatę.

- Dobrze. Idź się umyj i resztę wieczoru masz wolną. Ale zawsze możesz zostać jeśli chcesz.

- I tak nie miałem planów. - brunet minął szefową w przejściu i zszedł schodami na dół do przebieralni. Jiberil przez chwilę patrzyła za nim, po czym uśmiechnęła się i dołączyła do gości na sali. W końcu dzisiaj jest Halloween. 

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany