Opowiadanie użytkownika Greedi_Lady_Foxie

Fantastic Business Women

local_library345 comment0 thumb_up0

Gdy blondynka przechodziła obok jej biurka, brunetka śmignęła ją w tyłek plikiem dokumentów. Blondynka pisnęła z zaskoczenia i spojrzała na Caroline wyzywająco. Miały szczęście, że w biurze nikogo nie było. Pora obiadowa ledwo się zaczęła i tylko one dwie zostały same. Przy innych pracownikach nigdy coś takiego by nie zaszło.


- Za co to było? - spytała blondynka opierając się o blat biurka. Caroline zdjęła okulary i spojrzał ze spokojem na swoją wspólniczkę.


- Ty już wiesz za co.


- Chodzi ci o wczoraj? Mówiłam, że nie mam ochoty na twoje zabawy. - zanim Victoria mogła cokolwiek zrobić, brunetka doskoczyła do niej łapiąc mocno za nadgarstek. Mimo różnicy wzrostu Caroline dominowała silną osobowością.


- I co mi zrobisz? - spytała prowokująco blondynka patrząc drugiej kobiecie prosto w oczy.


- Dowiesz się wieczorem. Lepiej wracajmy do pracy. Przerwa obiadowa się kończy. Chyba, że chcesz gdzieś iść?


- Myślałam, że nie zapytasz. - brunetka puściła rękę Victorii i obie kobiety postanowiły zrobić sobie małą przerwę w obowiązkach.


~*~


Liebue cieszyło się marną reputacją. W porównaniu z wielkimi, przedsiębiorczymi miastami wyglądało jak mała, szara plamka na mapie. Nic nie znacząca. Cechą szczególną jaką mogło się pochwalić to kwestia dominacji kobiet nad mężczyznami. Liczbowo miasto było zaludnione po równo przez obie płcie, ale to kobiety radziły sobie lepiej. Ich interesy rozrastały się powoli i miarowo. Wiele kobiet zasiadało na wysokich stanowiskach i mogło się dumnie nazwać Business Women. Dlatego nic dziwnego, że agencja promująca modeling "Beauti Queen" cieszyła się reputacją godnej baru Jiberil. Po udanym pokazie nowej kolekcji bielizny jaki organizacja pomogła zorganizować relacje między tymi młodymi kobietami stały się mocniejsze. Zaufanie, uczciwość i zrozumienie po fachu stanowiły grunt dla dobrze prosperującej przyszłości.


W Business Women interes kwitł jak każdego dnia. Wieczory stawały się gwałtowne. Pełne muzyki, tańca i alkoholu, a kto odważniejszy i śmielszy udawał się na górę, by dać upust cielesnym rządom.


Ciężkie dni spędzone za biurkiem musiały zostać jakoś wynagrodzone. Trzeba było rozluźnić mięśnie i umysł. Dlatego wypad do baru wydał się dwóm kobietom idealnym zakończeniem udanego tygodnia. Akcje szły świetnie. Kratki w kalendarzu zapełniały się coraz bardziej. Rezerwacje kolejnych pokazów sięgały kilka miesięcy do przodu.


Caroline i Victoria docierając do metalowych drzwi pokazały małą karteczkę ochroniarzowi. Mężczyzna kiwnął głową na zgodę i wpuścił je bez kolejki. Gdzieś za plecami usłyszały okrzyki sprzeciwu ludzi stojących w długiej kolejce.


- Wciąż nie mogę uwierzyć, że tak po prostu dostałyśmy karty stałego klienta.


- Nie rozumiem co cię tak dziwi. Dostałyśmy to jako podziękowanie za gościnę na pokazie. W końcu jej pracownica wygrała nasz konkurs.


- No tak. Ale patrz jakim prestiżem cieszy się Pani Jiberil. Wiesz w jakim byłam szoku kiedy weszła na salę? - każdy mieszkający w Liebue wiedział jak ciężko Jiberil zapracowała na swój tytuł i szacunek. Nikt bliżej z nią związany nie odważył się mówić do niej na „ty”.


- Dla mnie to też było zaskoczeniem. - kobiety oddały kurtki do szatni i weszły na salę.


Standardowe bordowe ściany, meble z ciemnego drewna i charakterystyczne metalowe pale przywitały ich na wstępie. Miejsca powoli się zapełniały. Z głośników leciała spokojna muzyka, a scena stała pusta. Obie podeszły do baru, za którym stała szatynka w krótkich, kręconych włosach.


- Dzień Dobry! Miło was znowu widzieć. - dziewczyna rozpoznała kobiety i szeroko się uśmiechnęła.


- Nam też jest miło. Przyszłyśmy, bo dostałyśmy rezerwację. - Caroline pokazała karteczkę, którą wcześniej pochwaliła się ochroniarzowi.


- Rozumiem. Stolik piąty. Ostatni w rogu po lewej stronie. Stoi na nim tabliczka. - Victoria spojrzała w stronę, w którą pokazała szatynka.


- Podać wam coś do picia?


- Dwa razy whiskey z lodem. I colą osobno. Ale jakieś dobre.


- Mamy 20-letniego Ballantines’a.


- Świetnie. - barmanka szybko zaczęła nalewać trunek do kryształowych szklanek. W każdej brzęczała duża, lodowa kula po chwili zalana bursztynowym płynem. Obok Venea podała butelki Coca Coli.


- Proszę bardzo. Pierwszy drink na koszt firmy.


- Oh! Dziękujemy. - kobiety zabrały swoje drinki i ruszyły do odosobnionego stolika na tyłach sali.


~*~


Dwie godziny później sala była praktycznie pełna. DJ zajął swoje miejsce za konsolą szykując się do długiej nocy. Cichy Jazz zamienił się na głośną popową piosenkę i na salę wskoczyła Xella. Szczupłe ciało od razu zaczęło owijać się wokół rury. Widzowie oszaleli. Głośne oklaski wypełniły pomieszczenie.


Caroline i Victoria pijąc już trzecią kolejkę Ballantines’a przyglądały się dziewczynie z podziwem.


- Już wiemy czemu była taka dobra na wybiegu.


- Prawda.


Gdy występ się skończył i Xella zeszła ze sceny, nastała chwila ciszy. Nagle z nad ich głów ryknął mocny rock i Ross zgarnął swoje pięć minut. Obu kobietom na jego widok zaschło w gardle i jednocześnie jednym haustem wychyliły resztki whiskey ze szklanek.


- Mam ochotę potańczyć.


- To chodź. - Caroline pociągnęła blondynkę na parkiet, gdzie kilka innych osób bujało się do piosenki.


Nagromadzone procenty w końcu uderzyły im do głowy i świat stał się trochę mniej przerażający. Napięcie związane z prowadzeniem firmy spędzało im sen z powiek i tylko w chwilach jak te mogły poczuć się sobą.


Biznesmenki trwały na parkiecie dobre pół godziny. Przez cały ten czas brunetka wysyłała swojej towarzyszce sygnały, które blondynka wytrwale starała się ignorować. Dopiero kiedy dłonie Caroline zaczęły błądzić po jej ciele zrozumiała aluzję.


- Nie tutaj. - powiedziała jej do ucha.


- To chodź na górę. Na pewno znajdziemy jakiś pokój. Później zapłacimy. - Victoria przez chwilę się wahała, ale dała za wygraną. Brunetka zaciągnęła ją do stolika po rzeczy a potem w stronę schodów na drugie piętro.


~*~


Obie padły na miękki materac królewskiego łóżka. Gdy wbiegły na górę wpadły do pierwszego wolnego pokoju i zawiesiły tabliczkę "Nie przeszkadzać".


- Mówiłam, że nie mam ochoty na twoje gierki.


- A ja mówiłam, że zobaczysz czy jesteś tego pewna wieczorem. Dalej uważasz, że nic z tego nie będzie? - Caroline nie dawała za wygraną. Victoria ostatnio za często ją zlewała. Ich związek nie należał do zwyczajnych.


Obie były kobietami i razem prowadziły firmę modelarską. Znając się dłużej niż trwał ich biznes ustaliły na jakich warunkach ich znajomość będzie trwać. Chciały się przekonać co z tego wyjdzie. I musiały przyznać, że póki co obu się podobał taki układ rzeczy.


- No ja nie wiem. Ostatnio trochę przesadzasz.


- Wiedziałaś, że lekko nie będzie.


- Ale nie musiałaś mnie tak mocno walić w tyłek! Do dzisiaj jest siny.


- Na prawdę? To dlaczego ja go jeszcze nie widziałam?


- Bo nie chwalę się nim na prawo i lewo.


- Bo tylko ja mam do niego prawo.


- O, wcale nie jesteś pierwsza.


- Ale dopilnuję, że będę ostatnia. - brunetka ściągnęła okulary i odłożyła je na szafce nocnej. Siadając blondynce na biodrach spojrzała na jej odsłonięty dekolt. Uśmiechając się sprawnie unieruchomiła ręce Victorii i wgryzła się w jej szyję. Najpierw zębami. Potem zaczęła lizać i ssać. W kilka sekund skóra blondynki zaczęła zmieniać kolor, a ona sama wydawała z siebie ciche jęki.


- Nigdy mi nie powiesz, że cię to nie kręci. - westchnęła brunetka składając pojedyncze pocałunki wzdłuż obojczyków Victorii. Blondynka cicho się zaśmiała.


- Gdybym wiedziała jakim jesteś potworem to postawiłabym na relacji: Top - Top. Nigdy nie wybrałam bym tylko opcji uległej.


- Może kiedyś pozwolę ci dominować.


- Akurat.


- Nie wierzysz mi? - brunetka zrobiła najlepszą minę niewiniątka na jaką ją było stać w tej chwili. Rozmierzwione włosy i wzrok pełny pożądania psuły ten efekt.


- Jakoś nie.


- Pierdolisz. - Caroline tym razem już łagodniej pocałowała swoją partnerkę.


Puściła jej ręce by dłońmi zacząć pozbawiać ją garderoby. Victoria w tym samym czasie robiła dokładnie to samo tylko od drugiej strony. Jej palce wędrowały pod obcisłą sukienkę powoli ciągnąc ją do góry. Gdy była już na linii majtek została ugryziona w wargę.


- Ała!


- To za te palce. Zabieraj je.


- Ale...


- Żadne ale. - warga blondynki zaczęła drętwieć. Poczuła w ustach metaliczny posmak i patrzyła na brunetkę z wyrzutem.


Caroline wyprostowała się i poprawiła sukienkę. Natomiast koszula blondynki została rozpięta zostawiając ją w samym staniku.


- To nie fair, że tylko ty jesteś ubrana. 

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany