Opowiadanie użytkownika bieniek

Ewa i raj

local_library59 comment0 thumb_up1

Leżę na plecach, szczęśliwy jak nigdy. A właściwie jak zawsze. Na mnie leży Ewa. Cała mokra od potu, spermy i kobiecego wytrysku całuje mój tors, przed chwilą ponownie nadziana na pal męskości. Uwielbia to równie mocno jak ja. Jedyny pal na świecie, na którym obie strony umierają z rozkoszy. Nasza córka, Aga, śpi spokojnie w sąsiednim pokoju, w objęciach Tomka. Są ze sobą od czterech lat. Agnieszka kończy dziś dziewiętnaście. Sądząc po odgłosach orgazmowali trzy razy. Mimo że daliśmy im pełną swobodę, muszą czuć się skrępowani. Postanowiliśmy podarować młodej i od dawna zakochanej parze prezent. Wycieczkę na Baleary. Wbrew pozorom wyjechać mieli nie oni, ale my. Chcieliśmy, żeby Agnieszka poczuła się panią domu, żeby oboje mogli robić co chcą, spełniać marzenia. Kiedy usłyszeli, oczy powiedziały wszystko. Śmialiśmy się w duszy patrząc na szczęście kochających się dwojga nastolatków, na widok entuzjazmu w obliczu wolnej miłości. W dniu wyjazdu zawzięcie pomagali nam pakować walizki. Oboje boso, ona w mini, a on w szortach. Wiedzieliśmy, że nie mogą doczekać się swobodnego stosunku. Lot nie był długi. Wybraliśmy Ibizę. Hotel i plaża nudystów imponowały. To był właśnie nasz zamysł. Spróbować się obnażyć nie tylko przed sobą, ale przed innymi. Wypróbować naszą więź i sprawdzić jak działamy na innych, dając jednocześnie dzieciakom pełnię szczęścia. Apartament był niesamowity. Dziewiąte piętro. Na środku dużego pokoju kolumna. Przez okno widok na bezkres morza, usianego kąpiącymi się i surfującymi turystami. Po wyczerpującej podróży zrzuciliśmy ubrania. Oboje byliśmy zmęczeni. Myć będziemy się jutro. Ewa położyła się obok mnie, zupełnie naga. Ja też. Usta same powędrowały do sutków. Od lat najbardziej uwielbiałem ją bez makijażu, niemytą, zniewalającą swoim własnym zapachem. Nie miała zamiaru się bronić. W pokoju był stół, prowokujący do spełnienia moich od dawna skrywanych marzeń. Rozłożyłem na nim największy ręcznik. Ewunia natychmiast odgadła wszystko. Położyła się na wznak. Ukląkłem przed jej rozsuniętymi nogami jak zawsze zdziwiony, że mimo nieskończonych powtórek każdy taki akt jest wyjątkowy, inny. Lizałem coraz bardziej rozchylające się wargi i obierającą się samą z napletka łechtaczkę. Upajałem się smakiem pochwy, równocześnie słuchając koncertu rozkoszy. Uwielbiałem oralnie to miejsce, które dało mi tyle szczęścia i wydało na świat dzieciątko. Wreszcie wstałem. Stół był dość wysoki. Stanąłem na palcach bosych stóp i pogrążyłem penisa w pochwie ukochanej. Wyglądała niesamowicie. Przepojona pożądaniem delikatna buzia, ciemne sutki stojące na warcie i wąziutka talia. Nie umiem wyrazić szczęścia, jakiego doświadczałem. Po raz nieskończony kopulowałem z kobietą mojego życia, moich snów i mogłem kontrolować własne emocje. Satysfakcja partnerki była najważniejsza. Co jakiś czas Ewuś zdejmowała nogi z moich ramion i nadstawiała stopy do całowania. Były niesamowite, niezrównanie piękne. W miarę przyspieszania ruchów frykcyjnych skamlanie Ewy było coraz głośniejsze. Orgazm dziewczyny zachwycał na równi z nieprzemijającą urodą. Była najprawdziwszą squirterką. Wyjęła penisa z pochwy i trysnęła na mnie fontanną miłości. Gejzer kobiecej rozkoszy spływał po moim podbrzuszu i udach. Nie było na co czekać. Natychmiast z powrotem umieściłem męskość w wymarzonym miejscu. Świadomość, że dzieciaki robią w domu to samo, podniecała jeszcze bardziej. Poruszając biodrami penetrowałem nasz wspólny największy skarb żałując, że nie mogę równocześnie lizać sutków. Orgazm był cudowny, tak jak czarny las pod pępuszkiem, którego miała się jutro pozbyć. Każdy skurcz najądrzy i odbytu był jedną wielką pieśnią uwielbienia. Sperma tryskała fontanną, a ja patrzyłem jak przez mgłę w cudne, pełne wdzięczności oczy ukochanej. Zasnęliśmy w objęciach. O siódmej rano obudziły mnie kobiece pocałunki. Nie, błagam, jeszcze nie – wyszeptałem. Ciało Ewy przylegało do mojego w całości. Czułem splatające się z moimi jej stopy, łydki, uda. Czułem włosy łonowe, brzuszek i piersi. Nie chciałem wstawać. Musimy, mamy zadanie – usłyszałem. Miała rację. Trzeba było się przygotować na plażową wizytę. Nieformalna etykieta nakazywała, że wszyscy opalający się nago mogą mieć włosy tylko na głowie. Patrzyłem z zachwytem, jak Ewunia goli moją maszynką cipciulkę. Czarne runo znikało, a ukochany srom nabierał pełnego blasku. Była mistrzynią w posługiwaniu się tym sprzętem. Czy możesz ogolić mi jądra? – zapytałem. Pewnie. Z największą przyjemnością – odparła. Nie wiem jak to robiła. Ja się zawsze zacinałem, a maszynka w jej rączkach tańczyła na mosznie jak Matylda Krzesińska w teatrze maryjskim. Kiedy ostatni włosek zniknął, zaczęła golić podbrzusze. Mistrzostwo osiągnięte w praktyce. Robiła to ciągle, a ja bardzo rzadko. Po chwili wyglądałem jak dziesięciolatek przed pokwitaniem. Teraz się odwróć – powiedziała. Domyśliłem się o co chodzi. Ukląkłem tyłem do niej. Strzygła mój odbyt z największą delikatnością. Gdy skończyła, odwróciłem się i ucałowałem stopy. No już, idziemy na śniadanie – powiedziała, wsuwając moje uwielbienie w japonki. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że w tym miejscu chodzi się nago nie tylko na plażę, ale bez przerwy. Tylko nie mów że się wstydzisz – powiedziała z uśmiechem Ewa, zsunęła mi napletek i wzięła za rękę. I tak mam iść? Właśnie tak – odpowiedziała. Teraz twój penis nie wygląda jak organ siusiania, ale miłości. Poszedłem boso. Idąc po kamiennych schodach czułem się dziwnie, wyjątkowo. Dopiero widok kłębiącego się w restauracji nagiego tłumu napełnił mnie otuchą. W ogromnej większości pary, żadnych dzieci. Wszyscy ogoleni poniżej głowy i zupełnie nadzy. Bałem się, że dostanę wzwodu. Nic podobnego. Dopiero gdy usiedliśmy przy stole, naprzeciw siebie, moja męskość uniosła się dumnie, przerywając zaschniętą skorupkę wczorajszego wytrysku. Spojrzałem w jej oczy i pocałowałem dłoń. Nie umiałem wyrazić wdzięczności, że zafundowała mi taką przygodę. Plaża była przepiękna. Turkusowe fale zalewały nam stopy. Szliśmy objęci, zachwyceni. Nie trzeba było niczego ze sobą zabierać. Plażowy bar oferował dowolne drinki, restauracja – posiłki na zawołanie. Autentyczne all inclusive. W miarę spaceru gasł zgiełk kąpiących się turystów i coraz rzadziej mijali nas ludzie. W oddali majaczyły wydmy. Zauważyłem wśród nich kamienny murek. Obejrzymy? Pewnie – odparła całując Ewa. Otoczony skałami kwadrat piasku wyglądał jak kojec, stworzony do spełniania marzeń. Oczy powiedziały wszystko. Nie mając nic na sobie ani ze sobą, nie mogliśmy go zarezerwować. Chodź – szepnęła. Trzymając się za ręce pobiegliśmy do morza. Stałem zanurzony po pas w lazurowej toni i patrzyłem na największą miłość mojego życia. Najdroższa partnerka zmywała z mojego penisa ostatnie ślady wczorajszego szczęścia, pobudzając równocześnie do kontynuacji. Cieszyłem się delikatnością skóry, jędrnością biustu. Kochałem i nie mogłem się nadziwić, że po tylu latach można tak uwielbiać kobietę. Lizałem piersi greckiej bogini, twarde jak nigdy. Jej język powędrował do mojego w tym samym momencie, gdy moja dłoń zaczęła pieścić srom. Odpływałem powtarzając w myślach słowo "partnerka”, żonglując nim w zachwycie. Chyba dlatego tak ją uwielbiałem, że do miłości nie potrzebowała księdza ani urzędowego aktu. Obopólne postanowienie, pozornie prowadzące do zdrad i porzucenia, okazało się błogosławieństwem. Kochaliśmy się po prostu, bez formalnych ani kościelnych potwierdzeń. Potwierdzenie działo się teraz. Wśród szumu fal dłonią i językiem pieściłem ukochaną, a ona odwzajemniała się tym samym. Coś cudownego. Chodź – usłyszałem jak przez mgłę. Maszerowałem półprzytomny spełniając marzenia, prowadzony za rękę przez dziewczynę z bajki. Szliśmy w stronę parawanu, kamiennej piaskownicy stworzonej do kochania. Nagle ukazała się naszym oczom czarna główka. Przepiękna brunetka najwyraźniej umierała z rozkoszy. Podeszliśmy bliżej. Poznałem. To była Inez. Nasza kelnerka. Cieszyliśmy się oboje ich szczęściem. Nie mogliśmy widzieć partnera, ale jej zachowanie mówiło wszystko. Po kilku kolejnych ruchach bioder krzyknęła. Uszczęśliwiana przez Juana, hotelowego sprzątacza, umierała z rozkoszy. Wiedząc, że nie wypada, nie mogliśmy oderwać wzroku. Dopiero później rozpoznaliśmy sprawcę. Opalony, muskularny mężczyzna wstał i całował ukochaną. Wszędzie. Jego zachowanie było absolutnie proporcjonalne do rozkoszy doznanej przed chwilą od ślicznej partnerki. Objęci poszli w dal. Pocałowałem lewą pieś Ewuni. Kojec był wolny. Pieściłem smagłe ramiona najdroższej i patrzyłem z zachwytem, jak smukłą stopą zasypuje ślady ejakulacji poprzedników. Kilkoma ruchami kobiecej dłoni sprawiła, że moja męskość stanęła jak wartownik. Najwyraźniej chciała podzielić się szczęściem młodych Hiszpanów, przenieść je w przyszłość, utrwalić. Sięgnęła do torebki. Po chwili mój penis spłynął żelem plemnikobójczym. Ewa pilnowała jak oka w głowie, żeby po narodzinach Agnieszki już nic się w jej cipciulce nie otorbiło, nie zalęgło. Na zawsze miała pozostać obiektem uwielbienia, z wykluczeniem prokreacji. Chciała żebym od razu położył się na wznak, ale nie potrafiłem. Usta same powędrowały w kierunku wzwiedzionych sutków. Liżąc najdroższą traciłem kontrolę, ale mimo woli kątem oka dostrzegłem przyglądającą się nam młodą parę. Bialutka jak śnieg blondynka trzymałą za rękę chłopaka. Chyba jak my czekali, aż zwolni się miejsce. Ewa też ich zauważyła. Świadoma nieoczekiwanej publiczności popchnęła mnie na piasek i błyskawicznie umieściła penisa w pochwie. Patrzyłem jak urzeczony na twardniejące w miarę pieszczot piersi, stojące brodawki, na anielską buzię ozdobioną podnieceniem. Nie wiedziałem i nie mogłem widzieć, dlaczego Ewuś systematycznie spoglądała na bok. Zachwycone widokiem dzieciaki podchodziły coraz bliżej. Coraz szybciej poruszała biodrami, podczas gdy ja nie mogłem oderwać wzroku od jej buzi i rąk od fenomenalnych sutków. Marzenie. Spełnione. Spuszczaliśmy się równocześnie, krzycząc z rozkoszy wniebogłosy. Niebo błękitniało zachwytem, a ja patrzyłem tylko w oczy ukochanej. Po ostatnim spazmie Ewa wyjęła penisa z pochwy, położyła się na mnie i włożyła język między zęby. Długim i pysznym pocałunkiem dziękowała, a ja odwzajemniałem się tym samym. Wreszcie moja najdroższa partnerka położyła się na plecach z rozsuniętymi nogami, wyczerpana, szczęśliwa. Ukląkłem przed nią, jak przystało słudze bogini i zlizywałem z rozchylonych płatków storczyka resztki wspólnego wytrysku. Ale super. Niesamowite miejsce – usłyszałem za plecami męski głos. Odwróciłem się i osłupiałem. Młoda para stała nad nami i patrzyła pełnym entuzjazmu wzrokiem. Daj spokój – powiedziała Ewa czując, że mam serdeczną ochotę ich opieprzyć. To tylko wyzwolona zachodnia młodzież. Wstaliśmy jak na komendę, nieco speszeni. Jestem Ingmar, a to moja dziewczyna, Karen – przedstawił się po angielsku blady młodzieniec. Rozmowa przełamała lody. Para szwedzkich dwudziestolatków, studiujących historię sztuki na uniwersytecie w Sztokholmie, emanowała radością wspólnego obcowania. Prawie w wieku naszej córki. Z każdą chwilą upewniałem się coraz bardziej, że są piękni. Wyższy o głowę chłopak imponował wzrostem i rozmiarami spoczywającej między muskularnymi nogami męskości. Tuląca się do niego dziewczyna zachwycała delikatnością buzi, niesamowitą zgrabnością, odblaskiem słońca w srebrnych kolczykach, zdobiących zwieńczenie obu boskich piersi. Nie mogłem zrozumieć dlaczego nie traktują nas jak starców, a raczej jak kolegów. Czy możemy się tu kochać po was? – zapytała Karen. Oczywiście – odpowiedzieliśmy chórem. A czy moglibyście na nas patrzeć, asystować? – spytał Ingmar. Ale po co. Naprawdę tego chcecie? – wyjąkałem. Tak, bo wtedy podniecenie sięga szczytu, tylko w ten sposób możemy się absolutnie spełnić. Uścisk ewuninej dłoni oznaczał zgodę. Młoda para weszła do kojca. Karen zasypywała nóżką w piasku pozostałości naszego spełnienia, podczas gdy Ingmar klęczał przed nią i lizał srom. Jaśniutki i różowy rozkwitał z każdym ruchem języka. W końcu zamienili się rolami. Ingmar wstał, a Karen na kolanach pieściła językiem obnażoną żołądź, słuchając koncertu westchnień i skamlania. Powolny całkowicie jej pragnieniom położył się, a ona zdecydowanym ruchem umieściła męskość w swoim skarbie. Zamglonym wzrokiem patrzyłem na sceny, w których niedawno sami byliśmy aktorami. Niepowtarzalne deja vu. Staliśmy z Ewą przytuleni, patrząc bez cienia zazdrości na szczęście innych. Inspirowało nas i radowało. Karen co chwila nachylała się w kierunku Ingmara, pozwalając mu już nie tylko pieścić, ale lizać obleczone w metal, stojące sutki. Poruszając biodrami szukała maksymalnej rozkoszy, podczas gdy Ingmar nieuchronnie dążył do finału. W pewnej chwili wstała. Spojrzeli na siebie wzrokiem pełnym zrozumienia, przemieszanego z uwielbieniem. Dziewczyna uklękła w otoczonej skałami enklawie piasku. Chłopak zrobił to samo tuż za nią. Wiedział wszystko. Przecież byli już ze sobą od czterech lat. Z pomocą kobiecej rączki wzwiedziona męskość nieuchronnie powędrowała do odbytu. Penetracja jelita ukochanej, wspólny taniec tak delikatnych nabłonków przenosiły w stan nieważkości. Mógł widzieć tylko jasną główkę, białe ramiona, plecy i pośladki. Zachwycał się wszystkim. W miarę przyspieszania ruchów frykcyjnych Karen coraz intensywniej się onanizowała. Był szczęśliwy, że w spazmach trysnęła pierwsza. Strumień kobiecego spełnienia kolejny raz zdobił piaszczysty kojec. Ingmar przylgnął całym ciałem do ukochanej i skowycząc z rozkoszy napełniał ją raz po raz kolejnymi porcjami zalążków życia, zdziwionych miejscem przeznaczenia. Odgłosy szczęścia przekraczały skalną barierę i mknęły ku morzu, ku plaży, jakby prosząc o kontynuację. Było co podziwiać. Wyczerpany Ingmar wyjął z odbytnicy Karen ozdobionego brunatnymi pierścieniami penisa i położył się obok. Piękna dziewczyna leżała obok w stadium pełnego rozwarcia. Specjalnie zaproszeni patrzyliśmy z zachwytem na młodzieńczą, a mimo wszystko tak trwałą miłość. Pobiegliśmy się wykąpać. Wkrótce młodzi dołączyli. Patrząc jak się całują, zmywając ślady rozkoszy, sami też zaczęliśmy się całować. Zapraszamy na jutrzejszy bal w bąbelkach – usłyszałem zza pleców kobiecy głos. Ociekająca morską wodą piękność anonsowała nam jutrzejszą imprezę. Po chwili dowiedzieliśmy się, że chodzi o nagą dyskotekę w przykrytym pianą basenie. Czemu nie? – odparliśmy. Następnego dnia ubieraliśmy się oboje. Ewa w sukienkę, a ja w spodnie i marynarkę. Wreszcie rozum powrócił. Co my robimy? – zapytałem. No jak to, idziemy na imprezę – odparła Ewa. Śmialiśmy się razem do rozpuku, zrzucając czym prędzej ubranie. Zapomnieliśmy gdzie jesteśmy. Zupełnie nadzy mknęliśmy na dół po schodach ku przygodzie, podnieceniu, nowym doznaniom. Basen był niesamowity. Ogromny, otoczony świecącymi wokół latarniami. Kilkanaście par tańczyło i pieściło się wśród ozdobionej grubą pianą tafli, w rytm przebojów z lat siedemdziesiątych. Wskoczyliśmy razem. Pocałowałem Ewunię w cycuszek i zaprosiłem do tańca. Z każdą chwilą tłum gęstniał, a obnażone piersi tańczącej sambę mojej dziewczyny zapierały dech w piersiach. Spojrzałem w lewo. Obok tańczyli Juan i Inez. Byli piękni. Kwiat w jej czarnych włosach wirował na równi z wspaniałym biustem, całowanym raz po raz przez Juana. Może chcecie się zamienić, na chwilę? – usłyszałem głos Juana. Nie wiedziałem co mnie czeka. Inez przylgnęła do mnie cała, przepojona rządzą, ośmielona zgodą partnera. Spojrzałem w bok. Oczy Ewy powiedziały wszystko. Pragnęła Juana tak jak Inez mnie. Wzrokiem zgodziliśmy się na wypróbowanie naszej miłości. Wiedziony za rękę do pokoju przez Inez ciągle patrzyłem na pieszczoną przez Hiszpana Ewę. Ciężar próby przerastał moją wyobraźnię, mimo że taki scenariusz akceptowaliśmy. Inez otworzyła drzwi. Mieszkanie było skromne, w przeciwieństwie do właścicielki. Nie wiem kiedy wciągnęła mnie pod prysznic. Usta same powędrowały do jędrnych piersi. Po raz pierwszy od spotkania z Ewą lizałem sutki innej kobiety. Były cudowne, prawie czarne, idealnie pasujące do smagłej cery dziewczyny. W miarę jak twardniały, coraz bardziej zapominałem o Ewie. Umyłem każdy milimetr niespodziewanej partnerki i zaniosłem do łóżka. Całowałem każdy cal jej ciała. Świadomość, że jest to ten jeden, jedyny raz, wzmagała podniecenie. Czarny srom smakował inaczej. Klęcząc pieściłem oralnie egzotyczny bukiet, zachwycając się wspaniałym smakiem i zapachem. Inez ujęła mnie za ramiona i zaprosiła do łóżka. Jesteś zabezpieczona? – zapytałem. Wiesz, jaka jest korzyść z dziecka? Robienie go – odparła. Chciała tradycyjnie, w pozycji misjonarskiej. Języki splotły się same, niewidzialnie, tak jak genitalia. Lizaliśmy się coraz szybciej, w rytm pogrążanego w pochwie penisa. Inez doszła pierwsza. Zawyła po hiszpańsku, zdobiąc moje podbrzusze nektarem rozkoszy. Za moment ja skonałem. Orgazmowałem mając przed sobą śliczną brunetkę, dowodzącą mimo woli mojej teorii, że tylko czarnowłosa może uszczęśliwić mężczyznę. Jednocześnie myślałem tylko o Ewie, ukochanej czarnulce. Zdałem sobie sprawę, że podczas szczytowania widziałem wyłącznie ją. Całowałem i pieściłem Inez z wdzięczności za doznaną rozkosz, ale wspomnienia nieuchronnie podążały ku Ewie. Po krótkim pożegnaniu pobiegłem do pokoju. Był pusty. Miotałem się bezsilny z kąta w kąt. W końcu moja tęsknota sięgnęła zenitu. Pukanie obudziło mnie z letargu. W drzwiach stała Ewa. Nagusieńka. Cudna. I co nam się zdarzyło? Nic – odparła. Miłość życia stała przede mną, a wzdłuż jej ud płynęła zasychająca sperma Juana. Kochasz mnie jeszcze? – zapytała. Ponad wszystko – odpowiedziałem. A teraz prysznic. Zmywając przeszłość równocześnie dążyliśmy do przodu. Myłem plecy najdroższej kobiety, całując z wdzięczności za miłość, rozumiejąc szaleństwo tej próby. Odwróciła się. Stała przede mną tak piękna, naga i bezbronna. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łóżka. Teraz zrozumiałem, że jest bezkonkurencyjna, jest moim przeznaczeniem. Lizałem całą, od stóp do głów. W końcu uklękła, a ja tuż za nią. Oboje czuliśmy, że ten akt poza aspektem miłosnym ma coś z ekspiacji, powrotu do prawości. Włożyłem penisa głęboko do pochwy i przytuliłem się do Ewy, całkowicie się z nią jednocząc. To był niezwykły orgazm. Przepojony miłością, czułością, uwielbieniem. Potem położyliśmy się obok siebie, patrząc nawzajem w oczy z radością, że mimo wszystko ciągle się kochamy. Trzymając się za ręce podążyliśmy autokarem w stronę lotniska. Wylądowaliśmy punktualnie. Odbiór bagaży, taksówka i wreszcie własny dom. O dziwo drzwi były otwarte. W środku lekki nieład i uchylone drzwi do pokoju naszej córki. Zajrzeliśmy. Aga spała z Tomkiem w pozycji sześć na dziewięć. Ornament ciał był niezrównany. Dziewczyna we śnie dotykała ustami jego penisa, podczas gdy on spał wtulony w srom naszej córki. Może to dobrze, że to my pojechaliśmy na Ibizę?

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany