Opowiadanie użytkownika horus33

Dziewczyna z tatuażem cz. 3

local_library12 comment0 thumb_up0
Dziewczyna z tatuażem - część 3

- Boże, co się dzieje? – było to najczęściej wypowiadane przeze mnie zdanie, od kiedy obudziłam się i stwierdziłam, że mój tatuaż „rozrósł się” w magiczny chyba sposób. Nie mogłam myśleć o niczym innym. Niepokój, a nawet strach ściskały mnie za gardło. Myślałam nawet, że nigdy już nie odzyskam spokoju ducha. Gdy moja desperacja osiągnęła szczyt, nawet wstyd musiał przed nią ustąpić. Zaraz po pracy udałam się do studia, gdzie zrobiłam ten nieszczęsny tatuaż. Niestety chłopaka, który mnie tatuował nie było. Dowiedziałam się, że często wyjeżdża za granice, żeby sobie dorobić, a w tym studio pracuję tylko gościnnie. Nie zdecydowałam się pokazać tatuażu innemu fachowcowi. Bo i co by to dało. Nikt nie widział go wcześniej. Nikt nie uwierzy, że tak bardzo się zmienił.

Wróciłam do domu zamknęłam dokładnie wszystkie drzwi i okna, a potem siedziałam w moim ulubionym fotelu wpatrując w mrok za oknem i zadając sobie wciąż te same pytania.

„ Gdzie byłam tamtej nocy? Co robiłam? Z kim uprawiałam seks?” – Bo, że to zrobiłam stało się dla mnie jasne, gdy tylko dotarły do mnie wszystkie fakty. Obolałe ciało, otarcia, obcy zapach na moim ciele. Od tamtej pory minęły już dwa tygodnie i nic podobnego się więcej nie powtórzyło, za co nieustannie dziękowałam Bogu. Z obu stron tatuażu, tuż przy najdalej wysuniętych pędach, narysowałam niezmywalnym markerem kreski. Codziennie rano i wieczorem sprawdzałam czy żaden pęd ich nie przekroczył. Do tej pory się to nie stało. Wszystko mogło być jeszcze dobrze.

Minął kolejny tydzień, a po nim następny i powoli, bardzo powoli moje życie wracało do normy. Niestety oznaczało to także, że nadal wiało nudą. Z początku cieszyłam się nią, ale gdy moje koleżanki zadzwoniły z propozycją wyjścia na miasto, wykręciłam się jakimś naprędce wymyślonym kłamstwem. Na dłuższą metę, nie dało się żyć w ten sposób, ale nie chciałam ryzykować. Tego wieczoru specjalnie wzięłam drugą zmianę, żeby żadne licho nie podkusiło mnie, aby jednak z nimi wyjść.

Wracałam właśnie do domu. Było już dobrze po dziesiątej wieczorem. Spieszyłam się, by jak najszybciej zakopać się w pościeli, gdy gdzieś z boku usłyszałam głosy. Zerknęłam w tamtym kierunku i szybko odwróciłam głowę. Pod rosnącą na małym placyku, rozłożystą lipą zebrała się spora grupka okolicznych chłopaków. Przytargali tam dwie ławki i teraz siedzieli wokół małego stolika pijąc piwo, gadając i sypiąc głupimi żartami. Zwykle w takiej sytuacji krzyknęli za mną, albo gwizdnęli kilka razy i pozwolili przejść. Miałam nadzieję, że dziś nie będzie gorzej. Starając się iść jak najbardziej naturalnie, a przy tym możliwie cicho i szybko ruszyłam przez skwer. Nie od razu mnie zauważyli. Dopiero, gdy ich minęłam usłyszałam za sobą znajome „Hej lalunia”. Wtuliłam głowę w ramiona i przyspieszyłam kroku. Za mną sypały się coraz to nowe i coraz bardziej pikantne okrzyki. Słyszałam je wszystkie, ale zagryzałam zęby i szłam dalej….. .

      *

Patryk Łęcki nazywany przez kolegów Arbuzem patrzył, jak całkiem zgrabna laseczka przechodzi obok nich. Chłopaki dla jaj wykrzykiwali za nią coraz bardziej wymyślne propozycje. Dziewczyna nie reagowała i widać było, że się boi. To tylko bardziej rozgrzało ich krew. Wystarczyłoby teraz, gdyby choć jeden z nich spróbował zmienić słowa w czyn, a reszta rzuciła by się na nią jak stado, którym w gruncie rzeczy byli. Znikała już w cieniu ściany, gdy któryś rzucił coś wyjątkowo zjadliwego. Dziewczyna zwolniła. Każdy krok stawiała coraz wolniej. Wyglądało to tak, jak gdyby poruszała się w gęstym syropie. Lub zatrzymywała się wbrew sobie.

Zamilkli zaciekawieni. Dziewczyna stała w cieniu z głową przechyloną lekko na bok i sprawiała wrażenie, że czegoś uważnie słucha.

- Hej dupka, co z tobą. Jednak masz ochotę? - wykrzyknął Borys, ich nieformalny przywódca.

Wtedy dziewczyna odwróciła się na pięcie i ruszyła w ich stronę. Patrykowi wydawało się, że jej oczy lekko świecą w ciemności, ale ponieważ żaden z jego kolegów nie zwrócił na to uwagi, to i on się nie odezwał. Dziewczyna wyszła z cienia i mógł jej się przyjrzeć dokładniej. Okazało się, że jest całkiem fajną blondynką. Szczupłą i niezbyt wysoką, ale za to zgrabną. Szła w ich stronę kołysząc biodrami w ten zmysłowy sposób jak potrafią tylko pewne siebie kobiety. Kiedy weszła w plamę światła rzucaną przez latarnię, odpięła pierwszy guzik białej koszuli i z każdym następnym krokiem odpinała kolejny. Poły koszuli zwisały już swobodnie i Patryk zachłannie wpatrywał się między nie w ledwo widoczne białe półkule biustonosza, pragnąc zobaczyć więcej. Tuż przed nimi dziewczyna przystanęła i rozpięła guzik spodni. Dziesięciu facetów siedziało w milczeniu obserwując jak zsuwa je w dół i wyciąga zgrabne stopy z ciasnych nogawek. Stała tak bez ruchu dobrą minutę pozwalając im na siebie patrzeć. Patryk oderwał na chwilę wzrok od lekkiej wypukłości zaznaczającej się pod białymi majteczkami. Był boleśnie wręcz świadom ukrytej pod nimi cipki. Oderwał wzrok, bo coś ciągnęło go do twarzy blondynki. Uśmiechała się samym kącikiem ust, patrząc po kolei w ich twarze. Gdy spotkała jego wzrok uśmiechnęła się szerzej i tak drapieżnie, że aż ciarki przeszły mu po plecach.

„Boże, ona chce się z nami pieprzyć. To niewiarygodne.” – pomyślał z fascynacją i radością. Nie często, a właściwie, to nigdy jeszcze nie trafiła mu się taka suczka. Zwykle były to takie same, zaniedbane, przepite i pozbawione marzeń dziewczyny. Zupełnie jak on.

Blondynka ruszyła ku nim, po drodze gubiąc koszulę. Przeszła obok kilku chłopaków muskając ich ramionami, a oni nie odważyli się jej dotknąć. Nie tylko Arbuz miał wrażenie, że jest nierzeczywista. Dziewczyna wskoczyła na stolik i zawirowała dookoła z szeroko rozłożonymi ramionami. Tańczyła na nim jak w transie, energia wprost emanowała z jej ciała. Śmiała się z czystej radości, wyginając szczupłe ciało w zmysłowych pozach. Patryk nie mógł oderwać od niej oczu. Widział tatuaż przedstawiający jakąś gałązkę, w półmroku nie widział dokładnie co przedstawia. Gałązka znikała pod białymi majteczkami, dokładnie na wzgórku łonowym. Gdy wyobrażał sobie go na jej cipce, kutas twardniał mu jeszcze bardziej. Wiedział, że jeszcze chwilę i nie wytrzyma. Rzuci się na dziewczynę, zerwie z niej majtki i weźmie tu i teraz. Nawet jeśli nie będzie chciała. Na szczęście na to się nie zanosiło. Nieznajoma wydawała się równie napalona co oni.

Pierwsze dłonie wyciągnęły się do niej, jeszcze nieśmiało dotykając stóp, gładząc po łydkach i udach. Blondynka przystanęła. Zerknęła w dół na otaczających ją mężczyzn i zamrugała zdziwiona. Chyba na nowo przypomniała sobie, że nie jest tu sama. Gdy to do niej dotarło uśmiechnęła się promiennie, bardzo z tego zadowolona. Sięgnęła do zapięcia stanika i już po chwili Patryk mógł cieszyć się widokiem małych, ale jędrnych i sterczących piersi. Dziewczyna nie wahała się posunąć dalej. Zaraz po staniku na ziemi wylądowały jej białe figi i Arbuz zadrżał z emocji. Gałązka tatuażu przecinała kępkę ciemnych włosków, jej małe pędy myszkowały po całej cipce i zakręcały ku wycięciu. Strasznie podniecała go myśl, że dziewczyna dała to sobie wytatuować w tym miejscu. Palce Borysa już docierały między złączenia ud i Patryk nie chcąc, by ktoś go ubiegł ścisnął w dłoniach krągłe pośladki dziewczyny.

Z wolna zaczęła ogarniać wszystkich gorączka. Ktoś złapał dziewczynę w pół i posadził przed sobą na stole. Nieznajoma z radością rozłożyła przed nim nogi, zachęcając by się miedzy nimi zanurzył. Nie spodobało się to Borysowi. We własnym mniemaniu był szefem i to jemu należało się pierwszeństwo. Pierwszy raz jednak nikt nie chciał mu ustąpić. Jakieś szaleństwo ogarnęło wszystkich i każdego z osobna. Zaczęła się bijatyka.

      *

Alek szedł ciemną i pustą ulicą, zaglądając w każdą boczną uliczkę. Szukał nieznajomej z autobusu. Każdego dnia, zamiast spać, bawić się z kumplami, czy po prostu gapić w ekran telewizora. Łaził po pustych ulicach i szukał tajemniczej blondynki. Minął już miesiąc, a jemu nie przechodziło. Wciąż o niej śnił. We śnie widział ją nagą, tańczącą z rozpostartymi ramionami na jakimś stole. Czuł nawet jej zapach, pomieszany z zapachem kwitnącej lipy. Budził się wtedy podniecony i nie potrafił zasnąć dopóki nie zaspokoił pożądania.

Dziś jak co dzień przemierzał ulicę na której wysiadła tajemnicza dziewczyna, gdy dobiegł go hałas. Brzmiało to jak regularna bijatyka. Raczej nie miało to nic wspólnego z jego poszukiwaniami, ale wolał sprawdzić. Wychylił się za róg budynku i oniemiał. Na małym stoliczku, jak te do gry w szachy, stała naga dziewczyna. Jej biała skóra odcinała się od czerni nieba, a wokół niej walczyło ze sobą kilka postaci.

Było to nierealne, zupełnie jak w jego śnie. Kilka sekund po prostu patrzył nie bardzo wierząc w to co widzi, a potem zaczął działać. Dziewczyną na stoliku była jego nieznajomą z autobusu. Musiał ją stąd zabrać, nawet wbrew jej woli. Nie mógłby żyć ze świadomością, że brudne łapy tych obszczymurków dotykają jego dziewczyny. Podbiegł do stołu niezauważony i chwycił nagą postać w ramiona. Szczupłe ciało dziewczyny było mokre od potu, a pachniało tak, że aż zakręciło mu się w głowie.

- Musimy uciekać – szepnął jej do ucha stawiając na ziemi.

Blondynka, spojrzała na niego i Alek z przykrością zauważył, że go nie poznaje. Nie tak to sobie wyobrażał w marzeniach. Pociągnął ją za sobą w mrok. Biegli długo ścigani wściekłymi okrzykami bandy. Na szczęście Alek zdążył dobrze poznać okoliczne zaułki podczas tego miesiąca, więc szybko zgubili pościg. Gdy wreszcie stanęli, tylko on dyszał z wysiłku.

- Boże, nie mogę uwierzyć, że wreszcie cię znalazłem. Od autobusu nie mogłem o tobie zapomnieć. Na imię mi Alek i … . – Zorientował się, że dziewczyna go nie słucha. – Jak masz na imię?

Nic z tego, każde pytanie pozostawało bez odpowiedzi. Jak miał się dowiedzieć gdzie mieszka, jak ma na imię, czy jak ją odnaleźć. Telefonu nie miała. Numeru może nie zapamiętać. Wreszcie wpadł na pomysł. Wyciągnął z tylnej kieszeni ledwie żywy długopis.

- Pozwolisz? – Zapytał biorąc ją za rękę i pisząc swój numer na wewnętrznej stronie dłoni. – Mój numer telefonu. Zadzwonisz? - Dziewczyna uśmiechnęła się tylko, ale nie odpowiedziała. Wtedy przypomniał sobie, że ma przed sobą nagą dziewczynę. Przeklinając swoją głupotę, zerwał z siebie koszulkę i chciał okryć nią nieznajomą.

 Odtrąciła wyciągniętą w jej stronę koszulkę i przywarła do niego całym nagim. Mając szczupłe, nagie ciało w swoich objęciach, oszalał. Cała romantyczność, miłość, jak sobie wmawiał, prysła. Pocałował ją błądząc dłońmi po jej plecach. Ścisnął pośladki, czubkami palców dotknął delikatnych wypukłości cipki, odnalazł do niej wejście i badał je. Oddawała mu pocałunek z równą energią, rozpinając przy tym pasek i guziki spodni. Pocierała kroczem o jego kolano i łasiła się cała jak kotka. Gdy odpięła wszystkie guziki, uklękła przed nim, a jego sterczący do bólu penis szybko znalazł się w jej ustach.

- Oooch – westchnął, gdy jej język zakręcił kółeczka wokół główki, by chwile później cały zniknąć w gorących ustach.

Minęła minuta, albo dziesięć, gdy tak stał trzymając klęczącą przed nim dziewczynę za króciutkie włosy, czując jak jej głowa porusza się rytmicznie. Patrzył na wygięte we wdzięczny łuk plecy, na krągłe pośladki i czuł, że zaraz skończy. Jego penis był tak naładowany spermą, że wystarczyłyby jeszcze dwa ruchy. Nie chcąc się zbłaźnić na samym początku znajomości, podniósł nieznajomą i popchnął na stojącą obok ławeczkę. Na siłę, prawie przemocą ustawił na kolanach, kazał trzymać za oparcie.

Wypięta pupa dziewczyny wyglądała obłędnie, gdy za nią klękał. Rozchylił pośladki, żałując bardzo, że jest tak ciemno. Chciał wszystko widzieć, zapamiętać. Zanurzył usta w pachnących fałdkach cipki. Badał i poznawał wszystkie zakamarki, lizał i pieścił łechtaczkę, aż zaczęła jęczeć. Chciał sprawić jej jak najwięcej przyjemności, pieścić aż całkowicie odleci, ale poruszające się biodra dziewczyny prowokowały, zupełnie jakby błagała go o fiuta. To jak jęczała, jak się prężyła. Nie wytrzymał. Zerwał się i jednym ruchem wbił w ciasną, wilgotną cipkę. Trzymając za biodra, pieprzył ostro aż ławka kołysała się uderzając o bruk. Może powinien być delikatniejszy, ale nie potrafił. Był na nią tak napalony, że wbijał się mocno do końca, nie przejmując niczym.

O dziwo, nieznajoma doszła pierwsza. Poczuł jak jej ciało drży, faluje i podskakuję w spazmach. Dziewczyna krzyczała nie przejmując się nocą i ludźmi. Tak to na niego podziałało, że w tej samej chwili trysnął dołączając swój krzyk do jej okrzyków.

Opadł zmęczony obok ławki. Było mu tak dobrze, że najchętniej już by się nie ruszał. Rozmarzył się jak to będzie zaprowadzić nieznajomą do swojego mieszkanka i kochać już na spokojnie. Może przysnął, bo gdy zerknął na ławkę, by jeszcze przez chwilę nacieszyć oczy piękną, nagą dziewczyną, jej już nie było. Poderwał się przerażony. Szukał wszędzie. Na próżno.

     *

Obudziłam się szczęśliwa. Leżałam przez chwilę starając przypomnieć sobie sen który sprawił, że obudziłam się taka radosna. Przeciągnęłam się leniwie, ale ponieważ energia wprost mnie rozrywała, od razu poderwałam się z łóżka. Nie chciałam dziś leniuchować. Trzeba było coś zrobić, choć nie wiedziała dokładnie co. Nie od razu zorientowałam się, że coś jest nie tak. Parzyłam właśnie kawę, gdy zerknęłam na koszulka, która służyła mi jako piżama. Nie była moja. Stanęłam na środku kuchni jak wryta. Czy to mi się znowu przydarzyło?

„ Jak wróciłam wczoraj do domu?” „Czyja to koszulka?” „Gdzie moje ubrania?” – znajome pytanie pojawiały się jedno po drugim. Na żadne nie umiałam odpowiedzieć.

A potem przypomniałam sobie o tatuażu i pognałam do lustra zobaczyć o ile urósł tym razem.

- Tylko nie to, błagam – szeptałam podciągając koszulkę.

O dziwo nie było tak źle. Tatuaż urósł, ale nie za bardzo. Najdłuższe pędy sięgały prawie pępka. Pojawiła się druga gałązka. Jeszcze malutka, kierowała się w dół jakby chciało okrążyć wzgórek łonowy i skierować na drugie udo. Dotknęła tatuażu drżącymi ze strachu palcami, ale nic nie różniło nowej części od starej. Tusz i kolory były identyczne.

Uniosłam twarz do lustra by spojrzeć sobie w przerażone oczy i po raz drugi dzisiejszego dnia przeżyłam ciężki szok. Twarz w lustrze należała do mnie i jednocześnie nie do mnie. Niby nic się nie zmieniło, a jednocześnie zmieniło wszystko. Na przykład oczy. Normalne niebieskie oczy, dziś wydawały się większe, skrzyły się jakimś wewnętrznym ogniem. Cera zrobiła się gładsza, usta pełniejsze i czerwieńsze. Włosy lśniły i falowały chociaż dopiero wstałam z łóżka. Zerwałam z siebie koszulkę i cisnęłam na podłogę. Pierwsze co rzucało się w oczy to piersi. Moje ciut za małe piersi już nie wydawały mi się małe. Ujęłam je w dłonie, czując od razu jakie są twarde. Sprawdzałam dalej. Brzuch idealnie płaski, pośladki, pełniejsze.

Długo stałam przed lustrem okręcając się dookoła i podziwiając swoje odbicie. Byłam piękna. Pierwszy raz mogłam to przyznać, choć nawet to wydawało mi się za mało. Niestety, choć wygląd się zmienił nadal pozostawałam nieśmiała i zakompleksiona. Jednak, co musiałam przyznać z radością, po wyjściu na ulicę, moja samoocena na pewno wzrośnie.

      *

Daniel Pitbull Dworak siedział na krześle opierając się o barową ladę i obserwował. Nie wyławiał z tłumu, jak to zwykle bywało ciekawych kociaków. Tym razem jak i w ciągu kilkunastu ostatnich dni szukał tamtej blondynki. Przychodził tu prawie codziennie w nadziei, że jeszcze raz ją spotka i tym razem zapyta o imię i numer telefonu, a nie jak głupek zasnąć. Do dziś wstydził się, gdy pomyślał, że pierwszy raz został „zajeżdżony” przez kobietę. Zdarzyło mu się to po raz pierwszy. Po raz pierwszy też pragnął zobaczyć jakąś kobietę po raz drugi. Zwykle wolał świeży towar. Sam się dziwił jak bardzo blondynka zaszła mu za skórę. Nie mógł przestać o niej myśleć, choć bardzo próbował. Przeleciał w tym czasie kilka dużo bardziej seksownych suczek, ale mu nie smakowały. Były mdłe, drętwe, nijakie. Zupełnie jakby tamta nieznajoma zabrała mu przyjemność płynącą z seksu z innymi kobietami. Westchnął ciężko. Wiedział, że dziewczyna tu nie wróci, ale był to jedyny ślad jaki miał. Podniósł się z krzesła rezygnując z polowania. Ta blondynka. Nie wiedział co mu zrobiła, ale zamierzał ją znaleźć.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany