Opowiadanie użytkownika horus33

Dziewczyna z tatuażem

local_library39 comment0 thumb_up0
Dziewczyna z tatuażem - część 1

Tatuaż. Tak naprawdę, nigdy o nim nie myślałam. Nie byłam jakąś fanką tej formy zdobienia ciała. Ani mnie to ziębiło, ani grzało. Zupełnie jak w tym powiedzeniu z pod sklepowego płotu. Dlaczego się na to zdecydowałam? Ach, przypadek oczywiście. Ten głupi ślepy palec, wetknięty w szprychy twojego życia. Zaczęło się to, jak w bajkach. Dawno, dawno temu. Miałam wtedy osiem lat. Moja starsza o dwa lata siostra wylała mi ma nogę kubek wrzącej wody. Nic z tamtego okresu nie pamiętam, nawet bólu. Została mi tylko blizna, przecinająca moje udo.

Jedenaście lat później, przeglądając jakieś strony w internecie zobaczyłam wspaniały, kolorowy tatuaż. Podpis pod zdjęciem głosił.

„Jedyny powód, by zrobić sobie tatuaż”

Okazało się, że tym powodem są blizny. Różne. Po oparzeniach ( jak moje) szarpane, cięte. Wszystko, co człowiek może zrobić sam sobie lub bliźniemu.

To było jak objawienie. Jak grom z jasnego nieba. Widziałam swój cel tak jasno, jak wskazany palcem Boga.

„Będę mieć tatuaż na tej bliźnie”

Już wyobrażałam sobie, jak będę wyglądać w krótkiej kiecce z tym czymś ukazującym się dyskretnie spod rąbka spódnicy . Jak będą na mnie patrzeć mężczyźni. Jak rozbierając się przed kimś (to było nadal w strefie fantazji) ukaże mu swój tatuaż , rozpalając go do niemożliwości.

Kto by pomyślał, że tak to się skończy. Ja na pewno nie. Ten, kto robił mi tatuaż, również tego nie podejrzewał. Bogiem, a prawdą, kto zdrowy na umyśle pomyślałby o czymś takim?

Taaaaaak. Nikt, a mimo to, stało się. Prawda? Na dobre czy złe( do dziś nie wiem) słało się.

      *

Umówiłam się na wizytę w jednym z najlepszych studiów w mieście. Powiedzieli, że nie będzie żadnego problemu. Zrobią to, oczywiście. Blizna była długa. Gorąca woda spłynęła po moim udzie zostawiając cienki, wąski ślad. Chłopak w czapce z daszkiem przekrzywionym na bok, powiedział, że mógłby zrobić tu węża, albo smoka. Węży nie lubię, ale smok. Tak, to by było coś! Już miałam się zgodzić, gdy moje spojrzenie zbłądziło za okno. Wieki temu, ktoś posadził pod ścianą sąsiedniego budynku bluszcz. Z biegiem lat, pnącze porosło całą ścianę i pięło się na dach.

- Taki bluszcz. Mała gałązka wijąca się na bliźnie. Dałoby się?

- Czemu nie. Nawet lepiej dla mnie. Narobiłem się już tych węży i smoków.

Ustaliwszy ostatnie szczegóły, nie mogłam się już cofnąć. Żeby zrobić ten tatuaż, musiałam zdjąć spodnie i położyć się na rozkładanej leżance w środku pokoju, pośród tłumu kręcących się klientów i pracowników. Wciąż miałam wrażenie, że wszyscy patrzą się na wypukłość moich majtek skrywających wzgórek łonowy. Facet od tatuażu, nachylający się nad moim udem, prawie dotykał cipki! Nie potrafiłam myśleć o niczym innym. Krępowało mnie to strasznie. Tym bardziej, że odrobinę podniecało. Na szczęście, szybko przyzwyczaiłam się do tej niecodziennej sytuacji i już po chwili spokojnie patrzyłam za okno. Na porastający budynek bluszcz, którego gałązka wyrastała właśnie na moim udzie.

Cztery godziny później, miałam ochotę wyć z bólu. To co z początku było zwykłym dokuczliwym drapaniem, po kilku godzinach zmieniło się w piekielne męki. Jednak, kiedy było po wszystkim, czułam tylko satysfakcję. Obracałam się przed lustrem w samej bieliźnie, patrzyłam na siebie i nie poznawałam kobiety. To była inna ja, pewna siebie, seksowana, władcza. Wiedziała czego chce. Zupełnie inna, od tej zwyczajnej dziewczyny ,którą na co dzień byłam. Tamtą, można było minąć na ulicy i nie zaszczycić spojrzeniem. O tej na pewno nie dało się zapomnieć. Przyjrzałam się uważniej mojemu nabytkowi. Tatuażysta, choć młody, był mistrzem. Liście tchnęły świeżą, soczystą zielenią. Małe białe kwiatuszki, które zdecydowaliśmy się dodać, wychylały swe główki z pomiędzy nich. Jednak, najbardziej niezwykłe były te chwytne pędy, którymi ta wytrwała roślina czepia się każdego patyczka. U mnie te pędy zdawały się wbijać w udo. Zupełnie, jakby bluszcz czepiał się mnie, by rosnąć coraz wyżej.

      *

Minął miesiąc, a ja nie zdecydowałam się pokazać mojego tatuażu żadnemu facetowi. Ileż to razy, pragnęłam zagadnąć jakiegoś przystojniaka na którego ręku zauważyłam podobny rysunek. Tyle razy próbowałam i nic. Byłam po prostu zbyt nieśmiała, za mało pewna siebie. Łudziłam się, że trochę tuszu i igieł mnie zmieni. Ale zmieniło. Choć jeszcze przez długi czas nie zdawałam sobie z tego sprawy.

      *

Wracałam z pracy późną nocą. W nowoczesnym autobusie komunikacji miejskiej sennie kiwało się kilka osób. Od razu zwróciłam uwagę na tego chłopaka. Usiadł po drugiej stronie pojazdu i usilnie starał się na mnie nie patrzeć. Mimo to, co chwilę czułam na sobie jego wzrok i łowiłam ukradkowe spojrzenia. Pochlebiało mi to strasznie i nawet chciałam się do niego przysiąść, ale jak zwykle zabrakło mi odwagi. Zupełnie niespodziewanie poczułam ostry ból w udzie.

Dokładnie w miejscu tatuażu.

      *

Alek po raz kolejny zerknął na siedzącą naprzeciwko nieznajomą. Dziewczyna strasznie mu się podobała. Zawsze lubił blondynki, ale w tej było coś więcej. Taka drobna i delikatna z włosami obciętymi bardzo króciutko. Błysk błękitnych oczu, które od czasu do czasu łapał, przyspieszał mu bicie serca. To co przeszkadzało mu zagadać, to wyraźne skrępowanie dziewczyny. Nie chciał jej stawiać w niezręcznej sytuacji. Zupełnie niespodziewanie blondynka chwyciła się za udo. Już chciał się zerwać, pomóc, ale dziewczyna uspokoiła się równie nagle, jak wcześniej zareagowała na ból. Powoli uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Odczuł to jak uderzenie młotkiem w głowę, ale spojrzenia nie oderwał. Nie mógł. Nieznajoma uśmiechnęła się diabolicznie i przejechała czubkiem języka po górnej wardze. Następnie sięgnęła rękami pod spódniczkę i uniósłszy odrobinę biodra, wyciągnęła spod niej zwykłe czarne majteczki. Nadal patrząc mu w oczy, uniosła je do twarzy i wciągnęła w płuca wielki haust powietrza. To było jak ziszczone marzenie. Po prostu, nie mógł uwierzyć w to co widzi. Gdzieś tam, czuł swój twardy jak skała fiut, boleśnie uciskany przez ciasne spodnie. Jednak całą uwagę poświęcał tylko nieznajomej. Dziewczyna powiesiła swoje majtki na oparciu sąsiedniego siedzenia i zaczęła bawić się rąbkiem swojej spódniczki. Podciągała ją coraz wyżej i Alek pożerał, każdy centymetr pojawiającego się ciała. Czuł jak dygoce, pragnąc zobaczyć więcej. Cofająca się spódnica odsłoniła ciemniejszą plamę na wewnętrznej stronie uda nieznajomej. Domyślił się, że to tatuaż, ale z tej odległości, nie mógł zobaczyć co przedstawia i prawdę mówiąc nie obchodziło go to teraz. Materiał podjechał już na tyle wysoko, że w cieniu ud ukazały mu się jasne włoski porastające łono dziewczyny. Wtedy spódnica opadła, zakrywając wszystko. Aż jęknął rozczarowany, ale dziewczyna jeszcze nie skończyła. Tym razem rozsunęła nogi szeroko i znów bawiła się spódnicą (i nim przy okazji) podciągając ją i opuszczając. Czasem udało mu się zobaczyć błysk różowości, ale częściej materiał opadał, odcinając mu widok. I nagle, zupełnie niespodziewanie, podciągnęła ją aż na biodra. Alek, aż westchnął nie przygotowany na coś takiego. Cipka blondynki była…wspaniała. Nie da się tego określić inaczej. Gęsta kępka włosków pyszniła się nad gładko wygoloną cipką. Różowe płatki rozchyliły się nieco i Alek ze zdumieniem zobaczył wypływającą z pośród nich krople mlecznego płynu.

„Boże jedyny, ona jest chyba bardziej podniecona ode mnie”- pomyślał, ciągle nie mogąc oderwać wzroku od tej kropelki, która teraz spłynęła w dół i upadła na obicie fotela. Tak straszną miał ochotę podejść do niej i zlizać wszystko. Zanurzyć twarz między jej płatkami i wciągnąć w płuca wspaniały zapach podnieconej cipki. Nie zrobił tego, bo nieznajoma miała inne plany. To był jej show i on nie zepsuje go, za nic w świecie. Dłoń dziewczyny błądząca do tej pory po brzuchu zeszła niżej. Palce przeczesały kępkę włosków i wsunęły się między rozkoszne płatki. Przesuwała nimi w górę i w dół, aż błyszczały od jej soków. Czując jak płonie z gorączki, oderwał wzrok od baraszkujących paluszków i zerknął na twarz dziewczyny. Jej niebieskie oczy wpijały się w niego i Alek zrozumiał, że widzi w nich nie tylko pożądanie, ale skryty pod nim głód. Ona pragnęła jego wzroku w tamtym miejscu. Podniecał ją. Na dole, jej dłoń przyspieszyła i z półotwartych, czerwonych ust wyrwał się cichy jęk rozkoszy. Nie chcąc, by cokolwiek go ominęło powrócił między uda, do dłoni zataczającej malutkie kółeczka na nabrzmiałej i mokrej cipce.

Autobus przemierzała kolejne ulice nie zatrzymując się i nie zwalniając. Cisza przerywana była tylko prawie niesłyszalnymi westchnieniami i jękami dziewczyny, oraz jego ciężkim oddechem. Zupełnie jakby autobus stał się zamkniętym, oddzielnym światem. Jedyną osobą w tym mikroświecie, była dla Alka ta blond nieznajoma, z coraz szerzej rozłożonymi nogami. Coraz bardziej rzucająca się w spazmach po siedzeniu. Nieznajoma, której piękne oczy zogromniały na chwilę przed tym, jak odchyliła głowę w tył, a uda zwarły się więżąc między nimi jej dłoń.

Alek patrzył jak nieznajoma przeżywa orgazm. Wygięta w łuk i drżąca. Chciał wszystko dobrze zapamiętać. Każdy, szczegół jej ciała, każdy grymas ust i spazm. Chciał, żeby ten widok pozostał z nim już na zawsze. Kilka chwil jechali w ciszy. Nieznajoma doszła już do siebie i poprawiła spódniczkę. Alkiem przestała się chwilowo interesować. Gdy autobus zaczął zwalniać przed następnym przystankiem wstała i ruszyła przejściem do drzwi. Mijając go, upuściła mu na kolana swoje czarne majteczki i już jej nie było. Alek rzucił się do okna patrząc jak znika w mroku i powtarzając w myślach nazwę ulicy na której wysiadła. Miał zamiar ją odnaleźć.

      *

- Co do cholery – stanęłam jak wryta na środku chodnika. Jeszcze chwilę temu byłam w autobusie, a teraz jestem kilka kilometrów dalej, tuż obok swojego mieszkania. Obejrzałam się za siebie, nikt mnie nie śledził. Na ulicy było zupełnie pusto. Sprawdziłam, czy torebka i portfel są na miejscu. A ja? Wsłuchałam się w siebie. Nic mnie nie bolało. Wręcz przeciwnie, czułam się jakaś lżejsza, odprężona. Zupełnie, jakby nagle ubyło mi smutków. Już miałam ruszyć dalej, gdy zdałam sobie sprawę, że nie mam na sobie majtek. Rozejrzałam się ponownie wokoło i dyskretnie wsunęłam rękę za spódniczkę. Nie przewidziało mi się, moje czarne figi zniknęły. Co gorsze, nie miałam pojęcia gdzie, ani kiedy. Jeszcze chwilę stałam na chodniku w środku nocy, czując coraz większe zagubienie. Lecz tak naprawdę, co mogłam zrobić. Moje majtki zniknęły i chwilowo nic na to nie poradzę. Trzeba wrócić do domu i odespać tę dziwaczną przygodę.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany