Opowiadanie użytkownika 0bi1

Domina cz. 2

local_library188 comment0 thumb_up0
Domina - część 2
12-04-2019 08:51

    Przez pewien czas nie było pomiędzy nami najlepiej, a o bliskości fizycznej mogłem zupełnie zapomnieć. Żona była wściekła za zdradę i okazywała mi to w każdy możliwy sposób. Czułem się winny, ale przede wszystkim upokorzony. Świadomość tego, że przebieg spotkania z Dominiką został wyreżyserowany przez moją ślubną, nie pozwalała mi na spojrzenie jej w oczy. Czułem się oszukany i upodlony, lecz z drugiej strony, na wspomnienie obfitych, ale fantastycznie jędrnych kształtów młodziutkiej  dominatorki, wrzało w moich jądrach, a krew uciekała z mózgu do ciał jamistych penisa, zamieniając go w twardą, wygiętą łukowato maczugę, toczącą gęsty śluz ze swojego wierzchołka. Jeszcze bardziej podniecała mnie, doznana pierwszy raz podczas tego wyuzdanego seksu z młodziutką pięknością, jej determinacja, siła i stanowczość. Pod władaniem Dominiki, stałem się małą, przerażoną myszką, pragnącą tylko zadowolić swoją panią. Wracałem wspomnieniami do chwil, w których znęcała się nade mną, dusząc piersią lub pośladkami. Byłem wtedy całkiem bezbronny, ale moja pała nigdy wcześniej nie była tak twarda. Marzyłem o ponownym spotkaniu, lecz nawet nie miałem numeru telefonu, by nawiązać z nią kontakt. Gdy kilka razy odwiedzałem kamienicę, z którą wiązały się tak miłe wspomnienia, licząc na spotkanie tam Dominiki, nigdy nie udało mi się jej zastać w mieszkaniu. Wyglądało na opuszczone. Albo wynajmowane tylko w celach wiadomych. W sumie wyposażenie mogło świadczyć o takim właśnie sposobie użytkowania.

    Kiedy już porzuciłem nadzieję, niespodziewanie otrzymałem esa o treści „Tam gdzie poprzednio. Piątek 16.00. Bądź czysty. D.” Nie posiadałem się ze szczęścia! Penis mi stwardniał podczas odczytywania po raz kolejny, krótkiej, ale jakże ważnej, długo wyczekiwanej wiadomości. Wyszedłem do toalety, aby uwolnić się od napięcia. Być może koleżanki z biura, kiedy przechodziłem obok nich, widziały namiot utworzony przez twardy stelaż naprężający moje spodnie, ale w tej chwili miałem to gdzieś. Wizja ponownego spotkania z Dominiką sprawiła, że wszystko inne wydawało się mało istotnym. Musiałem sobie ulżyć jak najprędzej.

    Wszedłem do toalety i opuściłem spodnie wraz z gatkami. Lewą ręką zacząłem pieścić obkurczone jądra, a palcem wskazującym prawej, rozprowadziłem obficie wydzielany śluz, po buraczkowej głowicy penisa. Potem wyćwiczonym gestem, otuliłem trzon całą dłonią i zacząłem powolnymi ruchami, nasuwać napletek na główkę. Lubię to robić! Od kiedy odkryłem uroki samogwałtu, bawię się swoim maluchem z lubością. I nie przerwałem tych zabaw nawet wtedy, gdy zacząłem się spotykać z dziewczynami. Także małżeństwo nie wyleczyło mnie z upodobania do masturbacji. Wprawdzie przez jakiś czas nie czułem takiej potrzeby, w okresie kiedy bzykaliśmy się z żoną jak norki, ale potem zamiłowanie do marszczenia Freda powróciło. W końcu to jest jakieś urozmaicenie życia seksualnego, jakaś odmiana. Myślę, że właśnie z powodu odmienności, odejścia od rutyny, tak bardzo podniecała mnie wizja ponownego spotkania z Dominiką. Nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić, że mógłbym robić z żoną, takie rzeczy, jakich doświadczyłem z tą młodziutką, korpulentną osóbką. Podniecała mnie jej bezpruderyjność. Waliłem konia coraz szybciej, wyobrażając sobie przy tym, że robi to Dominika, klęcząc przede mną z otwartymi szeroko ustami i oczekując na przyjęcie prosto na swój różowiutki języczek, potężnej, wielokrotnej salwy mojego gorącego nasienia. Oczami wyobraźni widziałem, jak zalewam jej usta i twarz, strugami mlecznego płynu, o intensywnym zapachu seksu. Widziałem krople, błyszczące jak perły w jej włosach.

    I wtedy wytrysnąłem naprawdę. Tylko, że gorący wytwór moich lędźwi, pokrył długimi kreskami ścianę toalety, a nie śliczną buźkę małolaty. Było tego sporo. Nie podejrzewałem się o nagromadzenie aż tak dużych zapasów. A może to Dominika spowodowała, że otworzył się róg obfitości? Może przez nią opróżniłem do końca swoje jądra? Nie wiem, ale było mi dobrze. Napięcie opadło i wreszcie odetchnąłem z ulgą. Powycierałem się papierem toaletowym i usunąłem miliony swoich potencjalnych potomków ze ściany kabiny. Gdy wracałem za biurko, kątem oka dostrzegłem porozumiewawcze spojrzenia dziewczyn. Nie powstrzymały się przed wymianą kpiących uśmieszków. Widziały jak wychodziłem z namiotem, a wróciłem bez. Sprawa była oczywista!

    Oficjalnie to Gosia była naszą kierowniczką, ale pracowaliśmy we troje, nie przestrzegając formalności. To znacznie ułatwia wykonywanie zadań i sprawia, że w firmie czujesz się swobodnie, jak w domu, a nie w obozie pracy. Oczywiście podejmowanie kluczowych decyzji należało do niej, ale traktowała nas jak partnerów i w większości spraw uwzględniała nasze opinie na dany temat. Na początku czułem się trochę niezręcznie, że moją kierowniczką została dziewczyna młodsza ode mnie o dekadę, ale później doceniłem jej kompetencje i nawet wolałem współpracować z młodą, ładną kobietą niż z jakimś nadętym bufonem. Ładną? Hmmm… Może nawet piękną. Wprawdzie nigdy nie podobały mi się rudzielce, ale im dłużej razem pracowaliśmy, tym bardziej przekonywałem się do jej urody. Przestały mi przeszkadzać piegi i blada cera, a coraz wyżej zacząłem cenić wrażenia estetyczne, jakich oczom dostarczało jej gibkie, długonogie ciało. Podobały mi się jej malutkie piersi, które próbowała optycznie powiększyć, stosując przeróżne biustonosze, poprawiające wygląd. Ale gdy się nachylała nad biurkiem, dyskretnie zapuszczałem żurawia w dekolt, bezbłędnie oceniając ich rzeczywistą wielkość. A już fantastyczne wcięcie w talii oraz niezwykle kobiecy sposób poruszania się, zmuszały często wyobraźnię, do przeprowadzania wizualizacji wyglądu jej nagiego ciała, zalanego długimi, sięgającymi do biustu, lekko pofalowanymi włosami w kolorze wiewiórczym. Zawsze zastanawiam się, czy tam na dole, są równie ogniste, czy może depiluje je, ulegając modzie na zupełną gładkość w okolicach intymnych. Rozważałem zazwyczaj, czy wolałbym ją widzieć gładką, czy kudłatą? Lecz nigdy nie potrafiłem sobie na to pytanie odpowiedzieć. Myślę, że w obu opcjach byłaby tak samo ponętna.

    Agnieszka nie była tak zgrabna jak Gosia, ale miała coś, czego brakowało naszej kierowniczce. Cudownie obfity biust! Lubiłem na nim zawiesić oko, kiedy nie byłem zbyt zajęty pracą. A ona, doskonale o tym wiedząc, eksponowała go bardzo chętnie. Nie, nie dlatego, że miała na mnie chrapkę, ale odnosiłem wrażenie, że po prostu czuła się wtedy bardzo kobieco, doceniona za swoje atrybuty. Uśmiechała się tylko lekko za każdym razem, gdy zauważała, że nie mogę skoncentrować uwagi na rozmowie z nią, bo mój wzrok, mimo nieudolnych prób zapanowania nad nim, ciągle podąża w dół, przyciągany przez cudowne półkule wypełniające dekolt. Uwielbiałem to falowanie, przy każdym niemal poruszeniu się ich posiadaczki. I lubiłem uśmiech Agnieszki. Wydawał się taki delikatny, w otoczeniu czarnych włosów okalających jej buzię. Radość bijąca z roześmianych oczu, poprawiała mi samopoczucie. Była taką dziewczyną, z którą chciałoby się konie kraść. Prawdziwą kumpelą.

    Obie były mężatkami, więc pozwalałem sobie jedynie na dyskretne podziwianie ich urody i incydentalne fantazjowanie o przeróżnych sytuacjach z ich udziałem, w jakich chciałbym uczestniczyć. Właśnie przez to, że były już kobietami, a nie dziewczynkami, nie przejąłem się zbytnio tym, że widziały moją erekcję i domyśliły się, co zrobiłem w toalecie. Może troszkę było mi głupio, ale naprawdę troszkę. Przecież wiedzą doskonale, że jak stoi, to się chce. A faceci po czterdziestce też mają swoje potrzeby.

    Wziąłem się do pracy, ale gdzieś z tyłu głowy, ciągle miałem esa od Dominiki. Zastanawiałem się, czym mnie teraz zaskoczy? A może będzie zupełnie inaczej? Może zechce się kochać romantycznie, delikatnie, powoli? I nagle przyszła mi do głowy kolejna myśl. A jeśli to tylko podpucha? Może to pomysł żony, która chce mnie znów upokorzyć? Włos mi się zjeżył na karku! Jeśli by tak było, to znów wyjdę na głupka! Gosia gdzieś wyszła. Spojrzałem na unoszony spokojnym oddechem biust Agnieszki, siedzącej bokiem do mnie. Ten widok zawsze mnie relaksuje. Pomyślałem sobie – właśnie! Żona raz mnie upokorzyła, to kolejny raz niczego już nie zmieni! I tak w jej oczach jestem łajdakiem, więc nie muszę się niczym przejmować, tylko wyjść przygodzie naprzeciw.

    Musiałem zapalić. Przechodząc obok toalety, usłyszałem poruszenie w środku, zatem wyjaśniło się, dokąd wyszła moja kierowniczka. Na zewnątrz odpaliłem faję i zaciągając się głęboko, rozkoszowałem się uspokajającym działaniem nikotyny. Po kilku machach, dobiegający zza pleców jęk, przykuł moją uwagę. Odwróciłem się, rozglądając w poszukiwaniu źródła. Dźwięk dobiegł z uchylonego okienka toalety, znajdującego się ponad moją głową. Zacząłem się wsłuchiwać. Gdy wyostrzyłem słuch, koncentrując go tylko na okienku, usłyszałem przyspieszony, płytki oddech, połączony z cichutkim pomrukiwaniem i delikatnym pojękiwaniem. To była Gosia! I chyba wiedziałem, co robiła! Nie mogłem w to uwierzyć! Moja kierowniczka?! Matka dwójki dzieci?! Żałowałem, że okno jest tak wysoko. Korciło mnie, żeby włączyć kamerkę w smartfonie i sięgnąć do szpary w uchylonym oknie. Ale pomyślałem, że to takie szczeniackie. I nie fair. Postanowiłem zadowolić się tylko słuchaniem – resztę potrafiłem sobie wyobrazić. Wiem – nie powinienem, ale myślę, że żaden facet nie odmówiłby sobie przyjemności posłuchania, odgłosów towarzyszących masturbacji i szczytowaniu swojej koleżanki. A szefowej? I to ładnej? Żaden!

    Nie powiem. Gdyby nie fakt, że dopiero opróżniłem jajka, musiałbym zwalić konia, bo dźwięki dobiegające do moich uszu, podnieciły mnie tak mocno, że poczułem ponowne pulsowanie penisa. Twardniał na skutek wyobrażenia sobie, jak Gosia siedząc na toalecie, z opuszczonymi majtkami, pieści paluszkami cipkę, głaszcze łechtaczkę, wsuwa palce w wilgotną norkę, a drugą dłonią uciska malutkie piersiątka. Ma przymknięte oczy, pogrążona w marzeniach erotycznych, wyobraża sobie jakąś zmysłową sytuację i tarmosi cipkę zapamiętale. Ciekawe, o czym myśli? Co sprawiło, że poczuła potrzebę zrobienia tego właśnie teraz? Co ją podnieciło do tego stopnia, że musiała sobie ulżyć? Czyżby moja erekcja? Chyba tak. Z pewnością wyobraziła sobie, co robiłem w toalecie i pomimo uśmieszków wymienionych z Agą, nie mogła się powstrzymać, przed pójściem w moje ślady. Tak! Byłem pewien, że znacząco przyczyniłem się do wzrostu jej podniecenia, a to znaczyło, że nie tylko ja bacznie przyglądam się swoim koleżankom z pracy, ale także one widzą mnie, jako atrakcyjnego, seksownego, pobudzającego wyobraźnię faceta. Przynajmniej jedna z nich. Bardzo mnie to ucieszyło, bo nie ma nic bardziej podnoszącego na duchu, niż uznanie kobiety.

    Wyczekałem do przytłumionego „uuuuuuuuuuch”, wyraźnie wydobywającego się zza zaciśniętych zębów, świadczącego o szczęśliwym zakończeniu zmagań z cipką, po czym odpaliłem jeszcze jednego papierosa. Musiałem ostudzić emocje, by nie wrócić do biura z kolejną erekcją. Nasłuchiwałem, jak Gosia ogarnia się po orgazmie i wychodzi z toalety. Dopaliłem drugą faję do końca i wróciłem do pracy. Do pracy – to zbyt dużo powiedziane. Najpierw oblukałem szefową, poszukując znaków potwierdzających przeżyty orgazm. Poza lekkim rozmarzeniem w oczach, nie zauważyłem niczego istotnego – włosy były upięte, makijaż ok, więc doprowadziła się do porządku perfekcyjnie. Wróciłem do esa od Dominiki.

    „Bądź czysty” – przeczytałem jeszcze raz. Co miała na myśli? Przecież przed poprzednim spotkaniem wziąłem prysznic, myjąc dokładnie całe ciało. Czyżby chodziło jej o czystość w pojęciu kościelnym? Miałem nie współżyć, oszczędzać siły? Nie, raczej nie to. Wróciłem wspomnieniami do tego, jak zerżnęła mój tyłek metalowym przedmiotem i wtedy mnie oświeciło – chciała, abym był czysty także w środku! Nie chodziło o czystość duchową tylko dupową! Ale jak to się robi? Zacząłem szukać w necie informacji o sposobach przygotowania się do seksu analnego i po kilku kwadransach, już miałem dość dobre pojęcie jak trzeba to zrobić. I byłem zdecydowany.

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany