Opowiadanie użytkownika bieniek

Czułość i nienasycenie

local_library22 comment0 thumb_up0

Poranek był chłodny. Dobiegające zza okna parskanie koni obudziło Agnieszkę. Z czułością patrzyła na śpiącego męża starając się nie poruszać, żeby go nie obudzić. Figlowała sama ze sobą w myślach, zwalczając pokusę pocałowania ukochanego i czując cały czas tkwiącego w pochwie penisa. Noc była cudowna. Naga i szczęśliwa leżała na mężczyźnie będącym spełnieniem jej marzeń. To już dziesięć lat - pomyślała. Nie była w stanie powstrzymać wspomnień. Wychowana w surowej dyscyplinie marzyła o chłopakach tym bardziej, im intensywniej zniechęcała ją matka. Jesteś dziedziczką, szlachcianką. Cnota to twój skarb – słyszała codziennie w domu i przy zakonnej szkole. Małżeństwo rodziców było pozbawioną uczuć instytucją, efektem działania swatów, za wszelką cenę dążących do uniknięcia mezaliansu. Lubiła patrzeć na sianokosy. I nie potrafiła zrozumieć dlaczego u schyłku osiemnastego wieku chłopkom wolno więcej niż dziedziczkom. Zazdrościła każdej, która opuszczała stóg siana dopinając bluzkę, całowana przez uszczęśliwionego partnera. Wizyta hrabiego była błogosławieństwem. Starszy o jedenaście lat mężczyzna nie mógł oderwać oczu od dziewiętnastoletniej piękności. A ona nie potrafiła powstrzymać lubrykacji na myśl o miłosnych doświadczeniach tak przystojnego arystokraty, o szczęściu będącym w zasięgu ręki. Rodzice Agnieszki cieszyli się z oświadczyn jeszcze bardziej niż ona. Spolszczony Węgier, z tytułem, sąsiad, bogaty. Pierwsza wspólna konna przejażdżka była jak łyk świeżego powietrza, wyzwolenie spod kurateli rodziców. Zapach stajni podkreślał męskość. Od dziecka uprawiała jeździectwo, ale jeszcze nigdy nie kłusowała wśród szpaleru otaczających pałacową aleję dębów, trzymana za rękę przez ubranego w czerwony rajtrok zakochanego w niej mężczyznę. Po powrocie przeplatanym uściskami i pocałunkami drzwi otworzyła Anette. Widok bosej i skąpo odzianej pokojówki dał Agnieszce do myślenia. Czy wy? – zapytała wzrokiem. Tak. Przecież nie mam żony. Anette wie, że nie mogę się z nią ożenić, ale współżyjemy już od pięciu lat. Zakochiwała się coraz bardziej w obejmującym ją mężczyźnie, w tak upragnionym przez nią i bliskim mu doświadczeniu. Zupełnie pozbawiona zazdrości marzyła żeby wprowadził ją we wszystkie kręgi wtajemniczenia, zabrał dziewictwo zamieniając je w wiecznotrwałą rozkosz. Czy zechcesz być moją królową? Dreszcz szczęścia przebiegł po plecach dziewczyny. Przy kolacji, w świetle kandelabrów był jeszcze przystojniejszy. Wyobrażała sobie ile radości dała mu krzątająca się przy stole Anette. A ona wspominała spotkanie w Paryżu. Pamiętała każdy szczegół. Język Aleksandra owijający się wokół każdego z sutków i nienadążanie ze zdjęciem majtek. Robili to potem nieskończoną ilość razy, ale ten był wyjątkowy. Brak dziewictwa niczego nie zmieniał. Rozkosz mężczyzny unieważniała przeszłość Ubóstwiał to co przed chwilą lizał, spuszczał się i z dobrym skutkiem czekał na natychmiastową odpowiedź partnerki. Była wspaniała. Zdawała sobie sprawę, że nigdy nie będzie żoną i bez zastrzeżeń to akceptowała, podobnie jak okazjonalną obecność innych kobiet w hrabiowskim łożu. We wsi szykowało się wesele. Helena wydaje córkę za mąż. Jakaż była cudna ćwierć wieku temu, pomyślał dziedzic. Jus primae noctis została spełniona wielokrotnie. Miał czternaście lat, kiedy ojciec na widok bezgranicznego pożądania i zachwytu w oczach dojrzewającego syna scedował na niego spełnienie prawa pierwszej nocy. Pierwszej dla obojga. Dzieciak nie mógł oderwać wzroku od bosej, czarnowłosej zgrabności, w przeddzień ślubu grabiącej siano. I nigdy nie zapomniał krzyku bólu, kiedy rozdzierał jej dziewictwo i całował wszędzie po kolejnym cudownym orgazmie. Agnieszka przestępowała bramy raju. Anette bez zazdrości powoli i delikatnie zdejmowała suknię, gorset i pończochy następczyni. Hrabia nie mógł oprzeć się pięknu. Całował cudowne, obnażone stopy i klęcząc podążał w górę. Pióropusz czarnych włosków otaczał rajskie źródło, wilgotniejące w miarę lizania. Niewinne, dziewicze, błagające żeby trysnąć, przekroczyć wreszcie znienawidzony Rubikon i pognać ku zaznanemu przez nieliczne w tych czasach kobiety szczęściu. Odurzony smakiem i zapachem młodziutkiej kochanki Aleksander pragnął jej wprost proporcjonalnie do strachu, żeby nie skrzywdzić niewinnego stworzenia. Sutki stawały na baczność w miarę oralnych pieszczot. Kiedy zobaczył w drzwiach od dawna podglądającą ich nagą Anette, struchlał na myśl o prawdopodobnej reakcji Agnieszki. Pomylił się. Agnieszka cieszyła się z nieodległego wyzwolenia i czuła wdzięczność za pomoc od kochanki najdroższego mężczyzny. Z uśmiechem patrzyła na służącą liżącą wzwiedzionego penisa i była zachwycona, jak delikatnie umieściła go w jej pochwie. Hymen okazała się cieniutka. Idealna. Równocześnie dawała hrabiemu pewność o dziewictwie ukochanej i pozwalała cieszyć się dziewczynie upragnioną rozkoszą. Upojny męski zapach i rytmicznie poruszający się w pochwie penis obezwładniały świeżo zdeflorowaną dziewicę. Bajka była rzeczywistością. Narastająca rozkosz przenikała dziewczynę na wskroś. Każdy ruch frykcyjny przeszywał jej kobiecą fizyczność i duchowość, był pieśnią radości, wdzięczności. Nie mogła uwierzyć, że na zawsze opuściła piekło uprzedzeń, otwierając wrota wolności i rozkoszy. W miarę przyspieszania ruchów penisa młoda kobieta coraz bardziej traciła kontrolę. Zamiast spodziewanego bólu obezwładniała ją nieokiełznana rozkosz pomieszana z uwielbieniem dla sprawiającego ją mężczyzny. Wytrysk dziewczyny zaskoczył oboje. Straszona od dzieciństwa przez matkę nie miała pojęcia jak cudownie przebiegnie defloracja. Krzycząc z wszechogarniającej rozkoszy spuszczała się na uda i podbrzusze przyszłego męża. Kochała bezgranicznie tego pachnącego wolnością i przygodą mężczyznę, rytmicznie poruszającego penisem w jej pochwie. Świat stawał otworem. Wszystko było możliwe. Duma pomieszana z podnieceniem przeszywała duszę i ciało Aleksandra. Jeszcze nigdy nie udało mu się tak doskonale rozprawiczyć niedoświadczonej dziewczyny. Sam dla siebie stworzył hierarchię rozróżniającą rozprawiczenie od rozdziewiczenia. To pierwsze, w przeciwieństwie do defloracji, było misterną sztuką nauczenia kobiety radości z posiadania pochwy i umiejętności korzystania z tego daru. W myślach przyznawał sobie order. Język Agnieszki wibrujący między jego zębami nie pozwalał zwlekać. Nie był w stanie powstrzymać krzyku. Biała fontanna raz po raz napełniała przepiękne dziewczęce genitalia. Rozkosz paraliżowała, a perspektywa nieskończonego jej powtarzania oszałamiała. Wyczerpani usnęli w objęciach. Kąpiel gotowa, proszę pana – usłyszał jak przez mgłę. Poranne promienie słońca zwiastowały nowy dzień. Anette cierpliwie czekała, aż hrabia otworzy oczy. Zgodnie z poleceniem zwracając się do niego nie używała tytułu. Zaspany po cudownej nocy nie rozumiał, dlaczego służąca i zarazem kochanka nie jest naga. Palimpsest z rozkoszy. Agnieszka spała słodko leżąc na Aleksandrze nagusieńka, przyklejona, zaspokojona. Przepojona szczęściem. Mimo starań musiał się w końcu poruszyć. Popatrzyła tak anielsko, że przeszył go dreszcz. Był dla niej szczęściem in situ, wyzwoleniem, przyszłością. Całował całą od stóp do głów zanim się rozbudzi, straci ten niepowtarzalny rys niewinności i zmyje ślady wspólnej radości. Czy zechcesz się ze mną wykąpać? Oczy mówiły wszystko. Prowadząc ją za rękę nie mógł uwierzyć własnemu szczęściu. Była tak zgrabna, oddana, powolna jego życzeniom, zachwycona. Nigdy nie widziała takiej łazienki, ogromnej, z wielką stojącą pośrodku wanną. Spojrzeli na siebie z uwielbieniem. Po mokrym pocałunku Aleksander polizał śliczne piersi dziewczyny. Woda miała idealną temperaturę. Teraz była pewna, że za życia wstąpiła do raju. Dłonie ukochanego ślizgały się po jej boskim ciele, a usta całowały natychmiast to, co poprzedniczki umyły. Nigdy nie śmiała nawet marzyć, że we wspólnej kąpieli kiedykolwiek będzie myła penisa ukochanego mężczyzny, podczas gdy on będzie omiatał dłońmi jej srom. Chciałem tak nietypowo – powiedział Aleksander, z trudem odrywając usta od ciemnych sutków. Zanim się spostrzegła, dziewczyna ujrzała na smukłym palcu zaręczynowy pierścionek. Boże, jak go kochała. Była obezwładniona. Powoli zdjęła nogi z ramion tego czarnowłosego przystojniaka, nie odrywając wzroku od turkusowych oczu. Usta same powędrowały ku obranemu z napletka penisowi. Teraz on nie mógł się poruszyć. Mógł tylko całować czarną ukochaną główkę klęczącej przed nim tak szybko i niespodziewanie wyzwolonej dziewczyny, którą miał za chwilę poślubić. W obliczu całego swojego doświadczenia czuł się mimo wszystko nieco zmieszany, zaskoczony tempem zdarzeń, ale wszystkie skrupuły musiały ustąpić narastającemu podnieceniu. To cudne, kobiece stworzenie przerastało urodą i talentem wszystkie poprzedniczki. Patrząca przez uchylone drzwi Anette uśmiechnęła się, kiedy hrabia zaskowyczał i napełnił usta nienadążającej z połykaniem spermy Agnieszki. Tyle razy robiła to w przeszłości, ale z czułością patrzyła na młodą szlachciankę, przekraczającą kolejne granice wyobraźni. Po pysznym śniadaniu wspólna konna przejażdżka zachwycała feerią barw, zapachów. A co będzie z Anette? – zapytała po kolejnym pocałunku nie wypuszczającego jej z objęć hrabiego. Wystarczyło spojrzenie. Dziękując za wolność nie czuła zazdrości i nie miała zamiaru ograniczać jej człowiekowi, którego uwielbiała właśnie za ten dar. Akceptowała bez zastrzeżeń fakt, że przyszły mąż będzie miewał inne kobiety. Wizyta u rodziców dziewczyny była świętem. Poinstruowana przez przyszłego męża doskonale udawała dziewicę, z całej siły hamując symptomy świadczące o czymś przeciwnym. Niestety wizyty się powtarzały, ale na szczęście były wzajemne. Nagrodą za męki u zdewociałych przyszłych teściów pana młodego była jej rozkosz w ramionach ukochanego. I kolejne lekcje. Pewnego dnia powóz zajechał nieco za wcześnie. Drzwi otworzył Franciszek, stary i nieco przygłuchy sługa. Proszę się rozgościć – usłyszała, jednocześnie jak przez mgłę słysząc odgłosy miłosnych igraszek. Zaciekawiona weszła na górę. Widok był imponujący. Aleksander i Anette leżeli nadzy obok siebie, w pozycji sześć na dziewięć. Język dziewczyny tańczył wokół obnażonej żołędzi mężczyzny, podczas gdy on po mistrzowsku robił jej minetę. Patrzyła jak urzeczona, z zachwytem i zdumieniem, bez cienia zazdrości. Za wszelką cenę pragnęła przeniknąć do tego świata, doznać wyzwolenia, zapomnieć o ideologicznych kajdanach. Przyszły mąż na jej oczach kochał się po francusku z rodowitą spadkobierczynią tej tradycji. Z podziwem obserwowała wolno zmierzającą do orgazmu miłosną grę wieloletnich kochanków. Skamlająca z rozkoszy Anette pierwsza zauważyła Agnieszkę. Dziewczyny polubiły się już przy pierwszym spotkaniu. Młoda Francuzka z sympatią patrzyła na zachwyconą Polkę, nie mającą zamiaru przerywać rozkosznych praktyk. W końcu hrabia też zauważył narzeczoną. Agnieszko, najdroższa, czy chciałabyś się przyłączyć? – usłyszała jak przez mgłę głos niczym nie speszonego, doświadczonego mężczyzny. Tak, bardzo – wykrztusiła. Anette wstała, pocałowała Agnieszkę i zrobiła to samo co przy pierwszym spotkaniu. Dotąd przed każdym kolejnym stosunkiem dziewczyna rozbierała się sama lub robił to partner, ale ta sytuacja podobała się jej coraz bardziej. Czuła się jak małżonka monarchy, rozbierana przez damę dworu przed spełnieniem miłosnego aktu. Po chwili stała zupełnie naga przed równie nagimi narzeczonym i jego kochanką. Dotarło do niej, że sama też nie jest nikim więcej jak kochanką, na równi z drugą dziewczyną. Trzymana przez oboje za ręce położyła się na wznak w wielkim łożu. Przekraczała kolejne kręgi wtajemniczenia. Dekameron stawał się rzeczywistością. Aleksander lizał wzwiedzione sutki Agnieszki, podczas gdy jej kwiat kobiecości rozchylał płatki i spływał rosą pod wpływem pieszczot Anette. Mężczyzna położył się na wznak. Chodź, coś ci pokażę – powiedziała Francuzka. Powolna jej woli Agnieszka usiadła na Aleksandrze i dała sobie pomóc we wprowadzeniu penisa do pochwy. Kochana dotąd w pozycji misjonarskiej nie miała pojęcia, że są inne sposoby, że można patrzeć na ukochanego z tak wysoka, odczytywać szczęście w oczach najdroższego i tym samym mu się odwdzięczać. Hrabia nie mógł oderwać wzroku od dosiadającej go piękności, tak niedawno pozbawionej przez niego cnoty i robiącej tak niesamowite postępy. Żadna z poprzedniczek nie była w stanie dorównać jej zgrabności, wdziękowi, instynktownym ruchom bioder powodującym ocieranie penisa o wnętrze pochwy. W miarę pieszczot cudownego biustu dziewczyna przyspieszała ruchy bioder, nie mogąc powstrzymać odgłosów rozkoszy. Oczy obojga zachodziły mgłą, zwiastując nieuchronnie zbliżający się orgazm. Doświadczona Anette z tkliwością patrzyła na szczęście obojga i nie miała wątpliwości co powinna zrobić. Uklękła tuż nad głową Aleksandra i obniżyła biodra tak, aby swobodnie mógł lizać srom. Siedzące twarzą w twarz dziewczyny patrzyły na siebie z zachwytem i wdzięcznością. Równocześnie uszczęśliwiały ukochanego mężczyznę, pragnąc się nim bezwarunkowo dzielić. Był w raju. Połykał soki płynące z pochwy Anette i zachwycał się wspaniałością genitaliów Agnieszki, oplatających i coraz szybciej ocierających jego męskość. Przeszyty nieokiełznanym podnieceniem nawet nie był w stanie marzyć o tym, co miało za moment nastąpić. Nie potrafił dłużej zwlekać. Całkowicie poddał się chwili. Niezwykłej. Gdy pierwszy skurcz najądrzy wystrzelił do upragnionego celu białą salwą miłości, nawet nie słyszał krzyku obu kobiet. Konał z rozkoszy. Jak nigdy przedtem. Równocześnie, chociaż każda z osobna, pokrywały twarz, podbrzusze i uda partnera deszczem kobiecości. Synchroniczny potrójny wytrysk był szczytem marzeń i rekordem świata, niemożliwym w tej sytuacji do docenienia przez autorów. Po skończonych spazmach całowali się nawzajem jak w transie, w hipnozie. Ciała splatały się na zmianę, dłonie i stopy przeplatały, ale preferencje pozostawały niezmienne. Dziewczyny jednocześnie całowały mężczyznę od stóp do głów, a on każdej z osobna odwdzięczał się tym samym. Bez formalnych uzgodnień dzieliły się sprawiedliwie szczęściem. Spały na ukochanym na zmianę. Jak pięknie – pomyślał witając poranek. Dwie najważniejsze w życiu dziewczyny spały po bokach wtulone w jego tors, ramiona. Żałował, że w końcu trzeba było się ubrać. Anette wracała do codziennych obowiązków, a Agnieszka do symulowania cnoty i udziału w idących pełną parą przygotowaniach do ślubu. Sam wybór welonu trwał prawie godzinę. Nie wiedziała czy bardziej absurdalny jest ten zakup, czy wykład matki. Dziecko. Małżeństwo nie jest sielanką, ale pełnym bólu i trudu obowiązkiem. Spełnieniem woli naszego Pana i stwórcy, trudną lecz konieczną drogą do przedłużenia ludzkiego rodu. Ofiarą na ołtarzu wiary i dobra. Bądź dzielna. Kupując welon i słuchając tych bzdur była naprawdę dzielna. Najbardziej z powodu chwilowej, lecz nieuniknionej seksualnej abstynencji. Porażona paradoksem. Musiała ukrywać największe szczęście przed matką, która nie miała o jego istocie najmniejszego pojęcia i nie miała szans nigdy poznać. Zastanawiała się jakim właściwie cudem przyszła na świat, przy takiej postawie rodziców wobec najbardziej naturalnego aspektu ludzkiego życia. I dlaczego odrzucając zaściankową religijność czuła się jak dama dworu króla Ludwika, a nie wiejska gąska. Ślub miał odbyć się za miesiąc. Pozwoliła zachwyconym rodzicom wybrać cały strój. Wszystko jedno. Interesowało ją bardziej jak prędko będzie w stanie go zrzucić, żeby połączyć się z ukochanym. Ślub był wspaniały. Nigdy nie przyznała się jakim przeżyciem było włożenie sukni na gołe ciało, bez halki, gorsetu, pończoch i majtek, do czego nikomu się nie przyznała. I jak cudownie było jednym ruchem obnażyć się przed mężem, widząc jego zachwyt, uwielbienie. Sprowokować wielokierunkową i wielokrotną penetrację. Siedząc w fotelu Aleksander z bezgraniczną czułością patrzył na śpiącą słodko nagą Agnieszkę. Trzy razy spłynęła nasieniem, zanim udało się jej dotrzeć ustami do penisa. Anette rozumiała, że zamyślenie hrabiego tym razem nie dotyczyło ani jej, ani świeżo poślubionej żony. Nie umiał odpędzić wspomnień o pierwszym stosunku z Heleną. O balecie czternastoletnich ciał, zapachu młodziutkiej partnerki, smaku pochwy. Inicjacji. O decyzji ojca otwierającej świat niezwykłych doznań. Nie był w stanie się powstrzymać przed powtórką. Córka Heleny, czternastoletnia Agata, przyszła mężatka, sama przekazała wiadomość matce. Zgodnie z tradycją i prawem miała zostać wprowadzona przez dziedzica w miłosne arkana. Mamo, co ci jest? – krzyknęła Agata na widok sparaliżowanej od dwóch lat matki. Helena wiła się w konwulsjach, za wszelką cenę starając się coś powiedzieć. Córce, światu, wszystkim. Mamo, spokojnie, jestem przy tobie. Helena opadła z sił. Patrzyła pozbawionym nadziei wzrokiem na ukochaną córkę, zagrożoną strasznym wyrokiem. I nie miała sposobu, żeby jej o tym powiedzieć. Agata, narzeczona Hieronima, wiedziała już że pan postanowił skorzystać z prawa pierwszej nocy. Bezradny Hieronim nie miał innego wyjścia niż się z tym pogodzić, ale nie umiał powstrzymać żalu, że zachowali cnotę. Agnieszka i Anette wiedziały o wszystkim. Po ślubie i weselnym obiedzie wzięły dziewczynę za ręce. Bezradna i świadoma wyroku posłusznie szła w stronę pałacu. Oszołomiona luksusowym wnętrzem nawet nie zauważyła jak szybko dziewczyny pozbawiły ją ubrania i zaprowadziły do tak dobrze znanej im wanny. Ona znała dotąd tylko balię. Kobiece ręce myły każdy szczegół dziewiczego ciała młodziutkiej mężatki. Wreszcie ją wytarły. Zrozumiała, że o ubraniu nie ma mowy. Prowadzona za ręce przez dwie starsze dziewczyny była oszołomiona nie mając pojęcia, jakie przeżycia czekają na nią za progiem sypialni. Pierwszy raz w życiu stała naprzeciw nagiego, przystojnego mężczyzny, nie posiadając żadnego doświadczenia. Zdumiona patrzyła na dumnie sterczącego wzwiedzionego penisa, zdobiącego smagłe, muskularne ciało. Zupełnie jak Helena – pomyślał. Podobieństwo było uderzające. Stała przed nim kopia dziewczyny z którą stracił dziewictwo, przekroczył bramy raju. Taka jak ona, niewinna, czysta. Deja vu. Partnerki pomogły w wejściu do łoża, ale jakoś dziwnie rozumiały, że nie powinny przeszkadzać. Rezerwa Agaty mijała w miarę pieszczot. Wszystko było nowe. Nie wiedziała czy ze świeżo poślubionym mężem będzie tak samo. Coraz bardziej podobały się jej oralne pieszczoty sutków. Lizał ją całą jak skarb, spełnienie marzeń. Wspomnienia mieszały się z rzeczywistością. W miarę pieszczot nie była w stanie ukryć kobiecego klejnotu. Błona jest cienka – pomyślał, penetrując językiem pochwę oszołomionej dziewczyny. Po chwili penis poruszał się ku rozkoszy wewnątrz młodziutkiej, mokrej dziewczęcej tajemnicy. Nawet nie wiedziała w którym momencie straciła dziewictwo, obserwując lizane nieustannie przez partnera własne sutki. Była tak zgrabna. Niewinna. Za chwilę miała należeć na zawsze do męża. Wiedząc, że w tak krótkim czasie nie jest w stanie nauczyć ars amandi ani zaspokoić tak młodej i niedoświadczonej dziewczyny, hrabia spuszczał się w konwulsjach rozkoszy, z trudem tłumiąc krzyk. Jej buzia, skóra, zapach były powrotem do dzieciństwa, młodości. Podczas spazmów przemknęła mu przez głowę myśl. Dlaczego Helena urodziła tylko ją? Wszystko jedno. Z uwielbieniem całował każdy milimetr młodziutkiego ciała, mając słuszne podejrzenia. Od stóp do głów lizał napełnioną nasieniem własnego ojca córkę. Naucz mnie wszystkiego. Proszę - wyszeptała. Mimo podejrzeń nie mógł się powstrzymać. Język sam powędrował do pochwy. Ciemne, oblane śluzem wargi smakowały bosko. Była tak zgrabna, młodziutka, do niedawna niewinna. Uklęknij. Nie protestowała. Penetrujący od tyłu pochwę czternastolatki penis był dla niej błogosławieństwem. Aleksander wypierał ze świadomości prawdopodobieństwo ojcostwa, mimowolnie przyspieszając ruchy frykcyjne. Całował śliczne ramiona dziewczyny i niepowstrzymanie dążył do celu. Wilgotniała coraz bardziej w miarę posuwisto-zwrotnych pieszczot. Orgazm był nieuchronny, nieokiełznany, niesamowity. Wyjąc z rozkoszy napełniał spermą pochwę niczego nie podejrzewającej własnej córki. Marzyła, żeby z mężem było tak samo. Przed zaśnięciem długo lizali nawzajem własne genitalia, nieświadomi i zachwyceni. Dzień później, po świetnym śniadaniu szczęśliwy Hieronim odzyskał żonę. Uwielbiał ją bezgranicznie, tylko czasem bywał zdziwiony wobec fantazji i domniemanych doświadczeń młodej małżonki. Dziewięć miesięcy później Aleksander został ojcem i dziadkiem dwóch zdrowych dziewczynek. Równocześnie. A zakochane kobiety starały się, żeby to nie był ostatni raz. Matka Agnieszki nie mogła się nadziwić dlaczego obca, nieznana dziewczyna tak płacze na ślubie jej córki. Płakała ze szczęścia. Na przyszłość. Za każdy raz, kiedy z jakichkolwiek powodów nie mogąc uszczęśliwić ukochanego Aga wyśle na swoje miejsce zastępczynię. Za cudowne noce spędzane w trójkę, w uwielbieniu. Za naprzemienne współżycie, pieszczoty bez zazdrości, solidarne zaspokajanie najdroższego. Za gromadkę kilkunastu dzieci, kochanych bez różnicy przez obie matki. Nie było sposobu, żeby ukryć przed dziećmi triollizm, potrójną miłość. Mała Kasia powiedziała rodzeństwu co widziała, o nagich pieszczotach dwóch mam i taty. Kochamy was – zawołały dzieci, uprzedzając skomplikowane tłumaczenie. Wyprzedzając dwie epoki. Dla Agnieszki mężowski penis w pochwie zawsze był obezwładniającym cudem, spełnieniem marzeń. Rajem. Nie umiała nasycić się radością obcowania z najdroższym, mimo bezlitosnych konsekwencji. Tak jak Anette nie potrafiła zapobiegać ciąży, ale w przeciwieństwie do niej nie była bezpłodna. I czasem, nosząc kolejne dziecko, żałowała na widok wchodzącej do małżeńskiego łoża nieustannie zgrabnej Anette, słysząc odgłosy rozkoszy. Mimo wszystko nic nie było w stanie zburzyć ich przyjaźni.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany