Opowiadanie użytkownika horus33

Wymarzony Dom

local_library360 comment0 thumb_up0
Wymarzony Dom - część 1

Minęli właśnie jakąś wioskę i wjechali w niewielki lasek, gdy Dom ukazał się ich oczom. Stał pośród sosen i brzóz. Podniszczony, zaniedbany, ale nadal pełen uroku. Na kutym, stalowym ogrodzeniu mignęła tabliczka.

„Na sprzedaż” - zdążyła przeczytać Rebeka.

- Piękny - szepnęła. Robert zerknął na nią kątem oka.

- Zajedziemy?

Spojrzała na niego starając się wyczytać coś z wyrazu twarzy. Uśmiechał się kpiąco. Nabijał się z niej, oczywiście. Dobrze wiedział jak marzła o własnym kawałku podłogi.

- Możemy zerknąć. Nigdzie się nam przecież nie spieszy – odpowiedziała ostrożnie.

Robert zawrócił i zaparkował pod bramą. Kiedyś furtka została spięta solidnym łańcuchem, ale w jakiś sposób jedno oczko zostało zerwane. Rozejrzeli się wokół. W pobliżu nie było nikogo kto mógłby się do nich przyczepić. Nie wiadomo też kogo można prosić o pozwolenie. Weszli. Do dworku prowadziła droga ułożona ze zwykłych polnych kamieni. Z obu stron ktoś dawno temu posadził lipy, tworząc aleję. Sam dom był przepiękny. Pomalowany na biało, kryty czerwoną dachówką. Obrósł zdziczałymi kwiatami i nieprzycinanymi od dawna krzewami. Wszystkie okiennice zamknięto na solidne sztaby i nie dawało się zerknąć do środka. Obeszli go dookoła. Był znacznie większy niż to się wydawało od frontu, a z tyłu miał jeszcze rozległy park pełen starych kasztanowców, wiązów, lip i grabów. Co tu dużo mówić. Zakochała się.

Oczami wyobraźni widziała już gromadkę ich dzieci szalejącą po parku. Widziała olbrzymi stół przy którym będą siadywać z całą rodziną w niedzielne poranki. Wyobrażała sobie rozświetlone słońcem wnętrza, wieczory przy kominku. Wiedziała, że już się od tej wizji nie uwolni. Zerknęła na Roberta. W jego twarzy nie widziała zachwytu. Rozglądał się wokoło marszcząc brwi, a ona doskonale wiedziała o czym teraz myśli. Dom był stary. Może nie został nawet podłączony do wodociągu. Nie ocieplony, na pewno wymagał nowej instalacji elektrycznej. Jej praktyczny mąż szacował i podliczał koszty. Jego coraz bardziej kwaśna mina nie wróżyła dobrze. On widział problemy, a ona potencjał.

      *

Rok. Tyle czasu zabrało jej namówienie Roberta na ten szalony krok jakim było kupienie dziewiętnastowiecznego dworku i to ponad sto kilometrów od ich rodzinnych stron. Użyła do tego absolutnie wszystkich znanych kobietom trików. Zrobiła to z rozmysłem i premedytacją, ale cel osiągnęła. Dom był jej.

Najlepsze w kupieniu nowego domu jest chyba jego urządzanie. Trzeba wybrać nowe, pasujące do okien firanki. Ustawić kwiaty, dobrać meble, kolory ścian. Oczywiście najpierw musiał być długi i kosztowny remont, ale o tym się jakoś nie przejmowała. Jej ukochany mąż nic się w tym względzie nie pomylił. Za to kiedy wszystko było wreszcie gotowe, nawet on przyznał, że było warto. Rebeka była w niebie.

Robert wziął dwa tygodnie wolnego żeby zadomowić się na nowym miejscu i było to jak drugi miodowy miesiąc. Chyba nawet lepszy od pierwszego. Do południa wylegiwali się w łóżkach kochając, powoli, spokojnie. Długo. Chodzili na spacery, jeździli rowerami. Jednak urlop nieuchronnie się skończył i jej mąż musiał wyjechać w swoją tygodniową trasę. Została w domu sama. Też miała pracę, ale i to szczęście, że mogła ją wykonywać na miejscu, a mając taras, park i piękną altanę stało się to właściwie przyjemnością. Pierwszego dnia po wyjeździe Roberta nawet się nie ubrała. Zasiadła przed laptopem w samej pidżamie i z filiżanką kawy pod ręką, pracowała w rozświetlonej ciepłymi promieniami słońca kuchni. To było życie!!

W południe zrobiła sobie przerwę. Włączyła kojącą, nastrojową muzykę w odtwarzaczu i chodziła po jej własnym, wyśnionym domu. Najbardziej podobał jej się oczywiście salon. Olbrzymi z kominkiem, całą ścianą z półkami pełnymi książek. Na dębowych klepkach przed kominkiem, leżała biała owcza skóra. Uśmiechnęła się na wspomnienie tego co na niej jeszcze wczoraj robili. Na koniec zaszła na strych. Nie robili remontu dachu. Fachura od budowlanki obejrzał go, opukał i stwierdził, że „takie drewno jeszcze pięćdziesiąt lat wytrzyma”. Ucieszyło ich to i prawdę mówiąc uratowało od ruiny i kolejnych kredytów. Zawsze to parędziesiąt tysięcy w kieszeni w której i tak nic nie było. Przez to nie wiedziała nawet dobrze co się tam znajduje.

A znajdowało się chyba wszystko. Poprzedni właściciele wynosili tam każdy niepotrzebny mebel i rupieć. Postanowiła, że jak już się odbiją z kredytami to i tu urządzi pokoje, a może pokój zabaw dla dzieci?

 Tym bardziej, że wcale nie wyglądało tu jak na klasycznym strychu. Kurzu i pajęczyn oczywiście było w nadmiarze, ale poza tym pełno światła i przytulnie. Zaczęła przeglądać meble, zaglądać do szuflad i kątów. Prawie od razu znalazła coś ciekawego.

W pięknej dębowej komodzie, pełnej zetlałych sukienek, halek, pończoch i bluzek, odkryła dość spore, rzeźbione pudełko. Z bijącym mocno sercem otworzyła wieczko i aż sapnęła zaskoczona. Wewnątrz była dziesiątki jeśli nie setki zdjęć. Wszystkie czarno białe i stare. Każde przedstawiało kobietę. Nagą lub w delikatnym negliżu. Usiadła wygodniej i zaczęła przeglądać zdjęcia kobiet, które dawno już odeszły. Pierwsze co rzucało się w oczy to ich uroda. Wszystkie bez wyjątku były piękne, choć i to nie oddawało całej prawdy. Wszystkie miały w sobie to coś. Jakiś rys który zwracał na nie uwagę. Najciekawsza jednak była pewna charakterystyczna cecha zdjęć. Na większości z nich dziewczyny były związane, a jeśli nie to zostały uwiecznione w pozycjach, które można było uznać za uwłaczające i poniżające. Klęczały z wypiętymi pupami, rozłożonymi szeroko nogami, rozkrzyżowane, przywiązane na ręce i nogi. Niektórym włosy zasłaniały oczy, lub odwracały głowy jakby chciały się skryć przed fotografującą je osobą. Inne patrzyły w obiektyw z jakimś na pół udręczonym na pół ekstatycznym wyrazem twarzy. Potwornie ciekawiło ją kim był mężczyzna, który robił te fotografie. Bo, że był to mężczyzna wiedziała od pierwszej chwili. Widziała to w oczach kobiet. Co jednak sprawiło, że dały się przywiązać do olbrzymiego łóżka, które ostatecznie wylądowało tu na strychu? Dlaczego zgodziły się na te fotografie i czemu patrzyły takim wzrokiem?

 Stanęła przed olbrzymim lustrem w drewnianej ramie i przyjrzała się sobie. Czy tajemniczy fotograf zwróciłby na nią uwagę?

Była wysoką długonogą i długowłosą blondynką. Błękitne oczy wielkie jak spodki, świeciły figlarnymi iskierkami. Pełne usta i zadarty nosek sprawiały, że przyciągała uwagę. Wsłuchała się w dom. Cisza upewniła ją, że jest sama. Ściągnęła koszulkę, szorty i stanęła całkowicie naga na zakurzonych deskach. Podparła dłońmi piersi. Jak na tak szczupłą kobietę były imponująco duże. Zawsze zwracały uwagę mężczyzn. Pupa jędrna i zgrabna, choć niezbyt duża. Między udami malutka, schludna kępka włosów odrobinę tylko ciemniejszych niż te na głowie.

Zerknęła na porozrzucane bezładnie zdjęcia i przyszedł jej do głowy szalony pomysł. Weszła na łóżko ze zdziwieniem stwierdzając, że jest w zadziwiająco dobrym stanie. Uklękła i chwyciła za wezgłowie wyobrażając sobie, że jest do niego przywiązana jak modelki ze zdjęć. Tyłeczek wypięła jak najdalej i szerzej rozłożyła dogi. Wyobraziła sobie czarny staroświecki obiektyw aparatu skierowany na rozchyloną szparkę i poczuła, że robi się mokra, w dole brzucha rośnie ucisk, a serce przyspiesza. Mężczyzna, wysoki, i ciemny stoi za nią patrząc w jej najintymniejsze zakątki, za chwilę zbliży się i …. . Przekręciła się na plecy i szeroko rozłożyła nogi. W tym momencie mężczyzna odrzuciłby aparat i wbił się w nią mocno i pewnie. Zamknęła oczy i wsunęłam dłoń między nogi. Starała się sobie wyobrazić twardego fiuta rozpychającego ciasne wnętrze, silne dłonie na ramionach i piersiach, ciężar jego ciała na jej drobnym ciele.

Zaczęła poruszać się tak jakby była z mężczyzną. Dłoń zataczała coraz szybsze kółeczka na nabrzmiałej łechtaczce.

- Nie proszę! – jęczała kręcąc głową. Jej wyobraźnia rozkręcała się coraz bardziej. Wyimaginowany kochanek wziął ją wbrew jej woli, a teraz zdobywał krok po kroku i ciało i umysł.

Przyjemność stawała się coraz intensywniejsza. Wiła się po olbrzymim łożu, czując nadchodzący orgazm. Wiedziała, że będzie wielki. Przyszedł nagle. Wybuchł gdzieś w głębi i ogarnął całe ciało. Krzyknęła, a przez całe ciało przebiegały dreszcze miotając nią na wszystkie strony.

 Długo potem leżała rozleniwiona, zbierając siły. To było niesamowite. Doszła tak szybko jak chyba nigdy, a do tego ta rozkosz! Boże, nie miała do tej pory pojęcia, że może tak być. Najchętniej zwinęłaby się w kulkę pod zakurzonym prześcieradłem i przespała kilka godzin, ale miała jeszcze sporo pracy. Ubrała się niechętnie, zebrała porozrzucane zdjęcia i wróciła na dół. Postanowiła, że przynajmniej na razie zostaną jej małą tajemnicą.

                                                                                                                                    *

Tego samej nocy wybudziła się na chwilę z głębokiego snu. Wydawało jej się, że gdzieś z głębi domu dobiegają jakieś głosy. Uniosła głowę i wsłuchała się w nie. Tak. Wyraźnie słyszała jęki i okrzyki uprawiającej seks kobiety, a pomiędzy nimi coś jak uderzenia po których kobieta jęczała głośniej. Potwornie nie chciało jej się podnosić, wciąż jeszcze tkwiła w objęciach Morfeusza, ale do diabła, co to mogło być? Nie bała się jednak. Zwykle dobrze wyczuwa atmosferę w danym miejscu, a tu nie czuła żadnego zagrożenia. Zeszła z łóżka, zarzuciła na siebie szlafrok, a wtedy głosy ucichły. Przeszła przez cały dom, zapalając po drodze światła. Nic.

Wróciła do łóżka i uspokojona zasnęła. Takie stare domy często skrzypią. Tu dodatkowo przeprowadzono duży remont, wprowadzono zmiany, a on musiał się do nich przyzwyczaić. To nie mogło być niezwykłego.

                                                                                                                                         *

Następny dzień spędziła dzieląc czas pomiędzy pracę na komputerze, a ogródek. Na razie tylko grabiła liście i wyrywała uschnięte krzewy i chwasty. Już nie mogła doczekać się końcowego efektu, kiedy to zasadzi kwiaty, zrobi skalniak, może nawet oczko wodne . Trzeba będzie głęboko sięgnąć do kieszeni, bo ogród był w fatalnym stanie. Ale jeśli już się za coś zabierać, to na całego. Ponieważ temperatura nadal przekraczała trzydzieści stopni, miała na sobie tylko stanik, szorty i rękawice. Musiała przez to uważać, żeby się nie podrapać, ale wiedziała, że ubrudzona i zakurzona wygląda cholernie seksownie. Właściwie to chciała, żeby ktoś się napatoczył. Kurier, listonosz, sąsiad, ktokolwiek kto na jej widok zacząłby się ślinić. Strasznie lubiła robić wrażenie na facetach.

Może to przez słońce i intensywny wysiłek fizyczny, ale ciągle czuła się podniecona. Marzyła, żeby Robert wreszcie przyjechał i …. . Nie to nie do końca prawda. Marzyła po prostu o kutasie. O kawale twardego mięcha wbijającego się w nią i zachłannych rękach na piersiach. Gdyby zjawił się ten sąsiad, trudno byłoby jej się opanować. Dziwne to było, bo zwykle tak się nie zachowywała. Miała całkiem normalne potrzeby i myśl o zdradzie nie zaświtała jej w głowie ani razu przez pięć lat małżeństwa. Solennie obiecywała sobie, że wieczorem rozpali w kominku i zrobi mały show z udziałem ukrytego w ostatniej szufladzie wibratora.

Niestety ze wspaniałych planów nic nie wyszło. Okazało się, że była tak zmęczona, że po prostu padła na łóżko i zasnęła kamiennym snem, a w nocy znowu usłyszała głosy.

Obudziła się całkowicie przytomna z bijącym mocno sercem. Nie podnosiła się jeszcze, wpatrując się w ciemność szeroko otwartymi oczami, słuchała. Z głębi domy dochodziły wyraźnie kobiece jęki i cichsze westchnienia. Od czasu do czasu również uderzenie w miękkie ciało. Zaczęła drżeć. Nadal nie wyczuwała wokół nic złego, ale przecież mogła się mylić. Na całym ciele pojawiała się gęsia skórka. Bała się, choć nic nie wskazywało na to, że coś jej grozi. Bała się nieznanego.

Mimo to wstała i na palcach ruszyła w ciemność. To był jej dom do cholery i nic nie mogło jej stąd wyrzucić.

Głosy nie cichły. Słyszała je jakoś dziwnie z pogłosem, coś jakby z wielkiej dali, albo jak echo w studni. Wyraźnie dochodziły z salonu.

Gdy kładła się do łóżka obeszła cały dom, gasząc wszystkie światła. Nie mogło być mowy, że przeoczyła salon, największe pomieszczenie w domu. Teraz, jednak pomieszczenie pełne było światła. Cichutko podkradła się do futryny, zajrzała i aż sapnęła z zaskoczenia. Widok był tak niezwykły, że aż niemożliwy.

Na wielkim łożu, które jeszcze wczoraj stało na strychu wiły się dwie postacie. Ciemnowłosa krótko ostrzyżona dziewczyna leżała na plecach przywiązana do narożnych słupków łóżka. Między jej nogami klęczała inna naga dziewczyna. Rebeka widziała tylko wypięty mocno tyłeczek, smukłe uda i ciemną plamkę zarostu między nimi. Klęcząca dziewczyna kręciła swoją zgrabną pupą w rytm tego co najwyraźniej wyczyniała ustami z cipką czarnuli. Trzecią osobą w pokoju był olbrzymi mężczyzna. Miał dobre dwa metry wzrostu, olbrzymie bary, czarne włoski gęsto porastały wielkie ręce i klatkę piersiową. Równe ciemne włosy związał aksamitną tasiemką, a i tak sięgały ramion. Był nagi. Rebeka z fascynacją zahaczyła wzrokiem o jego krocze. Pomimo niesamowicie erotycznej sceny jego penis nie sterczał, ale zwisał między potężnymi udami w tym zachwycającym pól stanie. Był równie duży jak jego właściciel. Mężczyzna trzymał w ręku szeroki skórzany pas. Podszedł teraz do związanej dziewczyny. Ta śledziła każdy jego ruch szeroko otwartymi, pałającymi oczami. Olbrzym pogładził sterczący sutek, niewielkiej piersi końcówką pasa, a potem uniósł go i lekko w nią uderzył. Dziewczyna jęknęła i podrzuciła biodra do góry. Czarnowłosy uderzył w drugą pierś z podobnym efektem. Rumieńce na policzkach związanej mówiły wyraźnie jak bardzo jej się to podoba. Uśmiechnął się leciutko, widać usatysfakcjonowany reakcją dziewczyny i przysunął się bliżej jej twarzy. Ta prawidłowo odczytując intencje olbrzyma wyprężyła się starając dosięgnąć do jego penisa. Udało jej się to tylko częściowo. Niewygodna pozycja sprawiała, że mogła wziąć w usta tylko czubek sztywniejącego z wolna fiuta.

Mężczyzna patrzył z góry to na nią, to na wciąż skrytą między udami, drugą z kobiet. Uśmiechał się przy tym i gładził czarnulę paskiem po policzku, piersiach i brzuchu. Od czasu do czasu dawał lekkie uderzenia, tylko tyle żeby przypomnieć dziewczynie kto tu rządzi. Wreszcie odsunął się od niej i podszedł do kołyszącego się tyłeczka drugiej dziewczyny. Teraz dopiero Rebeka mogła się przekonać jak duży jest penis tajemniczego mężczyzny. Mokry od śliny i nabrzmiały podnieceniem, sterczał dumnie. Miała poważne wątpliwości czy jej ciasna cipka przyjęłaby takiego drąga. A jednocześnie, co stwierdziła z nutką przerażenia, zrozumiała, że chciałaby spróbować. Bardzo chciała.

Olbrzym położył swe dłonie na jędrnych pośladkach dziewczyny, sprawiając, że te właściwie pod nimi zniknęły. Ta czując je na sobie zamarła. Rebeka skądś wiedziała, że tamta czeka na następną decyzję olbrzyma. Albo za chwilę poczuje w sobie twardego fiuta, albo uderzenie pasa. Rebeka wiedziała, że dziewczyna ma nadzieję, na oba scenariusze.

Czarnowłosy patrzył między rozchylone pośladki, na cipkę tak podnieconą, że biały nektar pojawił się między nabrzmiałymi wargami lepiąc czarne włoski. Czekająca w napięciu kobieta drżała. Wreszcie chwycił swą pałę, przyłożył do wejścia i pchnął. Dziewczyna jęknęła i wyprężyła się jak kotka.

Razem z nią, zapominając o wszystkim jęknęła Rebeka. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jej dłoń od dłuższego już czasu pieści cipkę. Mężczyzna zamarł w pól ruchu, a potem powoli obrócił w tył. Jego penis wyśliznął się z ciała dziewczyny, a ta zachlipała zawiedziona, ale nie poruszyła się ani odrobinę.

Teraz dopiero do Reby dotarło w jakiej sytuacji się znajduję. Olbrzym odwrócił się, a w jego oczach zamigotało zdziwienie. Trwało to tylko ułamek sekundy po czym czarnowłosy uśmiechnął się kącikiem ust. Nie był to miły uśmiech, ale i tak zmiękły jej od niego nogi.

- Wiej – darł się słaby głos w jej głowie –uciekaj, bo skończysz jak one.

Głos cichł w miarę jak mężczyzna się zbliżał. Nie miał szans, bo właściwie to chciała poczuć w sobie tego kutasa. Chciała skończyć jak one, a może dołączyć do nich. Wreszcie stanął przy niej, a ona dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nadal trzyma rękę w majteczkach. Wyjęła ją powoli. Chciała coś powiedzieć, ale naprawdę nie wiedziała co. Czarne, bezdenne oczy mężczyzny paraliżowały jej wolę. On tymczasem uniósł rękę z paskiem i musnął nim jej policzek. Poczuła zapach wyprawionej skóry i jej chłód. Zadrżała, a pasek zjechał po jej szyi na półkule piersi i musnął sutek, który natychmiast stwardniał jak mały kamyk. Krzywy uśmiech pogłębił się jakby mówiąc.

”Tak, wiem jak to na ciebie działa. Wiem o tobie wszystko.”

Mogąc tylko coraz szybciej oddychać i patrzeć w czarne bezdenne oczy, stała czując jak pasek ześlizguje się niżej, między okryte materiałem majteczek, płatki cipki. Twarda krawędź wsunęła się między stulone płatki i musnęła guziczek łechtaczki. Dreszcz jaki ją od tego przeszedł podziałał jak porażenie prądem i uwolnił spod działania dziwnego czaru mężczyzny. Odwróciła się na pięcie i pobiegła w okryty mrokiem dom.

„Co robisz głupia – darł się głos w jej głowie – jeszcze chwila i byłabyś jego”.

Nie słuchała. Strach przed nieznanym odebrał jej zdrowy rozsądek. Wskoczyła na łóżko i przykryła kocem po sam czubek jasnej czupryny. Szczelnie otulona wsłuchiwała się w dom wstrzymując oddech. Nawet nie pomyślała, żeby zadzwonić na policję, albo po Roberta. Leżała tak drżąc i czekając aż przerażający i fascynujący nieznajomy po nią przyjdzie. Najgorsze, że wiedziała iż nie musiałby z nią długo walczyć. Oddałaby mu się ciałem i duszą na jedno skinienie. Jednak mijały chwile i nic się nie działo. Ostrożnie wystawiła głowę. Nic. W całym domu panowała cisza i ciemność. Po raz drugi tej nocy wstała z łóżka by przeszukać jej ukochany dom.

 Po drodze do salonu sprawdzała każde pomieszczenie i kont. Cokolwiek, co pozwoliłoby ukryć się nawet niewielkiej osobie. Po piętnastu minutach wiedziała już, że nikogo w domu nie ma. Zadawała sobie pytanie czy kiedykolwiek był? Może to wszystko było jednym wielkim urojeniem zmęczonego i podnieconego umysłu. Może zaczyna wariować? Co w takim razie miała dalej robić? Jedno wiedziała na pewno. Nie zrobi z siebie idiotki panikując. Poczeka spokojnie. Jutro wraca Robert, on zawsze był bardziej racjonalny i poukładany. Będzie go obserwować. Jeśli on nic nie zauważy, nie wyczuje to będzie znak, że coś jej się przewidziało.

Wróciła do łóżka o niebo bardziej spokojna i z mocnym postanowieniem przespania reszty nocy. Gdy jednak zamknęła oczy, natychmiast powrócił widziany w salonie obraz. Dwie kobiety. Jedna związana, druga posłuszna zabawka. I ten dziki, niebezpieczny mężczyzna. Jeszcze długo w noc starała się nie wyobrażać, jak by to było dostać się w jego wielkie ręce.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany