Opowiadanie użytkownika TwójPanA

Władca marionetek - Rozdział 1. - Cyganka

local_library34 comment0 thumb_up0
Władca marionetek - część 1

Wracałem późnym wieczorem z pracy. Po kolacji biznesowej, do której wypiłem kilka lampek wina, samochód musiał zostać na firmowym parkingu. Taksówka nie wchodziła w grę – w innej części miasta odbywał się jakiś festyn czy koncert, więc liczący na łatwy zysk taksówkarze tam szukali swoich „ofiar” do oskubania. Pozostał mi albo spacer, albo czekanie na nocny autobus, na którego przystanek i tak miałem kawał drogi. O tej porze miasto było już opustoszałe. Gdzieniegdzie tylko ktoś szybko przemykał się pod ścianami kamienic, jakby chciał być niewidzialnym. W niektórych bramach stali „mali dorośli” – z fajkami, tanim winem lub piwem z pobliskiego monopolowego. Mijając ich, można było poczuć charakterystyczny zapach skręta – nie kryli się z nim, co oznaczało, że policja rzadko tu zaglądała o tej porze.


Mijając jedną z kamienic, stojącej w pewnej odległości od innych, trochę na uboczu, usłyszałem stłumiony kobiecy płacz. Przystanąłem, by się upewnić, co się dzieje.

- Panowie zostawią, panowie zostawią… - powtarzała jak mantrę kobieta

- Zamknij się suko, to nie będzie bolało – odezwał się jakiś męski głos.

Wyciągnąłem z kieszeni marynarki broń. Miałem na nią pozwolenie, ale na szczęście nigdy nie musiałem z niej korzystać. Nie musiałem nigdy nawet jej wyciągać. Tym razem jednak postanowiłem to zrobić – kobieta mówiła „panowie”, więc napastników jest co najmniej dwóch. Stanąłem w branie i zobaczyłem, jak dwóch facetów przytrzymuje kobietę, a trzeci odpinał pasek od spodni. Suknia dziewczyny była podwinięta. Miała już ściągnięte majtki. W owłosioną cipkę młode dziewczyny jeden z napastników próbował zapakować swojego stojącego penisa.

Donośnym głosem, który został jeszcze wzmocniony przez echo pustej klatki schodowej, powiedziałem:

- Spierdalać mi stąd. Liczę do trzech i strzelam po jajach.

Nastała chwila ciszy. Napastnicy byli zaskoczeni. Nie dałem im jednak czasu do namysłu. Odbezpieczyłem broń, co także odbiło się głośnym echem. I zacząłem liczyć:

- Raz! Dwa!

Nie zdążyłem dokończyć słowa „dwa”, gdy niedoszli gwałciciele rzucili się do ucieczki. Podszedłem do kobiety i dopiero teraz zobaczyłem, że to młoda cyganka.


- Dziękuję, pięknemu panu, dziękuję – mówiła, cały czas zaciągając się płaczem

- Wezwać karetkę i policję? – zapytałem

- Nie, pan nigdzie nie dzwonić, po co mi jeszcze problemy…

- To może gdzieś cię odprowadzić? Niebezpiecznie tu teraz.

- Pan taki dobry, pan taki dobry…

Okazało się, że cyganka mieszkała na osiedlu kilkanaście minut drogi od feralnej bramy. Podprowadziłem ją pod dom jednorodzinny, choć bardziej wyglądał niczym mały zamek. Cyganka jeszcze mi przez kilka minut gorąco dziękowała, po czym weszła do domu, a ja ruszyłem w stronę swojego domu. Nie uszedłem nawet 100 metrów, gdy usłyszałem, że ktoś mnie woła:

- Pan zaczeka! Pan zaczeka!

Zatrzymałem się. Dobiegł do mnie kilkunastoletni chłopiec.

- Tata zaprasza, tata chce podziękować.. – wysapał zziajany…

- Nie ma za co przecież. Miała szczęście, że tamtędy akurat przechodziłem. Naprawdę nie ma za co.

- Ale tata nalega. Proszę…

Niechętnie, ale postanowiłem zawrócić. Już od progu powitał mnie starszy cygan, przy kości. Ruszył do mnie z otwartymi ramionami i mówił coś po romsku, czego ani trochę nie zrozumiałem.

- Tata dziękuję – powiedział chłopiec – I mówi, że teraz jesteś jednym z nas, jesteś naszym bratem i w każdym cyganie w tym mieście masz brata. Ocaliłeś honor cyganki i cyganie ci to wynagrodzą.

- Naprawdę nie trzeba – odpowiedziałem zmieszany – Cieszę się, że mogłem pomóc i że skończyło się na strachu.

Nie zrobiło to żadnego wrażenia na starym cyganie. Syn tłumaczył dalej:

- Tata mówi, że nasz dom, jest twoim domem. Że zapłaci za twą dobroć.

W tym momencie dziewczyna, której pomogłem, przyniosła saszetkę i wręczyła mi ją. Spojrzałem do środka – upchane w niej były dwusetki. Nie chciałem nawet szacować, ile ich było. Nie miało to żadnego znaczenia.

- Nie mogę przyjąć tych pieniędzy. Zostawcie je sobie. Naprawdę nie musicie mi dziękować w ten sposób.

- Tata mówi, że w takim razie da ci inny dar.

Zawołał kogoś. Z drugiego pokoju wyszła stara cyganka, ledwo się ruszała. Cygan coś jej powiedział po romsku, ta coś odpowiedziała i podpierając się laską, podeszła do mnie, zmierzyła mnie wzrokiem i zaczęła szeptać jakieś zaklęcia. Trwało to kilkanaście minut, a ja nie chcąc być niegrzecznym stałem jak słup. Gdy skończyła, stary cygan strzelił palcami i zarówno babcinka, jak i dziewczyna wyszły z pokoju.

- Od teraz, będziesz miał moc kontrolowania kobiecych umysłów. Każda, która będzie miała twoją spermę w ustach, nawet odrobinę, od tej chwili, będzie robiła wszystko, co jej rozkażesz, co pomyślisz, by zrobiła, a potem nie będzie nic pamiętała, jakby to się nie wydarzyło. Tata wierzy, że będziesz wiedział co z tą mocą zrobić, że możesz ją wykorzystać do własnej przyjemności. A na te, które będą poza twoim zasięgiem – masz tu przycisk do zatrzymywania czasu.

Podał mi przyrząd, który skojarzył mi się z gadżetem do tresury psów.

- Działa tylko w jednym pomieszczeniu. Gdy zatrzymasz w nim czas, nikt do tego pomieszczenia nie wejdzie – będą je omijać. Działa jednorazowo na godzinę, po tym czasie automatycznie czas ruszy, więc uważaj… - chłopiec mrugnął do mnie porozumiewawczo – Pewnie uważasz, że to bzdura, ale zastanów się, dlaczego my, cyganie tak rzadko wpadamy na gorącym uczynku…

Wypiliśmy jeszcze kilka kieliszków wódki i już chciałem się pożegnać, gdy dziewczyna coś szepnęła ojcu do ucha. Ten skinął na chłopca, a ten wybiegł z domu jak poparzony i po chwili wrócił z napakowanym chłopakiem z tatuażami.

- Wasyl cię odwiedzie – powiedział chłopiec.

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany