Opowiadanie użytkownika marko606

Wanna story

local_library204 comment0 thumb_up0

Lato.

Bezchmurne niebo, palące słońce i 32 stopnie w cieniu wyznaczają standardy modowe na naszej działce. Dla mojej żony – przewiewna i lekko prześwitująca sukienka na cienkich jak w podkoszulku ramiączkach, dla mnie – lekkie, przewiewne, obszerne szorty. Tylko tyle. Choć to niewiele, to i tak zdaje się czasami zbyt dużo na ten skwar.

W takich właśnie strojach siedzimy na starej ogrodowej huśtawce ustawionej w cieniu rozłożystego dębu popijając niespiesznie porządnie schłodzone ciemne piwo i rozkoszując nastrojem błogiego, urlopowego lenistwa. Wokół zieleń, spokój i cisza mącona jedynie rozlegającym się zewsząd śpiewem ptaków, których pełno kręciło się po okalających naszą działkę zaroślach.

- Idziemy się pomoczyć – ni stąd ni zowąd zaproponowała, a może zapytała żona.

Nie dorobiliśmy się jeszcze basenu w naszym ogrodzie. Za to stała w nim przytargana w zeszłym roku sporych rozmiarów owalna wanna, którą w upalne dni co rano napełnialiśmy świeżą wodą. Wanna stała w takim miejscu, że skryta była przed niepożądanymi spojrzeniami za wybujałym ponad miarę krzakiem jaśminu, który jednak nie bronił do niej dostępu promieniom słońca, tak że nalana do niej rano woda, już koło jedenastej zyskiwała temperaturę na tyle ciepłą, by nie wywoływać termicznego szoku, ale i na tyle chłodną, by kąpiel w niej dawała ochłodę w taki jak dzisiaj upalny dzień.

- Myślę, że to nie jest zły pomysł - odparłem.

- Sprawdzę wodę – powiedziała żona i leniwie podniosła się z huśtawki. Wolnym krokiem podeszła do wanny i zsunąwszy klapka zamoczyła jedną stopę.

- Fajna – powiedziała – Ja tam wchodzę.

Zsunęła palcami ramiączka swojej sukienki, która gładko zsunęła się z jej ciała i opadła na trawę. Już naga, przełożyła jedną nogę przez rant wanny, potem drugą i w końcu usiadła w wannie.

Przez chwilę pluskała się jak dziecko ochlapując swoje ciało.

- Chodź – zawołała – Woda jest idealna.

Dźwignąłem się z huśtawki. Zabrałem nasze szklanki i ustawiłem je na stojącym obok wanny ogrodowym stoliku. Na krzesłach z białego plastiku wisiały dwa duże, kolorowe ręczniki. Zsunąłem szorty i położyłem je na jednym z nich. Nagusieńki ostrożnie wszedłem do wanny. Szybko jednak moja ostrożność przemieniła się w uczucie miłego zaskoczenia. Woda rzeczywiście była idealna na dzisiejszy, upalny dzień.

Wanna była na tyle obszerna, że dwie osoby mieściły się w niej bez trudu. Usadowiłem się więc w wygodnej, półsiedzącej pozycji, żona siedziała naprzeciwko mnie. Jej piersi unosiły się nad wodą, nogi miała nieznacznie tylko podkurczone.

- A czemu ci nie stoi? - ni stąd ni zowąd zapytała.

- A czemu miałby stać? - odpowiedziałem pytaniem zaskoczony jej nagłym zainteresowaniem moim penisem.

- No wiesz… - żachnęła się – Siedzisz nagi w wannie z kobietą swojego życia, która też jest naga i co? I nic? Już cię nie podniecam, już na ciebie nie działam? Pamiętam, że jak pierwszy raz zaciągnąłeś mnie do tej wanny to twój ptaszek wyglądał zupełnie inaczej.

Nagle wywołane wspomnienie wywołało uśmiech na mojej twarzy. Tak, to było krótko po tym jak się poznaliśmy. Pamiętam, że zwróciłem na nią uwagę przez jej nieduże, ale bardzo kształtne piersi. To było też latem, tak samo upalnym jak to i moja ówczesna dziewczyna, a obecna żona nosiła wtedy dość obcisłe t-shirty, które wtedy nazywano podkoszulkami. I w tych t-shirtach jej piersi pięknie uwydatniały swoje kształty i kusiły wyobraźnię wyraźnie sterczącymi guziczkami sutków. Kiedy już się nieco poznaliśmy, w końcu któraś randka skończyła się w domu jej rodziców, którzy akurat wyjechali na klika dni. Tam właśnie, w dużej i ze smakiem urządzonej łazience stała obszerna, wygodna wanna, która natychmiast nasunęła mi pomysł, aby móc zobaczyć w pełnej krasie obiekt mojego młodzieńczego pożądania.

- Ale ty nie byłaś wtedy zbyt chętna. Musiałem cię trochę namawiać… - odpowiedziałem.

- No wiesz… Nigdy jeszcze nie rozbierałam się przed chłopakiem. Nie mówiąc już o wspólnej kąpieli w wannie, w dodatku w domu moich rodziców.

- I pewnie nie widziałaś gołego chłopaka – podchwyciłem jej myśl.

- No nie. Byłam grzeczną dziewczynką.

- Do tego dnia – odparłem i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

- Opowiesz jak to było? Tak lubię jak opowiadasz...

- Pamiętam tamten dzień doskonale. Było tak samo upalnie jak dzisiaj. Z prawdziwą ulgą schroniliśmy się przed sierpniowym skwarem w chłodnym wnętrzu mieszkania jej rodziców. Ochłodziliśmy się wyciągniętą z lodówki colą, a kiedy w łazience zobaczyłem tę wannę przyszedł mi do głowy pewien pomysł.

- Spryciarz – wtrąciła żona.

- Pamiętasz? - ciągnąłem swoją opowieść – Całowaliśmy się na kanapie w salonie. Wtedy pocałunki były dla nas atrakcją, namiastką prawdziwego seksu, owocu prawdziwe zakazanego, niedostępnego, może przez to tak pożądanego. Wtedy zaproponowałem, że może byśmy się tak wykąpali dla ochłody. Zamarłaś w bezruchu. Po chwili spytałaś czy razem? No oczywiście, że razem. A jak inaczej? Nie zgodziłaś się od razu, potem powiedziałaś, że dobrze, ale ty zostaniesz w majteczkach. A ja? - zapytałem. A ty jak chcesz.

Żona roześmiała się znowu.

- Nie myślałam, że jak zobaczę cię bez spodenek to tak na mnie podziała. W ogóle niewiele wtedy wiedziałam.

- Pamiętam jak zdjąłem z ciebie twoją koszulkę. Rozpinałem guzik po guziku, powoli, patrząc na rozchylające się poły bluzki. Powoli wyłaniały się spod nich twoje piersi opięte ciasnym stanikiem. Kiedy zsuwałem bluzkę z twoich ramion robiło mi się już ciasno w spodniach. Potem przyszła pora na stanik, ostatnią przeszkodę pomiędzy twoimi cycuszkami a moimi oczami i dłońmi.

- Pamiętam… Nie mogłeś poradzić sobie z zapięciem. Musiałam ja to zrobić.

- Tak. I wtedy stanik powoli zsunął się po twoich ramionach. Odłożyłaś go starannie na bok i wtedy mogłem po raz pierwszy zobaczyć je w pełnej krasie. Piękne, kształtne, lekko sterczące, z ciemnymi kolistymi plamami sutków. I te niewielkie guziczki. Mój kutas zesztywniał na ten widok, dotknąłem ich nieśmiało palcami. Były sprężyste i jędrne. Ale nie zdążyłem ich pocałować, bo ty zaczęłaś rozpinać moją koszulę. Kiedy zsuwałaś ją z moich ramion, twoje dłonie musnęły moją skórę ciepłym dotykiem.

- Podobały mi się twoje włoski na piersiach, które zawsze wystawały spod koszul – powiedziała żona – Zawsze byłam ciekawa co jest tam niżej. Wiesz, wtedy chyba pierwszy raz mnie podnieciło tak naprawdę, jak zobaczyłam ten twój owłosiony torsik.

Zauważyłem, że żona zmieniła pozycję w wannie. Usiadła wygodnie, rozchyliła nogi, dając moim oczom dostęp do jej różowej, starannie ogolonej cipki. Jej dłonie przesuwając się pod wodą po brzuchu niebezpiecznie zbliżyły się do niej.

- Potem zdjąłem z ciebie spodenki, które miałaś na sobie. Były to krótkie szorty, zapinane na dwa guziki, z którym poradziłem sobie szybciej niż z koszulką i stanikiem. Kiedy je zsuwałem palce jakoś przypadkiem zahaczyły o twoje majteczki, ale szybko podciągnęłaś je z powrotem.

- Przypadkiem… - wtrąciła ironicznie żona gładząc palcami skórę nad cipką.

- Kiedy już zostałaś w samych majteczkach pobiegłaś do łazienki. Ja szybko zdjąłem spodnie i w samych slipkach dołączyłem do ciebie. Siedziałaś już w wannie, z kranu leciała do niej z szumem przyjemnie letnia woda. - No chodź – powiedziałaś patrząc jak w samych slipkach stoję w drzwiach łazienki. Podszedłem do wanny i już chciałem do niej wejść, kiedy powstrzymałaś mnie gestem dłoni. Twoje dłonie sięgnęły do moich slipek, palce zaczepił się za gumkę i spojrzawszy na mnie spytałaś – Mogę?

- Nie odpowiedziałeś. Uznałam, że mogę i powoli zaczęłam ściągać je z twoich męskich bioder czując jak narasta we mnie podniecenie. Twój penis był już nabrzmiały i sztywny co widać było pod obcisłymi majtkami. Tak śmiesznie się zaczepił za gumkę i dopiero po chwili wystrzelił spod slipek jak uwolnione ramię katapulty. Natychmiast stanął sztywny tak śmiesznie odstając. Skórka się sama zsunęła i ukazał mi się w całej okazałości.

- Wtedy powiedziałaś – O matko, jaki duży…

Zauważyłem że mój kutas i teraz staje się coraz większy i coraz bardziej sztywny. Ręka machinalnie sięgała do niego i ani zauważyłem jak zacząłem bawić się swoim napletkiem. Żona siedząc w coraz większym rozkroku też nie była bezczynna. Jej palce buszowały już nie tylko po gustownie przystrzyżonej fryzurce na podbrzuszu, ale coraz śmielej dotykała różowych warg swojej cipki.

- Wystraszyłam się, że nie zmieści się w mojej cipce. Ale był taki imponujący. Dotknęłam go dłonią, był taki ciepły, rozgrzany. Przeciągnęłam po nim placami. Tak fajnie drżał. Jak za krótką smycz pociągnęłam cię za niego sprowadzając do wanny. Kiedy usiadłeś naprzeciwko mnie nie wypuściłam go z dłoni. Nie mogłam się powstrzymać, żeby się nim nie pobawić. Ściągałam powoli skórkę, potem naciągałam ją z powrotem. Wodziłam opuszkiem palca po odsłoniętej główce. Miałeś na wpół przymknięte oczy a place stóp tak fajnie ci się naprężały to znów kurczyły.

- To tak działa. Pamiętam, że jedną dłoń zsunęłaś niżej i zaczęłaś bawić się moimi jajkami. Zamknęłaś je w dłoni i delikatnie uciskałaś. A druga ręka pieściła mojego kutasa miarowo, powoli, delikatnie, zmysłowo. Dotknąłem twoich piersi. Wystawały tuż nad wodą, tak jak teraz. I kiedy zrobiłaś jakiś ruch, to tak fajnie sutki zanurzały się w wodzie, a potem wynurzały ponad nią. Kiedy musnąłem twoje sutki, poczułem jak brodawki robią się coraz bardziej twarde. Zacząłem obiema dłońmi uciskać i masować twoje cycki. Mieściły się w dłoniach bez trudu i bez oporów poddawały mojemu uściskowi jak niebyt mocno napompowane piłki. Kiedy mój uścisk słabł wracały do swojej poprzedniej formy. Potem moje palce zsunęły się pod twoje piersi i zacząłem przesuwać nimi w zagłębieniu pod twoimi cycuszkami, jednocześnie kciukami pieszcząc twarde sutki.

- Wtedy zdałam sobie sprawę, że czuję w sobie inną wilgoć niż tę od wody, która wypełniała wannę. Zrobiło mi się między nogami ciepło, wilgotno i jakoś tak dziwnie lepko. Sięgnęłam do swoich majtek i jednym ruchem zsunęłam je z siebie. - Poczekaj – powiedziałam – powieszę, żeby wyschły. I wstałam z wanny ociekając wodą i wyprostowałam się, aby powiesić majtki na wiszącej nad wanną suszarce do bielizny. I wtedy moja cipka znalazła się dokładnie naprzeciwko twojej twarzy…

- Pamiętam. Zbliżyłem do niej twarz. Przytuliłem się do twojego boberka. Wtedy miałaś więcej włosków, depilacja nie była jeszcze w modzie – roześmieliśmy się oboje.

- Potem – ciągnąłem dalej - nieśmiało dotknąłem ustami skrytej między włoskami cipki. Boże, co się wtedy we mnie działo… Wszystko huczało, serce biło jak szalone a podniecenie - myślałem, że mi rozsadzi kutasa jak przepompowany balon. A kiedy rozchyliłem palcami twoje wargi i musnąłem językiem środeczek…

- Aż dreszcze przebiegły po moim ciele od góry do dołu… Nigdy czegoś podobnego nie doznałam, nie myślałam wtedy, że to może być takie przyjemne. Chwyciłam w ręce twoją głowę, zatopiłam palce we włosach i przycisnęłam cię mocniej do siebie. Wszedłeś językiem do środka i zacząłeś buszować w nim jak trzmiel na dojrzałym kwiatku. Myślałam, że szału dostanę, tak mnie łaskotało w brzuchu, w krzyżu, na plecach, w palcach stóp… A ty robiłeś to coraz bardziej i bardziej nie zważając co się ze mną dzieje. A kiedy zacząłeś mnie lizać przeciągłymi, długimi ruchami, zrobiło mi się tak błogo, że chciałabym, żebyś nigdy nie skończył. Zsunęłam dłoń i palcami rozszerzyłam wargi swojej cipki. Teraz miałeś do niej swobodny dostęp. Twój język wsuwał się i wysuwał, lizał moją muszelkę, w końcu zaczął jakoś tak niesamowicie wibrować w jednym, ale za to najczulszym miejscu… Wtedy po raz pierwszy poczułam coś niesamowitego. Jakiś nagły, przeciągły skurcz całego ciała, jakieś dziwne dreszcze. Niby bolało, ale nie czułam bólu, czułam niesamowitą rozkosz. W głowie, w piersiach, w brzuchu, w całej sobie. No i tam, najbardziej tam, w samym środku swojego środka. Zacisnęłam dłonie na twoich włosach, przytrzymałam twoją głowę. Zamarła w bezruchu. Język znieruchomiał. Ja, wykrzywiona w dziwnej pozie też znieruchomiałam wczuwając się w ten dziwny, nieznany mi dotąd stan mojego ciała i duszy starając się nic nie uronić z tego jakże dziwnego uczucia, jakie mną wstrząsało. W końcu dreszcze zaczęły słabnąć, skurcze ustępować, a moje ciało z wolna napełniało się uczuciem błogiego, nieopisanego spełnienia.

Ładnie to opowiedziała. Mój kutas był sztywny i podniecony. Żona odsunęła od niego moje dłonie i zaczęła obejmować go placami, dotykać, gładzić masować. Drugą ręką poprowadziła moją dłoń do swojej zanurzonej w wodzie cipki i puściła dopiero gdy moje palce zaczęły błądzić po wyraźnie nabrzmiałych wargach jej boskiego sromiku.

- Wtedy za włosy pociągnęłaś mnie ku górze zmuszając do wstania z wanny – podjąłem dalej naszą wspólną opowieść – Zamieniliśmy się rolami, bo jak wstałem, to ty przyklęknęłaś i teraz to ty miałaś tuż przed swoją buzią mojego nieprzyzwoicie sterczącego kutasa. Spojrzałaś na mnie z dołu, i bez słowa zaczęłaś bawić się nim. Kilka ruchów twoje dłoni, kilka razy ściągnęłaś i naciągnęłaś z powrotem skórkę, potem – kiedy kutas był odsłonięty – przez chwilę jakbyś wahała się co zrobić, w końcu delikatnie i powoli objęłaś ustami jego nabrzmiałą, uwolnioną z napletka główkę. Poczułem jak twój język subtelnie przesuwał się po nabrzmiałej żołędzi. Wysunęłaś go z ust i oblizałaś go jak loda. Wzięłaś w palce i delikatnie polizałaś najczulszy jego punkt, miejsce w którym napletek przyczepiony jest do główki. Ujęła mnie delikatność z jaką to zrobiłaś, a zdziwiło to co, we mnie ta pieszczota wywołała. Powtórzyłaś to może trzy, może cztery razy, uwalniając prawdziwy wodospad narastającego podniecenia. Chciałem już tylko jednego… Żebyś go wypieściła do końca, żeby wreszcie ten odbezpieczony granat eksplodował uwalniając całą nagromadzoną we mnie energię. Wreszcie wzięłaś go do ust i zaczęłaś posuwać swoimi zaciśniętymi ustami po jego nabrzmiałym trzonie. Z każdym ruchem narastało moje podniecenie, a oczekiwanie na wielki wybuch stawało się coraz bardziej nieznośne. W końcu poczułem, że zbliża się TA chwila. Ty chyba też to czułaś, bo nagle wysunęłaś kutasa z buzi i zamknąwszy oczy zaczęłaś masować go ręką posuwistymi i zdecydowanymi ruchami. Poczułem nagły, przeciągły i z mojego kutasa prościutko na twoją buzię wystrzeliła spora porcja białego, lepkiego płynu. Potem druga i trzecia i jeszcze jedna, każda coraz mniejsza. Twoja dłoń zamarła w bezruchu na trzonie mojego penisa. Otworzyłaś oczy i spojrzałaś na mnie od dołu. Uśmiech pojawił się na twojej opryskanej twarzy. Taki jak teraz – dokończyłem.

Żona patrzyła na mnie tymi samymi niebieskimi oczami. Jej dłoń, tak ja wtedy bawiła się moim kutasem, a moja, tak jak wtedy buszowała po jej cipce. Jej piersi, tak jak wtedy unosiły się tuż nad błyszczącym lustrem kołyszącej się w wannie wody.

- Ale ci stoi – powiedziała.

- A ty cieplutka jesteś w środku.

- Dziwisz się? Tak ładnie to opowiedziałeś.

- Opowiedzieliśmy... – poprawiłem.

- Popatrz. Minęło piętnaście lat, znowu siedzimy w tej samej wannie, znowu jest takie samo upalne lato. Myślisz, że wciąż jesteśmy tacy sami, czy już jednak inni?

- Zależy pod jakim względem – odparłem z nutką filozoficznej zadumy w głosie.

- Pod tamtym…

- Myślę, że jakbyś teraz tak samo stanęła przede mną jak wtedy… To chyba okazalibyśmy się tacy sami.

Moja żona uśmiechnęła się. Jej niebieskie oczy przez dłuższą chwilę patrzyły prosto w moje.

- Myślisz? - powiedziała.

- Myślę… - odparłem.

Chwilę jeszcze się nad czymś zastanawiała, po czym opierając się ramionami o rant wanny wstała i ociekając wodą stanęła przede mną w całej swojej nagiej, kobiecej okazałości. I znowu jej cipkę miałem dokładnie naprzeciwko swojej twarzy.

- Przekonajmy się… - powiedziała, kładąc dłonie na moich mokrych włosach...

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany