Opowiadanie użytkownika horus33

Uroki czarnej magii cz. 3

local_library212 comment0 thumb_up0
Uroki czarnej magii - część 3

Ojciec Dawida próbował jeść śniadanie. Nie czuł się zbyt komfortowo. Siedząca przed nim dziewczyna, koleżanka syna, podobno z wymiany, sprawiała, że jego myśli wędrowały w niebezpieczne rejony. Nie wypadało mu w tym wieku nawet myśleć o tak młodych, apetycznych, świeżych, jędrnych, pachnących… Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że Irina coś do niego mówi. Nie usłyszał, bo znów zagapił się na wypychające cienką koszulkę, wielkie piersi. Tak cieniutką, iż dałby głowę, że widzi nawet aureole wokół sutków i pieprzyk pod lewą piersią.

- Słucham?

- Mówiłam, że był pan bardzo uprzejmy, gdy zgodził się przyjąć mnie pod swój dach – powtórzyła dziewczyna udając, że nie zauważa, gdzie powrócił wzrok gospodarza domu.

- A tak. To oczywiście, żaden problem.

- Mogę zapracować na swoje utrzymanie. Będę prać, gotować i sprzątać.

- Ależ to wykluczone! – wykrzyknął oburzony.

Dziewczyna zerwała się z krzesła szlochając i upadła przed nim na kolana. Głowę położyła na jego udach. Ramiona zacisnęła pod kolanami.

- Wstań. Wstań proszę. Nie musisz mi dziękować, to przecież naturalne…

- Pan nie wie jak było mi ciężko? Sama, wśród obcych ludzi, niepewna swego losu. U państwa znalazłam bezpieczny azyl. Chcę się odwdzięczyć. Chcę coś robić.

Niespodziewanie jej gestykulująca dłoń otarła się o maszt jaki utworzył się w spodniach pana Wesołowskiego i zamarła. Wielkie, czarne, zapłakane oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej i ojciec Dawida pomyślał, że są jak oczy bezbronnej, schwytanej w sidła sarenki.

- To nic takiego - wyjąkał speszony, próbując odsunąć dziewczynę od siebie. Miało to fatalny skutek. Jedna z dłoni dotknęła wspaniałej piersi.

- Proszę mi pozwolić. Chociaż tak się odwdzięczę.

- Nie! Nie musisz – protestował gorączkowo, próbując naprawić sytuację.

- Ale ja sama chcę. Jest pan taki męski. Nie tak jak ci wszyscy chłopcy z którymi spotykam się na co dzień.

Gdy to mówiła jej dłoń nad wyraz sprawnie uporała się z paskiem, guzikiem i rozporkiem. Uwolniony penis zakołysał się swobodnie.

- Och jest taki duży i piękny- westchnęła biorąc go w dłoń i oglądając.

- Nie powinnaś – protestował coraz słabiej, czując już oddech dziewczyny na główce penisa.

Jeszcze sekunda i poczuł pierwsze ,delikatne muśnięcie jej warg. Jęknął wyprężając się na krześle. Jeśli chodzi o seks to mieli z synem podobne szczęście do kobiet. Martyna, jego żona była pierwszą i zarazem ostatnią kobietą z jaką się kochał. Od tamtej pory uważał się za szczęściarza, gdy przeleciał ją raz w miesiącu. Irina połykała kolejne centymetry jego fiuta, aż jej malutki nosek dotknął jego brzucha. Zacisnął dłonie na stole, starając się nie strzelić biednej istocie w usta. Pierwszy raz w życiu ktoś pieścił go ustami i było to przeżycie na miarę odebrania nagrody Nobla. Wpatrywał się w swoje kolana nad którymi rytmicznie unosiła się czarna główka. Gruby warkocz kołysał się w takt miarowych ruchów. Wyczuwając, że koniec jest bliski Irina uniosła ku niemu sarnie oczy.

- Przez pana czuję takie dziwne mrowienie, tam w dole – wstała i zsunęła skąpe spodenki. Jej naga cipka ukazał się w całej okazałości tuż przy twarzy oszołomionego tym widokiem mężczyzny

 – Niech pan mnie weźmie. Proszę.

Zwinnie wskoczyła na kuchenny blat. Nogi rozwarła szeroko, opierając je na krawędziach. Janusz Wesołowski był stracony. Nigdy nie widział tak pięknego różowego wnętrza. Było tak czyste, lśniące, pełne tajemniczych, fałdek i zakamarków. Pierwszy raz tak dokładnie widział to magiczne wejście w kobiece ciało. Wpatrując się w nie, podniósł wolno z krzesła. Spodnie opadły mu do kostek. Nie zwrócił na to uwagi. Podreptał między rozwarte nogi. Jego fiut znalazł się dokładnie naprzeciwko wejścia do cipki. Dziewczyna ujęła go za trzon i pociągnęła do siebie, tak że pierwsze kilkanaście milimetrów zanurzyło się w niej. Dalej Janusz poradził już sobie sam. Wbił się w dziewczynę ze szlochem ulgi, a ona objęła go nogami i wbiła paznokcie w plecy. Przez krótką chwilę grzmocił Irinę słuchając jak jęczy mu do ucha. Przez tę krótką chwilę był w niebie, a potem wystrzelił i zaczęły go ogarniać wątpliwości. Na szczęście Irina głaskała go po rzednących włosach i szeptała coś do ucha. Po minucie nie myślał już o niczym. Jedyne co wiedział to, że chce uszczęśliwiać swoją panią.

      *

Dawid mógłby zauważyć, że wokół niego dzieją się dziwne rzeczy. Mógłby spostrzec jak jego ojciec patrzy na Irinę. Mógłby zauważyć jak z dnia na dzień z nikomu nieznanej (choć pięknej) dziewczyny staje się przywódczynią małej jeszcze grupy osób. Osób, które kiedyś same były liderami. Mógłby, ale wystarczyło, że pomyślał, że coś jest dziwne, a przed oczami stawał mu obraz nagiej czarownicy i to w jakiejś kuszącej pozie. To skutecznie wyganiało mu z głowy wszelkie podejrzenia. Prawie jak czary.

Było jeszcze lepiej. Po powrocie do domu schodził do piwnicy i kochał się z zawsze chętną Iriną. Był z siebie coraz bardziej dumny. Jego technika i czas stosunku uległy niesamowitej poprawie. Już dwa razy doprowadził czarownicę do orgazmu! Tak, życie Dawida było piękne.

W tej słodkiej nieświadomości przeżył następne dwa tygodnie i pewnie byłoby tak nadal gdyby nie zazdrość. Można powiedzieć, że to ona go uratowała. Irina powoli stawała się jego obsesją. Myślał o niej w każdej chwili, pragnął czuć wspaniały zapach jej ciała, dotykać gładkiej skóry i kochać się z nią. Dlatego strasznie denerwowało go, gdy ktoś gapił się na jej tyłek, lub piersi. Do furii doprowadzał jakiś dupek łaszący się do niej jak pies. Co gorsze, wszystko to wydawało się Irinie nie przeszkadzać, a wręcz przeciwnie, cieszyło. Czarownica oczywiście nieustannie powtarzała, że interesuje ją tylko Dawid, ale on mgliście pamiętał straszny czas sprzed wyprawy do lasu. Czas, kiedy to dziewczyny patrzyły na niego jakby był taflą szkła, niewidzialny, nieistotny. Czas, kiedy nie znał dotyku kobiecej piersi. Straszny czas.

 Dlatego nie do końca wierzył zapewnieniom najseksowniejszej dziewczyny jaką będzie miał do końca swego życia, że jest tym jedynym.

Irina skombinowała skądś telefon i w niewiarygodnie szybkim czasie nauczyła się go używać. Skąd miała kasę na doładowania, nie wiedział. Za każdym razem, gdy próbował o to pytać, lądował w jej łóżku, lub pod ścianą z opuszczonymi na kostki spodniami, a czarownica wyczyniała ustami cuda z jego wackiem. Doszło do tego, że gdy tylko słyszał dźwięk dzwonka pojawiał się w pobliżu by podsłuchiwać. Właśnie przez tą obsesję pojawił się pod drzwiami piwnicy, gdy Irina odebrała TEN telefon.

- Wszystko gotowe…. dobrze …. tak …. w sobotę, będzie zamknięta…. tak wszyscy. Ok postarajcie się, a nagroda was nie ominie. Przygotujcie się na jego nadejście.

Dawid odbiegł od drzwi gryząc się z myślami. Miał ochotę natychmiast o wszystko wypytać i tym razem nie pozwolić by w jakikolwiek sposób odwróciła jego uwagę. Poznał siebie jednak już trochę i szczerze wątpił czy podoła. Wpadł zatem na inny pomysł, zamiast pytać będzie ją śledził.

Gdy tylko to postanowił, od razu zaczął przygotowania. W szafie znalazł czarne ubrania, kupił kominiarkę. Z garażu podwędził latarkę. Dopiero później zdał sobie sprawę, że w takim przebraniu każdy, kto go zobaczy zacznie krzyczeć „ złodziej”. Porzucił więc swoje przebranie i wybrał takie nierzucające się w oczy. Zwykłe ciemnoniebieskie spodnie i beżową bluzę z kapturem, żeby kamery nie zaglądały mu w twarz. Latarkę zostawił, tak na wszelki wypadek. W sobotę przeleciał zawsze chętną Irinę dwa razy, na wypadek gdyby coś się jednak między nimi zmieniło. Po czymś takim miał prawo być zmęczony. Irina nie powinna widzieć nic dziwnego w tym, że chciał się położyć wcześniej. Dziwił się tylko jak ona będzie miała siłę i ochotę na jakiekolwiek przygody po tym jak ją sponiewierał.

     *

Czas spędzony w ciemnym pokoju bez jakiejkolwiek rozrywki, poza wpatrywaniem się w okno dłużył się niemiłosiernie. Kilka razy przysnął na chwilę, ale opadająca w dół głowa podrywała go do pionu. Nasłuchiwał wtedy z bijącym sercem odgłosów z domu i podwórka, przerażony, że zmarnował swoją jedyną szansę. Punktualnie o jedenastej zapaliło się światło w ich garażu. Dawid ze swojego okna widział słabą poświatę.

„Dziwne - pomyślał zaspany, bo po raz kolejny przymknęły mu się powieki – po co ojciec wyjeżdża o tej porze”

Otworzył okno i wychylił na ile tylko się dało, bez ryzyka upadu i zobaczył jak stary opel ojca wytacza się z garażu. Gdy wjeżdżał na ulicę na siedzeniu pasażera mignęła czarna główka jego dziewczyny. Aż otworzył usta ze zdumienia. Jego ojciec! Jego własny ojciec wycina mu taki numer?

Ocknął się ze zdumienia w samą porę, bo auto skręcało już na jezdnie. Zbiegł po schodach omal się przy tym nie przewracając i wskoczył na rower. Całe szczęście samochód zwolnił nieco przed wjazdem na drogę główną. Zaraz potem przyspieszył i zniknął mu z oczu w tłumie innych czerwonych świateł. Teraz Dawid przynajmniej wiedział w jakim kierunku pojechała czarownica i pedałował za nimi jak najszybciej potrafił. Czuł się jak głupek. Dziewczyna jego marzeń jedzie gdzieś w tajemnicy z jego własnym ojcem, a on pomyka za nimi na rowerku jak frajer. Co jednak było robić, własnego samochodu jeszcze się nie dorobił.

Zgubił ich definitywnie już po pierwszym kilometrze, ale wciąż wytrwale parł przed siebie. Zaciął zęby i nie ustępował. Ich starego opla zauważył na szkolnym parkingu. Stał ukryty w cieniu i gdyby się tak uważnie nie rozglądał, przegapiłby go. Skręcił i zajechał pod szkołę. Obok ich auta stało kilkanaście innych. Niektóre poznawał innych nie. Schował rower i z bijącym sercem podszedł do drzwi przez które wchodził tysiące razy. Spodziewał się, że będą zamknięte, ale uchyliły się łatwo jak zawsze. Spodziewał się ciszy, ale i tu został zaskoczony. Gdzieś z głębi budynku dobiegał go rytmiczny pomruk, więc ruszył w jego kierunku. Dość szybko zorientował się, że zmierza w kierunku hali sportowej. Wiedząc to wybrał inny korytarz prowadzący na taras widokowy. Stamtąd miał doskonały widok na wszystko poniżej. Ostrożnie zerknął poza murek i zamarł zszokowany.

Kilkadziesiąt osób tłoczyło się na parkiecie. Właściwie wszyscy chodzili z nim do szkoły, tylko niewielką część mgliście kojarzył z innych bud. W miejscu, gdzie zazwyczaj występowały te wszystkie śmieszne akademie, ktoś zbudował szerokie podium. Stało tam krzesło bardziej przypominające tron i wielki przedmiot okryty szczelnie czarną satyną. Dłuższą chwilę nic się nie działo, tylko tłum na dole nucił jakąś ponurą, wibrującą melodię bez sów. To właśnie ten dźwięk przywitał go zaraz po wejściu do szkoły. Zaczął się już niecierpliwić, a do głowy przychodziły mu coraz to głupsze pomysły na dalsze działania, gdy zgasły światła. Przez chwilę panowała ciemność, a potem ktoś zaczął po kolei zapalać pochodnie wetknięte między szczebelki drabinek. Paliły się dziwnym fioletowym światłem, które już widział w chacie czarownic obok posągu demona.

Jakby wiedziony jedną myślą tłum, na hali obrócił się w tył, w stronę wejścia. Stały tam trzy postacie w czarnych płaszczach z twarzami ukrytymi w cieniu obszernych kapturów. Tłum rozstąpił się tworząc szpaler. Trzy postacie ruszyły środkiem sali. Pomimo, że Biały nie widział twarzy żadnej z trzech osób, swoją czarownicę poznał od razu. Tylko ona miała tak fantastyczne, wielkie piersi. Zamaskowane postacie wspięły się na podium i obróciły do tłumu. Wszystko ucichło.

Dłonie towarzyszek Iriny ujęły jej szatę i ściągnęły z niej. Tłum westchnął, Dawid też. Czarownica pod płaszczem nie miała nic. Czarne włosy spływały jej na ramiona i plecy falą. Przez to biała skóra Iriny wydawała się jeszcze jaśniejsza, a sutki bardziej różowe. Dawid szczerze żałował, że tak dokładnie zgoliła wszystko między nogami. Moda modą, ale mogła zostawić choć odrobinę.

Irina stała przez chwilę pozwalając się podziwiać, a na jej ustach błąkał się tajemniczy uśmiech. Po chwili odwróciła się i usiadła do tronie. Wyglądała przez to jak jakaś barbarzyńska królowa. Piękna, tajemnicza i niebezpieczna.

Towarzyszki Iriny również zrzuciły płaszcze i uwaga Białego natychmiast odpłynęła w ich kierunku. Jedną z nich okazała się Magda, z nią zawarł niedawno bliższą znajomość. Drugą zaś….. . Kurczę to była Roksana, „Lodowa księżniczka”. Dziewczyna tak piękna i seksowna, jak zimna i niedostępna. Absolutnie nikt nie mógł się pochwalić, że ją miał. Dawid sycił teraz oczy jej małymi, ale idealnymi piersiami, płaskim brzuszkiem i długimi nogami. Dziewczyna była naprawdę zajebista.

Irina wdzięcznie skinęła na nie drobną dłonią i jej asystentki zeszły w dół. Szybko wyłowiły z tłumu dwóch chłopaków i zaprowadziły na podium. Tam ustawiły ich przodem do tłumu i uklękły przed nimi. Ze swojego miejsca Dawid widział jak ręce dziewczyn zanurzają się na chwilę w slipkach zachwyconych chłopców i wyciągają ich pały. Chwilę później oba twarde fiuty zostały otulone przez wilgotne i gorące usta najlepszych lasek w mieście. Czarownica tymczasem rozchyliła lekko nogi i gładziła swoją muszelkę nie spuszczając wzroku z dwóch par przed nią. Wyglądała na bardzo zadowoloną.

Tłumek na parkiecie hali zaczął falować. Dłonie niektórych chłopców zjeżdżały pod sukienki dziewczyn. Ściskały przez materiał bluzek ich piersi, pupy. Nikt nie protestował, choć jak zauważył Dawid, niektórzy dobierali się do dziewczyn, których chłopak stał tuż obok. Wszyscy sprawiali wrażenie otumanionych.

Wzrok Dawida przyciągnął ruch na scenie. Roksana wypuściła z ust mokrego penisa i poprowadziła swojego chłopaka do tronu Iriny. Zmusiła go by przed nią uklęknął, a gdy czarownica zarzuciła nogi na oparcia krzesła, skierowała między nie jego głowę. Gdy chłopak zajął się podsuniętą mu cipką, Roksana odwróciła się i przysiadła na krawędzi sceny, szeroko rozkładając nogi. Po chwili dołączyła do niej Magda ze swoim chłopakiem. Przez tłum przepchnął się jakiś nieznajomy. Szybko zrzucił niepotrzebne spodnie i ukląkł między nogami Lodowej księżniczki.

Atmosfera na hali również robiła się coraz gęstsza. Wiele dziewczyn błyskało już nagimi piersiami, kilka klęczało przed swoimi chłopakami, pieszcząc ustami ich fiuty. Jedna z dziewczyn chwyciła się drabinek i mocno wypięła nagą cipkę w którą od razu wbił się jakiś chłopak. Irina także uznała, że już dość pieszczot. Odwróciła się i uklękła na krześle. Dawid patrzył ze zgrozą jak jakiś nieznajomy chłopak pociąga jej biodra do siebie i wbija w cipkę, którą on już uważał za swoją. Nawet z daleka usłyszał jak dziewczyna jęknęła. Biały zacisnął zęby, gdy zobaczył, że czarownica wypina dupkę jeszcze bardziej i układa wygodniej na oparciu tronu pozwalając rżnącemu ją chłopakowi robić z sobą co zechce. Nie trwało to bardzo długo. Taka dupka jaką była Irina potrafiła rozgrzać do czerwoności. Kilka minut wystarczyło by jego fiut wbił się mocno po raz ostatni wlewając w cipkę Iriny fale spermy.

Czarownica podniosła się z tronu i przeciągnęła jak kotka. Swojemu niedawnemu kochankowi nie poświęciła już krztyny uwagi i Biały w duchu triumfował. Uśmiech zamarł mu na ustach gdy Irina podeszła do tajemniczego kształtu i jednym ruchem ściągnęła narzutę.

- Kurwajebanawdupęmać – wyszeptał przerażony – jaki cholerny idiota wyrzeźbił posąg tego zboczonego demona.

Pod plandeką był ukryty sporych rozmiarów posąg. Przedstawiony został w pozycji siedzącej. Długie łapy oparte miał na podłodze, kły wyszczerzone w okrutnym uśmiechu. No i tak jak to było w chacie czarownic, w górę sterczał wielki, kamienny kutas. Irina podeszła do niego i pogładziła dłonią kamienną główkę. Przez chwilę przesuwała po nim ręką w górę i w dół jak zahipnotyzowana po czym odwróciła w tył i spojrzała na swoje asystentki. Magda klęczała na scenie w pozycji na pieska, ostro posuwana przez jakiegoś starszego, brodatego typa. Jęczała przy każdym pchnięciu i widać było , że świetnie się bawi. Czując na sobie wzrok czarownicy podniosła głowę i natychmiast wstała. Jej kochanek zaczął protestować więc pchnęła go w kierunku Roksany. Lodowa księżniczka uniosła głowę, gdy pojawiły się przed nią owłosione męskie nogi i bez słowa sprzeciwu przyjęła w usta fiuta brodacza. Daniel nie mógł w to uwierzyć. Panna „Nie dotykaj” brana na dwa baty! Z chęcią popatrzyłby sobie jeszcze, ale bardziej ciekawiło go co jego czarnulka ma zamiar zrobić z tym przeklętym posągiem.

Magda podeszła do Iriny, w dłoni trzymała tubkę jakiegoś żelu. Biały nie zauważył skąd ją wytrzasnęła. Wycisnęła sporo na dłoń i wtarła żel w cipkę czarownicy, mieszając go ze spermą sączącą się z pomiędzy płatków. Irina zamruczała pod dotykiem szczupłej dłoni i pocałowała Magdę w usta. Dawid miał nadzieję, że będzie to początek czegoś więcej, ale dziewczyny szybko się od siebie oderwały. Magda pomogła czarownicy wspiąć się na posąg, a potem rozchyliła płatki jej cipki, gdy ta zaczęła nabijać się na kamiennego fallusa. Fiut był olbrzymi i szło jej to bardzo opornie. Irina jęczała i wzdychała jednak w końcu jej pośladki spoczęły na kamiennych udach demona. Cały kamienny fiut aż po kule jąder tkwił w szczupłym ciałku Iriny. Biały zastanawiał się przez chwilę, gdzie się on mieści? W które miejsce sięga? Gdy czarownica odpoczęła chwilę, na nowo rozpoczęła jazdę. Magda widząc, że jej asysta nie jest już potrzebna, zanurzyła się w tłumie na parkiecie. A tam, Dawid dopiero teraz zwrócił uwagę na to co się działo z resztą obecnych podczas rytuału.

Większość osób była już naga, a jeśli nie to były to tak mało istotne części garderoby jak pończochy, skarpetki, ewentualnie koszulka. Biały pomyślał, że zobaczył dziś więcej nagich kobiet niż przez resztę swojego życia. Hale wypełniały jęki kochających się par, ciał uderzających o siebie, śmiechy. Część chłopaków leżała już zaspokojona, a opuszczone partnerki łasiły się do innych mężczyzn, lub pieściły z innymi kobietami. Wszystko przenikał narkotyczny dym z pochodni.

Na niego też działał ciągnąc w stronę wszystkich tych nagich dupek. Bał się jednak, że zamiast seksu dostanie tam raczej wpierdziel. Zamiast tego starał się zapamiętać kształt wszystkich piersi, wygląd każdej cipki, pupy i nóg. Starał się na zawsze utrwalić w pamięci jęki i krzyki dochodzących do orgazmu kobiet i ich wygięte w przyjemności ciała. Jego czarownica również zbliżała się do kresu. Objęła demona za szyję i dosiadała jak rumaka. Kamienny fallus błyszczący od jej soków, żelu i wysączającej się z cipki spermy. Irina przyspieszała coraz bardziej, kręciła dupką i coraz głośniej jęczała. Nagle wygięła się w tył i krzyknęła. Przez chwilę wszystko na sali zamarło, a potem te z kobiet których partnerzy leżeli zaspokojeni, wstawały i szły ku podium. Czarownica zeszła z fallusa i teraz pomagała pierwszej dziewczynie nadziać się na niego. Reszta otoczyła posąg dookoła i czekała na swoją kolej.

W miarę jak kolejne dziewczyny szczytowały, a sperma którą wlali w nie mężczyźni spływała na jądra posągu, demon stawał się bardziej wyraźny. Dawid dostrzegł to przy piątej z kolei dziewczynie. Jego kły zrobiły się bielsze, kamienna skóra nabrała koloru, a na skrzydłach dało się dojrzeć żyły.

Gdy demon po raz pierwszy poruszył ręką by chwycić którąś z dziewczyn za pupę zdecydował się zmywać. Pamiętał, jaką nagrodę obiecał mu demon za jego udział w uwolnieniu w chacie czarownic i naprawdę nie miał na to ochoty. Chora fascynacja szeptała mu aby został i zobaczył jak przebudzony demon zajmie się resztą kobiet na sali, ale jego analna cnota była mu milsza. Na czworakach wycofywał się w stronę wyjścia słysząc pełne radości wycie.

Dobiegał do drzwi wejściowych, gdy usłyszał pełen radości krzyk Iriny.

- Nareszcie Panie! Jesteś wolny!


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany