Opowiadanie użytkownika LillyOfTheWonderland

TAMTA JA (4)

local_library33 comment0 thumb_up0
Tamta Ja - część 2

***
Kiedy otworzyła oczy, Kaja dostrzegła, że znalazła się w bardzo przestronnym aczkolwiek zupełnie obcym sobie pokoju. Próbując opanować rosnące uczucie niepokoju, dziewczyna przekręciła głowę w bok ale wówczas jej ciało przeszył ból tak silny, że z trudem złapała oddech. Nie miała pojęcia gdzie jest ani tym bardziej co tak naprawdę się stało.
- Proszę się nie ruszać. - dobiegło do niej komentarz z rogu pokoju. - Proszę się nie forsować. To zdecydowanie za wcześnie.
- Boli... - Kaja załkała bezradnie gdy nie tylko jej ciało ale i głos odmówiły posłuszeństwa.
- Za chwilę zajrzy do pani lekarz. - zapewniła ją tajemnicza kobieta.
- Szpital? - dziewczyna wykrztusiła, desperacko usiłując poskładać swoje myśli w jakąś sensowną całość. Ale znowu poniosła klęskę. Ostatnią rzeczą jaką była sobie w stanie przypomnieć to widok rozwścieczonego Krzysztofa.
- Tak, moja droga. Jest pani w szpitalu. - usłyszała ciche potwierdzenie po czym jej oczom ukazała się sympatyczna twarz pielęgniarki, pełna ciepła i wyrozumienia. Matczyna. Kaja poczuła jak do jej oczu napływają łzy. - Teraz musi pani dużo wypoczywać. To cud, że... - przerwała, a na jej twarzy pojawił się bolesny grymas.
- Mój maż? - wymamrotała Kaja, przerażona, że jej despotyczny partner wciąż może znajdować się gdzieś w pobliżu.
- Tutaj jest pani bezpieczna. - odpowiedziała pielęgniarka trafnie odczytując blady strach malujący się na jej zmasakrowanej twarzy. - Pani męża zatrzymała policja.
- Policja?
- Nic pani nie pamięta? - kobieta uśmiechnęła się do niej ciepło. - Pani koleżanka zjawiła się akurat wtedy, kiedy... - pielęgniarka urwała, nerwowo wzruszając ramionami. - To ona zawiadomiła policję i pogotowie.
- Koleżanka? - Kaja dopytywała zdezorientowana.
- Tak. - przytaknęła jej pielęgniarka. - Gdyby nie ona obawiam się, że...
- A wie pani może jak się nazywała?
- Oczywiście. Takiego rzadkiego imienia się nie zapomina. - potwierdziła kobieta. - Jaśmina Laśko...nie... momencik. Tak, tak, już doskonale pamiętam. - dodała po chwili. - Jaśmina Latko.
- Latko? - wyjąkała Kaja kompletnie osłupiała, zupełnie nie rozumiejąc dlaczego Jessie i Andrzeja łączyło wspólne nazwisko. - Jest pani pewna? - jej ciało zalała fala zimnego potu.
- Tak, moja droga. - kobieta potwierdziła z rozbrajającym uśmiechem. - Pani koleżanka nie odchodziła od pani łóżka od kilku dni ale dziś własnoręcznie wygoniłam ją do domu. - dodała po chwili. - Ale jestem pewna, że niedługo będzie tutaj z powrotem.
- Dziękuję... - Kaja westchnęła ciężko i po chwili, obolała i zmęczona, zasnęła, zarówno wizytę lekarza jak i powrót swojej tajemniczej kochanki.

Następną rzeczą jaka była w stanie przywrócić ją do stanu świadomości była bardzo intensywna kwiatowa woń, emanująca dookoła niej i z każdą chwilą przybierająca na swojej sile. Ostrożnie otwierając oczy, dostrzegła wciąż delkatnie rozmydloną kobiecą postać pochylającą się nad jej szpitalnym łóżkiem. Odsączając gąbkę z nadmiaru wody przyłożyła ją do jej szyji i masując okrężnymi ruchami, obmywała jej nagie, obolałe ciało.
- Jessi... - wykrztusiła Kaja.
- Witamy wśród żywych, maleńka. - odpowiedziała jej dziewczyna, wyraźnie się rozpromieniając. - Wystraszyłaś mnie. - dodała po chwili, zanurzając myjkę w intensywnie kwiatowej cieczy. - Mam nadzieję, że podoba ci się ten zapach. - delikatnie oblizując wargi, przyłożyła gąbkę do jej nagich piersi, umyła je, a potem metodycznie przesuwając się po jej skórze w dół, wypielęgnowała jej całe ciało, pozostawiając je przyjemnie czystym i pachnącym. Kaja zaniemówiła z wrażenia. - To Lilly of the Valley. - dodała po chwili Jaśmina, uśmiechając się do niej nieśmiało.
- Lilly of the Valley?
- Zapach. To mój ulubiony. - dziewczyna wyjaśniła.
- Piękny. - przyznała Kaja. - Dziękuję... - urwała nagle, z trudem opanowując wzruszenie. - Dziękuję...Uratowałaś mi życie...
- Nie ma sprawy. - Jaśmina przechyliła delikatnie głowę, ukradkiem ocierając łzę spływającą jej po policzku. - Zrobiłabym to jeszcze raz gdyby zaszła taka potrzeba. - zapewniła. - Chociaż wolałabym, żebyś z tym kutasem nie miała już nigdy do czynienia. - skrzywiła się.
- Co się stało?
- Nie rozumiem? - dziewczyna usiadła na brzegu jej łóżka i chwyciła Kaję za rękę.
- Nie pamiętam...
- Może to i lepiej. - przez jej twarz przebiegł kolejny bolesny grymas. - Ten kutas bardzo cię poturbował. Miałaś uraz głowy, złamany obojczyk, zwichnięte biodro, krwotok... - Jaśmina urwała, odwracając od niej wzrok. - To cud, że nie...
- Umarłam? - dokończyła za nią Kaja.
- To też, ale...
- Może być coś jeszcze gorszego? - dziewczyna skrzywiła się, siląc się na dowcip.
- To zależy jak do tego podejdziesz... - Jaśmina odparła, gładząc ją czule po policzku.
- No wykrztuś to wreszcie, Jessi. - Kaja ponagliła ją lekko już zniecierpliwiona.
- Jesteś w ciąży, maleńka. - usłyszała w odpowiedzi i w momencie zakręciło jej się w głowie.
- W ciąży?! - dziewczyna nie dowierzała własnym uszom. - Ale przecież ja nie mogę...Lekarze powiedzieli...To nie jest możliwe.
- A jednak. - Jaśmina uśmiechnęła się do niej ciepło. - Będziesz mamą. To 11 tydzień.
- O mój Boże... - Kaja rozpłakała się, odwracając wzrok od swojej towarzyszki. Przez tak długi czas starali się z Krzysztofem o dziecko, a okazało się, że zaszła w ciążę akurat wtedy kiedy zdecydowała się od niego odejść i on, w odwecie, usiłował ją zabić. - O mój Boże... - powtórzyła.
- Nie martw się, maleńka. - kobieta zapewniła ją. - Wszystko się jakoś ułoży. Pomogę ci.
- Ale...
- Cii... - uciszyła ją przelotnym pocałunkiem w usta. - To nie czas i miejsce na zamartwianie się. - skwitowała, całując ją po raz drugi, tym razem dobitniej, wsuwając jej język między wargi. - Zaopiekuję się tobą. - wyszeptała - Nie pozwolę nikomu więcej cię skrzywdzić. Ani twojego dziecka. - dotknęła jej brzucha, czule kreśląc na jej skórze niewidzialne wzory. - Jesteś taka piękna. - dodała po chwili, przesuwając swoją dłoń wzdłuż jej ciała, zatrzymując ją u splotu jej włosów łonowych. - Strasznie zarosłaś. - zażartowała, dotykając jej już wilgotniejącej cipki. - To takie pierwotne. Jutro coś z tym zrobimy. - zamruczała, pieszcząc ją czule.
- Och... - jęknęła Kaja, zalotnie zagryzając wargi. Była podniecona.
- Mam ochotę skosztować tych cudownie różowych sutków. - wyszeptała Jessi, oplatając swoje usta i język wokół jej nagich piersi, liżąc je i podgryzając. - Smakujesz niebiańsko... - uśmiechnęła się, przerywając na chwilę tylko po to aby ją pocałować w usta. - To podniecające, że w każdej chwili ktoś może wejść i nas zobaczyć... - dodała cicho. - Jestem cała mokra, ale nie tak bardzo jak ty... - oblizała czerwone z podniecenia wargi i nie zwlekając ani chwili dłużej, zaczęła pieścić jej cipkę ustami, pobudzając jej łechtaczkę językiem.
- O mój Boże... - wyjąkała Kaja, nie mogąc się już dłużej oprzeć porządaniu. - O tak...Jeszcze...Jeszcze... - jęczała, wbijając palce w materac szpitalnego łóżka.
- Mmmm...Jesteś taka mokra... - zamruczała Jaśmina, wciągając w nozdrza jej wyjątkowo słodki, kobiecy zapach. - I cała moja. - dodała w chwili kiedy ciało Kaji przeszył orgazmiczny dreszcz rozkoszy.
- Przepraszam, że pojawiam się akurat w takim momencie ale... - na dźwięk głosu lekarza, Jaśmina zamarła bez ruchu i oblewając się purpurowym rumieńcem, odsunęła się od swojej roznegliżowanej koleżanki. Nie mogą zrobić nic aby się zakryć, Kaja odwróciła wzrok i zawstydzona do granic wytrzymałości, wbiła go w pomalowaną na śnieżnobiałą ścianę. - Muszę obejrzeć moją pacjentkę. - dodał po chwili mężczyzna, wyraźnie rozbawiony zakłopotaniem w jakie je wprowadził.

***

Kiedy wcześniej tego dnia, jego kolega po fachu zadzwonił zapytać czy weźmie za niego dodatkowy dyżur, Mateusz nigdy nie przypuszczał, że spotka go taka niecodzienna sytuacja. Jeszcze nigdy nie go zamurowało aż tak, jak miało to miejsce przed chwilą. Wchodząc do sali A17 ujrzał dwie, nieziemsko piękne kobiety, jedną poobijaną, z burzą swoich pofalowanych włosów odbijających się od bieli szpitalnej pościeli, na której leżała i drugą pochyloną nad łóżkiem chorej i wypinającą swój nienaganny, okrągły tyłeczek w jego stronę. Zamykając bezszelestnie drzwi, młody lekarz oparł się o ścianę i ku swojej największej uciesze, chłonął ich każdy jęk niczym gąbka, wyobrażając sobie, że i on bierze aktywny udział w ich namiętnym spotkaniu. Zawsze o czymś takim marzył.
- Czy mogłabym zostać? - poprosiła Jaśmina, stając u szczytu łóżka, tuż obok odsłoniętych piersi jego pacjentki, od których od dłużej chwili sam nie potrafił oderwać wzroku.
- Oczywiście. - wymamrotał, wodząc oczami po seksownym, aczkolwiek pokiereszowanym, ciele młodej dziewczyny. - Jak się pani czuje? - zapytał, zaglądając w historię jej pobytu na oddziale.
- Nienajlepiej. - wykrztusiła Kaja, wymieniając znaczące spojrzenie ze swoją koleżanką, które, tak naprawdę, mogło oznaczać tylko jedno. Czuła się o niebo lepiej niż jeszcze przed chwilą. Mateusz nie mógł się nie uśmiechnąć pod nosem kiedy o tym pomyślał.
- Czy potrzebuje pani jakichś środków przeciwbólowych? - dociekał, starając się zachować swój zawodowy profesjonalizm. Zbliżając jej do skroni termometr, zmierzył jej bezdotykowo temperaturę, po czym bezzwłocznie naniósł ją na graf. - Nie ma pani gorączki. To dobra wiadomość. - wyjaśnił. - Teraz muszę obejrzeć opatrunek. - dodał, odkładając dokumentację medyczną na parapet i dezynfekując ręce, założył gumowe rękawiczki. - To nie będzie bolało. - mrugnął żartobliwie widząc niepewną minę swojej przepięknej pacjentki. - Sprawdzę czy szwy prawidłowo się goją. To było bardzo głębokie cięcie.
- Powinnam była go zabić. - wycedziła przez zęby jej równie seksowna koleżanka, której oddech napewno wciąż pachniał miłosnymi sokami. Mateusz natychmiast zapragnął ją pocałować. - Ten kutas nie zasługuje na to, żeby żyć.
- Jeśli mogę coś doradzić... - wtrącił, unosząc swój wzrok z nad opatrunku i patrząc jej przeciągle w oczy. - Nie warto tracić życia i wolności dla kogoś, kto jak słyszę, raczej na to nie zasługuje.
- Gdyby nie Jessi...mój mąż zdołałby mnie zabić. - wyszeptała ślicznotka, brzmiąc tak żałośnie, że o mały włos a nie próbowałby ją przytulić.
- Nie płacz maleńka, proszę. - ukoiła ją koleżanka, całując delikatnie jej wciąż wilogtne z podniecenia czoło. Na ten widok jego kutas napęczniał, wyjąc do księżyca niczym rasowy wilkołak. Nie mogąc dłużej się opanować, mężczyzna pochylił się nieznacznie w stronę pacjentki i rozchylając nozdrza, wciagnął jej obezwładniająco kobiecy zapach. Wbijając wzrok w jej odsłoniętą kobiecość, młody lekarz zabezpieczył ranę Kaji świeżym opatrunkiem, po czym położył obie dłonie na jej tułowiu, ostrożnie badając palcami okolice żeber oraz brzucha. - Czy wszystko w porządku? - ponagliła go rudowłosa femme fatale, która śledziła każdy jego ruch wzrokiem, najwyraźniej zazdrosna o swoją dziewczynę. Na samą myśl, Mateusz poczuł rosnące pobudzenie.
- Tak. Nie ma powodów do obaw. - potwierdził, uśmiechając się do nich ciepło. - Wszystko powoli wraca do normy.
- Powoli? - wyłapała jego nieprecyzyjność Jaśmina. - Co to znaczy?
- Pani przyjaciółka na pewno będzie musiała zostać u nas na obserwacji przez jakiś czas. - wyjaśnił. - Oczywiście, ostateczną decyzję zawsze podejmuje lekarz prowadzący ale... - zawahał się, uważnie dobierając słowa aby nie wystraszyć swojej podopiecznej. - Ciężarnych pacjentek z tak obszernymi przemieszczeniami nie wypuszcza się, ot tak, do domu.
- Czy to znaczy, że mojemu dziecku wciąż coś zagraża?
- Nie, ale musimy dmuchać na zimne. - uspokoił ją. - Czy mają może panie jeszcze jakieś pytania? - dodał po chwili, chcąc choć odrobinę wydłużyć ich wspólny czas.
- Nie, dziękujemy. - odpowiedziała za nie obie Jaśmina. - Bardzo nas pan uspokoił.
- W razie problemów... - chciał dodać ale ostatecznie wycofał się i życząc miłego dnia, wyszedł, zabierając ze sobą swoje niespełnione fantazje o dwóch nimfach pląsającach na każde jego zawołanie.

***
- To było upokarzające... - westchnęła Kaja, oddychając z ulgą jak tylko zamknęły się drzwi za jej młodym lekarzem. - On na pewno nas widział! - zarumieniła się.
- No i? - wzruszyła ramionami Jaśmina. - Założę się, że tak naprawdę zamiast skupiać się na badaniach, marzył, żeby się do nas dołączyć i zerżnąć nas obie. - zachichotała.
- Oj weź, przestań. - zaśmiała się głośno Kaja i zmarszczyła czoło, czując rosnący ucisk w okolicach żeber. - Nie każdy facet marzy o czymś takim...
- Udowodnić ci?  - zaproponowała jej kochanka. - Niech pielęgniarka zawoła lekarza a ty patrz i ucz się jak to jest z tymi facetami naprawdę. - mrugnęła do niej znacząco i przykrywając jej ciało prześcieradłem, nacisnęła brzęczyk, przywołujący personel medyczny. Po krótkiej chwili czekania do ich sali pośpieszył Mateusz i sprawiając wrażenie nieco zdyszanego, ponownie zamknął za sobą drzwi odgradzające ich od typowego zgiełku szpitala.
- Coś się stało? - zapytał, obejmując je wzrokiem.
- Nie...to tylko ja... - zastrzebiotała niewinnie Jaśmina, zagryzając dolną wargę niby przypadkowo ale tak naprawdę próbując zwrócić na siebie uwagę. - Mam nadzieję, że nie oderwałam pana doktora od niczego ważnego...
- Ależ skąd, co tam inni pacjenci. - zażartował, mierząc ją swoim chmurnym spojrzeniem. - O co chodzi?
- Chodzi o to, co pan doktor przed chwilą zobaczył... - wyjaśniła. - Moja koleżanka boi się, że mógłby pan o tym komuś powiedzieć.
- Proszę się nie obawiać. - zapewnił młody lekarz, spoglądając na nią z żywym zainteresowaniem. - Plotki nigdy nie były moim ulubionym zajęciem.
- To rewelacyjnie. - przyklasnęła Jessi, skupiając na sobie całą uwagę lekarza. - Bardzo cenię sobie w mężczyznach dyskrecję. - dodała, bezceremonialnie dotykając jego ramienia dłonią. - To prawdziwa rzadkość w dzisiejszych czasach. - uśmiechnęła się, kobieco trzepocząc rzęsami. - Tym bardziej jestem dozgonnie wdzięczna.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - skwitował Mateusz, zamierając w bezruchu kiedy ręka Jaśminy powędrowała wzdłuż jego torsu, kreśląc na nim niewidzialne linie.
- Sama słodycz. - skomplementowała go Jessi, przygryzając prowokacyjnie wargi. - Podniecają mnie tacy faceci. - wyszeptała, obejmując jego szyję ramionami i przywierając do niego niczym stęskniona kochanka, pocałowała go namiętnie w usta. Choć początkowo onieśmielony, młody lekarz błyskawicznie przejął inicjatywę i już po chwili, zatracił się w niej bez pamięci.

Obolała i niezdolna do samodzielnej zmiany pozycji, Kaja była zmuszona pozostać mimowolnym świadkiem całego tego przedstawienia i choć początkowo kompletnie nie rozumiała dlaczego spotykając się z Andrzejem, Jessica w ogóle zdecydowała się na coś tak absurdalnego jak pójscie na całość z zupełnie obcym sobie mężczyzną to już po chwili, gdy jej oczom ukazało się pięknie wyrzeźbione ciało młodego lekarza, sama przyznała swojej przyjaciółce rację. Z nieukrywanym zainteresowaniem przyglądała się jego tańczącemu w namiętności ciału, jego silnym ramionom oplatającym jej biodra i palcom wywołującym na twarzy Jessi grymas rozkoszy. Z jej nieskazitelną, oliwkową cerą i burzą rudych włosów oraz jego apetyczną rzeźbą, tworzyli duet tak doskonały, że Kaja nie potrafiła wprost oderwać od nich oczu. Podglądanie ich było dla niej doznaniem niemal tantrycznym.

- Mocniej! - ponagliła go Jessica, wijąc się wokół jego boskiego ciała niczym nimfa. - Jeszcze...Jeszcze... - powtarzała, przyciągając jego spragnione usta ku swoim piersiom. - O tak... - zajęczała rozkosznie, odchylając głowę do tyłu jak tylko jego język oplótł jej nabrzmiały sutek i zaczął go pieścić, co rusz przerywając tylko po to, aby zaraz rozpocząć tortury od nowa. - O Boże... - Jessica zanuciła śpiewnym tonem, kołysząc swoje biodra w rytm jego sensualnych pchnięć aż po chwili umilkła, niesiona na fali swojej niewypowiedzianej rozkoszy.
- O Jezu... - wycedził tuż za nią młody lekarz, spuszczając się w jej zakamarki z całym impetem, przy okazji spełniając swoją kolejną erotyczną fantazję.


***


 

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany