Opowiadanie użytkownika 0bi1

Sandra cz. 2

local_library385 comment0 thumb_up0
Sandra - część 2
19-05-2019 21:25

- Cześć! - wstałem, by ją przywitać.
    Była niższa ode mnie i drobnej budowy ciała - na pierwszy rzut oka nie dawało się rozpoznać, że nie jest prawdziwą dziewczyną. Właściwie zdradzało ją tylko jabłko Adama, ale trzeba było na to zwrócić uwagę, by się zorientować. Uścisnąłem wyciągniętą dłoń, lecz Sandra ku mojemu zaskoczeniu, nadstawiła policzek do pocałowania. Zachowała się jak zwyczajna laska, więc ucałowałem oba policzki. Podczas tego zbliżenia, poczułem zapach kobiecych perfum. Pachniała bardzo podniecająco. Mój ptak zareagował lekkim poruszeniem. Odsunąłem krzesło, aby ułatwić jej zajęcie miejsca naprzeciw mnie, lecz wolała usiąść bliżej, po mojej lewej stronie. Ok, podobało mi się to, bo dawało nadzieję na podziwianie zgrabnych łydek i cudownych kolan, choć na razie nie mogłem oderwać wzroku od ponętnych oczu. Wnikliwie obserwowała nimi, jakie są moje reakcje na jej wygląd, oceniając przy tym, czy może mi zaufać.

    Zdaje się, że pomyślnie przeszedłem wstępną weryfikację, bo uśmiechnęła się szeroko, ukazując dwa rzędy ząbków jak perełki. Rozmiękczyła moje serce tym uśmiechem. Byłem skłonny przychylić jej nieba, byle tylko móc cieszyć oczy widokiem tej  uśmiechniętej buzi.

- Na co masz ochotę? - zapytałem.
- Pytasz o jedzenie? - odpowiedziała filuternie.
- I ewentualnie o picie – odparłem udając, że nie chwytam o co chodzi.
- Nie jem mięsa, więc wszystko co nim nie jest, będzie mi smakowało. Ty zdecyduj.
- Ok. To może pstrąg z frytkami? Jadasz ryby?
- Tak. Pstrąg będzie ok.
- A do picia?
- Wodę.
- Ok.
    Złożyliśmy zamówienie, a gdy kelner oddalił się, zaczęliśmy rozmawiać. Mnie oczywiście bardzo interesowało, jak Sandra stała się Sandrą. Zapytałem ją o to.

- Całe moje dzieciństwo przeżyłam w towarzystwie dwóch kobiet. Wychowywała mnie matka i babcia. Mama zawsze chciała mieć córeczkę, a los obdarzył ją dzieckiem, które miało fiutka. Nie do końca się z tym pogodziła i kiedy tylko było to możliwe, ubierała mnie jak dziewczynkę, w przeróżne sukieneczki, spódniczki, rajtuzki. Nie obcinała mi włosów i wiązała je w kucyki, albo zaplatała warkocze. Lubiłam te chwile, gdy po kąpieli rozczesywała cierpliwie długie, lekko kręcone loki. W akcie urodzenia wpisano mi imię Aleksander, ale ona mówiła do mnie Olu albo Sandro. Stąd moje obecne imię. Spędzając większość czasu w sukience i w towarzystwie samych kobiet, nabrałam nawyków poruszania się i gestykulacji typowej dla dziewczynek. Zresztą tego oczekiwała mamusia, a ja nie chcąc jej sprawić przykrości, dostosowałam się do tych wymagań. Już w przedszkolu, a później w szkole rówieśnicy zauważyli moją odmienność i przykleili łatkę pedała. Przez to nigdy nie miałam przyjaciela, dziewczynki też nie do końca mnie akceptowały. Z czasem jednak polubiłam swój dziewczęcy wygląd, bo wiedziałam, że w środku tak naprawdę jestem kobietą. Nikt nie wpoił we mnie męskich zachowań. Dlatego tuż po osiągnięciu pełnoletności,  zdecydowałam się na kurację hormonalną, aby stać się kobietą jeszcze bardziej – z gładką skórą, krągłymi kształtami i przede wszystkim z piersiami. Jak widzisz – już są.

    Uśmiechnęła się przy tym, jednocześnie wypinając dumnie piersi. Zachęcony do rzucenia na nie okiem, uczyniłem to bez skrępowania. Zapuściłem żurawia prosto w dekolt, zauważając przy tym, że jej piersi sprawiają wrażenie znacznie większych niż te ze zdjęcia.

- Są większe niż te, które miałaś na zdjęciu – zauważyłem z podziwem w głosie.
- To fotka z przed ośmiu miesięcy. Jeszcze rosną – rzuciła zadowolona.
- Mam nadzieję, że będę mógł je zobaczyć – wydukałem, rumieniąc się przy tym.
- Hola, hola! Nie tak  szybko! Właściwie cię nie znam! - zaprotestowała.
- Pytaj o co chcesz – odparłem.
Podali nam zamówione dania, więc przystąpiliśmy do kolacji.

- Masz rodzeństwo? - zapytała.
- Nie. Jestem jedynakiem.
- Jedynakiem – prawiczkiem? - wyraźnie się ze mnie naśmiewała.
- Tak. A ty?
- Też jestem jedynaczką – wyraźnie ją to bawiło.
- Przecież wiesz, że nie o to pytałem -  ofuknąłem się.
- Dobrze, już dobrze… Nie spinaj się tak! Kiedyś byłam z chłopakiem, ale to było jeszcze przed kuracją. Gdy mu powiedziałam, że się zdecydowałam na nią, rzucił mnie. Był typowym gejem i bardziej podniecał go męski wygląd. Jako kobieta nie stanowiłabym dla niego obiektu pożądania. A tobie nie będzie przeszkadzało to, że mam męskie narządy płciowe?
- Myślałem o tym i wydaje mi się, że nie. Chociaż nigdy mnie penisy nie pociągały. Jesteś taka piękna, że twój fiutek nie ma aż tak dużego znaczenia. Ja szukam bliskości, czułości i prawdziwej przyjaciółki. Kogoś z kim będę mógł spędzać czas, przytulić się, popieścić i dostać dużo ciepła od drugiej osoby.
- A nie będziesz miał oporów przed całowaniem osoby, która ma penisa?
- Ciebie? Nie.
- To pocałuj mnie.
- Tu? Teraz?
- Tak. Tu i teraz.
Pocałowałem ją. Nieudolnie, nieporadnie, ale zrobiłem to.

- Widzę, że będę musiała cię dużo nauczyć.
- Będę pilnym uczniem.
- Czy ja dobrze widzę? Czyżby ci stanął?
- Tylko popatrz.
Moje spodnie wybrzuszyły się w trakcie pocałunku i nic nie wskazywało, że w najbliższym czasie coś się tam zmieni. Byłem twardy jak diament. Sandra sięgnęła dłonią do mojego podbrzusza, by własnoręcznie przekonać się, jak bardzo działa na mnie. Pierwszy raz poczułem czyjąś dłoń na swoim penisie. Byłem przeszczęśliwy.

- Ładna erekcja – pochwaliła mnie.
- A u ciebie?
- Musiałbyś się bardziej postarać. Twój pocałunek był marny, ale chciałam się tylko przekonać, czy nie będziesz się mnie wstydził przy ludziach.
- To znaczy, że zdałem egzamin?
- No nie wiem... Nie przekonałeś mnie.

    Złapałem ją za szyję, przyciągnąłem do siebie i wpiłem się w czerwone usta. Szarpałem jej wargi swoimi i wsuwałem język głęboko. Po pierwszym zaskoczeniu, odpowiedziała, miażdżąc moje wargi i liżąc ich wewnętrzną stronę. Nasze języki się spotkały, tańcząc w szaleńczym, namiętnym amoku. Wreszcie zabrakło nam tchu. Dyszeliśmy, patrząc sobie głęboko w oczy. Już wiedziałem, że znalazłem bratnią duszę. Wiedziałem, że ją przekonałem. I wiedziałem, że to był dobry wybór. Nawet jeśli to jeszcze nie będzie dziś, to prędzej, czy później, moja potrzeba fizycznego kontaktu zostanie zaspokojona.

    Chwyciłem ją za kolano, a ona położyła lewą dłoń na mojej. Nie puściłem go do końca. Dokończyliśmy kolację, uśmiechając się i patrząc sobie głęboko w oczy. Miałem ciągłą erekcję, aż zaczęło mnie boleć podbrzusze. Zastanawiałem się, jak to jest z nią, czy cierpi podobne katusze? Spróbowałem przesunąć dłoń wzdłuż uda, by dostać się pod spódniczkę, ale zdecydowanym gestem mnie powstrzymała.
- Nie tu. Chodźmy do mnie – to były najpiękniejsze słowa, jakie mogłem usłyszeć tego wieczoru. Byłem strasznie napalony!

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany