Opowiadanie użytkownika Ajot

Początek

local_library199 comment0 thumb_up0

Stała w drzwiach. Jak zwykle była piękna. Krótka spódniczka i obcisła bluzka podkreślały jej kobiece kształty. Uśmiech na twarzy dziewiętnastoletniej brunetki wzbudził w nim znajome uczucie. Nie chciał spojrzeć w dół, bo wiedział, jak widoczne jest jego podniecenie. Oczywiście zauważyła, ale zignorowała to, albo raczej wyśmienicie udała i wesoło zaszczebiotała:

- No hej!

- Nie zaprosisz mnie do środka?

Zaśmiała się i pociągnęła go za rękę. Znalazł się w środku. Trochę go to zdziwiło. Ostatnio ich związek jakby osłabł. Byli w podobnym wieku, a on nie należał do postawnych. Miał delikatną urodę, która oddziaływała, tylko na niektóre kobiety. Szczupły, blondyn, o ładnej twarzy. To chyba nie było zbyt wiele, żeby zatrzymać przy sobie, taką dziewczynę jak Ania. Taką, którą wszyscy mu zazdrościli.

Zaprowadziła go do salonu i posadziła na kanapie. Usiadła obok niego, krzyżując nogi. Spódniczka zafalowała. Przełknął ślinę i zdobywając się na obojętny ton, spytał:

- Nie gniewasz się na mnie?

Zrobiła zamyśloną minę i popatrzyła na niego:

- Za co?

- No wiesz, między nami jakoś tak ostatnio się zrobiło…

- Chłodno?

Pokiwał głową. Poczuł jej rękę na ramieniu:

- Myślałam o tym, o nas. Sądziłam, że to już koniec, ale doszłam do wniosku, że to jest kwestia czegoś innego.

Zaniepokoiły go te słowa. Czyżby właśnie próbowała z nim zerwać?:

- Czego?

- Może trochę głupio to zabrzmi, ale chodzi o to, że mam większe potrzeby…

- Finansowe?

Zaśmiała się lekko. I pogładziła jego włosy:

- Nie…

Nachyliła się nad nim. Zobaczył jej piersi falujące pod bluzką. Poczuł na sobie ciepły oddech i usłyszał szept:

- Seksualne.

Pocałował ją. Ona namiętnie oddała pocałunek, szybko się odsuwając, przy okazji trącając jego krocze ręką. Na jej twarzy pojawił się kolejny uśmiech, tym razem wyraźnie kuszący:

- Dlatego myślę, że powinniśmy trochę poeksperymentować…

W jego głowie coś zaczęło alarmować. Nie do końca wiedział, o co jej chodzi. Chce się pieprzyć, czy nie?

Wyczuła jego wahanie. Jej ręka powoli znalazła się na jego kolanie. Po chwili powędrowała wyżej. Odpięła rozporek. Poczuł, jak jej ręka pomału porusza jego członkiem. Usłyszał jej melodyjny głos:

- Julek… Chyba chciałbyś się trochę pobawić?

Przegryzła wargi, wyglądała tak słodko. Jej ręka nie przestawała się poruszać. Odpowiedział nienaturalnym głosem:

- Chyba tak…

-Chyba?

Zatrzymała się. Popatrzyła ostro na chłopaka. Szybko kiwnął głową:

- Tak, na pewno. Bardzo chcę.

Zabrała rękę. I objęła go.

- No dobrze. Mam dla nas małą zabawę, ale…

Spod kanapy wyjęła coś dziwnego. Może powinien się tego bać, ale w gruncie rzeczy co miał do stracenia?

- Chodź do sypialni.

Pociągnęła go za rękę. Kiedy byli już w środku popchnęła go mocniej prosto na szerokie łóżko. Była agresywniejsza niż zwykle. Kolejna rzecz, która go zaskoczyła w całej tej sytuacji. Zobaczył, jak przykuwa go różowymi pluszowymi kajdankami do poręczy. Usiadła na nim. Zaczęła powoli odpinać pasek. Na chwilę znieruchomiała i spojrzała na niego:

- Będziesz grzeczny?

Dlaczego go o to zapytała? Dlaczego teraz?

Jej błękitne oczy wyrażały zdecydowanie.

Tak.

Ufał jej.

Poza tym… Jego członek nie wytrzyma tego czekania!

- Tak, kochana.

- I chciałbyś, żebym Ci coś zrobiła?

- Tak!

Zdjęła jego spodnie, a następnie bokserki. Był sztywny i duży. Ania dotknęła go. Zacisnęła w ręce, ale po chwili ją zabrała. Powiedziała słodko, równocześnie z niego schodząc:

- Poczekaj kochany. Mam dla Ciebie niespodziankę.

Wyszła z pokoju, a on sam nie wiedział już, co powinien czuć.

Przed apartamentowcem znajdowały się policyjne radiowozy. Podszedł powoli do umundurowanych funkcjonariuszy stojących przed klatką. Jeden z nich zagrodził mu drogę:

- Nie wolno tu wchodzić. To jest miejsce zdarzenia.

Nieznajomy wyciągnął dokument z wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki:

- Podkomisarz Jan Kranberg. Właśnie tutaj miałem zamiar dotrzeć.

Funkcjonariusz odstąpił:

- Oczywiście, panie komisarzu. Przepraszam, chciałem…

Machnął ręką.

- Technicy są już na miejscu?

- Tak, chyba już powoli kończą. Ale i tak muszą czekać na pana.

Westchnął i wyciągnął z kieszeni małą buteleczkę. Policjanci patrzyli na niego osłupiali. Odkręcił zakrętkę i jednym ruchem wlał w siebie jej całą zawartość. Otarł ręką zwilżone usta i wyrzucił w bok niepotrzebny już przedmiot.

- Ja pierdolę, nie dadzą człowiekowi nawet się wysrać, a co dopiero żyć. Ciągle robota. Ledwie zszedłem ze służby, to mnie zaraz budzą w środku nocy, żeby zaiwaniać na jakieś gówniane miejsca zdarzenia.

Funkcjonariusze nie wiedzieli co powiedzieć. Jeden z nich zaczął dukać:

- Ale…

- Macie fajkę?

Popatrzyli po sobie. Podkomisarz nie lubił czekać.

- No dalej, przecież nie będę teraz latał po sklepach, bo i tak pewnie są zamknięte.

Starszy funkcjonariusz szybko wyjął otwartą paczkę marlboro i podstawił ją starszemu stopniem. Podkomisarz kiwnął głową w podziękowaniu. Wziął jednego papierosa i zapalił go, a następnie pochwyciła całą paczkę i schował ją do kieszeni.

- Ale…

- Dzięki stary. Wiecie w ogóle, co tu się odwala?

Zrezygnowany funkcjonariusz wzruszył ramionami. Śledczy naciskał dalej:

- No co? Zajebali kogoś, czy ukradli coś, nie wiem?

- Nie.

- No to po chu…

Nie dokończył. Z okna na pierwszym piętrze wyjrzał znajomy technik i ryknął do śledczego:

- Kranberg! Zapierdalaj na górę, a nie se jeszcze pogaduchy urządzasz. W domu ci się nudzi?

- Włodziu! Się nie denerwuj za bardzo. Idę przecie już.

Z przeciwnego budynku usłyszał damski głos. Zobaczył otyłą kobietę w średnim wieku, purpurową od krzyku.

- Czego się po nocach drzecie, bandyci jedni?! Na psy zaraz zadzwonię, to was uspokoją. Pieprzone pijusy!

- Spierdalaj ruro! To my jesteśmy policja!

Kobieta zamilkła i weszła z powrotem do mieszkania.

Podkomisarz ponownie usłyszał głos technika:

- Co ty odpierdalasz Kranberg?! Grzeczniej do ludzi! Gdzie ty jesteś?!

- Dobra już. Idę.

Rzucił papierosa i na odchodnym rzucił słowo dwójce policjantów:

- Dzięki za fajki chłopaki.

Wróciła. Ucieszył się. Dokończy to, co zaczęła. Nie lubił takiego pogrywania. Kiedy już skończą, da jej popalić. Tak się nie robi w związku. Ale… Nie była sama. Przestraszył się. Obok niej stał dwudziestokilkuletni dobrze zbudowany chłopak. Był nagi. Ania dokonała prezentacji:

- Julek poznaj. To jest Adam…

-Ale…

Chciał się zerwać. Poczuł ból w nadgarstku. Te kajdanki chyba nie były tylko perwersyjną zabawką. Jego dziewczyna mówiła dalej:

- Widzisz… Odkryłam, że mam nietypowe potrzeby, ale…

Przechyliła zalotnie głowę.

- Ty też. Jesteś przecież podobny do mnie. Taki delikatny. Kobiecy…

- Ale…

Złapała nabrzmiały członek nowego mężczyzny i podprowadziła go do łóżka. Julek widział teraz przy swojej twarzy jego wielkie i sztywne prącie. Ania usiadła na łóżku. Poczuł jej ręce. Masowały go delikatnie. Sztywniał. Wiedział, że tak nie powinno być. Podniecił się. Nie podobało mu się to i jednocześnie chciał. Usłyszał jej słodki głos:

- Zrób to dla mnie kochany.

Członek nad nim wisiał. Był coraz bliżej. Adam dotknął jego głowę i zaczął do siebie przyciągać. Końcówka dotknęła jego warg. Otworzył usta. Nie mógł tego powstrzymać. Niski, męski głos doszedł do jego uszu:

- Julek, a może raczej Julia?

Kranberg rozejrzał się po pokoju. Technicy krzątali się po nim, wykonując swoją pracę. Podszedł do tego, który wcześniej krzyczał przez okno.

- Siema Włodziu. Co jest?

Mężczyzna odwrócił się do niego z nieprzyjemnym wyrazem twarzy:

- Gówno. My się do domu śpieszymy, a ty jeszcze masz czas, żeby wódę walić po drodze.

Podkomisarz pokręcił głową.

- No, a kiedy mam? Nawet w domu nie mogę posiedzieć, bo wydzwaniają, że… no właśnie, o co tu chodzi?

- Ktoś zadzwonił, że doszło do porwania w tym miejscu jakieś dwie godziny temu.

Kronberg rozejrzał się po pokoju.

- Tutaj? Kogo?

- Nie wiemy. Ślady wskazują, że w tym pomieszczeniu przebywały trzy osoby. Dwóch mężczyzn. Jeden nastolatek i dwudziestokilkulatek. I dziewczyna, najprawdopodobniej w wieku pierwszego chłopaka.

- Trójkącik.

Technik kiwnął.

- Wszystko na to wskazuje. Ogromna ilość spermy.

- Krew?

- Nie znaleźliśmy. Mamy jeszcze to. Było przypięte do łóżka.

Podniósł torebkę, w której znajdowały się różowe pluszowe kajdanki.

- Nie jest to zwykła zabawka. Prawdziwe, przyozdobione.

Kranberg wyciągnął papierosy z kieszeni.

- No dobra. Mieli ostrą jazdę. Jak dla mnie to trochę pojebane. Tylko co my mamy do tego?

- Ktoś zgłosił porwanie.

- No i chuj, równie dobrze mógł poprosić o pizzę. Komuś odwaliło i se jaja robi, a my popierdalamy po nocy.

Chciał rzucić niedopałek na podłogę, ale zauważył groźny wzrok technika. Schowała go do kieszeni.

- Może byśmy tak pomyśleli, ale są tu ślady jeszcze czegoś.

- Znaczy?

- Przypuszczamy, że jeszcze niedawno znajdowały się tu środki psychoaktywne.

Oczy Kranberga błysnęły.

- Amfa?

- Kokaina.

- Pewnie jakieś śladowe ilości.

- Raczej hurtowe.

Śledczy zasępił się. Miało to jakiś sens. Dzieciaki się naćpały i im odwalało. Tylko dlaczego zabrali cały towar, jaki mieli.

- Robi się ciekawie.

Technik nie wydawał się zaskoczony całą tą sytuacją.

- Czy ja wiem. Jesteśmy na najbardziej prestiżowym osiedlu w Łodzi. Ci nowobogaccy mają różne pomysły…

Podkomisarz uderzył się w czoło.

- Fakt. Najbardziej prestiżowe, ale i najlepiej chronione. Ochrona niczego nie widziała?

Technik wyglądał na zirytowanego.

- Zdaje się, że to nie moja praca.

Kryminalistyk przekazał istotne informacje. Najistotniejszą była ta o narkotykach. Dopiero teraz Kranberg spostrzegł, że warto tą sprawą się zainteresować. Rzucił niedopałek na podłogę i ruszył do drzwi.

- Dzięki za pomoc Włodziu!


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany