Opowiadanie użytkownika Franek42

Olivia, Victoria - cz. XIII

local_library12 comment0 thumb_up0

        Dojeżdżając do granicy spodziewał się kontroli ze strony rumuńskich celników, ale spotkało go rozczarowanie. Siedzący na zewnątrz pomieszczenia dwaj panowie w mundurach służby celnej Węgier i Rumunii nie raczyli się nawet podnieść na ich widok, więc nie pozostało mu nic innego jak jechać dalej.
– Victorio, rozglądnij się, gdzie mogę wykupić winietę na drogi rumuńskie – poprosił Robert jadąc wolno wzdłuż granicznych budynków.
– Zatrzymaj się gdzie możesz, a ja wysiądę i zapytam kogoś, bo nigdzie nie widzę informacji o tych winietach – zwróciła się do Roberta. Właśnie przejeżdżali koło wolnego miejsca, więc Robert skręcił i ustawił na nim samochód.
– Idziesz ze mną, czy mam iść sama? – zapytała Roberta.
– Chętnie też rozprostuję nogi, ale wolałbym zostać przy samochodzie – odparł, wysiadając z samochodu.
– A ty młoda, nie chcesz się przejść ze mną? – zwróciła się do Olivii.
– Nie, ja zostać z wujek – odparła Olivia.
– Rozumiem, ktoś mógłby uprowadzić wujka i co wtedy? – stwierdziła sentencjonalnie i zaczęła się rozglądać, w którą stronę się zwrócić. Nie widząc nikogo w pobliżu, już miała skierować się w stronę biura celnego, gdy z pobliskiego pomieszczenia wyszła kobieta.
        Podeszła do niej i zagadała. Ta bez zastanawiania się wskazała ręką budynek, w którym można było wykupić winietę na rumuńskie drogi.
– Robert bez wyjaśniania domyślił się i gdy Victoria wróciła, zaproponował, żeby ona została w samochodzie, a on sam podejdzie i załatwi sprawę. Wziął z samochodu podręczną saszetkę i ruszył do wskazanego budynku. Olivia oczywiście razem z nim. Wykupili winietę ważną jeden miesiąc i wrócili do samochodu. Victoria siedziała z przodu, więc Olivii nie pozostało nic innego, jak usiąść na tylnym siedzeniu.
        Usadowiła się więc tak, aby móc spoglądając w lusterko wsteczne widzieć Roberta. Ruszyli w stronę Oradea.
– Słuchajcie dziewczyny – zwrócił się Robert do sióstr.
- Jest wcześnie rano, więc po pierwsze: nie mamy po co jechać prosto do szpitala, bo was nie wpuszczą;  po drugie: nie wiecie w którym szpitalu leży wasz tata, a po trzecie: nie wiadomo czy można go już odwiedzać? Proponuję więc jechać do waszego domu i tam po naradzie z mamą zdecydujecie, co dalej robić, zgoda?-
– Jasne, że tak będzie najlepiej – zgodziła się Victoria, spoglądając wymownie na Olivię.
- To teraz wprowadźcie mnie trochę w waszą rodzinę – poprosił Robert.
– Wiem już, że nazywacie się Mitrunica, wasza ciocia, siostra mamy, to Violetta, a wujek to Mihai, więc po kolei: wasza mama ma na imię… - Maria! – odpowiedziały zgodnie Robertowi.
– A tata ma na imię Andrei !- dodała Victoria i uzupełniła informację: 
– Nasze siostry mają imiona; Elena, Andreea i Marica. Elena jest młodsza ode mnie, ma  niecałe 18 lat, Andrea ma 12 lat, a Marica ma niecałe 10 lat. I to jest cała nasza rodzina – zakończyła swoją informację.
- I to mi na razie musi wystarczyć – oznajmił Robert.
– A teraz powiedz mi Victorio, czy będziesz mnie mogła pilotować, czy mam ustawiać GPS? – zapytał swoją pasażerkę.
– Dokładnej drogi nie znam, ale mogę spróbować – odpowiedziała Victoria.
– A więc ustawię GPS, a ty będziesz ewentualnie korygować, dobrze? - Robert przyjął kompromisowe rozwiązanie, bo Victoria jako pilot nie za bardzo mogła go poprowadzić.
– Zgoda – odparła. Zbliżając się do Oradea, napotykali coraz większy ruch na drodze, ale nie przeszkadzało to w utrzymywaniu dość dobrego tempa podróży, tak że wkrótce dojechali do przedmieść Oradea.
        Robert uważnie śledząc wskazania i informacje podawane przez GPS, dostosowywał się ściśle do tych wskazówek i jak na razie pokonywali kolejne odcinki drogi bez problemów. Zdał sobie sprawę, że gdyby nie GPS, to miałby duży problem z utrzymaniem właściwego kierunku jazdy. Po kilku zmianach kierunków i przejechaniu paru rond, GPS wyprowadził go poza obszar Oradea i wskazał kierunek jazdy na Arad i Tinca. Mógł ponownie przyspieszyć do dozwolonej prędkości i w dobrym tempie zmierzać do rodzinnej miejscowości swoich towarzyszek podróży.
    W pewnej chwili Victoria, która od jakiegoś czasu milczała, nie chcąc mu przeszkadzać i rozpraszać jego uwagi, zwróciła się do niego;
- Robert, jak zjedziemy z tej głównej drogi na drogę wiodącą w nasze strony, chciałabym abyś się zatrzymał na chwilę w pewnym ustronnym miejscu, zrobisz to dla mnie?
– Jasne, a może wolałabyś parking lub stację benzynową? – odparł, sądząc, że chodzi o potrzeby fizjologiczne.
– Nie, nie chodzi o sikanie czy inne potrzeby. Dowiesz się, jak tam dojedziemy, zgoda?  - ponowiła prośbę. Zabrzmiało to trochę tajemniczo, ale Robert to uszanował.
- Oczywiście że zgoda, powiesz mi tylko gdzie mam zjechać – odpowiedział ugodowo. Zerknął w lusterko i spotkał się ze spojrzeniem Olivii, która od pewnej już chwili wypatrywała jego spojrzenia. Sprawiała wrażenie bardzo poważnej i zatroskanej osoby.
– Nie martw się Krupeczko, wszystko będzie dobrze – odezwał się widząc jej zasmuconą minkę. Uśmiechnęła się zdawkowo i nic nie odpowiedziała Robertowi.  Aby odciążyć Roberta Victoria odwróciła się do siostry;
- Hej młoda, co to za chimery pokazujesz, dlaczego nie odpowiadasz Robertowi, coś cię gryzie? – zasypała Olivię gradem pytań.
– Nic nie gryźć Olivia, ja być smutna – odparła Victorii i demonstracyjnie zwiesiła głowę. Zbliżali się do zjazdu z drogi głównej biegnącej w stronę Aradu i Robert obserwując uważnie znaki wypatrywał punktu skrętu w lewo i zjazdu w kierunku Tinca.
        Tak jak przypuszczał, zjazd wiódł lekkim łukiem w prawo i skrętem w lewo, w tunel biegnący pod główną drogą w miejscowości Les.  Po chwili byli już na drodze lokalnej nr 792A.  Po przejechaniu kilku kilometrów, Victoria, która uważnie obserwowała drogę przed samochodem, zwróciła się do Roberta:
- Jak dojedziemy do lasu, będzie tam taka droga prowadząca w las. Jeżeli będziesz mógł, zjedź w tą drogę i po chwili pojawi się taka zaciszna leśna polana. Tam się zatrzymamy, a po co, powiem ci na miejscu. Zrobisz to dla mnie? – spytała proszącym tonem.
– Jeżeli tylko będzie można, zrobię tak ja mówisz. Ale samochód niema zbyt wysoko położonego zawieszenia i nie chciałbym go uszkodzić. Zatrzymam się na poboczu i sprawdzę stan drogi oraz dojazd do tej polany. Gdy nie będzie zagrożenia uszkodzenia auta oraz jakiś zakazów wjazdu samochodem, podjedziemy na tę polanę – odpowiedział. Victoria uśmiechnęła się tajemniczo i puściła „oczko” do Olivii.
        Po chwili dojechali do lasu. Robert zwolnił i wypatrywał drogi wiodącej wgłąb lasu, o której mówiła Victoria. Zauważył w oddali szczelinę w zwartej grupie drzew. Domyślił się, że to może być ta droga leśna. Faktycznie, po dojechaniu w to miejsce, od drogi głównej i w prawo i w lewo biegła zwykła polna droga, dość równa i w miarę szeroka. Zjechał na pobocze i zatrzymał się.
        Pobocze było wystarczająco szerokie i twarde, więc stając w tym miejscu samochodem, nie stwarzał zagrożenia dla innych użytkowników drogi. Ruch na drodze był znikomy i Robert zastanawiał się, jak rozegrać całą sprawę i doszedł do wniosku, że bezpieczniej będzie, gdy siostry zostaną w samochodzie, a sam sprawdzi dojazd do polany, o której mówiła Victoria.
– Słuchajcie! Zostańcie obie w samochodzie, a ja sprawdzę czy możemy bezpiecznie dojechać do tej polany – zwrócił się do dziewczyn. Olivia co prawda wyrywała się do pójścia z nim, ale wytłumaczył jej, że bardziej bezpiecznie będzie, jeżeli we dwie zostaną w samochodzie, z uwagi na bardzo mały ruch na drodze.
– To w którą stronę mam iść i jak daleko jest ta polana? – zwrócił się do Victorii, sprawcy tego całego zamieszania.
 – Pójdziesz w prawo, a polana jest jakieś 200 m stąd – odpowiedziała, trochę skonsternowana sytuacją i niejakim zagrożeniem dla nich, ukazanym jej przez Roberta. Ale po chwili zastanowienia, uznała, że to co wymyśliła, jest warte zachodu, bez względu na ewentualne zagrożenie.
– Idź, damy sobie radę i wracaj szybko! – dodała. Widać było, że ma ochotę dać mu całusa, ale wiedziała, że tego samego domagałaby się Olivia, więc zrezygnowała i uśmiechnęła się do niego i Olivii.
– Chodź młoda, siadamy do auta, a ty wracaj szybko! – powtórzyła. Robert szybkim krokiem ruszył leśną drogą w stronę polany, o której mówiła Victoria.
        Widać było, że droga nie jest zbyt często użytkowana, a ponadto nie widział nigdzie śladów przejazdu ciężkiego sprzętu, głębokich kolein ani żadnych  innych uszkodzeń czy zniszczeń. Prawdopodobnie była więc to droga, która służyć miała do ewentualnych akcji przeciwpożarowych, akcji ratowniczych czy innym czynnościom służb leśnych. Po chwili przed jego oczami pojawiła się obszerna pokryta trawą i różnym kwieciem polana, pełna uroczych zakątków osłoniętych gęstymi krzewami i młodymi drzewami. Idąc leśną drogą nie zauważył żadnych zakazów wjazdu samochodem, ani żadnych zagrożeń dla podwozia samochodu. Szybkim krokiem wrócił do samochodu. Dziewczyny zobaczywszy go, odetchnęły z ulgą. Robert usiadł za kierownicą i powoli zjechał na leśna drogę. Bez problemu dojechali do polany i Robert zaparkował auto w sąsiedztwie osłoniętego zakątku, pokrytym pachnącym kwieciem i trawą. Wysiadł i udeptał trawę wokół samochodu. Dziewczyny zrobiły to samo w promieniu paru metrów od samochodu. Victoria wyciągnęła koc i rozłożyła go w pobliżu samochodu na dywanie z leśnego runa. Słońce mimo wczesnej pory przygrzewało już dość solidnie, tworząc w wybranym przez nich osłoniętym szczelnie zakątku niesamowity mikroklimat, przesycony wonią lasu, trawy i kwiecia. Otaczający ich las rozbrzmiewał śpiewem ptaków, co stwarzało niezwykle kameralny i urzekający nastrój. Robert był wprost urzeczony widokiem, zapachem i muzyką otaczającego ich lasu. Victoria zauważyła zauroczenie Roberta i czyniąc przygotowania do wymyślonej przez siebie zabawy, nieustannie na niego zerkała i oczekiwała, kiedy zwróci się do niej o wyjaśnienie. Faktycznie, po chwili delektowania się miejscem, otoczeniem i muzyką lasu, Robert z zaciekawieniem zwrócił się do Victorii;
- Skąd ty znasz takie urocze miejsce? – zapytał - Jest tu cudownie, w życiu nie widziałem czegoś tak uroczego, wprost urzeka – dodał chłonąc zapachy i dźwięki.
 – Powiem ci, ale chciałabym, żebyś to ocenił na chłodno, bez żadnych podtekstów i ubocznych myśli – odpowiedziała Victoria – ale przed tym, chciałabym ci pokazać coś jeszcze.
– Olivia, weź ręczniki, nasze i Roberta, mydło i chodźcie za mną – powiedziała i ruszyła w stronę zielonej ściany krzewów. Poczekała aż zbliżyli się do niej i znikła w gęstwinie. Doszli do tego miejsca i Robert zauważył szczelinę pomiędzy krzewami, w którą od biedy mógł zmieścić się człowiek. Pierwszy przecisnął się Robert i przytrzymał gałęzie, aby wślizgnęła się Olivia. Po drugiej stronie czekała na nich naga Victoria. A parę metrów dalej widać było wgłębienie, tworzące paru metrowej wielkości oczko wodne o krystalicznie czystej wodzie, zasilane niewielkim strumyczkiem leśnym i z takim samym odpływem.
- Zapraszam was do kąpieli, ale uprzedzam, że woda jest pewnie zimna – mówiąc to, podeszła na skraj wody i spróbowała nogą rozpoznać temperaturę wody.
- No, ciepła to ona nie jest, ale umyć i odświeżyć się można – po czym schyliła się i zaczęła delikatnie obmywać swoje ciało.
- Victoria, a tu być głęboko? – zapytała Olivia, podchodząc w pobliże wody.
- Nie, przecież widać! – odpowiedziała zapytana - pół metra, może trochę więcej. Ale nie radzę ci wchodzić, bo zmarzniesz – dodała. Wzięła od Olivii pojemnik z mydłem, namydliła krocze i przyległości, piersi i twarz, po czym delikatnie spłukała ciało wodą. Wytarła się do sucha ręcznikiem i stwierdziła:
- Tego mi brakowało! A jednak przyjemnie jest odświeżyć się po podróży nawet zimną wodą,  czuję się jak nowo narodzona - dodała.
– Tobie młoda i tobie Robercie też radzę skorzystać z tego naturalnego kąpieliska, naprawdę poprawi się wam samopoczucie.
 Olivia szybko pozbyła się ubrania i bielizny i powtórzyła wszystkie czynności za Victorią, z jedną różnicą, bardziej chlapała wodą. Robertowi nie pozostało nic innego, jak pójść za ich przykładem. Po odświeżeniu się, wrócili do samochodu i przyznali rację Victorii, że kąpiel znacznie poprawiła im humor, ale i lekko schłodziła. Ubrali się więc w swoje ciuchy, aby rozgrzać się trochę, po tak orzeźwiającej kąpieli.  
- A wracając do twojego pytania Robercie, skąd znam to miejsce, to byłam tu z moim chłopakiem, jakiś rok temu. On pochodzi z tych okolic i zna tu wszystkie urokliwe miejsca podobne do tego – dodała.
– Gdy tu pierwszy raz z nim byłam, też byłam oczarowana, tak jak ty teraz – powiedziała to z lekkim drżeniem i „zaśpiewem” w głosie, a w jej oczach pojawiły się łzy. Były to oznaki wzruszenia i tęsknoty za czymś minionym. Robert odczekał chwilę, aby jej nie urazić.
– Co się stało, że nie jesteście razem? – zapytał cicho.
– Po prostu, spotkał inną, widocznie fajniejszą ode mnie dziewczynę i rozstaliśmy się  – odpowiedziała równie cicho.
- Nie prawda wujku! – wtrąciła się Olivia - Claudio pobić Victoria, bo ona rozmawiać z innym chłopaka – dodała.
Robert spojrzał na Victorię pytającym wzrokiem.
– Eee, nieważne! Nie chcę teraz o tym mówić – odpowiedziała na jego nieme zapytanie. Po chwili, nie chcąc pewnie różnych domysłów ze strony Roberta, dodała:
- Miał bardzo gwałtowny charakter i o byle co wybuchał gniewem czy złościa. Mnie nie wolno było spotykać się z żadnymi koleżankami, o kolegach nie wspominając. Raz zobaczył jak rozmawiam z jego kolegą, więc pobił jego i mnie.
– Kochałaś go, tak? – zapytał Robert.
– Trochę chyba tak, zależało mi na nim, mimo, że wiedziałam, że jest wybuchowy i często nie panuje nad sobą – wyznała.
Robert podszedł do niej i przytulił ją do siebie.
– Przykro mi za niego i trochę żal mi ciebie Victorio, że ktoś, kogo obdarzyłaś uczuciem, nie uszanował tak miłej, czarującej dziewczyny – powiedział łagodnie.
– Zobaczysz, jeszcze spotkasz kogoś w twoim wieku, kto potrafi docenić twoje uczucia i uszanuje twoją kobiecość, urodę i charakter. Życzę ci tego z całego serca, bo zasługujesz na szczęście i powodzenie w swoim życiu – dodał, głaszcząc ją po ramieniu. Po chwili, odsuwając się od niego, odezwała się ponownie:
– No i stało się, zupa  rozlana! – oznajmiła - a ja tak cieszyłam się, że pokażę ci to miejsce i pozwolisz mi zapomnieć o tamtym, kochając się ze mną tak, jak tylko ty potrafisz – oświadczyła smutnym głosem.
– Jedno nie wyklucza drugiego – powiedział, nieco zaskoczony, Robert.
- Oznacza to, że to, co mi powiedziałaś o tamtym chłopaku, nie przekreśla twoich planów i życzenia kochania się ze mną w tak urokliwym miejscu – dodał pogodniejszym tonem.
– Nie wiem tylko, czy w swych planach uwzględniłaś Olivię, ale źle bym się czuł, gdybyśmy wyłączyli ją z naszej zabawy, o ile sobie życzy w niej uczestniczyć – dodał, uśmiechając się do niej i do Olivii.
– Chyba nie posądzasz mnie o takie okrucieństwo względem mojej siostry, gdy widzę, jak całą sobą rwie się do kochania z tobą – oświadczyła już znacznie pogodniejszym tonem Victoria.
- Nie musimy też spieszyć się bardzo, bo mama pewnie jest w pracy, a siostry nie wiadomo gdzie są, bo przecież są wakacje – dodała, odzyskując swój zwykły wigor.
– Uwaga wszyscy! – krzyknęła poprzez zwinięte w trąbkę dłonie – miejscowi i przyjezdni! Robimy piknik na wolnym powietrzu, który powinniśmy zapamiętać; ze względu na warunki, pogodę, otoczenie, szczególnie zwłaszcza to urokliwe miejce - to mówiąc, poleciła Robertowi usiąść na kocu, a sama zaczęła wspólnie z Oliwią przygotowywać jedzenie i napoje, rozkładając serwetki, talerze i kubki na osobno rozłożonym kocu.
- Wy obie, to jesteście ci miejscowi, a ja ten przyjezdny, tak? – zapytał  Robert rozbawionym tonem, widząc, że Victoria odzyskała humor i wyraźnie jest uszczęśliwiona. Pomagająca jej Olivia dostroiła się do nastroju siostry i z wielką radością spełniała jej wszystkie polecenia. Kiedy skończyły, Victoria, mając siostrę przy boku,  zwróciła się uroczyście do Roberta i rozpoczęła przemowę;
- Kochany nasz gościu, miły i drogi nam Robercie, obydwie z Oliwią witamy cię serdecznie na naszej ziemi, w tym uroczym miejscu i przyrzekamy ci, że spełnimy wszystkie twoje życzenia i fantazje, a nawet i te, o które nas nie poprosisz – przerwała na chwilę, po czym kontynuowała;
- Chcemy w ten sposób podziękować ci, że tak fajnie, mile i troskliwie przyjąłeś nas u siebie w Polsce oraz za to, że w dalszym ciągu zajmujesz i opiekujesz się nami, czego dowodem jest to, że jesteś tu teraz z nami. Kochamy cię Roberciku i wiedz, że obie siostry Mitrunica, dzielą się tobą bez wzajemnej zawiści, zazdrości i złości. Jest tak teraz i będzie do czasu, aż się nami nie znudzisz - zakończyła i dyskretnie otarła łzę z oka. Podeszła do Roberta, uklękła przed nim i ująwszy jego twarz w dłonie, delikatnie pocałowała go w usta. Oliwia poczekała, aż Victoria zwolni miejsce, po czym powtórzyła wszystko dokładnie tak samo jak siostra i usiadła obok niej. Obie zwróciły nieco załzawione oczy na Roberta, czekając co odpowie. Robert zupełnie zaskoczony i zszokowany tym, co usłyszał, nie bardzo wiedział co odpowiedzieć, tym bardziej, że ich wzruszenie, wywołane słowami Victorii udzieliło się również jemu. Opanował się w końcu i widząc, że obie siostry oczekują na jego słowa, zaczął mówić rozdygotanym od wzruszenia i trochę za bardzo uroczystym głosem;
- Wielce miłe, drogie i kochane siostrzyczki Mitrunica! Było wiele chwil w moim życiu, w których bywałem zaskakiwany mile, czasami niemile, ale po raz pierwszy jestem zaskoczony i wzruszony równocześnie słowami, które padły z ust tak młodej, uroczej, słodkiej i niezwykle inteligentnej dziewczyny, jaką jesteś ty, moja śliczna Victorio. Jestem pełen podziwu dla ciebie, bo przecież jesteś bardzo młodą osobą, a twojej wypowiedzi nie powstydziłby się o wiele starszy, doświadczony i wytrawny zawodowy mówca. Wiele twoich słów zostało wypowiedzianych pewnie na zapas, gdyż nic wielkiego ani nadzwyczajnego nie zrobiłem, aby zasłużyć na tyle pochwał i podziękowań z twojej strony. Tym bardziej więc będę się starał, aby twoje słowa nie były wypowiedziane na darmo i aby na nie w pełni zasłużyć. A za twoje słowa i za wasze zaufanie dziękuję bardzo i tobie Victorio i tobie Olivio, moje słodkie Mitruniczanki. Być może przy mojej pomocy wszystkie wasze problemy uda się rozwiązać w miarę szybko i szczęśliwie. Cieszę się, że los pozwolił mi was poznać i że mogę być tutaj z wami obiema, w tym przeuroczym zakątku waszej pięknej ojczyzny – zakończył swoją wypowiedź Robert. Czuł, że sposób, w jaki podziękował Victorii był trochę za oficjalny, ale nie bardzo wiedział jakich słów użyć, aby nie urazić którejś ze sióstr. Wbrew jego odczuciom i obawom obie dziewczyny oklaskami podziękowały mu za jego wypowiedź i podchodząc do niego dołączyły do tego po kilka słodkich buziaków.
- A teraz ktoś chce coś do jedzenia lub picia? – zapytała ponownie Victoria.
Po chłodnej kąpieli i braku normalnego śniadania wszyscy troje odczuwali głód, więc Victoria przygotowała zestaw kanapek z wędliną, serem i czymś tam jeszcze, co wzięli na drogę, a potem przez dłuższą chwilę słychać było tylko odgłosy spożywania i popijania. Największy apetyt miała jak zwykle Olivia, ale ona też najszybciej uporała się z jedzeniem.
Victoria i Robert wykazali większą wstrzemięźliwość, ale i im apetyt też nie szwankował. Po zaspokojeniu głodu i popiciu napojami, preferowanymi przez poszczególnych uczestników pikniku, Victoria z Oliwią uprzątnęły pozostałe produkty do bagażnika samochodu. 
- Na tym zakończyła się część oficjalna oraz czas posilania, teraz pora na występy – oznajmiła Victoria.
-  Na początek proponuję pozbyć się trochę ciuchów, szczególnie dolnych części naszych ubiorów - to mówiąc ściągnęła zręcznie swoje majtki i stanik, zostając tylko w krótkiej spódniczce i prześwitującej bluzeczce. Olivia momentalnie uczyniła to samo i obie zwróciły swoje pytające spojrzenia na Roberta.
- Słuchajcie dziewczyny, miejcie litość dla starszej osoby. Ja nie mam spódnicy, a ponadto wam nic nie odstaje poza wasze ciało, tak jak mnie – odpowiedział żartobliwie na ich pytające spojrzenia.
- A więc dla równowagi ja ściągnę wszystko powyżej pasa i będziemy kwita, OK? – zaproponował, starając się nieco osłabić swoje podniecenie.
- Nic z tego, Olivia ściągnij gacie wujkowi – poleciła siostrze Victoria.
- No nie! – zaprotestował Robert - Jak ściągać, to ściągać wszystko i wszyscy! Mogą nudyści,  możemy i my – dodał.
- Ja jestem za!– oświadczyła Victoria.
- Ja też! – potwierdziła Olivia.  
Po chwili wszyscy troje byli nadzy. Mogli uchodzić za rodzinę nudystów. Victoria, przyjęła pozę powaznej osoby i zwróciła się do Roberta.
- Kochany Robercie! Być może dzisiejszy dzień jest jednym z ostatnich, w których możemy obie z Olivią swobodnie i na luzie z tobą pobaraszkować, a więc musisz się wspiąć ponownie na wyżyny swoich umiejętności i możliwości, aby nas obsłużyć w stylu, w jakim tylko ty potrafisz to zrobić – dodała z przymilnym uśmiechem. To mówiąc, podeszła do Roberta i usiadła obok niego. Z drugiej strony usiadła Olivia, spoglądając pytającym wzrokiem na Victorię.
- To jak, bawimy się w trójkąciku, czy wolisz pojedynczo? – spytała nieco frywolnie Victoria.
Robert przez chwilę zastanawiał się, bo nie czuł się zbyt komfortowo wobec tych dwóch młodych dziewczyn, które stawiały go w sytuacji niemal przymusowej. Owszem, znajdowali się w uroczym przyrodniczo zakątku, koło niego siedziały dwie młode, podniecająco piękne i nagie dziewczyny, ale brakowało mu najważniejszej rzeczy w tego typu zabawie; nastroju,  naturalności i spontaniczności. Poranna pora dnia, brak właściwego odpoczynku w nocy i niewiadoma, co do reakcji rodziny dziewczyn na pojawienie się w ich towarzystwie obcego mężczyzny, do tego obcokrajowca, również niezbyt sprzyjały do pobudzenia w jego umyśle chęci uczestnictwa w zaproponowanej przez Victorię zabawy. Ale jak im to powiedzieć, aby ich nie urazić i nie wywołać, zwłaszcza u Victorii, poczucia winy oraz złagodzić niewątpliwe poczucie zawodu. Jego milczenie i brak natychmiastowej aprobaty wywołał u dziewczyn popłoch. Z niepokojem obserwowały jego twarz i czekały co powie. Zanim zabrał głos, Olivia odwróciła się do niego i w sposób najmniej oczekiwany usiadła na nim. Chwyciła jego rękę i położyła na swoich drobnych piersiach.
- Wujku, ty pieścić Olivia, nie czekać! – mówiąc to chwyciła jego głowę i przyssała się do jego warg, wpychając język i penetrując nim głęboko jego usta. Victoria widząc, co wyprawia z Robertem Olivia, nie zastanawiając się wiele, nachyliła się nad jego kroczem, objęła rękami sztywniejący penis i nasunęła na niego swoje usta, wywołując natychmiastowe spotęgowanie erekcji. Wyglądało to tak, jakby dziewczyny wiedzione nadzwyczajną intuicją, odczytały w jego myślach obiekcje i przeszkody do uczestnictwa w seksualnej zabawie w trójkącie, spełniając nieświadomie kryteria naturalności i spontaniczności. Zachowując się w sposób naturalny i spontaniczny doprowadziły do wyraźnej poprawy nastroju Roberta. Olivia, mała spryciara, całując Roberta i suwając pośladkami po jego torsie, wyczuła sztywność jego sutków i momentalnie zaczęła wozić się po nich swoim kroczem. To spowodowało, że jej podniecenie zaczęło gwałtownie rosnąć. Victoria widząc to, uznała, że jej również należy się coś z tej zabawy, a widząc poprzednie wahanie Roberta, przypuszczała, że jest to jedyna i być może ostatnia okazja, aby wykorzystać wzbudzony potencjał Roberta. Nie namyślając się wiele, okraczyła jego ciało i kucając nad jego naprężonym penisem, upewniła się najpierw czy jest dostatecznie wilgotna, następnie zaczęła powoli wprowadzać go w siebie. Po kilku próbach wchłonęła go całkowicie, opasując penisa swoją pochwą niby futerałem. Powolnymi ruchami unosiła i opuszczała swoje ciało, doznając coraz większej przyjemności. Brakowało jej trochę rąk Roberta, którymi dodatkowo pieścił jej ciało, ale ten zaabsorbowany chwilowo szalejącą na jego ciele Oliwią, nie mógł dopomóc jej zmaganiom z jego „sztywniakiem”. A Olivia bez przerwy zmieniała natężenie i formę zaspokajania swoich potrzeb. Jej energia i pomysłowość zdominowała Roberta całkowicie, chciał więc jak najszybciej doprowadzić małą do orgazmu. Jedną ręką pieścił jej drobne piersi, a drugą tarmosił cipkę i jej przyległości. Poziom jego podniecenia ustabilizował się i utrzymywał na stałym, wysokim poziomie, z czego korzystała Victoria, harcując i zabawiając się jego penisem. Dlatego mógł poświęcić całą uwagę Olivii, w celu zaspokojenia młodszej z sióstr. Poznał już dość dobrze potrzeby i wymagania seksualne małolaty, ale widać było, że ma wyraźne problemy z osiągnięciem zaspokojenia. Zauważyła to również Victoria, więc nie czekając zwróciła się do Olivii;
- Chodź tu i siadaj na penisa wujka – powiedziała zsuwając się z Roberta. Olivia jakby tylko na to czekała, błyskawicznie podniosła się i przesunęła nad stojącego penisa Roberta. Objęła go ręką i celując nim w swoją dziurkę, zaczęła powolnym ruchem wprowadzać go w siebie. Kiedy poczuła, że zagłębił się do oporu, podniosła swój kuperek i ponownie nabiła się na niego. Po kilku próbach jej pochwa rozciągnęła się na tyle, że penis Roberta zagłębił się w niej całkowicie. Zaczęła więc podnosić się i opadać na niego coraz szybciej, a że Robert zaczął ją dodatkowo stymulować, pocierając łechtaczkę i drażniąc co rusz dziurkę odbytu, efekty tych działań były natychmiastowe. Zaczęła jęczeć, jakby jej robiono krzywdę i drżeć na całym ciele. Po chwili jej jęki zamieniły się we wrzask, a gdy jeszcze Victoria wepchnęła jej do ust swój język, podszczypując i drażniąc jej sutki, Olivia wrzasnęła, jej drgające ciało zesztywniało, wrzaski ponownie zmieniły się w ciche jęki i na chwilę zamarła w bezruchu, przeżywając mękę cierpienia i rozkoszy równocześnie. Zachowanie Olivii na chwilę przed orgazmem, przestraszyło trochę Roberta, bo przecież miał do czynienia z dzieckiem jeszcze i wzbudziło w nim pewne wątpliwości czy mocna stymulacja i wspomaganie jej doznań jest w odniesieniu do niej właściwe. Postanowił więc, że porozmawia później o tym z Victorią. Tymczasem Olivia doszła do siebie i czując penis Roberta w sobie, obdarzyła go słodkim uśmiechem, przesunęła się do jego twarzy i złożyła na jego ustach czuły pocałunek.
- Olivia dziękować wujku! Bardzo dziękować! To być jak bajka! To być piękne! – rozpływała się w podziękowaniach małolata. Potem odwróciła się do Victorii.
- Tobie też dziękować Olivia, to być marzenie – odezwała się do Victorii, a potem dodała kilka zdań w rumuńskim języku.
- Robert, ona mówi, że wie, że kochasz mnie bardziej niż ją, ale ona kocha cię bardzo i nie gniewa się o to na ciebie, bo kocha bardzo i mnie. Dlatego dziękuje ci bardzo za wszystko i cieszy się z tego, co jej dajesz – przetłumaczyła Victoria słowa Olivii Robertowi. …cdn…

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany