Opowiadanie użytkownika Franek42

Olivia, Victoria - cz. III

local_library17 comment0 thumb_up0

        Olivia widząc poważną minę Roberta, śledziła niespokojnie jego twarz. Jego ostatnie słowa wywołały w niej popłoch, ale czekała, co powie dalej. Poczekał, aż się ubierze i poprosił ją do pokoju. Posadził ją w fotelu i usiadł naprzeciwko niej. 
-  Olivio, słuchaj uważnie, co chcę ci powiedzieć – zwrócił się do niej, patrząc prosto w jej zwilgotniałe, pełne napięcia oczy.
– Chcę ci pomóc, ale musisz odpowiedzieć na kilka moich pytań – starał się maksymalnie złagodzić ton, ale sam zdał sobie sprawę, że zabrzmiało to bardzo oficjalnie.
– Olivio, przyjechałaś do Polski z siostrą i wujkiem, jak mówiłaś wczoraj, tak? – zapytał. Kiwnęła głową.
– A gdzie teraz oni mogą być? – ciągnął dalej.
– Ja nie wiedzieć? – odparła.
– A gdzie mieszkaliście po przyjeździe do Krakowa? – zadał kolejne pytanie.
– Siostra wiedzieć, ja nie! – odparła. Chwila zastanowienia i ponownie zwrócił się do niej.
– Ubierzemy się i pójdziemy na spacer, może coś ci się przypomni, dobrze? Starał się utrzymać neutralne brzmienie swojego głosu, aby nie straszyć dziewczynki.
- Dobrze!  - odpowiedziała Olivia. Ponieważ jego dom sąsiadował z osiedlem, które kiedyś było osiedlem hoteli robotniczych, a obecnie niektóre z nich zostały przebudowane i przystosowane do funkcji hoteli komercyjnych, więc miał nadzieję, że Olivia wraz ze swoją siostrą i wujkiem (damskim bokserem), zatrzymali się właśnie w jednym z nich.
Najpierw jednak musiał się porozmawiać ze swoją asystentką w firmie i z którymś ze swoich zastępców. Wziął telefon komórkowy i wybrał numer komórki swojego pierwszego zastępcy, który był w pracy (swój urlop zaplanował na sierpień). Po chwili usłyszał głos przyjaciela i jego prawej ręki.
- Cześć Rafał. Słuchaj, mam do załatwienia pewną sprawę i nie będzie mnie dziś w firmie, a mam umówionych kilka spotkań i chciałbym, abyś mnie zastąpił. W szczegóły wprowadzi cię Ania, ona ma całą rozpiskę i zna sprawę, więc niech ci towarzyszy – chwilę słuchał wywodów swojego rozmówcy i dodał: - a więc dobrze. Dziękuję ci. Gdyby okazało się, że jest to sprawa dłuższa, zawiadomię cię. Powodzenia i trzymaj się. Cześć. -
Wybrał kolejny numer. Gdy usłyszał głos z drugiej strony, powiedział;
– Witaj Aniu. Mam do ciebie wielką prośbę. Nie będzie mnie dzisiaj, a być może i dłużej w firmie. Wszystkie sprawy, które miałem prowadzić przejmuje Rafał i chciałbym abyś mu pomogła. Gdyby coś się działo, będę pod telefonem. – Słuchał chwilę, a następnie dodał;
- Dziękuję ci i powodzenia. Pa. Odezwę się!
Zakończył rozmowę i zwrócił się do Olivii, która z ciekawością przysłuchiwała się prowadzonej przez niego rozmowie.
- Zakończyłem swoje sprawy, więc teraz zajmiemy się tobą i twoją siostrą – oznajmił zafrapowanej nieco Olivii. Jej buzia rozjaśniła się, widząc, że wujek poważnie przejął się jej losem. Zrobiło się znacznie cieplej niż poprzedniego dnia, więc Robert ubrał się na sportowo, lekki podkoszulek, niebieskie dżinsy, t-shirt, taką samą dżinsową bluzę i sportowe adidasy. Olivia ubrała swoje ubranko i buciki, tylko na wierzch włożyła nieco przydługą kurtkę dżinsową po jego partnerce. W całości prezentowała się całkiem nieźle. Robert pozamykał dom wraz z wejściową furtką i znaleźli się na ulicy. Podeszli w to samo miejsce, gdzie wieczorem Olivia zaczepiła Roberta.
- Rozejrzyj się i powiedz z której strony przyszłaś, gdy mnie zaczepiłaś? – zwrócił się do Olivii.
- Olivia nie wiedzieć dobrze, ale chyba tam – wskazała rząd budynków hotelowych. Poszli we wskazanym kierunku. Faktycznie, w tym rejonie było kilka tanich hoteli, będących w przeszłości hotelami robotniczymi, a teraz chętnie zatrzymywali się w nich przyjezdni, tak krajowi jak i z zagranicy, m.in. właśnie z Rumunii, Bułgarii czy Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy. Ceny noclegów były bardzo przystępne, a ponadto było stąd blisko do okolicznych bazarów.
– Poznajesz któryś z tych budynków – zapytał małą. Rozglądnęła się uważnie  i nagle zawołała:
- Wujku, to być ten dom – wskazując palcem jeden z budynków z napisem Grand Hotel.
- Czym  przyjechaliście, autobusem czy samochodem? – zapytał Olivii.
- Wujek mieć auto, my z nim przyjechać – odpowiedziała. Podeszli do parkingu przy budynku.
- Rozejrzyj się, stoi tu gdzieś to auto? – poprosił Oliwię. Podczas gdy dziewczynka rozglądała się po parkingu, sam również sprawdzał tablice rejestracyjne samochodów. Jego uwagę zwrócił dosyć sfatygowany ford, stojący samotnie na uboczu. Pociągnął Oliwię za sobą i podeszli bliżej do samochodu. Olivia uważnie obejrzała auto, ale Robert już wcześniej odkrył, że samochód posiada rumuńskie tablice.
- To ten samochód? – zapytał. Olivia z bezradną miną wzruszyła ramionami.
- Wujku, to może być to auto, ale ja nie znać samochodów – odpowiedziała.
- A kolor? – Nagle coś sobie przypomniała. Podeszła z tyłu i pokazała spore wgięcie.
- Tak, to być auto wujka Michaia – oświadczyła z dużą dozą pewności.
- A ten wujek, to brat twojej mamy? – zapytał.
- Nie, to być mąż cioci Violi. Ona być siostra mama.
- Rozumiem. – A po co przyjechaliście do Polski? Pracować, handlować? Zwiedzać? – pytał.
Olivia chwilę pomyślała i odpowiedziała;
– My mieć pracować w Polska. My mieli jechać na wieś w Polska.
–  A wiesz dlaczego nocowaliście w Krakowie?
– Nie. My mieli pospać, a potem jechać dalej.
– Dobrze! Teraz musimy odnaleźć twoją siostrę. Jak ma na imię?
– Victoria – odpowiedziała.
– Chodź, podejdziemy do recepcji, może coś będą wiedzieć o twojej siostrze – powiedział i skierował się w stronę wejścia do hotelu. W recepcji zastali młodą dziewczynę, która podniosła się na ich widok.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – uprzejmie zapytała.
– Dzień dobry – odpowiedział Robert i zwrócił się do Olivii.
– To ta pani was przyjmowała do hotelu? – zapytał.
– Nie, to być inna kobieta – odpowiedziała.
– A kiedy to było? – zapytała recepcjonistka.
– Wczoraj, połowa dnia – odezwała się Olivia. 
Recepcjonistka zerknęła w grafik.
 – Wczoraj dyżur w recepcji miała pani Marysia. Ona dzisiaj będzie od godziny osiemnastej.
– Czy mam jej coś przekazać, czy państwo przyjdziecie po osiemnastej?
– Zobaczymy – odpowiedział Robert.
– W którym pokoju mieszkaliście? – ponownie zwrócił się do dziewczynki.
– Ja nie pamiętać teraz – odpowiedziała z markotna miną Olivia.
– Dobrze, nic się nie stało, nie przejmuj się – uspokoił dziewczynkę i sam zwrócił się ponownie do recepcjonistki.
– Mogłaby pani zobaczyć w książce gości, w którym pokoju ulokowano trzy osoby z Rumunii, jednego faceta i dwie dziewczyny. Ona jest jedną z nich – wskazał na Oliwię.
– Oczywiście, jedna chwila – powiedziała, otwierając książkę.
– O, to chyba jest to! – mówiąc to, przesunęła książkę w jego stronę i wskazała wpisy z danego dnia.
– Michai, Victoria, Olivia – odczytywał imiona osób figurujących w książce.
– To by się zgadzało – potwierdził.
– Czy są może w pokoju? – zapytał. Dziewczyna popatrzyła na przegródki z kluczami od pokoi.
– Klucza nie ma, więc być może są w pokoju – stwierdziła.
– Pokój nr 12, na parterze. Korytarzem prosto - dodała.
– Uprzejmie dziękujemy. Olivio, idziemy – ruszył we wskazanym kierunku, a Olivia za nim. Zapukali do drzwi pokoju nr 12.
– Chwila! – usłyszeli i w drzwiach pojawiła się młoda dziewczyna, podobna trochę do Olivii, lecz znacznie od niej wyższa i starsza. Była to średniego wzrostu, w pełni ukształtowana, bardzo zgrabna i piękna, młoda kobieta.
– Zaskoczona ich widokiem, z widocznym przestrachem na twarzy obserwowała siostrę i towarzyszącego jej mężczyznę.
– Gdzie ty byłaś i kto jest ten pan? – zapytała, próbując opanować roztrzęsiony nieco głos.
– Pan z policji? – pytała dalej.
- Pani Victorio, proszę się uspokoić – zwrócił się do niej Robert, uśmiechając sie pogodnie.
- Olivia spędziła tę noc u mnie. Było późno, Olivia nie bardzo wiedziała, skąd przyszła i gdzie mieszka, więc postanowiłem, że przenocuje u mnie, a rano poszukamy pani i wujka. Tak więc, jak pani widzi, nic jej się nie stało. Ważne, że znaleźliśmy panią, a resztę spraw wyjaśnimy na spokojnie.
Victoria słysząc spokojny, stonowany głos Roberta, zaczęła się uspokajać.
– Proszę nie mówić do mnie pani, ja jestem tylko trochę starsza od Olivii, a jej pan mówi po imieniu – zwróciła się do Roberta.
– Dobrze Victorio, jeśli tak sobie życzysz – odpowiedział Robert.
– Będzie w porządku, jeśli ty też będziesz mi mówić po imieniu. Na imię mam Robert, a bruderszaft wypijemy przy okazji – z uśmiechem zakończył swoją wypowiedź. Przysłuchująca się ich rozmowie Olivia, przyjęła z radością fakt, że siostra i Robert nawiązali przyjazny kontakt.
– Powiedz mi jeszcze Victorio, gdzie jest wasz wujek, który was przywiózł? – zapytał Robert. – To jest rozmowa na dłuższy czas i nie w tej chwili – odparła Victoria i spojrzała wymownie na Oliwię.
– Czy rezerwowaliście pokój w hotelu na dłuższy czas – zapytał ponownie Robert.
– Nie, mieliśmy w Krakowie spędzić tylko jeden, dwa dni, a potem jechać w okolice Radomia i Grójca do pracy – odpowiedziała Victoria.
– To z tamtych okolic pochodzi moja babcia i dziadek, którzy jako młode małżeństwo uciekli w 1939 roku do Rumunii – wyjaśniła.
– To teraz rozumiem, skąd tak dobrze mówisz po polsku – zauważył Robert. Rzeczywiście Victoria rozmawiała w polskim języku, jak rodowita Polka, z lekką tylko nutą „zaśpiewu” charakterystyczną dla mieszkańców z półwyspu bałkańskiego. Robert obserwując Victorię nie mógł zaprzeczyć, że spodobała mu się ta piękna dziewczyna i nie miałby nic przeciw, gdyby na jakiś czas zagościła wraz z Oliwią w jego domu.
– Masz Victorio swoje i Olivii dokumenty? – zapytał Robert.
– Na szczęście tak – odparła.
- Michai nie zdążył ich zabrać, były w moich rzeczach i pewnie ich nie znalazł – dodała.
– Czyli swoje i Olivii rzeczy też masz? – zapytał.
- Tak, mamy wszystko z czym przyjechałyśmy. Robert chwilę pomyślał i zwrócił się nich.
- Dziewczyny, moja propozycja jest taka: - zabieracie swoje rzeczy i przenosicie się do mnie!
- A hotel? Nie mam czym zapłacić, więc pewnie mnie nie wypuszczą! – powiedziała Victoria.
– Chwila! Rzeczy waszego wujka są w pokoju? – zapytał.
– Tak - odpowiedziała Victoria.
– Więc nie ma sprawy. Za was ja zapłacę, a wasz wujek niech płaci za siebie – skwitował.
– Spakujcie i zabierzcie wasze rzeczy, ja idę do recepcji i czekam na was – powiedział i wyszedł z pokoju. Przedstawił sprawę recepcjonistce i poprosił o rachunek za pobyt sióstr Mitrunica. W międzyczasie, gdy recepcjonistka przygotowywała rachunek, dołączyły do niego Victoria i Olivia. Sprawiały wrażenie zadowolonych z takiego obrotu sprawy. Przekazały klucz od pokoju i czekały na Roberta, który cierpliwie czekał na zakończenie czynności przez recepcjonistkę. W końcu usłyszeli drukarkę, drukującą fakturę. Po chwili recepcjonistka wręczyła Robertowi fakturę, ten po sprawdzeniu, wyjął portfel i uregulował należność. Podał też kartkę z numerem swojego telefonu i krótką informacją dla wujka, że dziewczyny są pod jego opieką. Podziękowali recepcjonistce i wyszli z hotelu. Victoria z niepokojem rozglądała się wokół, czy przypadkiem nie spotkają się z wujkiem Michaiem. Z ulgą odetchnęła, gdy znaleźli się na głównej ulicy i zmierzali w stronę domu Roberta. Victoria szła wraz z Oliwią przodem, niosąc we dwie dużą turystyczną torbę, Robert podążał za nimi z tyłu. Zbliżało się południe, było ciepło. Robert sam odczuwał niewielki głód, więc przypuszczał, że i dziewczyny też są głodne.
– Dziewczyny, poczekajcie! – zwrócił się do nich.
– Nie jesteście głodne albo spragnione?
– Mnie chcieć jeść – pierwsza odezwała się Olivia.
– A ty Victorio? – zapytał.
– Jeść za bardzo nie, ale pić tak – odpowiedziała.
– To idziemy do restauracji, jest tu niedaleko – zaproponował. Weszli do chłodnego wnętrza hotelowej restauracji. Podeszli do stolika przy oknie i Robert sięgnął po jadłospis. Drugi podał Victorii. Olivia ściągnęła trzeci z sąsiedniego stolika. Przeglądnijcie spokojnie i zdecydujcie, co chcecie do jedzenia, do picia i na deser, OK.?
– OK. – odpowiedziały zgodnie.  Kątem oka zauważył, że Victoria od czasu do czasu ukradkiem zerka na niego. Pewnie zastanawia się, jaki cel przyświeca temu, że ni stąd ni zowąd obcy facet zaofiarował im swoją gościnę, pomyślał. Widocznie nigdy jeszcze nie spotkała się z sytuacją, że ktoś bezinteresownie zaofiarował swoją pomoc, nie żądając nic w zamian. Wcale by się nie zdziwił, gdyby tak rzeczywiście było.
– I co wybrałyście? – zapytał. – Olivia pierwsza odpowiedziała; - Dla mnie wujku ty wybrać, ja nie znać tego jedzenia.
– Dobrze, wybiorę coś, co powinno ci smakować. To dziecko traktowało go rzeczywiście jak swojego wujka i ufało mu całkowicie.
– A ty Victorio? – zwrócił się do starszej z sióstr. 
– Dla mnie też wybierz, zdaję się na twój wybór, tak jak Olivia – odpowiedziała Victoria.
– Więc dobrze, idę zawołać kelnerkę – powiedział i udał się w głąb pomieszczenia gdzie krzątały się kelnerki.
– Mogę panią prosić?- zwrócił się do jednej z nich.
– Zaraz przyjdę, proszę wrócić do stolika – powiedziała. Wrócił do dziewczyn, które zamilkły na jego widok.
– Co, obmawiacie mnie, gdy mnie nie ma? – zażartował.
– Nie wujku, ja mówić Victorii, jaki ty być dobry dla Olivia i ja spać z tobą, bo się bać – odpowiedziała bez zastanowienia Olivia. Uśmiechnął się do małej i pocałował w policzek. W duchu miał nadzieję, że wszystkiego siostrze nie opowiedziała. Podeszła kelnerka. Zamówił trzy średnie pizze z szynką, grzybami i parmezanem plus dwie duże cole, duże piwo dla siebie i trzy duże porcje lodów.
– Robert, ja też wolałabym piwo niż colę, jeżeli to ci nie przeszkadza – zwróciła się do niego Victoria.
– A jesteś pełnoletnia? – zapytał żartobliwym tonem.
– Oczywiście, skończyłam 19 lat – oznajmiła i dodała - Mam ci pokazać paszport?
– No nie, wierzę ci na słowo – skwitował.
 – Poproszę dwa duże piwa i jedną colę w takim razie. Reszta bez zmian – zwrócił się do kelnerki, która bacznie przysłuchiwała się ich wymianie zdań.
– To nie są  pana córki? – zapytała.
– Nie, to są  moje kuzynki, które spędzają u mnie wakacje – odpowiedział.
– Wobec tego proszę pokazać dokument, że ma pani ukończone 18 lat – zwróciła się do Victorii.
– Robert żachnął się gwałtownie i już miał zareagować, gdy Victoria wyczuwając jego złość, sięgnęła do torby i podała jej swój paszport. Kelnerka zerknęła na stronę z datą urodzenia i oddała jej paszport.
– Dziękuję i proszę się nie denerwować, ale takie mamy przepisy – oznajmiła ugodowym tonem.
– Przyniosę lody i napoje. Na pizzę trzeba poczekać około pół godziny – dodała, potem odwróciła się i odeszła zrealizować zamówienie. Robertowi złość trochę przeszła, ale dalej uważał postępowanie kelnerki za niezbyt właściwe. Przecież mógł zamówić drugie piwo dla siebie, tak, ale niepotrzebnie zrezygnował z drugiej coli. Czyli kelnerka miała trochę racji, przyznał w duchu i machnął ręką.
 – Nieważne, jesteś pełnoletnia i możesz pić piwo – powiedział do Victorii i dodał:
 - A co będziesz robić po wakacjach, studiować czy pracować? – zapytał.
– Chciałam studiować, ale obecnie muszę pracować, aby pomóc rodzicom - odpowiedziała.
- Dlatego przyjechałam do Polski, aby coś zarobić, a teraz to nie wiem – dodała markotnym tonem. - Chyba z Oliwią wrócimy do domu, bo ten wyjazd okazał się niewypałem – uzupełniła swoją wypowiedź z oznakami rezygnacji.
– Nie myśl tak i nie rezygnuj tak szybko ze swoich planów – mówiąc to Robert uśmiechnął się do niej i pogłaskał ją delikatnie po jej dłoni.
– Eee, dobrze ci tak mówić, bo nie znasz naszej sytuacji. W domu, poza nami dwoma, są jeszcze trzy siostry, które potrzebują ubrania, książek i zeszytów do szkoły, nie mówiąc o jedzeniu – mówiąc to, patrzyła na niego smutnym i poważnym spojrzeniem. Słuchając tego Robert również spoważniał i próbując się wczuć w jej sytuację, zrozumiał, jak bardzo ta młoda dziewczyna musi odczuwać ciężar odpowiedzialności za swoją liczną rodzinę.
– Nie wiem co zaszło między wami, a waszym wujkiem, ale chciałbym ci powiedzieć Victorio, że będę chciał wam pomóc, na tyle na ile będę mógł.
Spojrzała uważnie na niego, jakby chciała zapytać, jaki ma w tym interes i co w zamian oczekuje? Po chwili spuściła oczy i cicho powiedziała;
 – Robert, przecież nawet nas nie znasz i nie musisz nam pomagać. Jakoś sobie poradzimy; musimy sobie poradzić! – dodała stanowczym głosem. Widząc zmierzającą do nich kelnerkę, zamilkła. Obserwujący ją Robert, coraz bardziej zdawał sobie sprawę, że Victoria nie tylko mu się podoba, ale wręcz wdziera się do jego podświadomości. Kelnerka postawiła na stole przed nimi szklanki, piwo, colę i keczup.
– Czy lody podać teraz czy dopiero po pizzy? – zwróciła się do Roberta.
– To jak dziewczyny? – zapytał swoje towarzyszki. - Lody teraz czy później, na deser? 
- Chyba na deser – odpowiedziała Victoria, a Olivia kiwnęła głową, że też tak myśli.
– Prosimy więc lody później, na deser.
– Dobrze więc – odpowiedziała kelnerka – lody na deser, a pizza będzie za około 20 minut – dodała i odeszła. Robert ponalewał do szklanek piwo i colę. Zaczęli popijać napoje. Victoria jako najbardziej spragniona, wypiła duszkiem prawie połowę piwa. Robert i Olivia pili znacznie wolniej, Robert ze szklanki, a Olivia przez rurkę. Przy stoliku na chwilę zapadła cisza. Po chwili Robert  czując się zobowiązany do odpowiedzi po słowach Victorii, zaczął;
- Victorio, może to co powiedziałem, wydało ci się dziwne i mogło wzbudzić twoje podejrzenia co do moich intencji. Ale bez obaw – próbował rozwiać jej zastrzeżenia i wątpliwości.
– Widząc, że chce coś powiedzieć, powstrzymał ją gestem ręki i kontynuował dalej. – Pozwól, że dokończę. Pochodzę ze wsi, też z licznej rodziny, razem ze mną było nas sześcioro. Cztery dziewczyny i dwóch chłopaków. W domu naprawdę nie przelewało się. Bieda nieraz zaglądała do okien. Ojciec tyrał jak mógł, aby nam zapewnić przynajmniej jedzenie. Czasami nie starczało dla wszystkich. Chorowita matka bardzo często odejmowała sobie od ust ostatni kęs chleba, aby się podzielić z nami. Odeszła od nas, gdy ja miałem 11 lat.
– Jak to odeszła? – wtrąciła się Victoria.
– Zmarła, na raka wątroby. Ojciec przeżył ja tylko o trzy lata, a my wszyscy wylądowaliśmy w domach dziecka. Brat i jedna z sióstr też długo nie pożyli. Brat zmarł na zapalenie płuc, a młodsza siostra Marysia na raka jajników. Jak widzisz, moje życie też nie było usłane różami – kontynuował – dlatego rozumiem i doceniam to, że chcesz pomóc swojej rodzinie, nawet kosztem swoich pragnień i marzeń.
– Wiem jak to jest, gdy widzisz czasami bezsilność rodziców, którzy nie są w stanie zaspokoić nieraz elementarnych potrzeb swoich dzieci.
– I to jest między innymi powodem, że chciałbym wam pomóc, tak jak mogę i potrafię, bez żadnych podtekstów i żądań pod waszym adresem. W ten sposób zakończył swoją wypowiedź i spojrzał w oczy najpierw Victorii, następnie Olivii. W oczach Victorii pojawiły się łzy, a Olivia zerwała się od stolika, podbiegła do niego i swoim zwyczajem bez słowa wtuliła się w niego obejmując go swoimi rączynami. Obejmując ją jedna ręką, pocałował ją delikatnie we włosy. Waga jego słów zaciążyła nad nimi kamieniem. Po chwili usłyszał szept Victorii;
 – Przepraszam cię Robercie, nie miałam nic złego na myśli, mówiąc do ciebie to, co powiedziałam. Po twoich słowach zrobiło mi się bardzo głupio, ale i jakoś lżej. Nie wiem dlaczego, ale stałeś się dla mnie i widzę że i dla Olivii bardzo bliski. Nie wiem jak to się wszystko potoczy czy zakończy i czy nie będzie to dla nas trudne, ale w tej chwili nie chcę o tym myśleć. Cieszę się bardzo, że los postawił ciebie na naszej drodze i że mogłam ciebie poznać - ostatnie słowa wypowiedziała prawie ze łzami w oczach. Wypowiedź Victorii zaskoczyła Roberta. Nie spodziewał się takich słów z ust tak młodej dziewczyny. Nie wiedział co odpowiedzieć. Na szczęście dla niego, do stolika podeszła kelnerka, niosąc na tacach zamówione pizze. Postawiła tace przed nimi i życząc „smacznego” odeszła. Zabrali się za jedzenie. Pizza nie tylko apetycznie pachniała i wyglądała, okazała się również bardzo smaczna. Każda z nich była podzielona na sześć równych kawałków. Robert pierwszy wziął keczup i polał nim swoją pizzę, a potem nie korzystając ze sztućców, wziął w rękę kawałek i zaczął jeść. Dziewczyny poszły za jego przykładem. W ciszy, zajęci jedzeniem i popijaniem co jakiś czas, połykanych kęsów, obserwowali się nawzajem, milcząc. Zasyciwszy pierwszy głód, Robert odezwał się pierwszy:
- Smakuje? – zwrócił się do Olivii. Kiwnęła głową na potwierdzenie.
– A tobie? – zwrócił się do Victorii.
– Bardzo, mimo, że nie byłam aż tak głodna, jak Olivia – odpowiedziała z uśmiechem.
– To dobrze, dokończmy pizzę, bo lody czekają.
– Ja już nie mogę – powiedziała Victoria i odsunęła od siebie tacę z ostatnim kawałkiem pizzy.
– To ja ją zjem – powiedziała Olivia i przełożyła z tacy Victorii na swoją, pozostawiony kawałek pizzy.
– Gdzie ci się to mieści, w tym twoim drobnym brzuszku? – zapytała, śmiejąc się do siostry, Victoria.
– Ja dać radę, ty nie bać o mnie! – odparowała Olivia. Na potwierdzenie swoich słów, szybko uporała się z resztą swojej i Victorii pizzy. Następnie popiła colą i zadowolona z siebie, poprawiła się na krześle i … głośno beknęła.
– Olivia!, co ty robisz? – skarciła ją starsza siostra.
– Ja przepraszać, ja nie chcieć! – odpowiedziała zmartwiona tą sytuacją Olivia.
– Nic się nie stało, to cola tak gazuje – stanął w jej obronie Robert. Uśmiechnął się do Victorii i dodał;
 – Nie krzycz na swoją siostrę, każdemu może się zdarzyć, tym bardziej, że była naprawdę głodna.
–  Prawda, moje słoneczko? – zwrócił się do Olivii. Z wdzięcznością obdarowała go słodkim uśmiechem i kiwnęła głową.
– No to teraz czekamy na lody – powiedział i rozglądnął się za kelnerką.
– Ja już chyba nie dam rady – powiedziała Victoria.
– A ja chcieć lody – powiedziała Olivia i również popatrzyła w stronę, gdzie przebywały kelnerki. Kelnerka, która ich obsługiwała, zauważyła, że oczekują na nią i podeszła do lady z lodami. Barmanka nałożyła do kielichów porcje lodów, które kelnerka przestawiła na tacę i podeszła do ich stolika. Postawiła przed nimi lody i sięgnęła po rachunek, który położyła przed Robertem.
– Proszę doliczyć 10% dla siebie – powiedział i podał jej banknot 100 złotowy. Wydała mu resztę, podziękowała i odeszła. Zauważył, że Olivia wcina postawione przed nią lody, tak jakby nic dotychczas nie jadła. Victoria obserwowała siostrę lekko zniesmaczona.
– Olivia, nie tak szybko, bo ci coś będzie – próbowała przyhamować siostrę, ale mogła sobie mówić.
– A ty się nie skusisz? – zapytał ją Robert. – Sam sięgnął po swoją porcję i spróbował.
– Są niezłe, spróbuj, bo inaczej Olivia je załatwi. A to może być dla niej niezdrowe – dodał, widząc, że Oliwia kończy swoją porcję i pożądliwie spogląda na lody Victorii.
To ją przekonało. Sięgnęła po lody, na co Olivia zareagowała dużym zawodem, widocznym na jej buzi. Victoria nabrała dwukrotnie pełną łyżeczkę ze swojej porcji i przełożyła do jej pucharu, co wyraźnie poprawiło humor Olivii. Zjedli lody i wyszli z restauracji.
– Proponuję zanieść wasze rzeczy do mnie, a później zdecydujemy, co dalej robić z resztą dnia – powiedział Robert. Victoria z pewnym wahaniem przystała na propozycję Roberta, co wyraźnie ucieszyło Oliwię. ...cdn...

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany