Opowiadanie użytkownika 0bi1

Ojciec Wirgiliusz cz. 1

local_library107 comment0 thumb_up1
Ojciec Wirgiliusz - część 1
07-03-2018 20:21

Być może są inne zawody, które pozwalają osobom je wykonującym, cieszyć się widokiem i dotykiem kobiecych ciał w tak nieograniczonej ilości, jak mogą to robić lekarze, ale żaden nie przychodził mi do głowy – no, może jeszcze masażysta. Dlatego poświęciłem wszystko, aby skończyć medycynę, zrobić specjalizację i zacząć korzystać z tych możliwości. Nie tylko finansowych i prestiżowych. Zatrudnienie się w klinice leczenia bezpłodności, było z mojej strony kolejnym strzałem w dziesiątkę – w sposób zupełnie naturalny, wyeliminowałem spośród klientek odwiedzających gabinet zarówno babcie, jak i małolaty. Moje klientki w znakomitej większości mieściły się w przedziale wiekowym od 25 do 40 lat. Młodsze zwyczajnie zachodziły w ciążę, albo próbując jeszcze nie wiedziały, że będzie im potrzebna pomoc medycyny, w poczęciu wymarzonego potomka. Z kolei te przekraczające górną granicę, albo uznawały, że jest już zbyt późno, by odpowiednio zająć się wychowaniem dziecka, albo zniechęcone wieloma nieudanymi próbami zapłodnienia, dawały za wygraną. Gdybym został zwykłym ginekologiem, zakres wieku moich klientek byłby kilka razy szerszy – od młodziczek, po starowinki – a tak, sam miód.


Początkowo, jak większość lekarzy, stosowałem konwencjonalne metody leczenia bezpłodności, lecz kiedy moja żona urodziła już czwarte dziecko, stwierdziłem, że moje nasienie jest wyjątkowo efektywne. Aż żal nie wykorzystać go do pomocy kobietom, których największym pragnieniem było posiadanie dziecka. Większość par nie ma świadomości, że bardzo często powodem trudności w zajściu w ciążę, jest słaba jakość plemników partnera. Kiedyś jedynym wyjściem, często zresztą stosowanym przez kobiety, był skok w bok, choć nie zawsze gwarantował sukces. Przecież można było trafić na równie kiepski materiał. Dzisiaj możemy wspomagać płodność farmakologicznie, stosować inseminację lub zapłodnienie pozaustrojowe. Mając do dyspozycji plemniki pierwszej klasy, mogłem oszczędzić kobietom wielu stresów, związanych ze stosowaniem tych metod. Oczywiście miałem wątpliwości, czy postępuję właściwie pod względem moralnym, bo przecież para, która szukała pomocy przy poczęciu, chciała być rodzicami dziecka. Gdyby miało być inaczej, skorzystaliby z banku spermy, lub nasienia pozyskanego od zaprzyjaźnionego dawcy (chociaż to dla niego dość ryzykowne). W przypadku mojej dyskretnej pomocy, zostaliby szczęśliwymi rodzicami, nawet nie wiedząc, że ktoś inny jest biologicznym ojcem.


Za pierwszym razem, z pewną dozą nieśmiałości, zamieniłem nasienie jednego czterdziestolatka, którego plemniki nie wykazywały pod mikroskopem prawie żadnej aktywności, aplikując podczas inseminacji jego małżonce - przeuroczej pani Natalii – przygotowany wcześniej zestaw własnych plemników. Z niecierpliwością oczekiwałem jej kolejnej wizyty, podczas której, zgodnie z oczekiwaniami moimi i przyszłych rodziców, okazało się, że jest okazja do świętowania. Cieszyliśmy się wszyscy troje. Po wielu nieskutecznych próbach, w końcu pani Natalia nosiła w swoim brzuszku maleństwo. Zachęcony skutecznością metody i radością malującą się na twarzach przyszłych rodziców, postanowiłem nieść szczęście w szerszym zakresie. Od tej pory, we wszystkich przypadkach, gdy stwierdzałem, że dostarczone nasienie nie gwarantuje rychłego macierzyństwa, zamieniałem je na sprawdzony, pełen wigoru zestaw, składający się z milionów ogoniastych przekazicieli moich genów.


Skuteczność tej metody szybko podwoiła grono par zainteresowanych leczeniem się w moim gabinecie. Dochody także się zwiększyły, natomiast zmniejszyła się atrakcyjność kobiet w moich oczach. Tak, tak! To, co wydawało się takim fajnym bonusem do wykonywanej pracy, zwyczajnie spowszedniało. Oglądane wiele razy dziennie przeróżne cipki, piersi, tyłeczki przestały mi się kojarzyć z seksem, szczególnie, że przed rozpoczęciem pracy musiałem zwalić gruchę, żeby uzyskać świeży materiał do inseminacji – więc byłem zaspokojony. Co gorsza – zdarzały się sytuacje, kiedy przed wyjściem do pracy, żonie przyszła ochota na amory, więc wybzykawszy ją, opróżniałem zasobnik z materiału niezbędnego dla klientek. Czasem z tego powodu i dużego zapotrzebowania na moje plemniki, musiałem przekładać termin ich zapylania. Po prostu zaczynało brakować surowca.


Pewnego dnia moje podejście zmieniło się dość mocno. A to za sprawą Ewy. Wtedy jeszcze pani Ewy. Była to młoda, dwudziestopięcioletnia mężatka, która od czterech lat bezskutecznie próbowała z mężem począć nowe życie. Kiedy pierwszy raz spojrzałem w jej ogromne, błękitne oczy, dostrzegłem w nich smutek, ale i wielką nadzieję, że może z moją pomocą uda się spełnić jej marzenie o własnym maleństwie. Patrząc na tę prześliczną twarzyczkę, długie blond włosy, doskonałą figurę z pokaźnymi piersiami, szerokimi biodrami i nogami o tak niesamowitej długości i kształcie, że trudno było oderwać od nich wzrok, pomyślałem sobie, że kobieta tak doskonała, z całą pewnością jest genetycznie predestynowana do bycia matką. Tutaj spodziewałem się raczej problemów po stronie jej męża - Karola. Teoretycznie wyglądał jak rasowy ogier czystej krwi arabskiej– wysoki, z szeroka klatą, wąskimi biodrami, ale wielkość umięśnienia wskazywała na mnóstwo godzin spędzonych na siłowniach, więc pewnie i używanie wspomagaczy. A to najczęściej nie idzie w parze z płodnością. Aby się upewnić, poprosiłem go, by udał się do pielęgniarki, która da mu pojemniczek na nasienie i wskaże pokój, gdzie będzie mógł go napełnić. Ja tymczasem przebadam jego żonę.


Dziwna sprawa – gdy zostaliśmy sami, poczułem pulsowanie w bokserkach. Dawno mi się to nie zdarzyło w obecności pacjentki. Pani Ewa jeszcze nawet nie zaczęła się rozbierać, ale w jej oczach i ruchach było tyle seksualności, że mój penis zareagował instynktownie. Pomyślałem wtedy po raz pierwszy o zastosowaniu inseminacji bezpośredniej – krótko mówiąc, chciałem się z nią bzykać. Działała na mnie, jak czerwona płachta na rozjuszonego byka. Ale od marzenia do jego realizacji, droga nie taka prosta. W dodatku wymagająca wyjątkowej delikatności – jeśli coś spieprzę, to nie tylko niczego nie osiągnę, ale też dziewczyna może narobić takiego smrodu, że moja błyskotliwa kariera legnie w gruzach. Po pierwsze – trzeba zapanować nad erekcją – nie może jej zobaczyć. Przywołałem cały swój profesjonalizm, poprosiłem, by się rozebrała za parawanem i położyła na fotelu ginekologicznym. W czasie, jaki dałem jej na przygotowanie się do badania, myślałem o rzeczach przyziemnych, dzięki czemu ogarniające mnie pożądanie, uległo znacznemu ostudzeniu. Faja mi opadła, zatem można było przystąpić do badania.


Po wejściu za parawan, najpierw zbadałem ją wzrokiem :) Była cudownie doskonała! Ideał kobiecego piękna, okraszony jeszcze lekkim zawstydzeniem. Mógłbym patrzeć na nią godzinami. Co tam godzinami! Latami! Jej ciało było równomiernie opalone, włącznie z piersiami i strefą intymną. Albo korzystała z solarium, albo była na tyle wyzwolona, by eksponować je na plaży nudystów. Zazdrościłem jej mężowi, ale tym bardziej chciałem przyprawić mu rogi. Przystąpiłem do badania – najpierw piersi – obfite, jędrne z dość dużymi brodawkami i obwódkami wokół nich. Doskonałe do karmienia, ale też wybitnie zapraszające do pieszczenia, całowania, lizania i ugniatania. Musiałem przywołać się do porządku, żeby tego nie zrobić. Nie będę wam opisywał dalszego przebiegu badania, bo mam erekcję na samo wspomnienie tych piersi, brzuszka i cipuszki, ozdobionej dość szerokim paskiem blond włosów łonowych. Dość wam będzie wiedzieć, że badanie nie wykazało żadnych nieprawidłowości, które mogłyby uniemożliwiać zajście w ciążę. Pobrałem jeszcze wymazy i poprosiłem, żeby pacjentka się ubrała. W międzyczasie wypisałem skierowanie na badania krwi, ustaliłem termin kolejnego jajeczkowania, który zarazem miał być terminem następnej wizyty. Wówczas mieliśmy poznać wyniki badań i podjąć decyzję, co do dalszego postępowania. Gdy opuściła mój gabinet, poprosiłem pielęgniarkę, by nikogo na razie nie wprowadzała, bo muszę sobie zrobić przerwę. Wykorzystałem ją do napełnienia kolejnego zbiorniczka swoją drogocenna spermą – wspomnienie dziewczyny, która przed chwilą leżała naga na samolocie musiało znaleźć jakieś ujście.


Jeszcze nigdy nie oczekiwałem wizyty pacjentki z taką niecierpliwością. Oczami wyobraźni widziałem już, jak ostro biorę Ewę rozłożoną w fotelu ginekologicznym, z szeroko rozszerzonymi udami, albo jak zapuszczam język w tę cudowną cipkę i doprowadzam krew mojej pacjentki do wrzenia. Innym razem, oparłszy ją o ścianę, wbijam się w nią od tyłu, swoim twardym jak ze stali tłokiem i rżnę do upadłego, kurczowo ściskając jej boskie biodra. Albo leżę na kozetce, a ona ujeżdża mnie, bujając piersiami tuż przed moimi ustami – łapię w locie brodawki, lub wciskam twarz pomiędzy rozhuśtane, gorące kule. Moje dłonie ściskają twarde pośladki, pieszcząc przy tym drugą dziurkę.


Nakręcony tymi wizjami, kilka razy wzywałem do gabinetu swoją pielęgniarkę – Basię, która bardzo chętnie, od kilku już lat pomagała mi w takich sytuacjach. To był wyjątkowo dobry układ – ja płaciłem jej lepiej niż pozostałym pielęgniarkom, a ona odwdzięczała się robiąc mi loda z happy endem (nawiasem mówiąc bardzo profesjonalnie – jeszcze żadna z kobiet, jakie miałem, nie mogła się z nią równać), lub udostępniając swoją rudą cipkę. Skóra Basi była biała jak mleko, za to latem pokrywała się mnóstwem piegów – to w zasadzie norma u rudzielców. Pod tym względem, była całkowitym przeciwieństwem doskonale opalonej Ewy. Odkąd liczba klientek uległa podwojeniu, nie miałem potrzeby korzystać z jej wdzięków i talentów. Wręcz musiałem wykręcać się zmęczeniem, bo była przyzwyczajona do dosyć częstego bzykanka, więc trochę się dziwiła, a nawet zaczęła wątpić w swoją atrakcyjność, kiedy nagle to się urwało. Ale po wizycie Ewy, wszystko jakby zaczęło wracać na utarte ścieżki. Basia była bardzo zadowolona, że znów jest po staremu, że pan doktor jest podniecony i urozmaica jej pracę, dostarczając niespodziewanych orgazmów. Nie powiem, była ładna i ponętna, ale ja pod przymkniętymi powiekami miałem cudowne, seksowne oczy Ewy i tłoczkując Basię, tak naprawdę czułem się wobec niej trochę jak zdrajca.


Tak, Basia ewidentnie skorzystała na moim zafascynowaniu urodą Ewy, ale i bardzo ułatwiła mi przetrwanie do kolejnej wizyty pacjentki, która zawładnęła moimi pragnieniami. Niestety, przybyła na nią z mężem. Omówiłem z nimi wyniki badań laboratoryjnych i zaproponowałem, by podczas następnej owulacji, podjąć próbę inseminacji, która znacząco zwiększa prawdopodobieństwo spotkania się plemników z jajeczkiem. Następnie wyprosiłem grzecznie pana Karola, tłumacząc to koniecznością przeprowadzenia badania jego małżonki i pobrania próbek śluzu do analizy. To nie było konieczne, ale chciałem odświeżyć w swojej pamięci widok jej doskonałej urody. Przecież kolejny raz będę mógł podziwiać to piękne ciało, dopiero za miesiąc. Obserwowałem każdy jej ruch, gdy zdejmowała z siebie po kolei spódniczkę, bluzeczkę, stanik i majteczki. Tym razem to były białe, koronkowe stringi. Takie podobają mi się najbardziej, bo biel kojarzy się z niewinnością, a krój uwydatnia w niesamowicie podniecający sposób, krągłość pośladków. Jej kocie ruchy poruszały wyobraźnię. I nie tylko ją.


Mój osobisty dostawca rozkoszy nie pozostał obojętny na erotyzm emanujący z każdego ruchu Ewy. Tym razem postanowiłem nie ukrywać swojego podniecenia. Oczywistym jest, że kobieta o tak nietuzinkowej urodzie, ma pełną świadomość tego, jak bardzo podniecająco działa na facetów. Na tyle, że przestaje na to w ogóle zwracać uwagę, traktując jak coś zupełnie naturalnego. Bez najmniejszych oznak skrępowania, przystąpiłem do badania, zaczynając od piersi, choć nie było to konieczne. Ale kto by sobie odmówił przyjemności dotykania aksamitnie miękkiej skóry, wielkich i kształtnych melonów? Chyba tylko gej lub mizogin. Nie byłem żadnym z nich, więc korzystałem z możliwości, ładując swoja pamięć doznaniami, które muszą mi wystarczyć do kolejnego spotkania. A to dopiero za miesiąc. Aby odwrócić jej uwagę od obmacywania piersi, jednocześnie prowadziłem rozmowę dotyczącą badań. Wyjaśniłem jej, że wszystko wskazuje na problem po stronie małżonka – jego plemniki są bardzo niemrawe. Prosiłem, by mu tego nie mówiła, bo stres może spowodować pogorszenie jakości nasienia.


Przechodząc do badania pochwy, mówiłem o konieczności unikania zbliżeń na dwa tygodnie przed inseminacją, aby ilość i jakość plemników uległa poprawie. Niby przypadkiem przeciągnąłem kilka razy palcem wzdłuż łechtaczki, wzbudzając lekkie dreszcze w ciele pacjentki. Zauważyłem, że ma zamknięte oczy, jakby delektowała się dotykiem moich palców wewnątrz swojej kobiecości. Ja zaś, ciągle mówiąc, przyglądałem się każdemu najdrobniejszemu szczególikowi jej budowy anatomicznej, starając wyryć go na stałe w swej pamięci. Zwróciłem uwagę nawet na dokładne wydepilowanie okolicy mniejszej dziurki. Pani Ewa dbała o każdy detal. Nie mogąc przeciągać w nieskończoność tych badań, z wielkim żalem i jeszcze większą erekcją, podziękowałem i poprosiłem ją o ubranie się, starając się przy tym sprawiać wrażenie, że to zupełnie normalne, że stoję w pobliżu i przyglądam się. Kontynuując rozmowę, podziwiałem wdzięk, z jakim zakładała stringi, potem spódniczkę, biustonosz i bluzkę. Poprawiła sobie jeszcze włosy i wyszliśmy zza parawanu. Chyba jednak była naturystką, skoro zupełnie nie przeszkadzała jej nagość w mojej obecności. A może kitel lekarza sprawiał, że nie czuła skrępowania? Nieważne.


Pożegnaliśmy się, a ja znów musiałem skorzystać z pomocy Basi. Tym razem nakręcony widokiem wydepilowanej brązowej dziurki Ewy, mając w gabinecie dość spory zapas wazeliny, kazałem jej się oprzeć o kozetkę i zaaplikowałem jej swój irygator prosto w malutki otworek. Rżnąłem ostro, tak jak lubi, choć z pewnością już się zorientowała, kto tak bardzo nakręca moje pożądanie. Ale zniosła to dzielnie, więc w nagrodę położyłem ja na samolocie i językiem doprowadziłem do orgazmu.

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany