Opowiadanie użytkownika Nefer

Obietnica ognia (Sługa płomieni 3)

local_library4 comment0 thumb_up0
22-02-2018 15:55

 Jej Cesarska Wysokość, Najjaśniejsza Damarena, Pani Połowy Świata, znała się na sztuce składania darów. Przekonał się o tym po raz pierwszy już w komnacie audiencjonalnej, gdy ambasador bazylissy polecił otworzyć okutą skrzynię i ukazał wypełniające ją księgi.

- To osobisty prezent Najdostojniejszej Cesarzowej dla Waszej Książęcej Wysokości!

Poseł skłonił się lekko. Nazywał się Demetriusz i nosił trudny do zapamiętania oraz wymówienia tytuł, określający jego wysoką rangę na dworze w Chrysopolis. Przystojny mężczyzna w zaawansowanym wieku średnim, sprawiał wrażenie szczerego i życzliwego, niewątpliwie musiał być jednak wytrawnym dyplomatą oraz mistrzem wszelakiej intrygi. W przeciwnym razie ani nie powierzono by mu obecnej misji, ani też nie utrzymałby się na słynącym z wyrafinowanych rozgrywek dworze cesarskim. Co do samej bazylissy Damareny i jej daru, to jego własne zamiłowanie do ksiąg, uważane często za nieodpowiednie dla władcy, księcia i rycerza, nie stanowiło żadnej szczególnej tajemnicy. Mogła dowiedzieć się o tym bez trudu. Drugi dowód przenikliwości Władczyni Połowy Świata przy dobieraniu prezentów otrzymał w chwili, gdy wieczorem przeglądał ofiarowane kodeksy w prywatnej bibliotece.

- Spójrz – powiedział do towarzyszącej mu pani Rianny. - To kopie, ale chyba i oryginały dzieł ze zbiorów cesarskich. Większość z nich traktuje o dziejach dawnych władców, z czasów gdy cały świat miał jeszcze tylko jednego pana. U nas nigdzie teraz takich nie znajdziesz. I nic dziwnego, to jednak ona włada tą bogatszą, bardziej cywilizowaną połową.

- Za to u nas rodzą się dzielniejsi wojownicy i dopiero zobaczymy, która część świata okaże się tą lepszą!

Księżna posiadła wprawdzie sztukę odczytywania liter, ale nigdy nie darzyła ksiąg szczególnym zainteresowaniem. On sam przeciwnie, cenił zwłaszcza traktaty historyczne. O tym jednak wiedzieli już nie wszyscy.

- Aby zwyciężyć nie zawsze wystarczą miecze czy włócznie. W Chrysopolis znają różne niepojęte dla nas sposoby prowadzenia walki. Wielu uważa je nawet za zrodzone z magii. Ja sądzę inaczej, ale nie zdołałem dotąd przeniknąć ich tajemnicy. O zobacz... Tu jest coś jeszcze... To niedawno skopiowany kodeks... Zawiera wyciągnięte z różnych traktatów opisy użycia przez żołnierzy cesarskich płomieni, których nie sposób ugasić. Często rzucają taki ogień na okręty przeciwnika podczas bitew toczonych na wodzie. Ale jest groźny także na murach, w razie oblężenia. Prawda, w zwykłej potyczce na lądzie przydaje się mniej.

- Na szczęście, to właśnie tam decydują się losy wojen. Liczą się dobra stal w dłoni, dzielny koń pod siodłem i odważne serce, a nie jakieś tam płomienie, których nie można jakoby ugasić.

Pokręcił głową, nie podjął jednak dyskusji.

- Ale skąd ona wiedziała o tym, że szczególnie interesuję się ogniem? I tutaj znajduję jeszcze różne przypuszczenia dotyczące przygotowywania tej mikstury, która płonie w sposób nie dający się poskromić. Wszystkie zaczerpnięte z dzieł uczonych mężów i co do jednego fałszywe... To najściślej strzeżona tajemnica cesarskich arsenałów... A na samym końcu księgi kilka pustych kart pergaminu...

- Pewnie pisałeś coś o ogniu i płomieniach w tych swoich wierszach, które jej posyłałeś. To częsty temat dla poetów sławiących miłość – rzuciła z niejaką urazą, którą nadal musiała odczuwać, pomimo ich niedawnego pojednania w lasach Północy. - Jestem pewna, że zbierała o tobie wszelkie dostępne wiadomości, Bastianie. Trzeba jednak przyznać, że ta dostojna pani potrafi ofiarowywać dary. Najwidoczniej w burdelach szybko uczą się tej sztuki.

Pomimo wygłoszenia tych gniewnych słów, także szlachetna pani Rianna miała okazję przekonać się o wspomnianych talentach cesarzowej Damareny. Gdy on sam ze szczerym podziękowaniem przyjął księgi, ambasador Demetriusz zwrócił się z kolei do księżnej, także zasiadającej na ceremonialnym podwyższeniu. Na tę okazję przywdziała nawet szczególnie wytworne szaty, które nosiła z wdziękiem, oraz poświęciła sporo czasu na stosowne przygotowania w towarzystwie garderobianych i innych służek, których to starań zwykle nie cierpiała. Efekt okazał się oszałamiający, pomimo tego, iż jego pani i małżonka wybrała strój elegancki ale zarazem prosty. Zrezygnowała przy tym z ozdób i klejnotów za wyjątkiem niewymyślnej, złotej obręczy na skroniach – korony księstwa Dalekiej Północy – oraz również złotego łańcucha ze zdobiącym piersi wisiorem w kształcie łba wilka – herbem księstwa. Rywalizacja, choćby na odległość, z roztaczającą na swym dworze niewyobrażalny jakoby przepych Panią Połowy Świata nie rokowała żadnych szans powodzenia. Cokolwiek by nie powiedzieć, Damarena naprawdę władała tą bogatszą częścią... Pozostawała jednak walka na innym polu... Ta uboższa połowa rodziła nie tylko dzielnych wojowników, ale i piękne, dumne kobiety... Obserwując panią Riannę nie mógł mieć co do tego żadnych wątpliwości.

- Dostojna Pani! - Głos ambasadora przerwał te rozmyślania. - Jej Cesarska Wysokość, Najjaśniejsza Damarena, słyszała wiele o twoich łowieckich triumfach. Władczyni Połowy Świata podziela tę pasję i gdy tylko pozwalają Jej obowiązki, chętnie wyprawia się do któregoś z myśliwskich parków w pobliżu Chrysopolis. Z prawdziwą przyjemnością oddaje się wówczas szlachetnej namiętności polowania. Muszę przyznać, że znamy wiele sposobów prowadzenia łowów, których nikt w tutejszych krainach nie praktykuje. Zechciej, o Pani, przyjąć dar Jej Wspaniałości, który i tobie pozwoli zażywać podobnych rozrywek.

Klasnął w dłonie i na ten znak dwaj towarzyszący mu słudzy rozwarli wrota sali audiencjonalnej. To, co ukazało się w przejściu wzbudziło ogólne zdumienie, pomieszane z przerażeniem. On sam pomyślał natomiast, że może jednak przedwcześnie przyznał swojej części świata zdecydowane zwycięstwo w powoływaniu do życia istot pięknych, silnych i dumnych zarazem. Do komnaty wkroczyły dwa wielkie koty, wyraźnie większe od najbardziej nawet wyrośniętych wilków czy samców rysia, jeden cętkowany w biało-żółto-czarne plamy, drugi granatowo-czarny. Wielu spośród obecnych odruchowo się cofnęło, żołnierze straży mocniej ujęli ceremonialne włócznie. Drapieżniki, uosobienie siły i gracji, stąpały jednak spokojnie w stronę podwyższenia z zasiadającą na swych tronach parą książęcą oraz stojącego przed podestem ambasadora. Swobodę ruchu zwierząt ograniczały nałożone na ich głowy kaptury z czarnej, gęsto splecionej tkaniny oraz obroże i smycze, których drugie końce spoczywały pewnie w dłoniach dwóch młodych kobiet. Urodą i wdziękiem dorównywały swoim podopiecznym, chociaż podobnie jak i wielkie koty mocno różniły się między sobą. Smoliście czarna dziewczyna z krain dalekiego Południa, z czupryną zaplecioną w mnóstwo drobnych warkoczyków, prowadziła drapieżcę przywodzącego na myśl mroki nocy, podczas gdy smagła piękność o złocistym odcieniu skóry, ciemnych włosach i lekko skośnych, migdałowych oczach, wiodła jego cętkowanego towarzysza. Sama pochodzić musiała z ziem jeszcze dalszego Wschodu. Czytał o takich ludach, ale nigdy dotąd nie miał okazji ujrzeć jakiegokolwiek przedstawiciela tej rasy. Jeżeli wszyscy wyglądali tak, jak ta dziewczyna, to zaiste szczęśliwy był to kraj i szczęśliwi zamieszkujący tam mężczyźni... Obydwie młode kobiety nosiły zapewniające swobodę ruchów, ale też podkreślające ich wdzięki skórzane stroje myśliwskie, dłonie chroniły rękawicami, a stopy sięgającymi łydek butami. Panowały nad swymi podopiecznymi przy pomocy obroży i smyczy oraz batów przypominających te używane przez woźniców, z długimi biczyskami i jeszcze dłuższymi rzemieniami. Niezbyt silnymi, lecz zdecydowanymi szturchnięciami wskazywały drapieżnikom drogę.

- Oto dwa klejnoty cesarskiej sfory, Wasza Wysokość. - Słowa ambasadora skierowane do księżnej Rianny zabrzmiały w zapadłej nagle całkowitej ciszy. - Irbis, zwany też śnieżną panterą, nazywa się Duch. - Wskazał na cętkowanego kota prowadzonego przez smagłolicą mieszkankę Wschodu. - I jego towarzysz, Mrok. To lampart ciemnej barwy, takie zwierzęta trafiają się rzadko i lud również zwie je panterami, tylko czarnymi. Żyją w krajach Wschodu. W swoich stronach potrafią powalić bawołu, tutaj nie oprze się im największy nawet jeleń czy żubr. Duch i Mrok są niezrównanymi myśliwymi, naprawdę znakomicie wyszkolonymi. Potrafią rzeczywiście zadziwić... Najjaśniejsza Bazylissa Damarena ma nadzieję, że ucieszy cię ten podarunek i zaznasz, Dostojna Pani, podobnych emocji oraz namiętności jak Ona sama, gdy używała tych szlachetnych okazów. Są przyzwyczajone do srogich zim, żyją także w śniegach i nie straszne im tutejsze mrozy. Abyś zaś mogła w pełni skorzystać z ich umiejętności, Najwspanialsza Cesarzowa dołącza do swego prezentu także opiekunki obydwu panter. - Czarnoskóra oraz smagłolica skłoniły się głęboko. - Od tej chwili należą do ciebie, Czcigodna Pani, jako twoje służki i niewolnice. Jeśli pozwolisz, zaprezentują teraz niektóre umiejętności swych podopiecznych.

Na przyzwalający gest księżnej poseł dał kolejny znak obydwu treserkom, te zaś zdjęły panterom kaptury i wydając komendy w nieznanym zgromadzonym języku, wspierając je przy tym zdecydowanymi ruchami batów, zmusiły obydwa wielkie koty, by wskoczyły na podest i ułożyły się u stóp władczyni.

Siedząc na swym tronie dostrzegł, iż oczy jego pani i małżonki rozbłysły na ten widok, a może też na myśl o niezwykłych łowach, jakie będzie mogła teraz urządzić? Pomimo cichych okrzyków strachu wydawanych przez niektórych dworzan, szlachetna pani Rianna nie dała poznać po sobie lęku, przeciwnie, obecność groźnych i pięknych drapieżników, łaszących się do jej stóp, zdawała się sprawiać księżnej autentyczną satysfakcję. Oczywiście, Duch i Mrok musiały zostać starannie wyszkolone. Ani ambasador, ani też cesarzowa nie życzyliby sobie przecież jakiegokolwiek wypadku. Nie w takim miejscu i nie w takich okolicznościach. Dostojnej pani nic więc nie groziło. Pomyślał, że on sam też ma jednak w tym wszystkim trochę szczęścia. Zajęta bez reszty obydwoma łowcami, małżonka nie zwróciła może uwagi na jego własną fascynację... Fascynację dwiema opiekunkami, tak pewnie i władczo panującymi nad silnymi, budzącymi przerażenie zwierzętami. Jeśli dobrze zrozumiał, obydwie zostały właśnie podarowane jako niewolnice jego żonie. Czyniło to całą sytuację tym bardziej interesującą, pomimo tego, że w państwach Zachodu oraz w księstwie Dalekiej Północy niewolnictwo w surowej formie, powszechnej niegdyś w całym dawnym Cesarstwie, właściwie już nie występowało...

- Z radością przyjmuję dar Dostojnej Cesarzowej i postaram się wykorzystać go nie gorzej od samej Bazylissy Damareny – oświadczyła księżna.

- Jeśli tak, Wasze Wysokości, będę szczęśliwy mogąc usłużyć moim doświadczeniem podczas pierwszego polowania. Gdyby Duch i Mrok otrzymały jakąś stosowną kwaterę, ich opiekunki zapoznałyby obydwa drapieżniki z miejscowymi lasami i zwierzyną oraz przygotowałyby te łowy. Zajęłoby to zaledwie kilka dni.

- Doskonale, panie ambasadorze! Czy zechcesz, mój panie i mężu, spełnić to życzenie, które jest również i moją prośbą?

- Oczywiście, moja pani. Pałacyk myśliwski w Dębowym Lesie powinien nadać się w sam raz i stoi obecnie pusty. Najlepiej sama wydaj polecenia łowczemu.

- Dziękuję, Bastianie.

- Jeśli pozwolisz, książę, mam do przekazania jeszcze osobiste przesłanie od Najdostojniejszej Damareny, Pani Połowy Świata.

Ambasador wydobył starannie zwinięty i przewiązany złocistym sznurkiem rulon. Całość zamykała ozdobna pieczęć cesarzowej. Skłonił się głęboko i podał zwój.

- Moja Pani, Najwspanialsza Bazylissa, poleciła wręczyć to pismo osobiście Waszej Wysokości, co niniejszym czynię.

To z pewnością nie mogło umknąć uwadze pani Rianny. Nieco zakłopotany, przyjął pergamin. Na jego rozpieczętowanie przyjdzie czas później...

Jak się okazało, chwila ta nadeszła właśnie teraz, wieczorem, w bibliotece. Księżna nie zapomniała bowiem o „osobistym przesłaniu”.

- Daj już spokój tym księgom, Bastianie. I tak nie znajdziesz tam odpowiedzi na zagadkę nie dającego się ugasić ognia. Jeżeli naprawdę jest tak ważny dla cesarstwa, to Damarena z pewnością nie okazała się na tyle nierozsądna, aby zdradzić ci tę tajemnicę w podarunku. Chcę natomiast poznać treść tego tajemniczego listu. Nie możesz mi odmówić, zarówno jako swojej małżonce jak i władczyni księstwa Dalekiej Północy.

- Nie mam takiego zamiaru Rianno. Spójrz, oto ten rulon! Nie otwierałem, pieczęć jest nienaruszona.

Wydobył pismo z fałd ubrania i podał żonie. Przyjrzała się podejrzliwie przedstawionemu w ozdobnej formie herbowi cesarzowej, szarpnęła za sznurek, przysunęła zwój do nosa.

- Przynajmniej nie wyperfumowała tego pergaminu... Chyba, że zapach zwietrzał po drodze... Ale wtedy pewnie kazałaby swemu posłowi użyć pachnideł ponownie.

- Proszę cię, Rianno...

- Wybacz... No, otwieraj wreszcie, bardzo jestem ciekawa słów Pani Połowy Świata. Może także odpowiedziała ci wierszem?

Przesłanie okazało się jednak nadzwyczaj krótkie. Zawierało zaledwie jedno zdanie. - „Ogień czeka na swego Pana.” - Odczytali oboje.

- A więc ona zaprasza cię do siebie, mój panie i mężu. Tylko tak można zrozumieć te słowa.

- Chyba odrobinę przesadzasz, Rianno. Ja dostrzegłbym w tym aluzję do księgi, którą ci pokazywałem. Tej o niemożliwych do ugaszenia płomieniach, w której pozostawiono na końcu wolne miejsce. Cesarzowa obiecuje zdradzić sposób ich wzniecania.

- I czyni to w tak niejasnym liście?

- To wielka tajemnica i najważniejsza broń cesarstwa. Próba jej ujawnienia karana jest śmiercią. Może Damarena nie chce robić tego otwarcie, z pewnością ma licznych wrogów.

- W to ostatnie akurat nie wątpię. I pragnie pozyskać rycerza. Oferując mu zupełnie inny żar oraz zupełnie inne płomienie... Tylko dlaczego to jej „osobiste przesłanie” ambasador wręczył w tak ostentacyjny sposób? Jakby chciał się upewnić, że na pewno tego nie przeoczę? I albo ja także poznam słowa dostojnej pani, albo też odmówisz pokazania pisma i poróżnimy się z tego powodu? Tu na pewno nie może chodzić tylko o ten twój tajemniczy ogień.

- Cokolwiek zamierzała, celu nie osiągnęła. List ujrzałaś na własne oczy, a sojusze i układy zawarłem już wcześniej. Wesprę najazd na cesarstwo, a przynajmniej nie będę się mu sprzeciwiał, za cenę oferowanych nam przez sojuszników miast i ziem. To pewna zdobycz, a nie mgliste obietnice takich czy innych płomieni.

- Stanę u twego boku, Bastianie. A razem ze mną całe księstwo Dalekiej Północy. Tak jak przyrzekałam. Ale i ty pamiętaj o swoich przysięgach.

- Zawsze padnę tylko do twoich stóp, pani Rianno. I niczyich innych, nawet Pani Połowy Świata. – Przywarł wargami do ust małżonki, a ona oddała pocałunek.

- Chętnie natomiast skorzystam z daru cesarzowej przeznaczonego dla mnie - kontynuowała, gdy odzyskali oddech. - W tych stronach jeszcze nikt nigdy w taki sposób nie polował. Waris i Kina obiecały przygotować wszystko w ciągu kilku dni. Jeśli się sprawią, zyskają we mnie życzliwą panią.

- Waris i Kina?

- Te dwie dziewczyny od kotów - łowców, przysłane przez bazylissę. Nie mów tylko, że nie zwróciłeś na nie uwagi, mężu. Gdyby tak się stało, to musiałabym zacząć obawiać się o twoje zdrowie, Bastianie.

- Skąd znasz ich imiona? - spytał, aby ukryć zmieszanie.

- Rozmawiałam z nimi na temat łowów. I chciałam wiedzieć, jak się nazywają. Ten cały ambasador wymienił tylko miana zwierząt, ich własne uznał za niegodne wysiłku swojego języka. Pamiętaj o tym, tak traktuje się na dworze w Chrysopolis tych, którzy zostaną uznani za zbyt nisko postawionych albo... niepotrzebnych. Ja natomiast uważam, że powinnam znać imiona ludzi, którzy mają mi służyć. Zwłaszcza, gdy oczekuję dobrej służby. Waris to czarna, Kina złotoskóra. Może przyda ci się na coś ta wiedza, mężu.

- Nie zamierzam udawać się na dwór cesarzowej, ani też przyjmować oferowanego tytułu wikariusza zachodnich krain - odpowiedział tylko na jedną z uwag małżonki. - Ta akurat misja ambasadora Demetriusza zakończy się niepowodzeniem.

Przypomniał sobie dzień przyjęcia poselstwa oraz wymienione wówczas słowa w chwili gdy szykowali się do rozpoczęcia polowania. Istotnie, rozmowy - prowadzone zresztą głównie przez Strażnika Pieczęci – nie przyniosły większych rezultatów. Cesarski poseł przedstawiał rozmaite propozycje, kusił różnymi obietnicami... Ostateczne fiasko swoich zabiegów przyjął jednak z godnym uznania spokojem. Być może pokrywając odczuwane po doznanej porażce rozdrażnienie oraz niepokój dotyczący jego własnej, dalszej kariery, przed wyjazdem zaprosił jeszcze książęcą parę na owe szczególne, oczekiwane z ciekawością łowy. Doprawdy, mimo wszystko wydawał się znakomitym dyplomatą, ale przecież obecna misja od samego początku nie rokowała żadnych szans sukcesu.

Księżna ponownie dosiadała Kruka, wybrała jednak futro nieco lżejsze niż podczas niedawnych polowań na Dalekiej Północy. Tutaj mrozy już puszczały, a śniegi zaczynały tajać. Przy tym nowym sposobie łowów nie musieli też galopować po lesie, ścigając się z wiatrem i zwierzyną. Ustawieni w takim miejscu, by ofiary nie poczuły zapachu, poczekają spokojnie aż pomocnicy łowczego nagonią jakieś dorodne okazy, a wtedy opiekunki spuszczą czworonożnych łowców ze smyczy... Jego własny wierzchowiec, podrażniony niepokojącą wonią wielkich kotów, okazywał pewien niepokój. Podobnie reagowały konie innych uczestników polowania. Tylko pani Rianna powodowała rumakiem bez żadnego, zdawałoby się, wysiłku. Jak zwykle, właściwie nie używała wędzidła ani ostróg, przypiętych do ulubionych, wysokich butów. Ale też ogier zachowywał się bardzo spokojnie, jako jedyny spośród wszystkich wierzchowców. Skierowała się ku szykującym już obydwie pantery egzotycznym łowczyniom. Kina i Waris nie dosiadały koni. Zbyt bliskie i częste towarzystwo drapieżców byłoby jednak dla zwierząt trudne do zniesienia. Prowadziły podopiecznych pieszo. Przez dłuższą chwilę wszystkie trzy kobiety rozmawiały z ożywieniem. Księżna, nadal bez wysiłku, panowała pewnie nad Krukiem. Podjechał do żony gdy wróciła do głównej grupy myśliwych.

- Jak to robisz? - spytał. - To nie może być przypadek.

- Bo nie jest – odparła z uśmiechem. - W ciągu ostatnich dni zdążyłam już kilka razy odwiedzić Dębowy Las, przyzwyczajałam Kruka do zapachu obydwu kotów. Wyobraź sobie, że Pani Połowy Świata uczestniczy w takich polowaniach noszona w lektyce! Też coś! Chciałam także dowiedzieć się więcej na temat samych łowów, mówiłam dużo z Waris i Kiną. Obiecałam im wolność, jeśli dobrze się spiszą. Na Północy i tak nikt nie trzyma podobnej, niewolnej służby... A ja cenię dzielnych myśliwych. Wiesz, przed wypuszczeniem na zwierzynę należy przez dłuższy czas głodzić te pantery. To trudne, bo stają się wtedy drażliwe. Trzeba koniecznie zasłaniać im głowy oraz oczy tymi kapturami. Ściąga się je dopiero na widok wybranego łupu. I nie wolno dać im pożywić się na własną rękę ubitym okazem. To myśliwy wykrawa jakiś smaczny kęs i dopiero wtedy jedzą... Oczywiście, zasługują wówczas na solidny posiłek... To wszystko wymaga dużej wprawy, zdecydowania i odwagi, sam zobaczysz. Takie koty przysposabia się od oseska, najczęściej po śmierci ich matki. Przez ten czas muszą mieć jednego opiekuna, do którego się przywiązują. To ułatwia sprawę, ale i tak tresura może okazać się niebezpieczna... Mam nadzieję, mężu, że nie sprzeciwisz się uwolnieniu tych dwóch łowczyń?

- Należą do ciebie, Rianno... To jednak bardzo szlachetny gest z twojej strony.

- Muszą jeszcze na to zasłużyć, mężu i panie. Ale uwaga, zaczynamy! Jako pierwszy pójdzie Duch!

Dobiegający z oddali sygnał rogu uprzedził myśliwych, że nagonka napędza grupę zwierzyny. Wszyscy wpatrywali się w rozciągający się przed nimi las. W pewnej chwili dało się zauważyć jakiś ruch pomiędzy drzewami. Ukazało się niewielkie stado złożone z kilku łani oraz dorastających cielaków. Czy już? Spojrzał w stronę obydwu łowczyń. Kina trzymała na smyczy wyprostowanego, sprężonego i najwyraźniej gotowego do ataku kota. Kaptur nadal jednak zakrywał głowę zwierzęcia, a dziewczyna oczekiwała znaku od pani Rianny. Księżna uznała najwidoczniej ten łup za niegodny tak niezwykłego polowania i zwlekała, trwając w bezruchu. Łanie przemknęły nieniepokojone. Cierpliwość dostojnej pani została wynagrodzona po dłuższej chwili, gdy w oddali pojawił się samotny jeleń, obdarzony wspaniałym porożem. Najwidoczniej nie zdążył jeszcze zrzucić wieńca pomimo odczuwalnych powiewów wiosny. Byk nie dorównywał wprawdzie samotnikowi, którego za trzecią próbą dopadli wreszcie w lasach Dalekiej Północy, ale i tak mógł uchodzić za okaz godny każdego łowcy. Rianna dała sygnał ręką. Kina odczekała jeszcze trochę, korzystając z tego, że sprzyjający myśliwym wiatr nie pozwolił ofierze zwietrzyć niebezpieczeństwa. Jeleń zbliżył się nieco i dopiero wtedy dziewczyna zerwała kaptur z głowy Ducha oraz odpięła smycz. Już wcześniej skierowała kota we właściwym kierunku. Uwolniony, czując zapewne głód, rozsadzającą go energię oraz naturalny instynkt łowiecki, ruszył szybkimi skokami, niewidoczny niemal wśród łach śniegu oraz pni drzew. Byk zbyt późno zorientował się, że grozi mu niebezpieczeństwo. Obcy zapach, który wreszcie poczuł, wywołał strach oraz zwyczajową reakcję. Wilki atakowały zawsze od tyłu, starając się rozerwać ścięgna nóg i w taki sposób powalić ofiarę. Toteż jeleń zwrócił zwieńczony rogami łeb w takim kierunku, by temu zapobiec i przeciwstawić drapieżnikowi swoją najgroźniejszą broń. Duch uderzył jednak inaczej, z boku, wygryzając się paszczą w szyję byka. Pęd decydującego skoku cętkowanego myśliwego sprawił, że obydwa zwierzęta upadły na ziemię. To przesądziło sprawę, jeleń nie zdołał już powstać. Szamotał się jeszcze przez chwilę, po czym zamarł, dusząc się własną krwią z tętnicy szyjnej rozerwanej zębami śnieżnej pantery.

Księżna wydała okrzyk pochwały i popędziła Kruka. Zachowała jednak wystarczająco dużo rozsądku, by zaczekać na Kinę, która nadbiegła z nożem myśliwskim w ręku. Dziewczyna odważnie podeszła do triumfującego drapieżnika, wypowiedziała ostrym głosem jakiś rozkaz, na który cętkowany potwór odstąpił. Pospiesznie rozpruła brzuch jelenia i wydobyła z jego wnętrzności ciepłą jeszcze, parującą wątrobę. Dostrzegł, że uczyniła to z dużą wprawą, nie uszkadzając bez potrzeby skóry. Rzuciła zasłużoną nagrodę irbisowi, który przyjął z ręki swojej pani ten krwisty poczęstunek. On sam także zbliżył się do Rianny i razem przyglądali się niezwykłemu widowisku.

- A więc tak poluje Pani Połowy Świata... Fascynujące... Nie wiem jednak, czy bardziej nie odpowiada mi galopada, pęd powietrza oraz oszczep w mojej własnej dłoni... Może jestem zbyt barbarzyńska i mało cywilizowana na takie rozrywki... Co nie znaczy, że Kina i Duch nie spisali się nadzwyczajnie...

- Zaczekaj, Szlachetna Pani, aż uderzy Mrok. To dopiero prawdziwa bestia... Ulubieniec Najjaśniejszej Cesarzowej, która jednak z prawdziwą radością odstępuje ci tego łowcę... - Ambasador Demetriusz pojawił się obok książęcej pary i nie zamierzał przepuścić okazji do przedstawienia swojej władczyni w jak najkorzystniejszym świetle.

- Nie traćmy więc czasu!

Okazało się jednak, iż należało odczekać, aż Duch zaspokoi głód pożywiając się zdobytym łupem. Wymagały tego zarówno sprawiedliwość jak i sztuka właściwego prowadzenia tego rodzaju polowań. Nasycony chwilowo kot pozwolił wziąć się na smycz i nałożyć na głowę kaptur. Kina pieszczotliwie drapała podopiecznego po szyi.

Ponownie posłyszeli sygnał rogu i teraz Waris przygotowała do ataku czarnego lamparta, nieco roślejszego od swego towarzysza. Po pewnym czasie nagoniono większe stado, prowadzone przez dorodną łanię i liczące kilkanaście sztuk zwierzyny. Ubezpieczał je podążający z tyłu dorastający samiec, może trzylatek, który najprawdopodobniej opuści wkrótce grupę, dołączając do którejś z chmar rówieśników. To zapewne na jego widok księżna uznała, że tym razem nie zrezygnuje. Dała znak i Waris uwolniła panterę. Okazało się jednak, że Mrok ma własne plany. Zamiast zaatakować młodego byka, co zapewne było intencją zarówno pani Rianny jak i czarnoskórej Waris, wybrał łup mniej szlachetny, za to łatwiejszy i może smaczniejszy. Rzucił się ku głównemu stadu, wzniecając panikę i zmuszając łanie oraz cielaki do rozpaczliwej ucieczki. Tak jak należało się spodziewać, po chwili jeden z jelonków został w tyle. Matka nie zdołała przyjść mu z pomocą i drapieżnik bez trudu powalił ofiarę. Reszta zwierząt zniknęła wśród drzew. Zadowolony z siebie kot czekał na pochwałę i nagrodę z rąk łowczyni. Ta jednak nie podzielała opinii podopiecznego. Spalając się zapewne ze wstydu ruszyła ku drapieżcy, rzuciła jakiś ostry rozkaz i sięgnęła lewą ręką po kaptur. Nie zamierzała ofiarować Mrokowi żadnego smacznego kąska. Ten sprawiał wrażenie, iż nie odstąpi swego łupu. Waris ponownie podniosła głos oraz użyła bicza, co prawda smagając rzemieniem tylko tuż obok głowy lamparta. Wielki kot warknął. Krótka, lecz pełna napięcia konfrontacja zakończyła się zwycięstwem treserki. Po kolejnym strzale z bata czarna bestia uległa woli swojej pani, pochyliła głowę oraz pozwoliła zarówno nałożyć sobie kaptur jak i zapiąć smycz. Nie bacząc na niebezpieczeństwo, księżna podjechała do łowczyni, rozmawiały przez chwilę. Gdy wróciła, czekał już na nią ambasador.

- Ta głupia dziewka powinna zostać ukarana! Nie potrafiła właściwie wypuścić swego zwierzęcia!

- To moja wina, panie Demetriuszu. Nie należało rzucać lamparta przeciwko takiemu stadu. Zaatakował zgodnie z własnym instynktem, teraz to widzę.

- To bez znaczenia. Na dworze Najjaśniejszej Cesarzowej zostałaby co najmniej przykładnie wychłostana, a ten durny kot nie dostałby mięsa przez kilka dni. – Poseł mówił wystarczająco głośno, by usłyszeli go wszyscy uczestnicy łowów.

- Waris pozostaje obecnie w mojej służbie i to ja decyduję, panie ambasadorze! Oboje z Mrokiem dostaną drugą szansę. Jak zapewniał łowczy, czeka nas jeszcze jeden, szczególny okaz. Mrok i Duch uderzą razem!

- Oczywiście, jak sobie życzysz, Szlachetna Księżno. - Wysłannik bazylissy opamiętał się i powściągnął niewczesny gniew, nie ulegało jednak wątpliwości, że podczas polowania prowadzonego przez jego panią los czarnoskórej opiekunki byłby po takiej kompromitacji nie do pozazdroszczenia.

Obydwie łowczynie starannie przygotowywały swoich podopiecznych. Tym razem róg zagrał dwa razy, a sygnał po chwili powtórzono. Nie ulegało wątpliwości, zbliżał się zapowiadany, specjalny okaz, główna atrakcja polowania.

Kolejny, samotny byk, potężniejszy jednak od najroślejszego nawet jelenia. Masywnej postury, z gęstą, krótką sierścią i nie rozgałęziającymi się, za to bardzo grubymi, długimi, wygiętymi w bok, a potem w górę rogami. Tur, prawdziwy król puszczy, nieczęsto już spotykany w tych południowych stronach. Zapewne sprowadzono to zwierzę specjalnie, z jakiejś dzikiej ostoi. Drgnął, niekoniecznie życzył sobie ubicia akurat takiego, wyjątkowego okazu. Pani Rianna nie przejawiała jednak podobnych wątpliwości. W księstwie Dalekiej Północy tury występowały częściej i wciąż polowano na nie bez żadnych skrupułów. Zapowiadało się szczególne widowisko i nie potrafiłby odmówić swojej pani oraz małżonce podobnego łupu. A Mrok i Waris musiały przecież zatrzeć pamięć niedawnej porażki.

Obydwie łowczynie wypuściły swoich podopiecznych. Czarny lampart, nadal głodny, ruszył szybciej i pierwszy dopadł byka. Gdy próbował skoczyć ofierze do gardła, tur wykonał zamaszysty ruch głową, odganiając drapieżcę potężnymi rogami. Jeden z nich omal nie zahaczył przeciwnika. Tylko dzięki prawdziwie kociej zręczności Mrok uniknął ciosu. Tę chwilę wykorzystał Duch, dopadając starego króla puszczy z przeciwnej strony i wbijając zęby w jego szyję. Gruba skóra i potężne mięśnie ochroniły jednak krtań i tętnicę. Tur zamachnął się raz jeszcze, usiłując zrzucić irbisa na ziemię, gdzie mógłby podeptać go kopytami. Cętkowana sylwetka śnieżnej pantery zatoczyła szeroki łuk w powietrzu, łowca zdołał jednak utrzymać chwyt. Tymczasem Mrok skoczył ponownie i dosięgnął teraz gardła. Byk rzucił się w bok, z mniejszym już jednak animuszem. Popłynęła krew, plamiąc na czerwono śnieg. Kolejnym, rozpaczliwym zamachem ranne zwierzę strąciło wreszcie Ducha, któremu najwidoczniej zabrakło już siły. Upadł jednak miękko i odskoczył. Tur nie potrafił wykorzystać tego sukcesu, na jego szyi zaciskał bowiem zęby Mrok. Polało się więcej posoki. Następny rzut głowy okazał się słabszy. Czarny łowca nie tylko utrzymał chwyt, ale chyba nawet go wzmocnił. Król puszczy stanął, pochylając głowę pod ciężarem wielkiego kota. Zaryczał z bólu, wciąż tracił krew. Irbis odzyskał szybko animusz po upadku i przyłączył się do towarzysza, atakując z przeciwnej strony nieruchomego przeciwnika. Przednie nogi przygiętego podwójnym obciążeniem byka załamały się w kolanach i tur powoli osunął się na ziemię. Już wiedział, że przegrał. Obydwaj drapieżcy nie dali mu teraz żadnej szansy. Po chwili martwe ciało potężnego zwierzęcia spoczęło na stratowanym kopytami śniegu.

- Co za walka! - zawołała pani Rianna. - Godna prawdziwie królewskich, co ja mówię, cesarskich łowów. Czy twoja Bazylissa poluje w Chrysopolis w równie szlachetny sposób?

Ostatnie słowa skierowała do ambasadora, poganiając już Kruka i nie czekając odpowiedzi. Podjechała do miejsca upadku tura przed łowczyniami. Duch i Mrok wydawały się jednak zbyt zmęczone, aby okazać gniew lub wrogość. Księżna osobiście rozcięła skórę byka i wykroiła kawałki mięsa z zadu zwierzęcia, rzucając je obydwu kotom. Było zapewne łykowate i nie tak smaczne jak delikatne kąski oferowane przez młodego jelonka, zwycięzcy zasłużyli jednak na nagrodę. Kina i Waris uważały tak samo, pozwoliły swoim podopiecznym nasycić się w spokoju i dopiero wówczas nałożyły im kaptury oraz wzięły drapieżców na smycze, obdarzając ich w zamian pieszczotami dłoni. Triumfujące koty okazały ukontentowanie cichymi pomrukami.

- Doskonale się spisałyście! Jestem bardzo zadowolona i chętnie zatrzymam was w mojej służbie jako wolnych myśliwych. Waszych ulubieńców oczywiście także!

- Cieszę się, że dar Najjaśniejszej Cesarzowej przypadł Waszej Wysokości do gustu. - Demetriusz teraz dopiero zbliżył się do miejsca walki. - Jeśli pozwolicie, Szlachetna Pani i ty, książę Bastianie, chciałbym na koniec tego polowania zaprosić was oboje na skromny poczęstunek przygotowany w pałacyku tak łaskawie oddanym do dyspozycji poselstwa. Tylko was samych, pragnąłbym bowiem zademonstrować inne jeszcze umiejętności tych wspaniałych zwierząt, a to wymaga pewnej... dyskrecji.

- Z przyjemnością przyjmiemy tak uprzejmą gościnę – odparła pani Rianna, zanim jej małżonek zdążył wyrazić własne zdanie. - Potrzebujemy jednak miejsca oraz chwili czasu, by się odświeżyć.

- Oczywiście, Dostojna Pani. Proszę za mną, służba zajmie się wszystkim, a dziewki przygotują tymczasem swoje koty do specjalnego pokazu.

W ten sposób znaleźli się wkrótce w osobnej komnacie, w której mogli skorzystać z wody i ręczników. Nie spodziewając się zaproszenia, nie dysponowali żadnymi dworskimi strojami aby się przebrać.

- Nic nie szkodzi – zauważyła księżna. - To w końcu polowanie i wystąpimy w odzieniu myśliwskim. Mam jednak pewną prośbę, mężu...

- Tak, Rianno?

- Chciałabym... Chciałabym, abyś pozwolił nałożyć sobie na czas tej uczty to...

Wydobyła z zanadrza uczyniony z metalu oraz kawałków wyprawionej skóry przyrząd, który przywiózł kiedyś z podróży do jednego z wielkich dworów Południa. Służył on wyrafinowanym zabawom tamtejszych panów oraz ich dam. Oni sami wypróbowali go raz czy drugi, ostatecznie nie przypadł jednak szlachetnej pani Riannie do gustu i spoczywał gdzieś zapomniany w jej skrzyniach. A przynajmniej tak do tej pory sądził.

- Ale po co?

- Bo bardzo o to proszę, mężu... Bo mam pewne przeczucia odnośnie tego zapowiedzianego pokazu... Bo wiem przecież, że Waris i Kina nie mogły pozostawić cię obojętnym... Byłoby dziwne, gdyby stało się inaczej i nie mam ci tego za złe, ale chciałabym abyś dzisiaj miał to na sobie... Proszę...

- Skoro aż tak ci na tym zależy, Rianno...

- Dziękuję, Bastianie. Naprawdę dziękuję. Obiecuję, że wynagrodzę ci obecne niewygody!

Pomimo zgody samego zainteresowanego, dla zrealizowania zamiaru księżnej bardzo przydały się zimna woda oraz mokre ręczniki.

- Co to za przeczucia? - spytał. - Nie myślisz chyba, że zamierzają nas tutaj otruć albo zamordować w jakiś inny sposób? To nie miałoby żadnego sensu, a jeśli nawet, to ten przyrząd i tak w żaden sposób przecież nie pomoże.

- Nie. Coś takiego w niczym nie przysłużyłoby się planom bazylissy i nie zapobiegło najazdowi na cesarstwo. Wręcz przeciwnie, zamach zorganizowany przez jej posła musiałby wzburzyć wszystkich panów Zachodu. Nigdy jednak nie wiadomo, co może się wydarzyć... Naprawdę, dziękuję Bastianie. W nagrodę możesz teraz dokładnie wyczyścić moje buty. Zrób to bardzo starannie, życzę sobie, by lśniły podczas tego przyjęcia. Tylko użyj może ręczników, książę!

Powstrzymała go, gdy zamierzał wykonać prośbę żony na własny sposób. Nawet w takiej formie sprawiła mu jednak przyjemność i dopiero później zaczął podejrzewać, że może pani Rianna postarała się celowo odwrócić uwagę męża oraz zmienić temat rozmowy.

Prowadzeni przez gospodarza, zajęli miejsca w wytwornie przygotowanej loży przeznaczonej na trzy osoby. Ustawiono ją na podwyższeniu w sporej rozmiarów komnacie. Służba podawała wymyślne przekąski, a następnie przeszła do głównych dań. Smaku dodawały im egzotyczne, sprowadzane z dalekich krain przyprawy. Zapewne poselstwo przywiozło je ze sobą, podobnie jak kucharza. W tutejszych stronach były praktycznie nieosiągalne, a jeśli nawet, kosztowały krocie i mało kto potrafił posłużyć się tymi specjałami we właściwy sposób. Do tego równie wyborne wina, także sprowadzone z Chrysoplis, jak nie omieszkał zauważyć ambasador. Gdy nasycili już głód, służący uprzątnęli stół i wycofali się dyskretnie. Zrozumiał, że nadeszła pora na zapowiedzianą, najważniejszą atrakcję bankietu.

Demetriusz klasnął w dłonie i do sali wkroczyły Kina oraz Waris. Obydwie niemal nagie, bo trudno było uznać za ubiór przeźroczyste szaty z najdelikatniej tkanego jedwabiu oraz godną samej cesarzowej biżuterię, którą nosiły młode kobiety. To znaczy, pomyślał tak w pierwszej chwili on sam, bazylissa Damarena posiadała przecież zapewne w swoich szkatułach klejnoty o wiele cenniejsze. Tym niemniej, łowczynie wywierały silne wrażenie i podziwiając ich wdzięki musiał zarazem docenić zdolność przewidywania małżonki. Wpadające przez niewielkie okna słabe światło zbliżającego się zmierzchu, wspomagane blaskiem kilku świec, dodawało cudzoziemskim pięknościom tajemniczego uroku. Na znak ambasadora dziewczęta skłoniły się głęboko i napełniły kielichy ucztujących winem.

- Pozwólcie, Szlachetni Państwo, że opuszczę was teraz na jakiś czas. Pokazem, który za chwilę ujrzycie, najlepiej rozkoszować się na osobności. Moja obecność byłaby z pewnością nie na miejscu. Mam nadzieję, że to, co ujrzycie, przypadnie wam do gustu. Takie jest też życzenie Najdostojniejszej Bazylissy Damareny. Skorzystajcie też, proszę, z tego znakomitego wina. To również upominek Pani Połowy Świata. Wznieśmy teraz kielichy na Jej cześć.

Zdając sobie zapewne sprawę z dwuznacznej sławy otaczającej dwór w Chrysopolis, sam ujął naczynie i pierwszy upił spory łyk trunku. Nie wypadało odmówić i goście poszli w ślady gospodarza. Wychodząc, Demetriusz dał jeszcze znak obydwu dziewczętom, które ustawiły się na środku sali, po czym w zmysłowy sposób, powoli pozbyły się swoich szat, rozbierając się wzajemnie. Przywarły do siebie wargami i splotły ciała w uścisku. Stawał się on coraz bardziej namiętny, podobnie jak wymieniane pieszczoty twarzy, sutków, ud, a wreszcie i najbardziej tajemnych miejsc rozkoszy. Chłonąc ten widok, musiał napić się wina. Młode kobiety upadły na wyłożoną skórami ubitych zwierząt podłogę i kontynuowały obdarzanie się dowodami miłości, wydając przy tym wymowne jęki rozkoszy. Jeżeli nawet udawały, czyniły to w doskonały sposób. Po chwili zmieniły pozycję, sięgając teraz wzajemnie ustami swoich cudownych zaiste fragmentów ciał pomiędzy nogami. Zauważył, że obydwie są tam starannie wygolone. Intensywność okrzyków wzrosła, dwie smukłe sylwetki splotły się w nierozerwalny, zdawałoby się, węzeł hebanu i złota. Pociągnął kolejny łyk wina. Doznania, które sam odczuwał w kroku, stawały się coraz bardziej wyraziste.

- Czy to wszystko, na co stać dwór cesarzowej? - odezwała się pani Rianna. - Jestem rozczarowana, spodziewałam się czegoś więcej. - Odstawiła kielich z nienaruszoną niemal zawartością.

Księżna myliła się jednak. Gdy wydawało się już, że zarówno Waris jak i Kina osiągną wspólnie szczyt rozkoszy, nagle zaprzestały wzajemnych pieszczot i z pewnym trudem oderwały się od siebie. Skłoniły się głęboko i podeszły do dwóch ustawionych pod przeciwległą ścianą masywnych krzeseł z wysokimi oparciami. Kina zajęła miejsce na jednym z nich i rozchyliła uda, podczas gdy Waris nabrała w dłonie olejku z niewielkiego, zapieczętowanego dotąd dzbanuszka. Wydzielał on silny, wyczuwalny nawet w loży zapach. Natarła hojnie tajemne miejsce koleżanki. Po chwili złotoskóra mieszkanka Wschodu odwzajemniła się dziewczynie z Południa. Przygotowane w ten sposób, ku zaskoczeniu dostojnych widzów opuściły komnatę przez boczne drzwi.

„To przecież nie może być koniec.” - Pomyślał, sięgając po wino.

Istotnie, dziewczęta powróciły po dłuższej chwili i to nie same. Głośne pomruki oznajmiły z pewnym wyprzedzeniem, iż wiodą swoich podopiecznych. Duch i Mrok nosiły kaptury, obroże i smycze – te ostatnie spoczywały w dłoniach opiekunek – podążały jednak z własnej woli, pomimo zasłoniętych oczu bezbłędnie odnajdując drogę i szukając kroczy młodych kobiet. Zachowywały się wręcz jak kociaki, łaszące się podczas zabawy z dziećmi. Ale ta zabawa przeznaczona została dla dorosłych i dopiero się rozpoczynała. Obydwie łowczynie ponownie zajęły miejsca na swoich siedziskach, raz jeszcze rozchylając nogi. Nie musiały używać smyczy aby przyciągnąć do siebie podnieconych i wydających niezwykłe pomruki zadowolenia drapieżców. Zarówno irbis jak i lampart bez żadnego kłopotu, wiedzione zapewne zmysłem węchu, odnalazły właściwe miejsca. Dziewczyny uwolniły ich głowy od kapturów, po czym zarówno Mrok jak i Duch zaczęły gorączkowo lizać swymi dużymi językami najwrażliwsze punkty ciał opiekunek. Czyniły to z widocznym pośpiechem, doznając przedziwnej przyjemności. Waris i Kina trzymały swoje koty za uszy, wydawało się to jednak całkowicie niepotrzebne. Ich własna rozkosz ujawniła się wkrótce okrzykami nieporównywalnymi z odgłosami, które wydawały podczas uprzednich, wzajemnych pieszczot.

Opróżnił kielich do dna, trudno było jednak oczekiwać w obecnej chwili podania kolejnej porcji trunku. Chłonął widok całym sobą, ujrzał nadto, że również pani Rianna nie pozostaje obojętna na to, co rozgrywa się przed ich oczyma.

- Słyszałam, że ta dziwka z Chrysopolis każe sypać sobie ziarna jęczmienia pomiędzy dolne wargi, a potem podstawiają tam gęsi, by je wydziobywały... Obrzydliwość... Nie sądziłam jednak, że jest zdolna do czegoś takiego...

- Myślisz, że...

- Oczywiście! Czyż Pani Połowy Świata mogłaby poprzestać na przyglądaniu się takim scenom? Jestem pewna, że sama zażywa podobnych rozrywek. Czy wiesz, że języki kotów są niezwykle szorstkie? A tych tutaj muszą być szczególne...

- Rianno, czy ty...

- A czemuż by nie? Czy te pantery to nie dar ofiarowany mi przez samą bazylissę? Czy sądzisz, że poleciła urządzić ten pokaz przez przypadek? Nie został przeznaczony tylko dla ciebie, mężu.

- Dla mnie?

- A jakże by inaczej? Nie mów tylko, że Waris i Kina nie robią na tobie wrażenia.

Musiał natychmiast napić się wina i wychylił kielich żony. Nie zwróciła na to uwagi.

- Pamiętaj jednak, co mi obiecałeś. Padniesz wyłącznie do moich stóp i żadnych innych, nawet, gdyby miały to być stopy samej Pani Połowy Świata!

- Oczywiście, Rianno. Przecież zadbałaś o wszystko.

- To się dopiero okaże. Ale nie przeszkadzaj teraz!

Istotnie, głośność oraz natężenie jęków rozkoszy wydawanych przez obydwie młode kobiety zdawały się w szybkim tempie narastać. Cętkowana i czarna pantera również lizały sromy swoich opiekunek z nieustającym zapałem. Jako pierwsza nie wytrzymała Waris. Wygięła się w spazmie spełnienia, czemu towarzyszył przeszywający okrzyk, po czym usiłowała odsunąć głowę czarnego lamparta. Bezskutecznie. Kina niemal natychmiast poszła w ślady koleżanki. Ich głosy splotły się w wyrażaniu przeżywanych emocji, podobnie jak uprzednio hebanowe i złociste ciała. On sam powinien drżeć z podniecenia, odczuwać ból i pożądanie... Tymczasem pozostawał prawie zupełnie obojętny. Z pewnym trudem zauważył, że pani Riannna, jeszcze przed chwilą niezwykle ożywiona, przymknęła teraz oczy i przechyliła głowę. Było to ostatnie świadome wrażenie i ostatnia jasna myśl. Prawie nie poczuł, gdy jego własne czoło wsparło się o blat stołu...

Ocknął się stojąc w niewygodnej pozycji, na wyprostowanych palcach bosych stóp, ze skrępowanymi na plecach dłońmi, które w dodatku podciągnięto sznurem w górę, sprawiając tym spory ból. Nie to jednak przywróciło mu przytomność. Uczyniła to przytknięta do nosa tkanina wydzielająca ostry, obrzydliwy zapach. Instynktownie usiłował odsunąć głowę, ale czyjaś ręka ponownie docisnęła nasączoną podejrzaną substancją szmatę. Teraz dopiero zorientował się, że pozbawiono go kubraka i koszuli, stoi więc nagi od pasa w górę. Na szczęście, pozostawiono przynajmniej spodnie.

- Jeszcze chwila, Wasza Wysokość. Proszę stać spokojnie. Nikt nie ma zamiaru cię skrzywdzić, książę. Wręcz przeciwnie. Trzeba jednak osłabić działanie pewnego specyfiku. Ostatni dar Cesarzowej Damareny powinieneś przyjąć w pełni świadomie. - Głos ambasadora Demetriusza brzmiał jak zawsze przyjaźnie.

- Co to ma znaczyć? Otrułeś mnie winem na polecenie swojej pani? Jeśli tak, to oboje jesteście prawdziwymi głupcami!

Rozejrzał się po pomieszczeniu. Pozbawione okien, oświetlone kilkoma pochodniami, bosymi stopami wyczuwał chłód posadzki. Zapewne jakaś piwnica.

- Ależ książę, kto mówi o truciźnie? To tylko szczególny sposób zaproszenia na dalszy ciąg uczty, uczty równie niezwykłej jak i zaproszenie. Nic ci nie będzie, a ten środek wkrótce przywróci przytomność. Ja sam także piłem tamto wino i skorzystałem z odtrutki. - Poseł odsunął wreszcie śmierdzącą tkaninę.

- Co z moją żoną?

- Szlachetna księżna Rianna odpoczywa po emocjach polowania. Po prostu śpi i obudzi się dopiero za jakiś czas. W tej chwili jej obecność byłaby zbędna, a nawet szkodliwa.

- A to wszystko?

- Moja Pani, Bazylissa Damarena, poleciła w taki właśnie sposób przekazać Waszej Wysokości Jej ostatni podarunek oraz drugą część przesłania.

- Podarunek i drugą część przesłania?

- Tak, książę. Ale wszystko po kolei. Nie sądziłeś chyba, że Pani Połowy Świata ofiarowała swemu wikariuszowi, co prawda niedoszłemu, tylko skrzynię z księgami? Jakąż byłaby władczynią, obdarzając przyjaciela i sojusznika tak skromnym upominkiem? Przeznaczyła dla oddanego rycerza coś jeszcze. Mrok i Duch, czarna oraz śnieżna pantera, to prezent dla szlachetnej księżnej, treserki obydwu łowców, hebanowa Waris oraz złotoskóra Kina – dla ciebie. Są obdarzone licznymi talentami, o czym wkrótce się przekonasz.

- Ciekawe, w jaki sposób?

- Cesarzowa żywi nadzieję, że w taki, który przypadnie ci do gustu. Czytywała z upodobaniem twoje wiersze i tymczasem przesyła obecny podarunek, książę Bastianie.

- To i tak niczego nie zmieni. Nie zerwę układów i nie pospieszę Jej z pomocą.

- Moja Pani usłyszy te słowa z prawdziwą przykrością, nie wpłynie to jednak na uczucia, które żywi wobec tak dzielnego i utalentowanego rycerza. Zapewniła mnie o tym osobiście, obawiając się, że poselstwo może jednak nie przynieść pożądanego przez nas wszystkich rezultatu. I poleciła przekazać drugą część przesłania.

- Jakie to przesłanie?

- Pierwszy fragment otrzymałeś w liście. Nie znam jego treści. Obecny mam wyjawić ustnie. Oto on: „I pragnie roztopić okowy lodu.”

- Co to ma znaczyć?

- Doprawdy nie wiem, książę. Moja Pani nie wątpiła, że ty zrozumiesz te słowa. Teraz jednak wybacz, że się oddalę. Podobnie jak podczas poprzedniego pokazu moja obecność byłaby zbędna i krępująca. Życzę dobrej zabawy, Wasza Wysokość. I niczego się nie obawiaj.

Ambasador wyszedł, pozostawiając więźnia samego. Szarpnął dłońmi, ale węzły trzymały mocno i poczuł tylko silniejszy ból w ramionach. Po niezbyt długim czasie usłyszał odgłos otwierania i zamykania drzwi oraz kroki dwóch osób. Nie zdziwił się, gdy stanęły przed nim Waris i Kina. W końcu stanowiły zapowiedziany dar cesarzowej. Musiały już dojść do siebie po poprzednich przeżyciach, pojął też, że to zapewne obydwie łowczynie związały go i umieściły w tej piwnicy. Bo przecież nie Demetriusz osobiście, a resztę służby zawczasu odprawiono. Doprawdy, młode kobiety wykazywały się zaskakującymi talentami.

O ile uprzednio wystąpiły niemal nago, to obecnie Kina przywdziała pyszną szatę z bogato zdobionego brokatu oraz prawdziwie wspaniałą biżuterię. Najcenniejszym klejnotem był znakomitej roboty diadem, z wprawionymi w złoto licznymi kamieniami. Ozdoba godna samej cesarzowej. Kto wie, czy istotnie nie pochodziła ze szkatuły Damareny? Podobnie jak intensywne, nieznane mu, egzotyczne perfumy użyte przez dziewczynę. Poczuł je, gdy niby przypadkiem otarła się o jego ramię. Do tego złociste sandałki na obcasach. Pewien dysonans w obrazie szlachetnej damy wysokiego rodu stanowił tylko solidny bicz dzierżony przez młodą kobietę. Waris wystąpiła natomiast w roli łowczyni bądź wojowniczki. Skórzany kostium udający pancerz, rękawiczki, wysokie buty. Żadnych ozdób czy perfum. Jedynym wspólnym elementem wyglądu obydwu opiekunek czy też treserek okazały się bicze. W dłoni czarnoskórej Waris nawet obecnie nie dziwił.

- Witaj, książę - odezwała się hebanowa piękność. - Nie obawiaj się. Jestem przeznaczonym dla ciebie podarunkiem. Jeśli usłużysz tej tutaj damie niczym samej Pani Połowy Świata, którą obecnie przedstawia, nic ci nie grozi... A nawet powinieneś zaznać prawdziwej rozkoszy, na co obydwie bardzo liczymy. Jeśli nie... To także zażyjesz silnych emocji, może nieco innych, ale takich, których również zapewne pożądasz.

Smagnęła go batem przez plecy, niezbyt co prawda mocno.

- Wystarczy - powstrzymała koleżankę Kina, czy też raczej fałszywa bazylissa. - Książę Bastian nie jest głupcem. Z pewnością wybierze rozkosz zamiast bicza, czyż nie tak, mój panie?

- Czego chcecie?

- Ależ pragniemy tylko obdarować cię, książę, zgodnie z życzeniem Najjaśniejszej Cesarzowej. Najdostojniejsza Pani żałuje, że tymczasem może to uczynić jedynie za naszym pośrednictwem, żywi jednak szczerą nadzieję, że zechcesz skorzystać z Jej łaskawości – odparła złotoskóra.

- My także mamy taką nadzieję, panie – dodała Waris, ponownie używając bicza i nadal zachowując przy tym pewien umiar.

- Zabawy z tymi panterami wam nie wystarczają?

- Oczywiście, że nie, Bastianie. Koty bywają bardzo przydatne w pewnych sytuacjach ale w innych sprawach pozostawiają duży niedosyt... Pani Połowy Świata jest tego samego zdania. Nie traćmy jednak czasu.

Złotoskóra skinęła na towarzyszkę, która poluzowała sznur przewleczony przez jakiś wmurowany w strop pierścień i dzięki temu przestał odczuwać ból naciągniętych ramion. Chwilę później Waris popchnęła go jednak niespodziewanie w plecy i nadwyrężone stopy nie zdołały utrzymać równowagi. Upadł na kolana.

- Oddaj hołd tej, która wyobraża tutaj Najjaśniejszą Bazylissę Damarenę! - zawołała dziewczyna z Południa.

Gdy zwlekał z wykonaniem rozkazu, ponownie użyła bicza, tym razem zupełnie na serio. Końcówka trafiła w skrępowane dłonie i syknął z bólu.

- Ależ książę, przecież marzysz o złożeniu takiego hołdu. Pisałeś o tym w swoich wierszach. Wyobraź sobie, że stoi przed tobą sama Cesarzowa i uderz czołem o ziemię! - Kina odezwała się bardzo życzliwym głosem.

Chcąc uniknąć kolejnego ciosu batem odruchowo spełnił polecenie, przyciskając twarz do kamieni posadzki.

- Bardzo dobrze! - pochwaliła rzekoma Pani Połowy Świata. - Okażę teraz szczególną łaskę i pozwolę ci ucałować stopy Bazylissy.

Wspomniał obietnice składane pani Riannie i zdołał się powstrzymać, pomimo narastającego bólu oraz podniecenia. Waris smagnęła dwukrotnie batem, nie próbując już osłabiać mocy uderzeń.

- Ależ on to zrobi, przecież dokładnie tego właśnie pragnie... Czyż nie tak, mój książę? Trzeba cię tylko odpowiednio zachęcić. Niekoniecznie przy pomocy samej chłosty.

Złotoskóra nadal okazywała życzliwość, niczym nieco krnąbrnemu, ale zarazem ulubionemu podopiecznemu. Waris przejawiała mniejszą wyrozumiałość. Wsparła stopę na jego ramieniu, po czym pchnęła z całej siły. Zdążył poczuć dotkliwe ukłucie obcasa, na szczęście nie tak ostrego jak te przy ulubionych butach pani Rianny, po czym przewrócił się na plecy. Zanim zdołał się w jakikolwiek sposób pozbierać, łowczyni usiadła na wyciągniętych nogach więźnia. Leżąc na własnych, skrępowanych ramionach, unieruchomiony, nie mógł w tej chwili zdziałać zbyt wiele. Wcale nie miał zresztą pewności, czy w ogóle pragnie się bronić. Tym bardziej, że Kina przydepnęła odsłonięte gardło. Ostrożnie, nie zamierzając uczynić większej krzywdy, ale przesłanie było zupełnie jasne. Zamarł, usiłując wykorzystać okazję, by zajrzeć pod fałdy długiej, brokatowej sukni rzekomej cesarzowej. Wydało mu się, że nie nałożyła żadnej bielizny, co zresztą wcale w tej sytuacji nie dziwiło. Złotoskóra rzuciła jakieś polecenie w nieznanym mu języku, na co Waris rozpięła klamrę jego pasa i ściągnęła spodnie do wysokości kolan. Naturalnym porządkiem rzeczy przyszła następnie kolej na gatki.

Nie mógł dostrzec zdumienia na twarzach obydwu kobiet, ale usłyszał je w ich głosach, gdy wymieniały niezrozumiałe zdania, naradzając się zapewne, co z tym wszystkim począć. Najwidoczniej na taką okoliczność nie otrzymały instrukcji ani od Najjaśniejszej Damareny, ani od ambasadora Demetriusza. Dziewczyna z Południa zręcznymi palcami dokładnie obmacała skuwający genitalia przyrząd, wzbudzając przy tej okazji silne, ale ukarane natychmiastowym bólem podniecenie więźnia. Wypowiedziała jeszcze kilka obco brzmiących słów i pokręciła głową. Mógł to ujrzeć, gdyż zaaferowana „cesarzowa” cofnęła stopę. Waris przyznawała zapewne, że nie zdoła uwolnić przyrodzenia jeńca bez użycia klucza. A ten, zawieszony na złotym łańcuszku, spoczywał w tej chwili pomiędzy piersiami pani Rianny. Musiał podziwiać intuicję żony, nie potrafił jednak zdecydować, czy cieszy się z tego faktu, czy też odczuwa żal i smutek. Pozostawała nadto kwestia, czy łowczynie albo obserwujący może tę scenę Demetriusz domyślą się, gdzie należy tego klucza szukać. Gdy już zadadzą sobie takie pytanie, odpowiedź nie okaże się zapewne zbyt trudna. A księżna śpi przecież w jakiejś pobliskiej komnacie...

Tymczasem dziewczęta postanowiły, że spróbują poradzić sobie w inny sposób, nie chcąc może zawieść swoich mocodawców okazaną nieudolnością.

- Książę, doprawdy, czegoś takiego nie oczekiwałyśmy ani my same, ani też Pani Połowy Świata. Oczywiście, takie zabawki są znane i w Chrysopolis, ale tutaj? W dzikiej głuszy prawie na końcu świata? - odezwała się Kina, z mniejszą już jednak życzliwością i pewnością siebie.

- Jak widać, nie jesteśmy aż tak bardzo niecywilizowani, Dostojna Bazylisso - Pozwolił sobie na żart.

- Chciałyśmy ci wszystko ułatwić, panie. A i same liczyłyśmy na prawdziwie książęcą nagrodę za nasze trudy. A tymczasem... – Złotoskórej wcale nie zbierało się na żarty. - Tymczasem po prostu musisz ucałować moje stopy! Musisz wylizać podeszwy sandałów Najjaśniejszej Cesarzowej Damareny! To Jej i mój rozkaz!

Ponownie przydepnęła gardło więźnia, tym razem mocno i z wyraźną złością. Panowała nad emocjami, jak przystało na wyszkoloną treserkę drapieżnych kotów, tym niemniej poczuł, że traci oddech. Trwało to przez jakiś czas, który uznał za bardzo długi. Wreszcie pozwoliła mu zaczerpnąć powietrza, wspierając jednak następnie stopę na jego ustach. Uczyniła to w sposób równie zdecydowany.

- Liż, książę! Liż sługo! Nieważne, marzysz o czymś takim czy też budzi to twoją odrazę. Musisz wykonać rozkaz Najdostojniejszej Damareny! Natychmiast!

Gdy nadal się ociągał, wciąż więżąca nogi jeńca Waris zaczęła chłostać końcówką bicza tors, brzuch, a wreszcie zniewolone genitalia. Ból tych ostatnich okazał się nie do zniesienia i chciał już nawet ulec, ale w swoim zapamiętaniu Kina zbyt mocno przydeptywała jego wargi, by zdołał spełnić polecenie albo chociażby coś powiedzieć. Poruszył gwałtownie głową, co uznała za próbę ucieczki. W odpowiedzi uniosła nieco stopę i natychmiast wsunęła obcas w otwarte usta, zamieniając słowa w zduszony jęk.

- Skoro nie chcesz inaczej, to uczynisz to w taki sposób!

Nadal chłostany, doświadczył teraz kilkakrotnej, głębokiej penetracji ust. Nie zdążył nawet zacisnąć zębów. Może i lepiej, dziewczyna obdarzona była bowiem sporą siłą, potęgowaną dodatkowo przez przewagę pozycji. Na szczęście zachowała jeszcze rozsądek i nie próbowała wbijać się obcasem w przełyk. Ale i tak najadł się strachu...

Niespodziewanie tortura ustała. Waris rzuciła ostrym tonem jakieś niezrozumiałe zdanie. Kina cofnęła stopę i uwolniła jego głowę. Łowczynie znowu rozmawiały w sobie tylko znanym języku. Po chwili czarnoskóra uniosła się i dokończyła zdzieranie spodni oraz gaci. Został w samym tylko przyrządzie chroniącym przyrodzenie, przyrządzie, który najprawdopodobniej sprowadził nań przebyte niedawno cierpienia. Młode kobiety ujęły zgodnie linę i podciągnęły ją w górę. Na szczęście, w krytycznej chwili Kina pomogła mu stanąć na nogach. Może opuścił ją już największy gniew? A może tylko ten gniew udawała? Nie zmieniało to faktu, że ponownie na wpół zwisał, na wpół stał na wyciągniętych palcach nóg, czując narastający ból ramion. Obydwie oprawczynie, które miały być rzekomo przeznaczonym dla niego upominkiem, opuściły pospiesznie izbę, nadal nie wypowiadając do swego więźnia żadnego zrozumiałego słowa.

Czekał w półmroku. Przecież prędzej czy później będą musieli go uwolnić. Ani ambasador, ani cesarzowa nie mogli być tak głupi, by planować morderstwo albo porwanie. To nie miałoby żadnego sensu i tylko zaszkodziło dworowi w Chrysopolis. Wszyscy wiedzieli, że razem z księżną przyjął zaproszenie na prywatny bankiet wydawany przez posła. Właśnie, co z panią Rianną? Czy nadal spała? Czy groziło jej jakieś niebezpieczeństwo? Może w tej akurat chwili obszukiwano ją, chcąc odnaleźć wiadomy klucz? Jeżeli ten cały Demetriusz ośmieli się uczynić to osobiście, to nieważne, ambasador czy nie, odeśle jego głowę na dwór Pani Połowy Świata w tej samej skrzyni, w której otrzymał księgi. A potem niech dzieje się, co chce. Sojusznicy z Południa tylko pochwalą taki uczynek i chętnie przyjmą w swoje szeregi kontyngenty z dwóch jeszcze księstw. A poprowadzi je z największą radością on sam.

Te gniewne, ale w danej chwili jałowe rozważania przerwał ponowny odgłos otwieranych drzwi. Do piwnicy wróciła Waris. Była sama. Odziana identycznie jak poprzednio, oprócz bicza niosła jakieś zawiniątko.

- To jeszcze nie koniec, książę. Spróbujemy teraz inaczej.

Okazało się, że zabrała ze sobą jeden z worków, które razem z Kiną nakładały na głowy swoich panter aby pozbawić je zdolności widzenia i poskromić. Chociaż próbował się szarpać, nie zdołał uniknąć swego losu. Niewygodna pozycja pozbawiała siły, a długonoga dziewczyna z Południa okazała się wystarczająco rosła by sięgnąć na odpowiednią wysokość. Po chwili miał już kaptur na głowie i stracił zdolność widzenia. Dolne krawędzie worka obszyto skórzanym paskiem, wyposażonym w klamrę. Zapięta, nie pozwalała zrzucić grubej, gęsto tkanej materii. Nie potrafiły uczynić tego drapieżne koty, ze skrępowanymi na plecach dłońmi nie potrafił i on sam. Na szczęście, na wysokości ust uczyniono przerwę, umożliwiającą swobodne oddychanie. Gdy tak stał pogrążony w ciemnościach, usłyszał kolejne kroki. Stukot obcasów zdradzał kobietę. Co teraz wymyśliły Kina i Waris? Czy z pomocą Demetriusza albo też same zdobyły klucz?

Okazało się, że nie. Albo też nie zamierzały czynić z niego natychmiastowego użytku.

- Skoro nie chciałeś oddać należnego hołdu Najjaśniejszej Bazylissie jako wytwornej damie, uczynisz to teraz jako łowczyni – odezwała się Waris. - Tym razem to ja odegram rolę Dostojnej Pani, a Kina posłuży pomocą. Takie otrzymałyśmy rozkazy. Aby ułatwić ci zadanie, książę, pozbawiłam cię chwilowo wzroku. Tym lepiej wyobrazisz sobie, że całujesz buty swojej Władczyni.

Któraś z dziewczyn poluzowała sznur, podczas gdy druga przypięła do obroży na jego szyi smycz. Musiała to uczynić Kina, którą rozpoznał po zapachu egzotycznych perfum. Linę poluzowano na tyle, że mógł swobodnie stanąć. Po chwili poczuł jednak silne szarpniecie smyczy, które zmuszało do pochylenia głowy oraz całej sylwetki. Nie miał wyjścia, upadł na kolana, by po chwili skłonić się jeszcze głębiej i dotknąć czołem posadzki. Tymczasem linę za plecami podciągnięto nieco wyżej, klęczał teraz z wykręconymi na plecach i wyciągniętymi w górę ramionami, nie mogąc ani opaść w dół, ani unieść głowy, przyciąganej do podłogi smyczą. Dziewczyny nie potrzebowały słów, słyszał tylko odgłosy ich kroków, gdy ustawiały więźnia w odpowiedniej pozycji.

- Całuj moje stopy, całuj moje buty, książę Bastianie. Złóż hołd swojej Pani i Władczyni – zawołała Waris. - Przecież wiem, że sprawi ci to przyjemność. Pisałeś o tym w wierszach przesłanych Cesarzowej – dodała łagodniej.

- Nie mogę... Choćbym i chciał, nie mogę... Obiecałem... - wydyszał.

- Komu? Księżnej Riannie, twojej żonie? Ona nigdy o niczym się nie dowie. Potrafimy dotrzymać tajemnicy. A Szlachetnej Pani bardzo na tym hołdzie zależy.

- Niech Cesarzowa mi wybaczy, wy także, ale nie mogę.

- Jak chcesz. Wolałybyśmy, abyś uczynił to z własnej woli. Nasza Pani także. Ale tym razem potrafimy nakłonić cię do tego siłą.

Poczuł mocne, nieustępliwe szarpnięcie smyczy. Zmusiło do przesunięcia głowy po kamieniach posadzki. Po chwili dotknął obleczonym materią czołem, a następnie nosem i swobodnymi, ale zaciśniętymi wargami jakiejś przeszkody. Wyczuwając fakturę oraz charakterystyczny zapach wyprawionej skóry pojął, że to jeden z wysokich butów rzekomej cesarzowej. Musiała przydepnąć smycz, umieszczając ją w wolnej przestrzeni pomiędzy podeszwą a obcasem. Wyjaśniało to sposób w jaki najpierw sprowadzono jego głowę do poziomu podłogi, a następnie przysunięto wprost do stóp fałszywej Pani Połowy Świata. Smaku skóry jej butów nie sprawdził, nadal bowiem zaciskał wargi. Poczuł smagnięcie przez wypięte pośladki, jedno, drugie trzecie. Nikt jednak nie próbował wydawać już teraz żadnych rozkazów. Obecni i tak rozumieli sytuację bez słów. Nadal nie otwierał ust, spadły kolejne uderzenia. W pewnej chwili stojąca nad nim kobieta przesunęła nieco stopę, zyskał odrobinę swobody, a zarazem poczuł na wargach dotyk zimnego metalu. To musiał być wykonany z tego materiału obcas. Ale czy tylko obcas? Odniósł wrażenie, że po chwili metaliczne muśnięcie powtórzyło się, w wyraźnie jednak inny sposób. Zaintrygowany, wysunął mimo wszystko język i wyczuł ostrogę, tak, to musiała być ostroga... Odgrywająca rolę Damareny kobieta mogłaby uczynić swemu więźniowi prawdziwą krzywdę, gdyby tylko tego zapragnęła. To odkrycie przełamało jego opór.

- Szlachetna Pani, zechciej przyjąć hołd swego sługi – wydyszał.

Zaczął teraz całować i lizać jej buty, pragnąc obecną gorliwością zatrzeć wrażenie poprzedniego oporu. Najpierw ten, którym przydeptywała smycz, potem także drugi. Pozwoliła na to, osiągnąwszy zamierzony cel, dawała mu teraz więcej swobody. Skwapliwie z tego korzystał. Ustały nawet smagnięcia biczem, unosząc głowę i sięgając kolan nadal odczuwał jednak pewną obawę. Znalazła ona swój szczyt, gdy dotarł do połowy uda i krańca cholewki. Nie miał jednak innego wyjścia, skoro już raz zdecydował się adorować stopy i buty tej damy. Przesunął usta jeszcze wyżej, odnajdując nagą, delikatną skórę.

- Pani, czy zechcesz przyjąć i taki hołd swego sługi, Rafena?

Nie odpowiedziała, stanęła jednak w szerszym rozkroku, rozchylając nogi oraz ujmując w dłonie głowę mężczyzny. Po chwili poczuł wargami i językiem bujne zarośla jej dzikiego ogrodu. Teraz zyskał wreszcie całkowitą pewność. Podjął gorliwą pracę nad tajemnym miejscem swojej Pani, podczas gdy ona otwierała mu drogę zręcznymi dłońmi. Przekonał się, że jej źródło bije bardzo obficie. Spijał te soki, czując zarazem własny ból i podniecenie. Usłyszał stłumione tkaniną kaptura jęki, przechodzące stopniowo w okrzyki rozkoszy oraz spełnienia. Gdy pojawiły się znajome dreszcze targające ciałem kobiety, odepchnęła go gwałtownie, ale zaraz się opamiętała i podtrzymała kochanka, pomagając mu opaść w miarę łagodnie na podłogę.

- Otwieraj, tylko szybko! - rzuciła nie znoszącym sprzeciwu głosem.

Taki ton znał bardzo dobrze, któż jednak miał wykonać ten nie cierpiący zwłoki rozkaz? Nie dbał o nic, liczyło się tylko to, że poczuł dotyk zręcznych dłoni, a po chwili jego męskość była wolna! Penis wyprężył się natychmiast, odzyskaną swobodą nie cieszył się jednak długo. Po prostu utonął w gorącej, pełnej wilgoci studni. Nie zdążył nawet wziąć się porządnie do pracy. Amazonka nie zamierzała czekać i sama rozpoczęła galopadę. Ujeżdżała go niczym ognistego rumaka, zmuszając do wytrwałego biegu. Starał się ze wszystkich sił, ona jednak wydawała się nienasycona, poganiając wierzchowca uderzeniami otwartej dłoni. Uniósł biodra i pchnął mocniej. Nadal niezadowolona, dźgnęła ostrogami. Tego było już za wiele, jak na jeden wieczór intensywnych doznań. Poczuł przemożna falę spełnienia, niemożliwą do powstrzymania. Po chwili wytrysnął, nie dbając już o możliwy gniew amazonki. Przecież pobudzano go dzisiaj na bardzo wymyślne sposoby! Nawet prawdziwa Pani Połowy Świata musiałaby to wybaczyć! Szlachetna Rianna nie okazała się mniej wspaniałomyślna, nawet przeciwnie. Głośne okrzyki zadowolenia wyrażały to bardzo dobitnie.

- Dobrze się spisałeś, Bastianie – wypowiedziała te słowa rozpinając obrożę oraz zdejmując kaptur. - I dziękuję... Byłeś naprawdę wspaniały, pod każdym względem...

- Tym razem to ja spytam, jak tego dokonałaś, Rianno?

- Nie zauważyłeś, że prawie nie piłam wina? Wiedziałam, że coś się szykuje. Dużo rozmawiałam z Waris i Kiną. O łowach, ale nie tylko. W Chrysopolis traktowano je jak niewolnice, a zasługują na lepszy los. Odwdzięczyły się, mówiąc mi to, co wiedziały. Nie znały wielu szczegółów, intrygę zaplanowała sama Damarena, na wypadek niepowodzenia negocjacji, a jej zaufany wysłannik Demetriusz miał wszystkiego dopilnować .

- Ale o co w tym wszystkim chodziło? Jaki w tym sens?

- Nie pojmujesz, mój panie i mężu?

- Obawiam się, że nie do końca.

- Ach, mężczyźni nigdy nie zrozumieją kobiet. A zwłaszcza ich posunięć w walce o władzę. To była strzała wymierzona osobiście we mnie, Bastianie.

- W ciebie, Rianno? To ja zostałem otruty i wisiałem tutaj na sznurze!

- Aż tak bardzo nie cierpiałeś, przyznaj uczciwie. Za to dostarczyłeś Pani Połowy Świata sposobności oraz wiedzy, aby mogła tę strzałę przygotować i posłać. Pisząc i ofiarowując jej tamte wiersze.

- Ty znowu o tym... Prosiłem już o wybaczenie.

- A ja wybaczyłam, dzisiaj przekonałam się po raz kolejny, że słusznie... Ale wiedziała, jakie są twoje marzenia i fantazje, postanowiła to wykorzystać. To dlatego z poselstwem przybyły Waris i Kina, to właśnie one były jej pociskiem. Mrok i Duch okazały się tylko dodatkiem, pretekstem.

- Ale ujęłaś je swoją łaskawością i wydały spisek? Mówisz, że nie piłaś tamtego zaprawionego wina.

- Nie wiedziały zbyt dużo, tylko to, że szkolono je w dość specyficzny sposób, aby potrafiły zająć się kimś tutaj... Reszty domyśliłam się sama. Wino nie miało w sumie wielkiego znaczenia. Nie piłam jedynie na wszelki wypadek. Ambasador Demetriusz i tak miał zamiar obudzić mnie w stosownej chwili... Obudzić i przyprowadzić do ukrytego wizjera, abym mogła ujrzeć oraz usłyszeć wszystko, co będzie działo się w tej sali. Co też i uczynił...

- I cóż ujrzałaś, moja pani?

- Nic takiego, na co liczyła ta dziwka cesarzowa. Ocenia innych po sobie i to jest jej największy błąd... Dotrzymałeś słowa, chociaż wiem, że nie było to łatwe. I to nie tylko z powodu biczy w dłoniach Waris i Kiny... Wszystko przygotowano w taki sposób, abyś uległ i pogrążył się w rozkoszy.

- Miała nadzieję, że zapłoniesz gniewem... A to zdrajczyni... Chciała nas poróżnić, skłócić raz na zawsze.

- Dużo wiedziała o naszych sprawach. Ma najlepszy na świecie wywiad, ale pewne tajemnice mogła poznać tylko w jeden sposób...

- Tak... Gdybym jednak się ugiął, a wierz mi, pani, wiele do tego nie brakowało i to prawda, wcale nie z powodu chłosty... Gdyby tak się stało, gdybyś uniosła się gniewem... Unia naszych księstw pewnie by się rozpadła... Może doszłoby do wojny, a w każdym razie bardzo byśmy się osłabili. Wtedy nie byłoby już mowy o wsparciu wyprawy na cesarstwo. Więcej nawet, nasze kłopoty i nasza słabość przyciągnęłyby uwagę innych panów Zachodu. Wielu mogłoby uznać, że skłóceni stanowimy łatwiejszy i bliższy łup niż Chrysopolis. Nie wszyscy są nam życzliwi.

- I dlatego musimy trzymać się razem, pamiętaj o tym. Ja także o tym nie zapomnę.

- Ale skoro wiedziałaś, co się szykuje albo przynajmniej domyślałaś się wielu rzeczy, a ta zabawka wyraźnie o tym świadczy, to dlaczego o niczym nie powiedziałaś? I dlaczego zajęłaś miejsce fałszywej bazylissy?

- Cóż, Bastianie. Ja także jestem kobietą i nie potrafiłam oprzeć się pokusie... Pokusie wypróbowania twojego słowa. Ale nie zawiodłeś i zobaczysz, że ci to wynagrodzę. A zajęcie miejsca jednej z tych opiekunek okazało się dziecinnie proste, gdy już miałam je po swojej stronie. Demetriusz odesłał służbę i byliśmy tu tylko w pięcioro. Ty się akurat nie liczyłeś, więc zostaliśmy we czwórkę. Trzy prawdziwe łowczynie oraz mistrz zdradzieckiej intrygi, tym razem zaplątany jednak we własne sieci. I do tego dwie pantery, nie zapominajmy bowiem o Duchu i Mroku.

- Chyba nie pożarłyście go wszystkie razem? Zostało z czcigodnego Demetriusza coś, co możemy odesłać do Chrysopolis?

- Bez obawy. Jest cały i zdrowy. Tylko solidnie przestraszony. I pełen niepokoju o przyjęcie, jakie zgotuje mu jego pani.

- W całej tej intrydze ja również wyszedłem na durnia.

- To była rozgrywka pomiędzy kobietami i władczyniami. Prowadzona na nasz sposób, nie czyń więc sobie wyrzutów. Wygrałeś dzięki temu, że dotrzymałeś słowa. A w decydującej chwili pojąłeś w czym rzecz. Jestem z ciebie dumna.

- Dawałaś mi znaki, Rianno. Ten przyrząd, mycie butów aby były czyste, tak jak lubisz w podobnych sytuacjach, wreszcie ostrogi.

- Nie każdy by je zrozumiał, zwłaszcza w takiej chwili... Powtórzę, że trochę mi zaimponowałeś.

- Jest jeszcze coś, o czym zapewne nie wiesz... Ambasador przekazał ustnie drugą część przesłania Damareny. O tym, że ogień czeka na swego pana już czytałaś. Teraz usłyszałem, że pragnie roztopić okowy lodu.

Zesztywniała, co wyczuł, gdyż nadal siedziała na jego biodrach, chociaż męskość wyraźnie już zwiotczała.

- A więc jednak miałam rację, mężu i panie. W takiej sytuacji musimy nie tylko wesprzeć tę wyprawę ale sami weźmiemy w niej udział. Oboje.

- To niemożliwe. Ktoś powinien czuwać nad sprawami księstwa. A kobiety nie walczą na wojnie!

- Na Dalekiej Północy różnie z tym bywało. Wszystko jest uładzone, kanclerz poradzi sobie przez jakiś czas.

- Nie wiem...

- Za to ty sam na pewno nie poradzisz sobie z bazylissą, o tym oboje wiemy doskonale.

- Dzisiaj mi się udało.

- Dopisało ci szczęście, sam to przyznałeś. A nadto... Mam swoje sposoby, aby cię przekonać. I zawsze pragnęłam ujrzeć krainy Południa.

- Teraz to ty chcesz prowadzić kobiecą politykę, księżno.

- Skoro posiadam odpowiednie ku temu środki... W obecnej chwili zajmuję też bardzo wygodną pozycję do negocjacji, mój mężu i panie.

- Co ci chodzi po głowie, Szlachetna Pani?

- Wszyscy zasłużyliśmy dzisiaj na nagrodę, może z wyjątkiem Demetriusza. My już swoją odebraliśmy, chociaż dodatkowe korzyści nie zaszkodzą. Ale Waris i Kina... Musiały zadowolić się wzajemnie albo skorzystać z talentów swoich podopiecznych. To trochę za mało, same to przyznają, chociaż ja byłabym akurat ciekawa tej ostatniej atrakcji...

- Rianno, ty coś planujesz...

- Życzę sobie, by Mrok i Duch usłużyły także i mnie. Zostało jeszcze sporo tego wywaru z ziół, który doprowadza je do szaleństwa.

- A Kina i Waris?

- Nie domyślasz się? Należy im się jakaś nagroda, a zostały przecież specjalnie wyszkolone w wyrafinowanym zadawaniu bólu i rozkoszy. Zajmą się czcigodnym ambasadorem, tym razem to my oboje będziemy przyglądali się z ukrycia. Traktował je jak niewolnice, więc chętnie wykażą się swymi umiejętnościami. I ofiarują zdecydowanie więcej bólu... Czy szlachetny Demetriusz zdoła odnaleźć w tym rozkosz, to już jego sprawa. Na dodatek zdążył okazać, że bardzo obawia się obydwu kotów, to też można wykorzystać.

- To jednak poseł i nie powinniśmy go zabijać czy okaleczać.

- Och, nikt nie ma takiego zamiaru. To wszystko jest przecież tylko zabawą. A dwór w Chrysopolis słynie z wielce wymyślnych rozrywek, czyż nie?

- A jaką ja otrzymam nagrodę, Rianno? Skoro w zamian mam zgodzić się na twój udział w wyprawie?

- Już takową odebrałeś, mężu. Ale dobrze, będę łaskawą panią. Jak myślisz, dlaczego chcę się temu wszystkiemu przyglądać? Ja także pragnę poznać wyszukane sposoby mistrzyń miłosnych igraszek przywiezione wprost z najbardziej cywilizowanej stolicy świata. - Pochyliła się i następne słowa wypowiedziała spoglądając mu w oczy oraz obdarzając tajemniczym uśmiechem. - A później sama je wykorzystam, może nie wszystkie, ale musisz umieć stawić czoła wszelkim niebezpieczeństwom Chrysopolis, skoro mamy tam wyruszyć z wojskiem.

- Jeszcze się na to nie zgodziłem.

- Ależ tak, poczułam twoją zgodę przed chwilą, w miejscu, w którym żaden mężczyzna nie potrafi udawać. Nie zapominaj, że mam naprawdę wygodną pozycję do prowadzenia negocjacji. I pomyśl, skoro ostatecznie nie skorzystałeś z daru cesarzowej, to przecież nie wypada, aby wyszło na to, że ofiarowała tylko jakieś tam księgi. Naraziłbyś Panią Połowy Świata na pośmiewisko – mówiąc to, z trudem zachowywała powagę. - Musisz upomnieć się o obiecaną ci tajemnicę ognia. A ja muszę dopilnować, abyś przy tej okazji sam przypadkiem nie spłonął. Ale na to przyjdzie jeszcze czas, teraz chciałabym natychmiast zażyć kolejnej przejażdżki!

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany