Opowiadanie użytkownika valkan

Nosić swoją skórę cz. I

local_library34 comment0 thumb_up2
Nosić swoją skórę - część 1
06-05-2018 09:06

Zaczęło się nie najlepiej. 

Senna pogoda i grube krople deszczu rozbijające się o przednią szybę samochodu dobijały Łukasza bardziej, niż 300 kilometrów drogi, które miał jeszcze przed sobą. Meteorolodzy zapowiadali, że będzie to najbardziej deszczowe lato ostatniej dekady. Patrząc przed siebie, Łukasz w myślach przyznał im rację. Pierwsze wolne lato po pięciu latach studiów i taka parszywa pogoda – pomyślał. 

Łukasz znał to uczucie, w przeszłości nieraz go ogarniało – znajoma melancholia, dręczące poczucie samotności, i tęsknota za czymś, czego nigdy nie umiał nazwać. 

Nie wierzył, że okres studiów minął mu tak szybko. Wydawało mu się, że dzień w którym pierwszy raz stanął przed wrocławskim uniwersytetem, miał miejsce zaledwie kilka miesięcy temu. 

Wówczas nie dowierzał, że chłopak ze wsi o małych możliwościach da sobie radę w życiu i będzie studiował na jednej z lepszych uczelni w kraju. Motywowała go chęć wyrwania się zapadłej dziury w której się urodził. Jego rodzice nie mieli zbyt wielu pieniędzy na edukację swojego dziecka, ale Łukasz był ambitny. Szkołę średnią ukończył najlepiej jak potrafił i bez problemu przyjęto go na studia. Stypendium socjalne i dorabianie po zajęciach pozwoliło mu na ukończenie nauki. 


Deszcz przybierał na sile. Wycieraczki samochodu tańczyły na przedniej szybie jak para doskonałych tancerzy. 

- Łukasz zwolnij, pogoda jest paskudna. 

Te słowa wypowiedziane z fotela pasażera wyrwały Łukasza z zadumy. Głos należał do Moniki, jego dziewczyny. 

Wybierali się razem na przyjęcie zaręczynowe ich wspólnego przyjaciela – Mariusza. 


Od rozpoczęcia szkoły średniej, wszystko robili razem, we trójkę. Każdy z nich pochodził ze wsi, więc wszyscy mieszkali w szkolnym internacie. Tworzyli zgraną paczkę. Ich ambicje były większe niż ukończenie szkoły, więc wszyscy wybrali się na studia. 

Po ukończeniu nauki, kilka miesięcy temu, to właśnie Mariusz pierwszy odłączył się od ich grupy. Poznał dziewczynę z drugiego końca kraju i właśnie dziś miały odbyć się ich zaręczyny. 

Łukasz był zdumiony tym, że jego przyjaciel tak szybko zdecydował się na taki poważny krok w przyszłość. Mariusz zawsze był najbardziej opanowany i najrozsądniejszy z ich trójki. Długo kalkulował wszystkie za i przeciw zanim podjął jakąkolwiek decyzję. Podobno jego wybranka była nadzwyczajną pięknością. Łukasz szczerze w to wątpił, ponieważ zawsze uważał, że jego przyjaciel nie ma gustu co do kobiecej urody. 

W końcu Łukasz zwolnił i zerknął w stronę siedzenia pasażera. 

- Masz rację, pogoda jest okropna, a my mamy jeszcze dużo czasu – powiedział. 

Uśmiech dziewczyny siedzącej obok rozjaśnił nieco mrok tkwiący w jego duszy. 


Monika kochała Łukasza od chwili, kiedy ją pocałował. Zrobił to dla zabawy, bo w szkole średniej dla dzieciaków mieszkających w internacie nie ma zbyt wiele rozrywki. Zabawą tą była gra w butelkę. Oczywiście zagrać mogli tylko Ci sprytni, którzy zdołali wymknąć się z budynku po „godzinie policyjnej”. Na szczęście dla Moniki, Łukasz należał do grupy tych sprytnych chłopaków. 

Wspominana przez Monikę sytuacja miała miejsce na początku ich edukacji w szkole. Wówczas wymknięcie się opiekunom i zdobycie kilku butelek piwa było dla młodzieży pełnią szczęścia. To właśnie wtedy chłopak wpadł Monice w oko. Gdy szyjka butelki wskazała jego, a obecnym zadaniem było pocałowanie najpiękniejszej dziewczyny w grupie, to Monika podświadomie wiedziała, że wybierze właśnie ją. Niepewnemu pocałunkowi towarzyszył gwizd i ryk podpitych dzieciaków. Speszony Łukasz szybko oderwał wargi od ust dziewczyny, ale to dla niej wystarczyło. Dziwny dreszcz i motylki w brzuchu nigdy jej nie zawodziły. Wpadła wtedy po uszy. Chłopaki mający kilkanaście lat nie umieli całować, miażdżyli dziewczętom wargi albo wpychali język na siłę do ust. Ale Łukasz zrobił to inaczej, w sposób taki, że Monika wiedziała jak silna więź zaczyna ich łączyć. 

Według niej to nie przypadek ich połączył, ale było to gdzieś zapisane. Tak, sama wiedziała, że jest to głupie i naiwne, ale wtedy była zauroczona tym blond chłopakiem, który tak świetnie całował. 


Jadąc samochodem jako pasażer, Monika spoglądała na Łukasza kątem oka stwierdzając, że niewiele się zmienił od czasów szkolnych. Wydawałoby się, że gęste blond włosy i błękitne oczy nadają mu urodę pięknisia, ale w rzeczywistości tak nie było. Łukasz nie dbał o urodę i wygląd zewnętrzny, należał do ludzi, którzy z natury są przystojni na zewnątrz, ale twardzi w środku. 

O czym on teraz może myśleć? – takie pytanie zadawała sobie, patrząc na uciekający krajobraz i krople deszczu spływające po szybie. 

Czasami był taki tajemniczy, jego twarz przybierała dziwny wyraz, a spojrzenie było niedostępne. Jakby znajdował się na innej planecie. Była przekonana, że wie wszystko o jego przeszłości, ale pamiętała słowa swojego ojca, który mówił, że spojrzenie człowieka skrywa jego historię i można się nauczyć ją odczytywać. Ale nie da się odczytywać przyszłości. O przyszłości nic nie wiemy. 


- Porozmawiaj ze mną Łukasz – powiedziała Monika spokojnym głosem. – Jesteś dziś taki milczący. 

Łukasz otrząsnął się z zadumy, ziewnął i powiedział: 

- Przepraszam skarbie, ale ta pogoda mnie dobija. 

- Mamy jeszcze kilka godzin jazdy przed sobą, może zmienić cię za kółkiem? 

- Nie dziękuję, jakoś dam radę – odpowiedział i po chwili dodał. – Powiedz lepiej co myślisz o decyzji Mariusza? Nie za szybko na ślub? 

- A na co mają czekać? Przecież się kochają więc nic nie stoi na przeszkodzie – odpowiedziała nieco za ostro. 

Łukasz spojrzał na nią urażonym wzorkiem, ale ona zaraz uciekła spojrzeniem w drugą stronę. 

Od razu pożałowała swojego ostrego tonu. 

Monika od dawna oczekiwała oświadczyn Łukasza, pragnęła tego bardziej niż czegokolwiek innego. Jednak on nigdy nie wspominał o małżeństwie. 

Ale jestem głupia – pomyślała. – przecież wiem, że on mnie kocha i na wszystko przyjdzie czas. 

Poczuła się podle wiedząc, że sprawiła mu przykrość. Pociągnęła nosem, a po policzkach spłynęło jej kilka gorących łez. 

Znowu obróciła twarz w jego stronę, wierzchem dłoni dotknęła jego policzka i powiedziała: 

- Łukasz? 

- To nic, ja tylko… 

- Wiem, już wszystko dobrze. 

Tak, było dobrze. Roześmiał się, objął i przytulił jednym ramieniem. Potem podniósł jej twarz. Całowali się długo i niespiesznie. Zanim się od siebie oderwali, łzy zdążyły już obeschnąć. 

Monika zamrugała, po czym przymknęła powieki. Czekała, aż zaatakuje ją podniecenie i pożądanie. Jej ręka samowolnie podążyła w kierunku własnego krocza. Przez materiał spodni czuła, że zrobiła się tam mokra. Tak bardzo ją to nakręciło, że spojrzała na Łukasza i oblizała namiętnie wargi. 

Chłopak zauważył jej dłoń silnie masującą miejsca, w których chciałby się teraz znaleźć. Oczami wyobraźni widział dokładnie wygolony trójkącik, który z każdym posunięciem palca robi się coraz to bardziej wilgotny. Nie wytrzymał i puścił kierownicę jedną ręką, położył ją delikatnie na brzuchu swojej kochanki i powoli wsunął pod spodnie. Jęknęła cichutko i wyprężyła biodra do przodu, chcąc zwiększyć swoje doznanie. 

Łukasz był tak pochłonięty obecną czynnością, że zapomniał o panowaniu nad kierownicą. Auto powoli zjeżdżało na przeciwległy pas ruchu. 

Monika pierwsza zauważyła co się dzieje i krzyknęła: 

- Łukasz, patrz gdzie jedziesz! 

On spojrzał przed siebie i zobaczył samochód jadący wprost na nich. Szybko przekręcił kierownicę w prawą stronę i w ostatniej chwili uniknął czołowego zderzenia. Kierowca drugiego auta zdążył tylko zatrąbić i zniknął za nimi w szarym krajobrazie. 

- Boże, ale było blisko – wysapał przestraszony. 

- Ty mój rajdowco, lepiej trzymaj dobrze kierownicę, a ja zrobię coś dla nas obojga – szelmowski uśmiech pojawił się na jej twarzy. 

Łukasz skupił się na prowadzeniu, ale kiedy poczuł dłoń Moniki rozpinającą jego rozporek, z trudnością powstrzymał przymknięcie oczu i odchylenie głowy na oparcie. 

Dostał erekcji w chwilę po tym jak wzięła go w garść. Robiła to lewą ręką, bo prawą trzymała w spodniach zabawiając się swoją myszką. Jej delikatne, posuwiste ruchy sprawiały mu wielką przyjemność i nakręcały do działania. Nie mógł jednak nic więcej zrobić. Teraz to ona była tu Panią i całkowicie panowała nad sytuacją. W łóżku przeważnie to on dominował, jednak teraz w pewien sposób był uwiązany. Nie był to dla niego problem, bo jej dłoń sprawiała mu taką przyjemność, że widział iż niedługo przyjdzie spełnienie i wystrzeli. Głośno wciągając powietrze na moment spojrzał w kierunku dziewczyny. Właśnie w tym momencie zaczęła szczytować. Mocno ścisnęła go za członek i krzyknęła z rozkoszy jakby pierwszy raz dochodziła. Ten widok tak go podniecił, że w momencie przez jego ciało przeszedł dreszcz i wytrysnął gorącą spermą na kierownicę i deskę rozdzielczą samochodu. 

- Monika… - powiedział szeptem. 

Położyła mu palec na ustach i powiedziała: 

- Nic nie mów. Trwaj tak i kochaj mnie zawsze, dobrze? 

Monika daremnie czekała na odpowiedź. Znowu odwróciła głowę w stronę bocznej szyby i zamyśliła się. 

Przyszło jej na myśl, że czuje się jakby trzymała wodę w garściach. Mogła starać się jak najbardziej żeby jej nie wylać i mocno zaciskać dłonie, ale woda nieubłaganie znajdowała miejsce przez które mogłaby wypłynąć. 

Mówią, że nie wolno się martwić na zapas. Ale kiedy wiesz, że czeka cię tylko smutek i żal, to ten zapas jest jedyną poduszką powietrzną, jaka cię chroni. 

Resztę drogi przejechali w milczeniu. 


Kłamstwa nigdy nie umierają. Możesz chwilowo je zatuszować, jednak zawsze znajdą sposób, aby znów się ujawnić. Łukasz nie wiedział dlaczego ta myśl towarzyszyła mu przez resztę drogi. 


Na miejsce dojechali wczesnym wieczorem, czyli zgodnie z tym co planowali. Tutaj pogoda się zmieniła, przestało padać i wyjrzało letnie słońce. Mariusz mieszkał w niewielkim miasteczku na południu polski. To właśnie tutaj postanowili się pobrać. 

Łukasz z ulgą opuścił samochód i rozprostował zastałe kości, zmęczenie nagle na niego opadło, ale po krótkiej chwili doszedł do siebie. Mariusz wspominał, że miało nie być zbyt wiele gości, ale Łukasz przed domem ujrzał już kilka zaparkowanych samochodów. 

Izabela – tak miała na imię jego wybranka. Mariusz zawsze ją opisywał jako najpiękniejszą dziewczynę pod słońcem, ale Łukasz nadal w to wątpił. 

Jak się okazało tylko do momentu, w którym ją ujrzał. 


Wyszli oboje z dużego domu aby ich przywitać. Mariusz podbiegł do Łukasza i padli sobie w objęcia. 

- Jak się masz byku? – zapytał Mariusz. 

- Nieźle, ale nie widziałem, że do was jest tak piekielnie daleko. Ledwo wygramoliłem się z tego auta. 

Oboje się zaśmiali i przybili piątki obiema rękami, tak jak to zawsze mieli w zwyczaju. 

Potem uściskał Monikę i powiedział: 

- Chodźcie poznacie moją piękność. 

Klepnął ich w ramiona i podeszli pod dom. 

- To jest Iza – przedstawił ją Mariusz, a potem dodał – Iza, to są moi najlepsi przyjaciele. 

Łukasz podszedł bliżej żeby się przywitać, ale idąc potrącił stopą o stopę i upadłby gdy nie odbił się dłonią od ziemi. Szybko się wyprostował. 

Nigdy nie zachowywał się tak niezgrabnie. Monika natychmiast zrozumiała, że to widok Izy tak na niego podziałał i nagle poczuła ukłucie zazdrości. 

- A to niespodzianka! – uśmiechnął się czarująco – Kiedy Mariusz wspomniał, że poznał kogoś o imieniu Iza, wyobraziłem sobie dziewczynę dobrze zbudowaną przynajmniej jego wzrostu. 

Iza roześmiała się wesoło i podała mu rękę. 

- Ale widzę, że jednak zmienił upodobania – kontynuował.- Co nie Mariusz? 

- Tak – odpowiedział przyjaciel chichocząc. 

- Wybrałaś największego łajdaka pod słońcem – powiedział Łukasz do Izy niby konspiracyjnym tonem, ale w taki sposób żeby wszyscy do usłyszeli. – Ale poza tym to dobry z niego chłop. 

Roześmiali się wszyscy oprócz Moniki. Mariusz objął ją w pasie. 

- Śliczna, prawda? – spytał cicho. 

Monika doszła jednak do wniosku, że Iza wcale nie jest taka piękna. Miała wąską twarz i duże ciemnozielone oczy. Jednak makijażem i ubiorem potrafiła o siebie zadbać. Właśnie opowiadała Łukaszowi jak bardzo chciała ich poznać. Uśmiechała się i gestykulowała rękoma, a jej twarz wyrażała tak wiele emocji. 

- Miła – odparła Monika. – Jak to się stało, że dopiero teraz ją poznajemy? 

- Mieszka daleko stąd i niestety jutro muszę ją znowu odwieźć do matki – Mariusz zrobił smutną minę. 

Monika poklepała go po ramieniu, a on powiedział już weselszym tonem: 

- Dobra młodzieży, czy jest tu ktoś na tyle dorosły żeby pić alkohol? – roześmiał się. – Zapraszamy was do środka. 


Mariusz zawsze potrafił urządzić świetne przyjęcie. W obecnych czasach mało kto wyprawia zaręczyny, ale ta zabawa była strzałem w dziesiątkę. Sporo alkoholu i pyszne jedzenie gwarantowało świetną rozrywkę. 

Przyjaciel usadził Łukasza na krześle obok Izy, ale Monika poprosiła aby zamienił się z nią miejscami argumentując tym, że na tym krześle będzie mu wygodniej. Łukasz spojrzał na dziewczynę zaskoczony, ale bez słowa przystał na propozycję. 

Całe towarzystwo dobrze się bawiło, wszyscy śmiali się, ostro popijając. Jedynie Monika zachowywała niemal kamienny wyraz twarzy, niewiele piła i prawie się nie odzywała. Zdumiona obserwowała Łukasza, myśląc – Jak nagle zmienił się jego nastrój. W trakcie podróży był taki milczący i zamknięty w sobie, to pewnie towarzystwo tej panny tak na niego wpłynęło. 

W pewnym momencie Łukasz pochylił się na stołem i z kieliszkiem w ręku zwrócił się w stronę Izy. 

- To chyba czas na bruderschaft – powiedział. 

Dziewczyna z uśmiechem wyciągnęła swój kieliszek w jego stronę. Mocno się do siebie nachylili i wypili tuż przed twarzą Moniki. Z kolei ona zobaczyła, że w tej pozycji Iza dość otwarcie eksponuje swój duży biust. Pomyślała, że dziewczyna musi nosić stanik o rozmiarze D. Do tego letnia bluzka na ramiączkach pasowała niemal idealnie. Minimalnie wystający koronkowy stanik musiał przyciągać wzrok wszystkich obecnych tutaj mężczyzn. Monika wiedziała, że Łukasz na pewno nie był wyjątkiem. 

Nagle poczuła takie ukłucie zazdrości, że aż zawirowało jej przed oczami. Na szczęście bruderschaft odbył się bez pocałunku w policzek i obydwoje wrócili na swoje miejsca. 


Monika poczuła się znieważona i zmieszana z błotem. Ten mały incydent tak ją dotknął, że uświadomiło jej się, iż szczęście przypomina chodzenie po cienkim lodzie, już lepiej wpaść do lodowatej wody, marznąć i podejmować wysiłki, aby wydostać się na brzeg, niż cały czas czekać, aż się w nią wpadnie. 

Pod wpływem impulsu chwyciła butelkę wódki stojącą obok niej i wlała sobie sporą dawkę do literatki. Wypiła jednym haustem. Wywołało to ryk zadowolenia podpitego już towarzystwa. 

- Brawo dziewczyno, tak trzymaj! – krzyknął brat Mariusza, Artur. 

Monika skrzywiła się i wypiła kilka łyków soku pomarańczowego, potem uśmiechnęła się puszczając oczko do nieznajomego. 

Łukasz spojrzał na nią zdziwiony. Był zaskoczony jej zachowaniem, ale gdy poczuł dłoń rozpinającą jego rozporek zdumiał się jeszcze bardziej. Od razu rozpoznał dłoń swojej dziewczyny. Poprawił się na krześle i lekko zamruczał, spojrzał na nią kątem oka. Miała wypieki na twarzy, a jej kącik ust unosił się w niepewnym uśmiechu. 


Monika wyciągnęła ze spodni Łukasza jeszcze miękkiego penisa, który twardniał z każdym jej dotykiem. Oplotła na nim szczupłe palce i powolutku jeździła w górę i w dół. Nikt mi go nie zabierze – pomyślała. – On jest tylko mój i jedynie mój dotyk tak na niego działa. Nie oddam go nikomu, a już na pewno nie tej blondynie z dużymi cyckami. 


Łukasz ciężko westchnął ponieważ Monika wykonała kilka mocniejszych ruchów dłonią. Próbował nieco się opanować, ale ta sytuacja tak bardzo go podniecała. Dostał takiej erekcji, że prawie dotykał penisem o blat stołu. Próbował sam siebie trochę ostudzić wypijając kieliszek wódki w momencie gdy Monika na chwilę zabrała rękę. 

To nie podziałało, bo Monika zabrała dłoń po to, by potajemnie na nią splunąć, co gwarantowało lepszy poślizg. Gdy znowu go chwyciła, to zrozumiał, że to już długo nie potrwa. Wcale na niego nie patrzała, a to działało na Łukasza jak płachta na byka. Zdziwił się, że można mieć tak podzielną uwagę. Pod stołem pracowała dłonią z bardzo dużą prędkością, jednocześnie komentując dowcip opowiedziany przez Artura. 

Łukasz w końcu nie wytrzymał, pochylił głowę i zakrył twarz dłonią by nie dać nic po sobie poznać. Wystrzelił pod stół lekko drgając. Zobaczył na twarzy dziewczyny uśmiech satysfakcji. Przybliżyła się do niego i oparła o mocno zbudowane ramię chłopaka. Wyciągnęła rękę spod stołu. Obydwoje zobaczyli na jej dłoni resztki spermy. Łukasz szybko podał jej ze stołu chusteczkę, ale ona jej nie wzięła. Zamiast tego oblizała dłoń, spijając resztki jego nasienia. 

Chłopak trochę ochłonął, zlustrował pomieszczenie i ludzi. Chciał zobaczyć czy nikt ich nie przyłapał na potajemnej zabawie, ale nikt nie wyglądał na takiego co by ich dokładnie obserwował. 

Monika nachyliła się do Łukasza i szepnęła mu cicho do ucha: 

- Teraz twoja kolej. 

Myślał, że się przesłyszał. 

- Chyba zwariowałaś – cichutko odpowiedział. – Mam to zrobić tu i teraz? Nie, nigdy w życiu. Nie mam tak podzielnej uwagi jak ty. 

- Skarbie, nie daj się prosić – wymruczała mu figlarnie do ucha. 

- Nie Monika, nie zrobię tego tutaj – syknął cicho. 

Urażona, odwróciła twarz i gwałtownie odsunęła się od niego. Szybko wypiła drugą literatkę wódki i wstała z krzesła. 

- Gdzie idziesz? – zapytał Łukasz. 

- Do łazienki – odparła ze złością. 

- Pójść z tobą? 

- Nie trzeba, dam sobie radę. 

Przecisnęła się pomiędzy krzesłami i wyszła z dużego salonu. Łukasz westchnął i zapatrzył się w pełny kieliszek, który stał przed nim. 

- Ludzie są po to, żeby sobie pomagać. 

Chłopak nie od razu spostrzegł kto wypowiedział te słowa, ale po chwili zrozumiał, że to Iza mówi do niego cicho. Uśmiechała się, słodko przekrzywiając głowę na bok. 

- Nie chcę naciskać, ale nie możesz być tak cholernie zamknięty – dodała. 

Łukasz otworzył usta i chciał coś powiedzieć, jednak zastygł w bezruchu. 

Iza podniosła wysoko kieliszek i zawołała: 

- No przyjaciele, kto wypije nasze zdrowie?! 

Łukasz szukał wzrokiem Moniki, ale ona jeszcze nie wróciła. Nie widział sensu w pójściu do łazienki za nią, ponieważ panował straszny tłok, ludzie wchodzili i wychodzili z salonu. 

Nie mając nic innego do roboty, opróżnił kolejny dołek. 


Patrzył na tych wszystkich śmiejących się, beztroskich ludzi i melancholia powoli wkradała się w jego myśli. W końcu przyjął do wiadomości, że oficjalnie jest w depresji. Określenie to wydawało mu się być bardzo trafne. Nie żeby czuł się bardzo nisko, to raczej otaczający świat wydawał mu się być bardzo wysoko. 


Dopiero po kilkunastu minutach Monika wróciła z łazienki. Łukasz był tak bardzo zatopiony w swoich ponurych myślach, więc dla niego, nie było jej kilka godzin. Siadła obok niego nie odzywając się ani słowem. Zauważył wypieki na jej twarzy i spostrzegł, że oddycha bardzo szybko i płytko. Doszedł do wniosku, że to wypity alkohol tak na nią podziałał. Do końca imprezy nie odezwała się do niego ani jednym słowem. Przejdzie jej – pomyślał. – W końcu zawsze jej przechodzi. 

Tego wieczoru nie wypił już ani jednej kropli alkoholu. 


Następnego dnia, gdy Łukasz obudził się u boku Moniki w małym pokoju gościnnym, światło dzienne przebijało się przez żaluzje mocno go oślepiając. Osłonił ręką twarz i potarł oczy chcąc wybudzić się ze snu. Budził się bez kaca, co rzadko przydarzało mu się po tak dużych imprezach. Fizycznie czuł się dobrze, ale jego duszę spowijał mrok. Odnosił wrażenie jakby ciężki kamień powalił się na jego serce. Spojrzał na dziewczynę leżącą na jego piersi. Sam do siebie w myślach powiedział: 

- W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze. 

Doszedł do wniosku, że nic nie jest w stanie go ucieszyć, ale też nic nie może go zasmucić. 


Z myśli wyrwało go ciche stukanie do drzwi, a potem głos przyjaciela: 

- Łukasz, nie śpisz już? 

Szybko spojrzał na zegar ścienny. Dochodziła piętnasta, nic dziwnego, przecież położyli się gdy na dworze już świtało. 

- Nie już nie śpię – odpowiedział. – Co się stało? 

Mariusz cicho wszedł do pokoju i powiedział: 

- Stary musisz mnie ratować – zaklął pod nosem i kontynuował. – Moje auto nawaliło, a zaraz miałem jechać odwieźć Izę do matki. 

Łukasz szybko wstał z łóżka i wciągnął na siebie spodnie leżące na podłodze. 

- Już, chwila, daj trochę pomyśleć – ziewnął i rozczesał palcami włosy. – Słuchaj, to weź może moją furę, przecież auto to auto. 

- Dzięki brachu, ratujesz nam życie – odpowiedział i objął go klepiąc po plecach. 

- Fuj, stary jeszcze nieźle wali od ciebie gorzałą, ile ty wczoraj wychlałeś? 

- Chyba trochę za dużo – Mariusz wyszczerzył zęby w głupim uśmiechu. 

- Zdecydowanie za dużo, jak na kierowcę – Łukasz spojrzał na niego. – Chyba nie jest to najlepszy pomysł, żebyś dzisiaj prowadził jakikolwiek pojazd. 

Mariusz zrobił głupią minę i powiedział: 

- Ale ona musi być dzisiaj w domu. 

Łukasz westchnął i powiedział: 

- To w taki razie ja ją zawiozę. 

- Ty? – Mariusz spojrzał zaskoczony na przyjaciela. – Zrobisz to dla mnie? 

- No jasne – odpowiedział przybijając mu grabę. 

Ich rozmowa wyrwała ze snu Monikę, a w tym samym czasie do pokoju weszła Iza. 

- Co się dzieje? Co to za zebranie? – spytała leżąc ta pierwsza. 

- Katastrofa – powiedział Mariusz. – Zepsuł mi się samochód, ale Łukasz zaoferował się, że zawiezie Izę do domu, bo podobno ode mnie jebie wódką na kilometr. 

Ten komentarz rozśmieszył obydwoje mężczyzn, a Łukasz zdziwił się, że jest w stanie się dzisiaj uśmiechnąć. Nie wiedział jednak, czy to żart przyjaciela wywołał uśmiech na jego twarzy, czy widok Izy stojącej w progu. 

Była ubrana w krótkie szorty ledwo zakrywające pośladki i czerwoną koszulę w kratkę z podwiniętymi rękawami. Złociste blond włosy spływające na jej ramiona, dodawały uroku niewinności i piękna nie do opisania. 

- Ale to przecież cholernie daleko stąd! – zawołała Monika. 

- Parę godzin jazdy – mruknął Mariusz i uśmiechnął się przepraszająco. – Łukasz…? 

- Nie ma sprawy. 

Monika wiedziała, że Łukasz się zgodzi. Zrobiłby wszystko, żeby ratować przyjaciela. 

- Dzięki – odpowiedziała Iza posyłając jej przyjacielski uśmiech. 

- Proszę bardzo – burknęła ponuro Monika. Wstyd jej było, że tak podle i głupio się zachowuje, ale nie mogła znieść myśli, że kilka najbliższych godzin Łukasz spędzi w samochodzie sam na sam z seksowną Izą. 

Łukasz wyczuł złość Moniki i powiedział: 

- Wrócę jak najszybciej będę mógł. 

- Wiem – odpowiedziała od niechcenia. 

Potem we trójkę wyszli z pokoju zostawiając ją samą. 

- Coś za szybko się zgodził – pomyślała, a po chwili syknęła uderzając głową w poduszkę – Kurwa mać! 


Droga wojewódzka prowadząca do rodzinnego domu Izy wiodła głównie przez pola i lasy. Na niebie nie było widać ani jednej chmurki, letnia pogoda dawała o sobie znać. Na szczęście upał panujący na zewnątrz nie był odczuwalny wewnątrz auta. Łukasz doszedł do wniosku, że odgrzybienie klimatyzacji przed nadejściem fali upałów było strzałem w dziesiątkę. Z drugiej jednak strony nie miałby nic przeciwko, gdyby Iza pod wpływem gorąca pozbyła się koszuli, uwalniając tym samym swoje duże piersi. 

Szybko sam siebie skarcił w duchu za takie myśli. 


Przez pierwszą godzinę jazdy nie odezwali się do siebie ani słowem. Łukasz nie sprawiał wrażenia skrępowanego. Trzymał spokojnie kierownicę oburącz i uważnie wpatrywał się w drogę przed sobą. Izę trochę zdziwiło jego zachowanie, faceci będąc z nią sam na sam, często byli skrępowani i nerwowo prowadzili rozmowę. On tylko od czasu do czasu zerkał na nią kątem oka. W końcu, po godzinie przerwał panującą ciszę. 

- Opowiedz mi coś o sobie – powiedział nie patrząc na nią. – W sumie to nic o tobie nie wiem. 

- A co chciałbyś wiedzieć? – uśmiechnęła się czarująco. 

- Może skąd pochodzisz i co robisz zawodowo? 

- Pochodzę z małej miejscowości do której właśnie jedziemy – przeczesała palcami lśniące blond włosy i mówiła dalej. – A z zawodu jestem zwykłą księgową. 

- Zwykłą? Przecież to nie jest najłatwiejszy zawód, a dobra księgowa może naprawdę dużo zarobić. 

- Jesteś chyba pierwszą osobą od której słyszę taką ocenę mojego zawodu – zaśmiała się cichutko. – Mariusz nalega, żebym przekwalifikowała się na coś ciekawszego. 

- Według mnie powinnaś w życiu robić to, co sprawia ci przyjemność. 

- No właśnie, a co mogę poradzić na to, że ciekawi mnie mój zawód? Wiem, że to głupie, bo przecież jak można lubić przeglądanie rachunków i wystawianie faktur… 

- To wcale nie jest głupie, skoro to cię pociąga to powinnaś iść w tym kierunku. 

- Zapamiętam to co teraz powiedziałeś. 

Iza uśmiechała się do niego, Łukasz spojrzał na nią i widząc jej twarz nie mógł nie odwzajemnić tego uśmiechu. 

Dawno nie czuł takiego spokoju. Główna przyczyna tej zmiany jego nastroju siedziała obok, była na wyciagnięcie ręki, oddychała równo i spokojnie. Jej włosy rozsypały się na ramionach jak promienie jasnego słońca. 

- No a co ty powiesz mi o sobie? – spytała. 


Wtedy Łukasz zaczął opowiadać o sobie i o swoim dotychczasowym życiu. Samego zdziwił go potok wylewających się z niego słów. Skończył mówić dopiero, gdy zobaczył, że za szybą zapada zmrok. 

- Nieźle się rozgadałem – lekko się speszył. 

- Nie szkodzi – odpowiedziała Iza. – Przyjemnie się ciebie słucha. 

Znów zapadła między nimi cisza. Po kilku minutach Łukasz przerwał ją pytaniem: 

- Kochasz go? 

Zaskoczył ją tym pytaniem, ale Iza nie przestraszyła się. 

- Nie – odpowiedziała pewnie. – Lubię go i dobrze mi z nim, ale na pewno go nie kocham. 

- To dlaczego za niego wychodzisz? 

- To nie jest pierwsza rzecz którą robię wbrew sobie – odpowiedziała tajemniczo. – A Ty? Kochasz Monikę? 

- Nie wiem czym naprawdę jest miłość. 

Iza zrozumiała, że chłopak unika odpowiedzi, ale nie chciała dalej drążyć tego tematu. 

- Daleko jeszcze? – spytał Łukasz 

- Nie, już prawie dojeżdżamy – odpowiedziała i uważnie spojrzała na niego. – Ciągle cię zaskakuje, co nie? 

Nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął. 

Iza zachichotała. Potem uważnie mu się przyjrzała w świetle księżyca. Blond włosy nadawały mu chłopięcy urok, ale jeśli przyjrzeć mu się dokładniej, to nie było w nim nic z małego chłopca. 

Łukasz skupionym wzrokiem patrzał przed siebie. W pewnej chwili wyprostował rękę i pochylił się nad siedzeniem pasażera wyciągając coś ze schowka. Iza bezwiednie wyciągnęła rękę i pogładziła go dłonią po policzku. Poderwał wzrok i spojrzał na nią z pożądaniem i niedowierzaniem. 

Odsunął się gwałtownie łapiąc obiema rękami za kierownicę. 

Co ty wyprawiasz dziewczyno?! – Iza sama siebie skarciła w myślach. Przecież Łukasz ma taką piękną dziewczynę, a ty jesteś zaręczona z jego najlepszym przyjacielem. Co ci odbiło?! 

- Dlaczego to zrobiłaś? – spytał ze złością w głosie Łukasz. 

- Nie wiem, przepraszam. Nie chciałam – zrobiła smutną minę. 

- Nie potrzebne mi takie uczucia – syknął. 

- Wiem, wybacz mi. 

Iza chciała jak najszybciej stąd uciec i zostawić kłopot za sobą. Paradoksem było to, że mogłaby siedzieć i jechać z nim bez końca. 


Gdy w końcu dojechali, Iza zaproponowała mu wejście do środka i filiżankę gorącej kawy. On jednak odmówił, chciał jak najszybciej wracać. Został w samochodzie, ona wysiadła, okrążyła auto i stanęła przed otwartą szybą kierowcy. 

- Dziękuję, zrobiłeś dla mnie tyle dobrego, ale ja chyba na to nie zasłużyłam. 

- Zasługujesz na wiele więcej – odpowiedział. 

Wyszedł z samochodu i stanął przed nią. 

- Cieszę się, że mogłem cię tu przywieźć. 

Powiedział to zanim się spostrzegł. Szybko spojrzał na ciemny krajobraz, gdziekolwiek, byleby nie na nią. Idiota! Aż się w nim zagotowało. Po jaką cholerę otwierałeś gębę? 

Odwrócił głowę i zobaczył, że Iza na niego patrzy. Uśmiechnęła się nieśmiało. 

Wybrałbym właśnie ją, nawet gdybym miał do wyboru wszystkie kobiety świata, pomyślał. Naprawdę, nie kłamię, niech ta noc będzie moim świadkiem. 


Iza przybliżyła wargi do jego ust i pocałowała go delikatnie. Poczuła, że nie da rady opisać drzemiących w niej emocji. Gdy oderwała się od niego to powiedziała: 

- Myślę, że mogłabym się w tobie zakochać. 

Spoglądała na niego jeszcze przez chwilę. W jego oczach widziała tę samą rozterkę, która rozdzierała jej duszę. 


Łukasz ujął jej rękę i szybko ucałował, tak jakby miał za chwilę wrócić. Nie przestawał się uśmiechać. Usiadł przy kierownicy i zatrzasnął drzwi. Dźwięk ten rozległ się głośno w nocnej ciszy. Zapalił silnik nie odrywając oczu od Izy. 

W chwili odjazdu powiedział nad otwartą szybą: 

- Myślę, że byłoby najrozsądniej, gdybyś… 

Nie dokończył. Samochód ruszył ciemną ulicą, przystanął na chwilę przed skrzyżowaniem i po chwili pogrążył się w nocy. 

Iza stała bez ruchu.

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany