Opowiadanie użytkownika bieniek

Naukowiec

local_library50 comment0 thumb_up1

Czerwcowy dzień chylił się ku końcowi. Przez okno laboratorium wpadały promienie zachodzącego słońca, tańczyły po meblach, naczyniach, urządzeniach. Marcin od wielu godzin kontrolował przebieg syntezy. Ze względu na wysoką temperaturę i konieczność nieustannego nadzorowania procesu, stał nago w specjalnej przeszklonej komorze, oprócz aparatury wyposażonej tylko w stołek i pojemnik na mocz. 35-letni mężczyzna był przyzwyczajony do ascezy, odkąd po maturze postanowił całkowicie poświęcić się nauce. Tylko czasem odrywał wzrok od instalacji, żeby mimo woli spojrzeć na krzątającą się obok asystentkę. Już nie pamiętał kiedy Monika po raz pierwszy zaproponowała mu współżycie. Potem jeszcze wiele razy bezskutecznie wystawiała na próbę jego charakter. Był nieugięty. Przewidując nieuchronne skutki, Marcin zdecydował się zrezygnować z kontaktów z kobietami. Postanowił, że będzie się onanizował. Był dumny z własnej konsekwencji. Tylko czasem ogarniała go nostalgia, kiedy w przerwach między naukowymi lekturami tryskał nasieniem w długie samotne wieczory. Przez ostatnie tygodnie był tak pochłonięty pracą, że nawet nie zauważył kiedy jego najądrza wypełniły się po brzegi. W tych okolicznościach coraz częściej spoglądał na Monikę. Twarz anioła, ciało bogini – pomyślał. I nie było w tym przesady. Dziewczyna pląsała po sali jak zawsze boso, ubrana w krótką białą spódniczkę i biały żakiet, pełniące rolę fartucha. Jej czarne włosy, delikatne rysy, talia i cudownie zgrabne nogi sprawiały, że Marcin z coraz większym trudem koncentrował się na pracy. Spojrzał w dół, na dumnie sterczącego penisa – i nie wiedział czego bardziej żałować. Że nie kazał Monice nosić długiego fartucha, czy że od tak dawna nie zaznał orgazmu. Nie mogąc przerwać pracy popatrzył na nią, a ona jakby wyczuła jego intencje. Czy czegoś potrzebujesz? – spytała. Tak – odpowiedział. Jej śliczna buzia zajaśniała uśmiechem. Czy chodzi o seks? Marcin oniemiał. Monika w lot odgadła wszystko. I po co się tak wstydzić? – usłyszał. Monika z gracją rozpięła guziki i jednym ruchem zrzuciła żakiet. Marcin nie mógł oderwać wzroku, a jednocześnie musiał nieustannie kontrolować syntezę. Nie do wykonania. Monika stała przed nim bosa i półnaga. Jej piersi i nogi były tak zachwycające, że na ich widok Marcin o mało natychmiast się nie spuścił. Ich kompozycja z twarzą, ramionami i talią była nieporównywalna. Dziewczyna z uśmiechem otworzyła drzwi komory, weszła do środka i stanęła obok. Jej widok z tak bliska, zapach i uroda oszołomiły Marcina. Nie mógł oderwać rąk od pracy, a jednocześnie całą siłą woli powstrzymywał się żeby nie złamać własnych zasad. Marzył, żeby porzucić syntezę, pozbawić Monikę spódniczki i całować ją od stóp do głów, poczuć truskawkowy smak języka, ssać szczyty piersi, lizać klejnot kobiecości. Świadomość, że dziewczyna nie miałaby nic przeciwko temu, tym bardziej utrudniała mu samokontrolę. Monika zwilżyła dłonie gliceryną i delikatnie zsunęła mężczyźnie napletek. Biedaku, czemu nie powiedziałeś wcześniej? – wyszeptała. Kobiece paluszki ślizgały się po obnażonej żołędzi, podczas gdy Marcin z coraz większym trudem kontrolował siebie i naukowy eksperyment. Zwinięta dłoń Moniki objęła w pełni wzwiedzionego penisa, imitując pochwę, i raz po raz przesuwała się w dół i w górę. Marcin coraz bardziej pogrążał się w rozkoszy i sprzecznościach. Pragnął orgazmu, a jednocześnie marzył, żeby ta chwila trwała wiecznie. Chciał być dzielny, ale nie miał już siły pielęgnować własnych zasad. Gdyby Monika nie była tak konsekwentna, ległyby w gruzach. Nie miała pojęcia, że wystarczyło zdjąć spódniczkę i włożyć Marcinowi język między zęby, żeby go sprowokować i uszczęśliwić wspaniałym stosunkiem, zmienić życie ich obojga. Nauczona doświadczeniem nawet nie spróbowała. Ciało Marcina zastygło w bezruchu. Dziewczyna mocniej objęła penisa i przyspieszyła ruchy dłonią. Kiedy pierwsza porcja nasienia wyruszyła w bezpowrotną podróż, chłopak zrozumiał jak wielka różnica dzieli petting od masturbacji. Aż podskoczył z rozkoszy, kiedy kolejna pieszczota cudownej, ślicznej, młodej kobiety uruchomiła fontannę białej spermy. W lot zrozumiała jego potrzeby. Podczas gdy jej zwinięta dłoń pozostawała nieruchoma, mężczyzna stojąc wykonywał wewnątrz ruchy frykcyjne. Penis cofał się głęboko, żeby po chwili powędrować do przodu, ocierając żołądź o wnętrze dłoni. Nasienie tryskało raz po raz, a Marcin skamlał z rozkoszy. Jego dusza śpiewała radosną pieśń uwielbienia. Przeniknięty ekstazą nie myślał wcale o sobie ani o pracy, ale wyłącznie o boskim stworzeniu, tak uroczym, zachwycającym, kobiecym i zgrabnym, które sprawiało mu największą z dostępnych ludziom przyjemności. Całował w myślach rozchylające się płatki najpiękniejszego kwiatu, wnikał w głąb i penetrował długi, wilgotny kielich, aby wśród radosnych spazmów zostawić w nim miliony dowodów uwielbienia. Adorował oliwkowe piersi, idealnie wygolone pachy i ten cudowny, całkowicie naturalny trójkąt czarnego futerka w podbrzuszu. Językiem ubóstwiał idealne, wąziutkie stopy, z wierzchu i pod spodem, a potem powoli wędrował ku upragnionemu sromowi, wzdłuż godnych bogini nóg. Teraz dłoń Moniki rytmicznie podążała w kierunku przeciwnym do ruchu bioder Marcina. Jego odbyt, najądrza i nasieniowody kurczyły się systematycznie, raz po raz uwalniając gejzer nasienia. Mężczyzna konał z rozkoszy. Tak długi okres dobrowolnej wstrzemięźliwości w połączeniu z niezwykłą atrakcyjnością partnerki sprawiły, że orgazm był dojmujący, wszechogarniający, niepojęty, graniczący z histerią. Świat nie istniał. Kątem świadomości, słysząc własny skowyt, nie mógł uwierzyć w przewrotność losu. Tyle niezliczonych godzin spędził nago w szklanej klatce, w imię wyższych celów wyrzekając się danych przez naturę przywilejów, żeby w końcu dojść do źródła. Zrozumieć, że ludzkim przeznaczeniem jest wspólna nagość mężczyzny i kobiety, pieszczoty, uwielbienie. Tyle straconych szans, tyle samotności, tyle onanizmu. I wszystko na nic. Wiedział, ze nic już nie będzie tak jak przedtem. Kiedy skończył spazmować, spojrzał na anielską buzię Moniki. Ona też wszystko zrozumiała. Delikatnie pieścił jej cudne piersi. Lekko przechyliła głowę, rozchyliła usta, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów i włożyła mu język do buzi. Nawet teraz, kilka chwil po wytrysku, smak jej śliny i poezja języka były oszałamiające. Gładził jej ramiona i aksamitny biust, a ona muskała jego jądra. Lizali się. Tydzień później po raz pierwszy napełnił Monikę nasieniem aż po brzegi. I potem, za każdym razem kiedy to robił, nie mógł zrozumieć jakim cudem tak długo zwlekał. Zamieszkali razem. Monika była ideałem. Nie chciała wychodzić za mąż za Marcina, ani mieć z nim dzieci. Była najszczęśliwsza kiedy zasypiali razem, spleceni ciałami, skąpani we wspólnym wytrysku. Uwielbiała uczyć miłosnej sztuki mężczyznę, którego sama rozprawiczyła, wprowadzać go w kolejne kręgi rozkoszy. Była wniebowzięta patrząc na akt najwyższego kobiecego triumfu i intymności, kiedy klęczał przy brzegu łóżka i nieprzytomny lizał jej genitalia, czekając posłusznie aż partnerka dozna spełnienia. A potem jego oczy, kiedy kilkoma wprawnymi ruchami palców sprawiała, że znów umierał ze szczęścia, okrywając jej śniadość białą rosą. Wzruszała ją jego bezbronność wobec rozkoszy, połączona z całkowitym wyrzeczeniem się samozaspokajania. Kochała smak spermy, którą napełniał jej usta wierzgając w spazmach, chwilę potem jak połknął cały jej kobiecy eliksir. Upajała się chwilą, gdy penetrował jej odbytnicę naprężonym jak struna penisem, równocześnie pieszcząc dłonią łechtaczkę i wargi sromowe, a kiedy wydała miłosny okrzyk napełniał ją od środka ciepłą falą męskości. Nauczyła go jak cudownie jest kąpać się z kobietą. Jak wielką radość można czerpać z całowania stóp i z pieszczot nimi zadawanych. Jak niezwykłym przeżyciem jest lizanie sutków. Jak imponujący jest widok dziewczyny w pozycji na jeźdźca, kiedy prezentuje stwardniałe z podniecenia piersi bogini, podaje na przemian dłonie do całowania i poruszając biodrami ociera delikatny nabłonek żołędzi o wnętrze pochwy. Nauczyła go, że egoizm jest wrogiem szczęścia. Że prawdziwy mężczyzna nigdy nie spuszcza się szybciej niż kobieta. Że prawdziwy orgazm musi być wspólny. Marcin nie porzucił pracy naukowej. Paradoksalnie odnosił jeszcze większe sukcesy. I już nigdy nie musiał prosić o zaspokojenie w trakcie pracy. Monika wypiękniała jeszcze bardziej. Regularne szczytowanie w połączeniu z balsamem nieustannie wchłanianego przez jej organizm nasienia czyniły ją najjaśniejszą z gwiazd. I najszczęśliwszą z kobiet. Marcin kochał Monikę bezgranicznie. Nie mógł się nacieszyć, kiedy co wieczór przychodziła do łóżka nagusieńka, czysta i pachnąca. Lizał ją całą, poczynając od czubków palców u nóg, a na języku kończąc. Serce zamierało mu z zachwytu na widok jej niemożliwych do opisania, czarnych jak węgle oczu, buzi, perfekcyjnych kształtów. Każdy szczegół był w niej idealny i każdy ubóstwiał duchem i ciałem jednocześnie. Jej wdzięk, głos, uśmiech, każdy gest i słowo, były czystą poezją. Nauczył się odgadywać bez słów w jaki sposób najbardziej pragnie być zaspokajana i spełniał wszystkie jej marzenia, adorując każdy milimetr kobiecego piękna. Kochał z niegasnącą pasją, jakby chciał nadrobić stracone lata, przejść wszystkie kręgi miłosnego wtajemniczenia, unieść się nad ziemię. Byli absolutną jednością.

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany