Opowiadanie użytkownika bieniek

Medycyna

local_library58 comment1 thumb_up2

Nie mogłem uwierzyć. Zdałem na medycynę. Marzenia się spełniają. Tabun dziewczyn i chłopaków razem ze mną. Młodzi, zdolni. A ja między nimi, wchodzący w dorosłe życie. Na jednych z pierwszych zajęć poznaliśmy się z Olkiem. Wysoki, wysportowany, wydawał mi się znacznie bardziej dojrzały jak na dziewiętnastolatka. Z paczką kolegów spotkaliśmy się w klubie. Musimy zorganizować inaugurację – powiedział Olek. Jaką, przecież już była? – powiedziałem. Śmiech kolegów pozwolił mi zrozumieć, jak daleko jestem w tyle w dziedzinie studenckiego wtajemniczenia. Skąd mogłem wiedzieć, że tradycją wydziału lekarskiego jest orgietka na cześć udanego egzaminu. I one się zgodzą? – zapytałem. Nie martw się, zobaczysz – odpowiedział Olek. Po dwóch tygodniach dostałem adres. Dom kolegi był imponujący. Ojciec dziennikarz, matka – śpiewaczka operowa, oboje w rozjazdach. Idealne miejsce. Proszę – usłyszałem kobiecy głos w domofonie. Drzwi otworzyła Dominika. Pamiętałem ją z egzaminu, ale teraz była w szpilkach. I to wyłącznie w szpilkach, nie licząc wąskiej, skórzanej bransoletki. No chodź – powiedziała, wpuszczając mnie do środka. W pierwszym pokoju na prawo możesz się przygotować. Półprzytomny z wrażenia zrzuciłem ubranie. Wtedy weszła Dominika, pocałowała mnie, wzięła za rękę i zaprowadziła do salonu. Widok był niesamowity. Dwanaście dziewcząt i jedenastu chłopców zaprzyjaźniało się we wspaniałym, ogromnym wnętrzu. Ja byłem ostatni. Wszyscy zupełnie nadzy, każda dziewczyna w szpilkach, a chłopcy boso. Nie mogłem oderwać oczu ani uwierzyć, że to nie sen. Kilka par już się pieściło. Dziewczyny były niesamowite. We wszystkich wersjach i kolorach. Blondynki, brunetki, rude, ogolone i nieogolone pod brzuszkiem. Wzwód był nieunikniony. Wtedy przywitał mnie gospodarz. Fajnie? Jeszcze jak! W życiu nie byłem na takiej imprezie. Zapytałem, dlaczego niektóre panny mają we włosach wstążki. To są dziewice – powiedział Olek. Taki sygnał, żeby być delikatnym. Spojrzałem w prawo. Pod ścianą stała w lekkim rozkroku zgrabność o subtelnych rysach, z wstążeczką. Jak masz na imię? Małgosia. Chcesz? Chyba tak. Jej język zatańczył wokół mojego. Nie byłem już wprawdzie prawiczkiem, ale jej śmiałość trochę mnie speszyła. Różowe sutki, różowy srom i trójkącik jasnych włosków łonowych świadczyły, że była naturalną blondynką. Aksamitne piersi twardniały w miarę pieszczot, podczas gdy mój obrany ze skórki penis sztywniał coraz bardziej, głaskany kobiecymi paluszkami. Czy ty...? Nie martw się. Jestem zabezpieczona – powiedziała z uśmiechem klękając. Popatrzyłem w dół. Jak przez mgłę widziałem rytmicznie poruszającą się krótko ostrzyżoną jasną główkę i ramiona. Jeszcze nigdy kobieta nie lizała mojej żołędzi. Kosmos. Wreszcie sam ukląkłem, spojrzałem w piękne, chabrowe oczy i włożyłem język do uchylonych ust. Świat nie istniał. Lizałem młodą piękność, pieszcząc jednocześnie coraz wilgotniejszy srom. Położyliśmy się na miękkim, perskim dywanie. Małgosia odwróciła się, przyjmując pozycję sześć na dziewięć i uniosła nóżkę, żeby ułatwić mi dostęp do pochwy. Jakaż była pyszna. Wargi z każdą chwilą rozchylały się i wilgotniały. Równocześnie na dole mistrzowski balet wokół żołędzi przybliżał mnie do szaleństwa. Byłem gotów na finał, kiedy dziewczyna podniosła się i poprowadziła do sąsiedniego pokoju, gdzie czekało pościelone łóżko. Chodź – powiedziała, zrzuciła kołdrę, położyła się na plecach i maksymalnie rozsunęła nogi, przyjmując pozycję pełnego odsłonięcia genitalnego. Widok subtelnej buzi, cudnych piersi z wzwiedzionymi sutkami, talii i pochwy był niezrównany. Ukląkłem przed nią i wsunąłem penisa w miejsce stworzone dla męskiego szczęścia. Tak delikatne i mokre. Natychmiast zapomniałem o zdziwieniu, że nie ma śladu po dziewictwie. Tak jak o pierwszym licealnym stosunku z Anią, w dniu jej osiemnastych urodzin. Bez porównania. Rozkosz tańca naszych nabłonków przerastała wszystko. Odgłosy były szczytem kobiecości. Kiedy Małgosia krzyknęła i wyjęła mojego penisa z pochwy, oniemiałem. Fontanna kobiecego nektaru trysnęła na moje podbrzusze. Sama z powrotem wprowadziła sprawcę na miejsce. Teraz nie byłem już w stanie zwlekać. Orgazm był niesamowity. Spuszczałem się nie odrywając oczu od najpiękniejszej dziewczyny w życiu, jednocześnie podziwiając każdy szczegół jej urody. Chciałem jednocześnie lizać ją i schrupać w całości. Marzyłem o wieczności w takim stanie, w takim uwielbieniu. Kiedy skończyliśmy, całowałem od stóp aż po uroczą buziulkę. Była jak wschód słońca nad kwitnącą łąką, jak wszystkie najlepsze przeżycia razem wzięte. Jak ci się podoba moja dziewczyna? – usłyszałem za plecami głos Olka. Nie umiem oddać słowami stanu, w jakim się znalazłem. Jak to... twoja? – wybełkotałem. Spokojnie. Żyjemy ze sobą od dwóch lat. To po co ta wstążka? – wykrztusiłem. A taki żart. Jesteśmy w wolnym związku. Chciałem sprawdzić, czy na innych nadal robi równie mocne wrażenie jak na mnie. Tylko się za szybko nie zakochuj. To tylko otrzęsiny – rzuciła wstając Małgosia. Łatwo mówić. Przepraszam – powiedziałem trzęsąc się ze wstydu i pożądania do cudzej kobiety. Oszołomiony wróciłem do salonu. Wyglądał jak pałac w starożytnym Rzymie. Orgietka była prawdziwą orgią. Dywan zasłany parami, i nie tylko parami, pogrążonymi w rozkoszy. Kasia kopulowała z Robertem w pozycji na jeźdźca, łącząc rytmiczne ruchy bioder z lizaniem penisa Andrzeja, Ania całowała Zbyszka, mokra ze szczęścia po defloracji, Marcin dochodził w odbytnicy Joasi, a dwie dziewczyny i pięciu chłopaków bawiło się przy stole w „kamienną twarz”. Scena jak z czasów Tyberiusza. Zrezygnowany podążyłem korytarzem dokądkolwiek, byle dalej. Instynktownie skręciłem do pierwszego pokoju na lewo. Na łóżku klęczała dziewczyna. Wcielenie zgrabności i wdzięku. Opierała prześliczne wąziutkie stopy na białym prześcieradle, stanowiącym idealne tło dla jej urody. Ciemna karnacja, talia osy i ta niezapominana delikatna buzia, odsłaniana w miarę odgarniania czarnych włosów. Przed nią klęczał Piotrek i patrzył jak urzeczony na stojącego na baczność własnego, mokrego penisa, mistrzowsko omiatanego kobiecym językiem, podczas kiedy Tomek bez ustanku pogrążał męskość w jej pochwie. Obraz godny Avrila. Kto to jest? – zapytałem stojącą obok dziewczynę. To Kamila, moja koleżanka – odpowiedziała. Widzisz, już zajęta. A ja jestem Joasia. Może chcesz? Trochę wyższa ode mnie szatynka była naprawdę zgrabna. Spojrzałem na nią mimowolnie zdziwiony, bo przed chwilą widziałem ją z Marcinem. Wiesz, nie, nie dzisiaj – odpowiedziałem powracając wzrokiem do Kamili. Nie umiałem przestać patrzeć. Coraz głośniejsze skamlanie zwiastowało zbliżający się finał. Trysnęli równocześnie. Połykała nasienie Piotra i krzyczała, kiedy umierający z rozkoszy Tomek błyskawicznymi ruchami napełniał ją koroną męskości. Była absolutnie śliczna. Kiedy skończyli spazmować, obaj całowali ją po całym ciele. Widać było szacunek i wdzięczność. To było piękne. Oszołomieni doznaniami koledzy wyszli z pokoju. Wyczerpana Kamila wydawała mi się grecką boginią. Leżała na plecach z rozsuniętymi nogami, a z rozwartej po orgazmie pochwy wypływał biały strumyk spermy, zmieszanej z żelem plemnikobójczym. Poczułem, że ona jest moim przeznaczeniem. Niestety nie byliśmy w jednej grupie, ale łaskawy los pozwolił nam spotkać się na zajęciach z anatomii. Patrzyłem jak urzeczony na dziewczynę w lekarskim fartuchu, smukłymi dłońmi po mistrzowsku preparującą ludzkie zwłoki i cały czas widziałem ją bez fartucha i reszty ubrania. Wybitnie zdolna, może najlepsza na roku. Poza pasją, pracowitością i urodą, wyróżniało ją jeszcze jedno. Podczas gdy prawie wszystkie dziewczyny chodziły w spodniach i adidasach, Kamila zawsze nosiła mini i szpilki. Nie sposób było oderwać wzroku od jej nóg. W zimie spódniczkę zastępowały dżinsy, ale jednej zasady nigdy nie łamała. But zawsze na bosą nogę. Żadnych pończoch, rajstop czy skarpetek. Po pierwszej wymarzonej randce miałem ochotę się zastrzelić. Chodź do mnie, do łóżka – powiedziałem. Zdurniałeś? Wypraszam sobie – odparła. Przepraszam – wyksztusiłem czerwony ze wstydu. Dopiero wtedy zrozumiałem, że jest kobietą, wrażliwym człowiekiem godnym szacunku, a tamten wieczór był tylko incydentem, spełnieniem tradycji, nie świadczącym w żadnym wypadku, że mam do czynienia z dziwką. Upłynął miesiąc, zanim Kamila zgodziła się znów ze mną umówić. Widziała, że się wstydzę i musiała też widzieć w moich oczach uwielbienie. Zaczęliśmy chodzić do parku, do kina. Uczyła mnie jak wspaniały może być dotyk kobiecej dłoni splecionej z moją, pocałunek na mrozie, głos kogoś ukochanego. Uczyłem się, co to znaczy być mężczyzną. Kamila zaskoczyła mnie trochę zaproszeniem do studyjnego kina na „Intimacy”, z główną rolą Kerry Fox. Patrząc na te wszystkie sceny nasze dłonie same się splotły. Przytuliłem ją. Czy z nami też tak będzie? – szepnęła. Ja cię uwielbiam. Wybaczysz? Gnaliśmy do domu jak dwoje zakochanych wariatów. Stół rozstawiłem wcześniej. Przeczucie. No już teraz możesz – powiedziała Kamila, kiedy rozebrałem ją z puchowej kurtki. Nieprzytomny rozpinałem guziki bluzki. Nie tak prędko. Daj mi chwilę. Chwila trwała wieczność. Kiedy weszła do pokoju w mini sukience i klapkach, świat zawirował mi przed oczami. Przez chwilę patrzyła przepojona dumą na moje bezgraniczne pożądanie. Ja też cię kocham – szepnęła, w jednej chwili zrzucając sukienkę i wysuwając wąskie stopy z japonek. Aksamit cudownych piersi przenosił w stan nieważkości. Kiedy włożyła mi język między zęby, doznałem wniebowstąpienia. Nie wiem kiedy rozebrała mnie do naga. Kąpiemy się? Oczy powiedziały wszystko. Wanna jest mała. Zmieścimy się. Szum wolno płynącej z kranu wody stanowił idealny akompaniament. Kontemplowałem oralnie każdy szczegół wymarzonej kobiety, począwszy od palców stóp poprzez łydki, uda, pachwiny aż do boskiego zwieńczenia, bezwłosej orchidei z rozchylającymi się coraz bardziej płatkami. To przypominało wyścig. Chciałem zachować w pamięci i nasycić się smakiem i zapachem Kamili, zanim znikną pod wodą. Kiedy tafla sięgnęła talii, usta instynktownie powędrowały w stronę wzwiedzionych sutków. Atłas piersi skontrastowany z szorstkością ciemnych brodawek, ich smak i zapach były niezrównane. Czy mogę się na tobie położyć? – zapytała. O niczym bardziej nie marzyłem. Ciało Kamili przylgnęło do mojego jak plaster miłości. Całowałem czarną główkę bez pamięci. Dotyk przerastał marzenia. Zakochiwałem się w każdym szczególe zniewalającego ciała, mogąc jednocześnie pieścić i podziwiać. Myłem zachwycający jędrnością biust a potem srom, z góry do dołu, jak nakazuje medycyna. Tego już nie wytrzymała. Odwróciła się. Tylko nie przestawaj – usłyszałem. Lizaliśmy się w nieskończoność, podczas kiedy moja dłoń bezwiednie głaskała największy skarb. Chyba oboje w tym samym momencie zrozumieliśmy, że nie zdążymy do łóżka. Kamila uklękła. Dopiero wtedy ujrzałem przepiękny wytatuowany ornament u szczytu pośladków. Klęcząc za nią całowałem jednocześnie oba dzieła sztuki. Penis sam powędrował pomiędzy rozchylone różowe płatki. Kurczyły się w rytm ruchów zwanych frykcyjnymi, nieuczonymi, danymi mężczyźnie w spadku pokoleń. Umierałem ze szczęścia ocierając żołądź o marszczki jej pochwy. O jakże dziękowałem naszemu wykładowcy anatomii. Proszę państwa. Nie mylcie zmarszczek z marszczkami. Są zupełnie gdzie indziej i czemu innemu służą – powiedział. Teraz zrozumiałem, że ich naturalna, łagodzona lubrykacją szorstkość jest najpiękniejszym prezentem dla męskiej żołędzi, pogrążanej coraz szybciej w upragnionym miejscu. I było mi wstyd, że nie mogę jej zaspokoić. Podniecenie było zbyt silne. Rozkosz wytrysku połączonego z obrazem ideału kobiety, godnego skrzypiec Stradivariusa, była nieporównywalna. Dziewczyna w kształcie liry, przepiękna i młoda, klęcząca przede mną i pozwalająca penetrować swój największy skarb. Umierałem z rozkoszy mając jednocześnie świadomość, że to śliczne stworzenie daje mi niemożliwy w tym momencie do odwzajemnienia prezent. Całowałem od stóp do głów wycierając najdroższą, zanim zaniosłem ją do łóżka. Kolacja z najprzedniejszym winem dopełniła szczęścia. Kamila była wybitna. Na studiach, w życiu. Wszędzie. Nie martw się. Nauczę cię wszystkiego. Dopiero po miesiącu byłem w stanie ją zaspokoić. Porównanie mojej inicjacji z Anią nie miało sensu. Kamila miała za sobą dwuletni licealny związek z chłopakiem. Była doświadczona, miała ulubione pozycje i pieszczoty, mogące ją najbardziej uszczęśliwić. Każda chwila była rajem, tak jak każda lekcja. Dzień, w którym trysnęła wcześniej ode mnie, uznałem za święto. Z pomocą rodziców zamieszkaliśmy razem. Lata mijały, w przeciwieństwie do uczuć. Wiedziałem i akceptowałem to, że Kamila nie planowała dziecka przed trzydziestką i była gotowa wyskrobać każde, gdyby pojawiło się wcześniej. Sama wzięła na siebie całą odpowiedzialność, żeby nie dopuścić do zapłodnienia. Właściwie dlaczego mnie tak kochasz? – zapytała którejś nocy, leżąc przytulona. Bo spełniasz wszystkie moje marzenia o kobiecie mojego życia. Jakie? Zawsze chciałem, żebym nie był jej pierwszym mężczyzną, żeby nie chciała wyjść za mnie za mąż, żeby nie chciała mieć ze mną dzieci, nie znała takich pojęć jak piżama albo nocna koszula i nie kazała mi używać prezerwatywy. Dotąd spełniała wszystkie. Pocałowała mnie i zwierzyła się ze swojego nowego pragnienia. Była tak pełna seksu, wdzięku, że bałem się je ziścić, mimo że się tego wstydziłem. Oboje mieliśmy już po 35 lat. Marzyła o dziecku. Umierając ze strachu zgodziłem się. W głębi duszy też pragnąłem potomka, ale perspektywa przerwy w nieziemskim orgazmowaniu z Kamilą wprawiała mnie w przerażenie. Kiedyś musimy. Zgodnie z wolą ukochanej zdecydowaliśmy się na córkę. Kamila postanowiła zrealizować sprawę podręcznikowo, według przeczytanej kiedyś instrukcji. Jej regularne cykle ułatwiały sprawę. Stosunek musiał nastąpić trzy dni przed owulacją, tak żeby zdążyli wyginąć wszyscy chłopcy i zaczęły konać słabsze dziewczęta. Przygotowania miały trwać pięć dni. Nie wiedziałem, że będzie to bodaj największe wyzwanie mojego życia. Pierwszego dnia leżeliśmy nago, obserwując siebie nawzajem. Patrzyłem na kobietę od tylu lat będącą źródłem mojego szczęścia. Znałem każdy milimetr jej ciała, ale obowiązek wstrzemięźliwości rozpalał i tak pobudzoną wyobraźnię. Spaliśmy osobno. Drugi dzień przewidywał wspólną kąpiel. Chińskie tortury. Wiedziałem, że nie mogę jej dotknąć. Gdybym to zrobił, cały plan ległby w gruzach. Uśmiechała się na widok stojącego jak drut penisa. W przeciwieństwie do mózgu nie znał racjonalnych ograniczeń. Wiedziała jak mi trudno. Trzeci dzień przewidywał pieszczoty biustu. Trudno opisać pragnienie orgazmu, połączone z głaskaniem twardych z podniecenia boskich piersi, ozdobionych stojącymi na baczność ciemnymi sutkami. Jej oczy powiedziały wszystko. Jesteś mężczyzną? – zapytałem sam siebie. Pocałowałem jej dłoń i jakimś cudem usnąłem. Kolejny dzień był najcięższy. Widok ukochanej biegającej po domu boso i w mini łamał mnie na pół. Nie chciałem jeść, pić. Chciałem tylko rozebrać ją i ubóstwiać. Świadomość, że nie mogę tylko wzmagała pragnienie. To było zbyt okrutne. Tęskniłem za wieczorem mając świadomość co mnie czeka. Scenariusz przedostatniego dnia był prosty. Mężczyzna powstrzymując się od stosunku ma pieścić partnerkę w ulubiony przez nią sposób. Po tylu latach znałem każdy. Kiedy po kąpieli położyła się obok mnie, tak zgrabna, pachnąca i całkiem naga, pragnąca zaspokojenia, przez chwilę zwątpiłem we własną wolę. Jej oczy mówiły wszystko. Była tak śliczna i cudowna. Pragnienie stosunku było nieodparte. Jutro mieliśmy począć nasze dziecko, a ja pożądałem tylko najdroższej cierpiąc, że nie mogę z nią dziś współżyć. Usta same podążyły ku piersiom. Lizałem jak szalony cudne wzwiedzione brodawki, pieszcząc coraz bardziej mokry srom ukochanej i słuchając boskiego akompaniamentu odgłosów rozkoszy. Wiedzieliśmy, że pragnąc córki kobieta musi zrezygnować z orgazmu, żeby przypieczętować zagładę chłopców. Ale to miało być jutro. Nogi Kamili rozeszły się same, a mój język powędrował ku ich zwieńczeniu. Nie miałem pojęcia, że adorowana od tylu lat pochwa ukochanej kobiety może tak smakować. Na zmianę lizałem wzwiedziony clitoris i pogrążałem język w pochwie, pieszcząc jednocześnie oralnie cudne rozchylone wargi. Wreszcie skamlanie Kamili zamieniło się w krzyk, a na moją twarz trysnęła fontanna kobiecej rozkoszy. Całowałem ją od stóp do głów i byłem z siebie dumny. Zaspokoiłem ukochaną, a nie siebie. Bałem się tylko polucji. Na szczęście nie przyszła. Tuliłem ją i całowałem wszędzie. Jesteś bardzo dzielny – powiedziała rano po przebudzeniu. Piąty dzień. Finał. Zadowolona Kamila pląsała po domu boso i w krótkiej spódniczce, uśmiechając się na widok wzroku zakochanego po uszy uczniaka, błagającego żeby nie czekać do wieczora. Chodź – powiedziała po obiedzie. Zdjęcie bluzki i spódniczki zajęło jej kilka sekund, zwłaszcza że nie miała majtek. Ja zdzierałem z siebie te wszystkie garderobiane gadżety w nieskończoność nie mogąc pojąć, jak można tak pożądać kochanej od szesnastu lat kobiety. Kamila uklękła na łóżku, a ja za nią. Wiedziałem, że nie mogę jej pieścić. Polizałem tylko srom, wsunąłem penisa głęboko do pochwy i przesunąłem się do przodu zawisając nad ukochaną, jednocząc się z jej ciałem. Ruchy frykcyjne były błyskawiczne. Po tylu dniach wstrzemięźliwości rozkosz przechodziła wyobrażenie. Orgazm przenikał mnie na wskroś. Po wytrysku położyłem się obok niej. Włożyła mi język do ust, patrząc tak pięknie jak nigdy. Całowałem całą, cudowną. Kamila była niezwykła. Bałem się, że w ciąży oddalimy się od siebie, staniemy się oziębli. Nic podobnego. Codziennie całowałem rosnący brzuszek, a ona do końca szóstego miesiąca pozwalała mi w spazmach napełniać nasieniem swój bezwłosy skarb. I chyba nigdy dotąd nie sprawiało nam to większej radości. W ogóle nie utyła. Nosiła tylko przed sobą jakby przyklejoną piłeczkę. Przez ostatnie trzy miesiące stała się mistrzynią fellatio. Uwielbiałem, kiedy tak fantastycznie lizała mojego penisa i nie mogłem się nadziwić dlaczego wcale nie przestała mi się podobać, nie obejrzałem się za żadną inną. Dziś Zuzia ma trzynaście lat. Wysoka, zgrabna i piękna, wyrasta na wspaniałą kobietę. Naprawdę wygląda jakby była owocem zapłodnienia ostatnim pozostałym przy życiu, najsilniejszym plemnikiem. Zaczyna się z wzajemnością interesować chłopcami. Chcielibyśmy, żeby poznała najpiękniejszy aspekt życia bez zahamowań, w atmosferze bezpieczeństwa i czułości. Już niedługo. Dziś leżę obok mojej niezrównanej, niepoślubionej żony. Dziękuję losowi, że pozwolił mi ją spotkać, że już dwa miesiące po porodzie zgodziła się na stosunek. Że nigdy nie zrezygnowała z nagiego spania, nie odmawiała współżycia nawet po drobnych sprzeczkach i na zawsze pozostała piękna. Z biegiem lat zakochaliśmy się w pozycji „na jeźdźca”. Uwielbiałem pieścić jej piersi i patrzeć w cudne czarne oczy, których wyraz zmieniał się w miarę narastania podniecenia. Kiedyś przypadkiem zastała nas w takiej sytuacji Zuzia. Wbrew pozorom nie doznała szoku. Wytłumaczyliśmy jej, że to normalne zachowanie dorosłych ludzi, akt miłości. Moja Kamila.

Komentarze

Cóś pięknego. Gratulacje.

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany