Opowiadanie użytkownika naughtyboy1990

MAMA MOJEJ ZNAJOMEJ CZ.5

local_library388 comment0 thumb_up0
MAMA MOJEJ ZNAJOMEJ - część 5

Wyprawa do lasu spodobała mi się ze względu na to, że znaliśmy się tyle lat, ale żadne z nas nie chciało bądź nie próbowało z tej przyjaźni zbudować czegoś stałego. Myślę, że takie przyjaźnie są bombą z chwilowo uszkodzonym zapłonem, który po pewnym czasie sam się naprawia i daje wybuch uczucia między „przyjaciółmi”.
Szczęście, jakie mnie ogarnęło po tym, co wydarzyło się pomiędzy mną a Martą wieczorem przerodziło się w nostalgię za jej mamą. Przyjaciółka od zawsze mnie pociągała, ale ze względu na naszą znajomość nigdy nie dawałem sobie u niej szans. Te wszystkie lata utrwaliły mnie w przekonaniu, że woli inny typ chłopaków niż ja.
Będąc jeszcze w pracy dostałem wiadomość:
„Wpadniesz?”
Jasne, że wpadnę- pomyślałem.
Problem w tym, że nie wiedziałem gdzie i do kogo.
Oddzwoniłem z ciekawości, ktoś odebrał, ale milczał. Znudziło mnie oczekiwanie na odzew osoby po drugiej stronie. Powiedziałem, że się rozłączam i wtedy przestała milczeć.
- To ja.
- Już wiem, z kim rozmawiam. Kilka cyferek na ekranie i tyle- powiedziałem.
- Bo samochód gotowy a ja nawet ci nie podziękowałam…
Przełknąłem ciężko ślinę, bo teraz wiedziałem, z kim gadam.
- Magda? Ale jak?
- Spisałam numer z telefonu Marty.
- Myślę, że wszystko gra i samochód jeździ.
- Wiem. Powiedziała, że przejechaliście się kawałek.
- Boże mój…
- Co boże?
Milczałem, bo ogarnęła mnie panika, co jeszcze mogła jej powiedzieć. Raczej wątpię, że streściła to, co się wydarzyło. Miałem nadzieję, że nie opowiadała o nas, jako parze.
- Czy coś jeszcze mówiła?
- Co masz na myśli?
- Coś o pieniądzach albo w tym stylu?- wymyśliłem cały zlany potem.
- Powiedziała tylko, że znajomy miał wobec ciebie dług.
Przetarłem czoło a moje tętno wracało do spoczynkowej wartości.
- Tak. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, więc zrobił to dla mnie.
- Wpadniesz na obiad?
Propozycja nie do odrzucenia, bo mieszkając samemu mało się gotuje a mamy najlepiej sobie z tym radzą.
- Nie chcę sprawiać wam kłopotu- próbowałem uniknąć konfrontacji, bo nie wiedziałem, czego się spodziewać.
A jak opowiedziała jej o nas a obiad to pretekst do gadania o naszych planach?
- Proszę
- O której mogę wpaść?
- O szesnastej będzie wszystko gotowe, ale jak chcesz być prędzej…
- Zobaczę ile potrwa powrót z pracy. W takim razie do zobaczenia.
Ze słuchawki usłyszałem tylko wesołe hej i sygnał zakończenia połączenia.
Błędem z mojej strony byłaby odmowa, bo głównie dla niej tak się starałem. Problem w tym, że nie chodziłem do nikogo na obiady a wszędzie pokazują, że w takiej sytuacji trzeba kupić wino.
Cholera, jakie wino?- wyobrażałem sobie półki w jednym ze sklepów, do którego zaglądałem każdego dnia.
Ruch na drodze był normalny w końcu to nie piątek. Zostawiłem auto na parkingu pod blokiem, aby nie tracić czasu na powrót z garażu. Zamiast wina kupiłem bukiet kwiatów. Czerwone róże, jakie zawsze oglądałem w telewizji w takich sytuacjach. Zarost dwudniowy, ale gęba szorstka, więc pianka i maszynka w ruch. Oczywiście jak to zawsze bywa ciach po jabłku tego z Edenu i krew sączyła się jak po strzale z pistoletu. W końcu miałem okazję przetestować sztyft do tamowania krwi. Zapach samej chemii, ale przesmarowałem trzy razy i przyschło. Szybki prysznic i prawie gotowy.
Jak się ubrać? Założę koszulę i spodnie wyjściowe to pomyśli, że oświadczyć się chciałem albo coś w tym stylu. Całe szczęście, że koszule pogniecione a ja niestety nigdy nie prasowałem swoich ubrań. Wybrałem dżinsowe joggery w najjaśniejszej odmianie i t-shirt z angielskimi napisami w czerwonym kolorze. Sportowe buty Nike na nogi. Włosy przesmarowałem gumą i delikatnie zaczesałem na bok. Woda toaletowa poleciała w takiej ilości, że omal nie udusiłem się od jej nadmiaru. Gorzki smak pozostał w ustach do pierwszego łyka pepsi. Głupio wyglądałem krążąc między blokami z bukietem w ręku, ale, po co gapie mają wiedzieć gdzie idę?
Pod drzwiami zjawiłem się równo dziesięć minut przed czwartą. Zapukałem i czekałem nie wypuszczając powierza z ust. Musiałem wcisnąć dzwonek ponownie. Drzwi się otworzyły a ja zamurowany patrzyłem na nią. Miała na sobie czerwoną sukienkę do kolan z dekoltem zapinanym na guziki. Widząc jej wspaniały uśmiech na twarzy speszony spaliłem buraka jak nigdy, raczej z powodu tego jak wyglądałem.
- Jakie piękne.
- Dla ciebie- przemilczałem kwestię wina ze względu na historię alkoholu w ich rodzinie.
Wręczyłem kwiaty i wkroczyłem do dużego pokoju. Pachniało wyśmienicie i natychmiast przypomniałem sobie kuchnię mamy.
- Pewnie głodny jesteś po pracy?
- Jak diabli- pomyślałem, choć żołądek podchodził mi do gardła.
- Pomóc ci?
- Dam sobie radę.
Usiadłem przed telewizorem na tym samym fotelu, co poprzednio.
Trudno było uniknąć wzroku Marty, kiedy ramka była skierowana w moim kierunku. Patrząc na jej uśmiech gadałem w środku siebie do niej, że nie przewidziałem takiego scenariusza.
Kiedy wróciła z łazienki moje nozdrza przeszył znany mi zapach, kiedyś byłem bliski jego zakupu dla jednej dziewczyny, która miała być tą jedyną.
- Ładny zapach.
- Podoba ci się?
- Skłamałbym mówiąc, że mnie nie kręci…
- Deep Red
- Od Hugo Boss- dokończyłem.
- Skąd wiedziałeś?
- Prawie go kupiłem, kiedy robiłem prezent dla mojej dawnej byłej.
- Dlaczego prawie?
- Zobaczyłem ją z jakimś frajerem w tej samej drogerii, w której wąchałem ten zapach. Nie miała brata a te ich uśmieszki nie wyglądały na przyjacielskie.
- Skąd taki wniosek?
- Przyjaciel nie łapie cię za uda.
- A to suka.
Wybałuszyłem na nią oczy raczej ze zdziwienia niż z powodu, że tak ją nazwała.
- Przepraszam.
- Nie ma, za co. Też tak wtedy pomyślałem i jak się okazało słusznie.
- Co było potem?
- Pytała, dlaczego nie odbieram od niej telefonów. Zapytałem czy kupił jej coś ciekawego w tej drogerii.
- I?
- Zaczęła kręcić, że to jej kuzyn. Zapytałem czy to normalne, że kuzyn wodzi łapami po jej udach niedaleko krocza. Nie chciałem słuchać jej tłumaczeń. Spakowałem jej rzeczy i wystawiłem za drzwi.
- Zachowałeś się w porządku.
- Wiesz, co najlepsze?
- Co?
- Była po dwudziestu minutach po swoje ciuchy. Pukała do drzwi a ja patrzyłem przez Judasza udając, że mnie nie ma. Chwyciła torbę i wyszła z klatki. Pokazała mi środkowy palec jak patrzyłem przez okno i wsiadła do auta kuzyna.
- Mieszka tutaj?
- Nie. To było dwa lata temu jak wynajmowałem mieszkanie w Bydgoszczy. Pracowałem w strefie przemysłowej, nie zarabiałem pięciocyfrowej kwoty, ale byłem blisko. Poznałem ją podczas rekrutacji i już drugiego dnia zaprosiłem ją na kawę w firmowym barze. Fajnie nam się gadało, jakieś kino a nawet kręgle się zdarzały. Nadzieję na coś poważnego zrobiłem sobie, bo nie wyglądała jak milion dolarów, ale w tym związku to ja byłem bestią a ona piękną. Gdyby nie ta sytuacja z drogerii pewnie bym się jej oświadczył za jakiś czas a tu taki zawód- westchnąłem, ale nie miałem powodu do uronienia choćby jednej łezki.
- Taki dobry chłopak z ciebie.
- Dzięki ale widocznie nie jest mi pisana miłość jak z bajki.
- Co ty gadasz?
- Coś nie tak?
- Masz ledwo trzydzieści lat…
- No i?
- Powinieneś szukać dalej swojej drugiej połówki.
- Po co?
- Nie marzysz o rodzinie?
- Sam nie wiem, czego chcę. Pragnę stabilizacji i spokoju.
- Więc?
Nie mogłem się opanować i pocałowałem ją zanurzając swój język w jej buzi. Chwila trwała w najlepsze a ja nadal nie wiedziałem, co dalej. Trzymając ją za szyję nie miałem zamiaru się wycofać cokolwiek by się nie działo. Chwyciłem jej pierś bez litości, jej ręka opadła na mój rozporek.
- Rozpalasz mnie.
- Ty mnie jeszcze bardziej, nie przestawaj.
Moja ręka wodziła pod sukienką. Czułem wilgoć jej cipki przez majtki, śliskie i rozgrzane.
- Obiad…- szepnąłem i wyjąłem rękę z jej majtek, a nie chciałem przestawać, bo byłem w stanie najwyższej gotowości.
Moje serce waliło jak głupie, ale patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Myślę, że różnica wieku została zniwelowana do minimum emocjami i pożądaniem, jakie rządziły naszymi ciałami. Całkowicie zapomniałem gdzie jestem i dlaczego ta sytuacja zawładnęła moim umysłem…


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany