Opowiadanie użytkownika naughtyboy1990

MAMA MOJEJ ZNAJOMEJ CZ.1 - TAK TO SIĘ ZACZĘŁO

local_library333 comment0 thumb_up0
MAMA MOJEJ ZNAJOMEJ - część 1

Historia wydarzyła się już jakiś czas temu, ale dopiero teraz zdecydowałem się ją opisać. Dziwnie to zabrzmi, ale mając szesnaście lat zakochałem się w dziewczynie o 5 lat młodszej. Bywała w moim mieście od czasu do czasu u rodziny w odwiedzinach. Ciężko było poznać kogoś w kilka godzin raz na kilka miesięcy. Zostaliśmy przyjaciółmi i w zasadzie nasza znajomość była podtrzymywana poprzez Gadu, Facebook i sms. Rzadko, kiedy udawało nam się spotkać, gdy przyjeżdżała, ale jak to się trafiło to spędzaliśmy kilka chwil podczas spacerów. Wiele razy próbowałem się jej zwierzyć ze swojego uczucia, ale nie potrafiłem, bo w ostatniej chwili zawsze rezygnowałem. Do mojego miasta sprowadzili się jakieś dwa lata temu i dowiedziałem się dopiero, kiedy zobaczyłem Martę w oknie nowego mieszkania.
Wracałem z zakupów i byłem o włos od potrącenia przez samochód. Kierowca chcąc uniknąć stłuczki z nieprawidłowo jadącym z przeciwka samochodem odbił w kierunku chodnika uderzając kołem w krawężnik, usłyszałem tylko lekki strzał i zobaczyłem samochód obok siebie. Obróciłem się w kierunku frajera, który spowodował to cię wydarzyło, czarne BMW 5 na mogileńskich tablicach. Zapamiętałem tylko trzy ostatnie cyfry, co wystarczyło, aby dorwać uciekiniera. Postawiłem siatki z zakupami i otworzyłem drzwi samochodu. Zapytałem:
- Nic się pani nie stało?
Lekko oszołomiona również zadała pytanie:
- A tobie coś się stało?
Spojrzałem na siebie od góry do dołu i stwierdziłem, że jestem cały.
- Zapamiętałem numery 786 i BMW serii 5 rocznik coś 2005-2007. Nie potrzebnie nawiał, bo będzie miał problem.
- To stało się tak nagle, zjechał na mój pas a ja odbiłam w kierunku chodnika. Na twoje szczęście nie przejechałam przez wysoki krawężnik.
- No, ale koło jest uszkodzone- spojrzałem na sporą dziurę w przednim kole.
- Będę musiała kupić nowe opony, ale przynajmniej nikomu nic się nie stało.
- Ma pani zapasowe koło w bagażniku?
- Nie wiem nawet.
Podszedłem i otworzyłem tylną klapę samochodu. Podniosłem podłogę i zobaczyłem pod nią pełnowymiarowe koło zapasowe a obok lewarek.
- Mogę pomóc przy zmianie koła- wróciłem i przykucnąłem obok niej przy uszkodzonym kole.
Poczułem jej perfumy aż zakręciło mi się w głowie. Pachniała tak delikatnie i zmysłowo, bez przesady, ale dało się wyczuć przy odpowiedniej bliskości. Taka była zasada działania tego zapachu ma go poczuć ten, komu pozwoli się tak mocno zbliżyć.
- To, co zmieniamy koło?
- Naprawdę chcesz mi pomóc?
Wiadomo, że liczyłem na jakąś kawę i ciasto w zamian, bo niestety na takie rzeczy jestem łakomczuchem. Poszedłem po koło i lewarek, aby jej pomóc.
- Włączysz awaryjne?
Wsiadła do samochodu i zrobiła to, co jej powiedziałem. Poluzowałem trochę śruby na zaciągniętym ręcznym i podniosłem auto do góry. Odkręciłem stare koło i założyłem zapasowe. Śruby piszczały od dokręcania, ale chciałem mieć pewność, że będzie porządnie.
- Będę musiała zamówić nowe opony i podjechać na warsztat.
- Pogadam z moim znajomym i podjedziesz do niego. Ma u mnie mały dług- próbowałem znów jej zaimponować.
-  Nie trzeba.
- Proszę pani nie potrzebuje już pani więcej nerwów.
- Jestem Magda- podała mi rękę.
- Olek. Nie podam ci ręki, bo jest brudna, ale miło mi.
Mogła mieć coś koło czterdziestki bądź nieco powyżej, ja kilka lat do trzydziestki, więc trudno było mi się przestawić na po imieniu.
- To, co jedziemy?
- Gdzie?
- Na policję, trzeba go rozliczyć za straty.
- Zapomniałam.
- Możesz prowadzić?
- Wydaję mi się, że tak.
Drżały jej jeszcze ręce a twarz była trochę blada.
- Może ja poprowadzę? -włożyłem reklamówki na tylne siedzenie.
Do komisariatu mieliśmy tylko kilka minut. Wszystko trwało nieco ponad pół godziny. Dostała na piśmie potwierdzenie o przyjęciu zgłoszenia.
- No to by było na tyle.
- Dziękuje za pomoc.
- Cieszę się, że mogłem ci pomóc.
- Masz ochotę na kawę?
Dokładnie liczyłem na taką propozycję i nie mogłem jej odmówić.
- A masz coś słodkiego do niej? Jakieś ciasto?
- Nie mam, ale możemy kupić po drodze.
Umówiliśmy się, że ona zaparkuje auto w garażu a ja kupię coś do kawy. Wziąłem porcję ciasta z toffi oraz coś z bitą śmietaną. Zanim zapłaciłem zdążyła jeszcze wejść do sklepu.
- Oby było pyszne- podniosłem reklamówkę do góry.
- Zaraz się przekonamy…



Ze względu na charakterystyczny typ sytuacji imiona postaci zostały zmienione.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany