Opowiadanie użytkownika horus33

Idealna praca cz. 3

local_library51 comment0 thumb_up0
Cygański Dar - część 3

 

Tak jak we śnie głowę miał spuszczoną i ręce zwieszające się luźno po bokach. Jednak w chwili, gdy pojawiłam się na progu domu, uniósł twarz w moją stronę, uśmiechnął się rozbrajająco i ruszył przez ulicę.  Zamarłam niezdolna do żadnego ruchu oprócz wpatrywania się w idącego mężczyznę.

„Nie był snem? Jak to możliwe?”

Chwile, gdy stałam sparaliżowana wystarczyły by przeszedł przez ulicę. Ponownie przemknęło mi przez myśl jak fantastycznie się porusza. Kot, lampart, tygrys w jednym. Podszedł do mnie, objął i pocałował mocno.

- Mmm…. – wymruczałam, choć tak naprawdę chciałam zaprotestować. Byliśmy doskonale widoczni na podwyższeniu ganku. Każdy, kto spojrzałby w tę stronę zobaczyłby ciekawą scenę. Myśl, że Robert dowiedziałby się o tym sprawiała, że strach ściskał mi wnętrzności.

Dzikus, który w ciemnych spodniach i koszuli wyglądał tylko odrobinę mniej dziko wyczuł to i pchnął drzwi, których nie zdążyłam zamknąć. Wpadliśmy do przedsionka, on cały czas obejmował mnie nie pozwalając na żadną obronę i całował nie dając czasu by pozbierać myśli. Jego usta gniotły moje, a gdy rozchyliłam je na momencik, wykorzystał to by wcisnąć swój język między nie. Żarłoczność z jaką to robił zdumiewała. Brakowało mi tchu, czułam jak wargi pieką i mrowią. Niespodziewanie dla samej siebie zaczęłam oddawać pocałunki.

Po chwili poczułam jak jego ręce wsuwają się pod rąbek sukienki i suną po udach. Uzmysłowiłam sobie, że zaaferowana dziennikiem nie założyłam majtek ani stanika, choć, gdy wychodziłam poza dom zwykle to robiłam. Teraz jego dłonie mocno ścisnęły nagie pośladki, rozchyliły je. Jęknęłam i oderwałam się od niego.

- Kim jesteś i co tu robisz? – Starałam się zadać pytanie stanowczym tonem. Podejrzewałam jednak, że moje drżące dłonie i głos całkowicie psują efekt.

Przechylił głowę w bok jak mały chłopiec i uśmiechnął się do mnie. Dyszałam ciężko po jego pocałunkach i przez zaskoczenie. Nie odpowiedział tylko zaczął rozpinać koszulę. Chwilę później stał przede mną całkowicie nagi, zupełnie jak we śnie. Wyglądał wspaniale. Jego męskość sterczała wysoko, twarda i potężna. Nie mogłam przestać się w nią wpatrywać. Myśl, że mogłabym mieć go w sobie, poczuć jak się wbija, jak trzyma mnie za ramiona, piersi. Zapragnęłam tego całą sobą. Od lat nie kochałam się ot tak zwyczajnie bez udawania i stresu. Chłopak czekał.

- Dobrze – powiedziałam i sięgnęłam by rozpiąć guziki przy sukience.

Gdy tylko wymówiłam to słowo znalazł się przy mnie. Szarpnął za dekolt rozrywając materiał aż pokazały się piersi. Chwycił jedną w dłoń ściskając mocno i znów mnie pocałował.

Tym razem zarzuciłam mu ręce na szyję i świadomie oddałam pocałunek.

Dzikus zrywał ze mnie sukienką nie przestając pieścić. Ja prowadziłam go do sypialni i pragnęłam tylko jednego. Żeby już wreszcie we mnie wszedł. Myślałam o jego kutasie, który co chwilę ocierał się o moje udo czy cipkę nieznośnie przypominając o swoim istnieniu. W dole brzucha czułam napięcie dziwnie przypominające ból.

Pociągnęłam go na łóżko prosto między moje szeroko rozwarte nogi. Nie tracił czasu. Czuł jak bardzo jestem gotowa na jego przyjęcie więc wbił się, gdy tylko poczuł pod sobą moje ciało. Zachłysnęłam się czując jak duży kawał męskości rozdziela moje ciało, rozpycha na boki. Wbiłam palce w jego plecy jęcząc mu w ucho. To był największy penis jakiego miałam w sobie. Dzikus wycofał się, wbił ponownie i jeszcze raz. Dopiero teraz poczułam, że jest we mnie cały. Opadłam na łóżko rozluźniona i dumna z siebie. Nad sobą widziałam jego twarz, więc uśmiechnęłam się do niego, odgarnęłam niesforny kosmyk jego długich włosów za ucho i poruszyłam lekko biodrami. Oczy mu zabłysły. Zaczął mnie rżnąć z tą swoją dzikością.

Już wkrótce zaczęłam miarowo wykrzykiwać i jęczeć po każdym pchnięciu jego potężnego fiuta, wbijającego się tak głęboko, że czułam jego jądra obijające się o pośladki. Wypełniał mnie calutką, ocierając dokładnie tam gdzie powinien, bym odlatywała. Cały czas trzymałam go za ramiona lub przesuwałam dłońmi po plecach. Uwielbiałam czuć pod dłońmi grę mięśni, które odpowiadały za to, że jego biodra wbijają penisa. Cały czas patrzyłam na jego twarz. Równie mocno jak jego penis działały jego oczy, a raczej czułość i zachwyt jaki w nich widziałam. Zapomniałam, że można tak na mnie patrzeć. Poczułam zbliżający się orgazm i przez chwilę zdumiało mnie, że to już, tak szybko, ale poddałam się temu wspaniałemu uczuciu, które budziło się powoli w brzuchu i rozchodziło falą dreszczy i ciepła po całym ciele. Wiedziałam, że tym razem się nie obudzę.

 Po chwili wiłam się już pod nim jęcząc na cały pusty dom, który nie słyszał takich dźwięków odkąd w nim zamieszkałam. W chwili, gdy orgazm szalał tak mocno, że myślałam iż tego nie wytrzymam poczułam, że unoszę się ze swojego ciała. Zobaczyłam siebie, nagą z rozrzuconymi na bok nogami, które teraz drgały konwulsyjnie. Zobaczyłam smukłe, umięśnione ciało młodzieńca cały czas wbijające się we mnie i swoją twarz pełną ekstazy. Nie wiem czy to ten widok, czy cały czas poruszający się we mnie penis sprawiły, że nowa fala rozkoszy przelała się przez moje ciało.

Gdy doszłam jako tako do siebie, dzikus nadal poruszał się tylko teraz powoli i delikatnie. Westchnęłam i przeciągnęłam się rozkosznie, dając mu znać, że było wspaniale. Uśmiechnął się ponownie i przekręcił na brzuch. Zrozumiałam jego intencję i przybrałam pozycję wypinając pupę w jego stronę. Chwycił za biodra i wprowadził penis w cipkę. Jęknęłam, bo było to tak jakby kochał się ze mną od nowa. Czułam tylko dreszcz podniecenia i perwersji, tyle w tym było prymitywnych wrażeń. Wtuliłam rozpalone czoło w prześcieradło wypinając pupkę jeszcze bardziej i pozwalając robić mu ze mną co tylko zapragnie. I właśnie to robił, tyle że było to, to samo czego pragnęłam i ja. Mocne pewne siebie ruchy jego penisa, stanowcze choć bezpieczne ręce na pośladkach. Czułam, że zbliża się kolejny orgazm.

Nie wiem ile czasu minęło. Ani on, ani ja nie okazywaliśmy zmęczenia czy braku zapału. Ciągle chciałam więcej. To było uczucie nie do opisania. Pragnęłam by mnie pieprzył, bez ustanku, bez przerwy. Wydawało mi się, że jestem brana przez kilku mężczyzn, przysięgłabym, że czuję na sobie kilkanaście dłoni pieszczących różne fragmenty mojego ciała. Czułam ich usta i ciała. Chyba kilka razy odleciałam na chwilę więc pewnie były to przewidzenia. W pewnym momencie ocknęłam się  czując w ustach jego penis. Klęczałam na łóżku, a on stał przede mną. Poczułam nowy dreszcz, gdy uświadomiłam sobie, że pieszczę ustami jego fantastyczną pałę. Jego pot pachniał lasem, mchem i trawą, a ja z ogromną przyjemnością wodziłam językiem po całej długości jego fiuta i obserwowałam emocje malujące się na jego twarzy. Przypadkiem moje spojrzenie zabłądziło na tarczę zegara i zamarłam z jego penisem w buzi. Za dwie godziny wracał Robert. Czy naprawdę kochałam się już pięć godzin?!

- Musisz już iść – powiedziałam mu z ogromnym żalem wciąż klęcząc przed nim.

Potrząsnął głową tak mocno, że loki zatańczyły dookoła i przekręcił mnie do siebie tyłem. Pochylił mnie, a jego penis z łatwością wśliznął się w cipkę. Jęknęłam ponownie, czując ogarniającą przyjemność. Chciałam się jej oddać i prawie to zrobiłam, ale jakiś głosik wykrzyknął „Robert” i odsunęłam się od niego. Wstałam i położyłam mu ramiona na piersi

- Jutro, proszę, przyjdź jutro.

Namyślał się przez chwilę, ale uśmiechnął się i skinął głową. Nie śledziłam tego co robił później. Dotarło do mnie, że cała pościel jest pognieciona i przesiąknięta naszymi sokami i potem. W całej sypialni zresztą było czuć jego zapach, pomieszany z zapachem seksu.

Rzuciłam się by zdzierać poszewki z poduszek, wymieniać prześcieradło, otworzyłam na oścież okna, prysnęłam odświeżaczem powietrza. Myśl o obiedzie, która przedarła się do spanikowanego umysłu gdzieś w połowie sprzątania i wywołała panikę. Nie wiem przez ile czasu miotałam się nago po domu nim oprzytomniałam. Wydawało mi się na chwilę postradałam ze strachu zmysły.

- Uspokój się – szepnęłam do siebie – masz jeszcze czas. Dwie godziny wystarczy by przygotować coś smacznego. Wpadłam do kuchni i wyjęłam makaron, z nim będzie najszybciej. Spaghetti można zrobić błyskawicznie. Do tego jakąś zupkę. Wzięłam się do pracy ciągle naga, bo nie chciałam tracić czasu na ubieranie. I tak będę musiała wziąć prysznic i zrobić makijaż. Co dwie minuty zerkałam na ścienny zegar. Czas płynął jak zwariowany, ale wciąż miałam szansę. Gdy zupa już się gotowała pobiegłam do łazienki by zmyć z siebie zapach lasu i było mi tego naprawdę żal.

Zdążyłam. Wszystko było gotowe na chwilę przed przybyciem Roberta. Idąc do wejściowych drzwi spostrzegłam na podłodze porwaną sukienkę i w ostatniej chwili schowałam ją do brudownika.

- Witaj w domu kochanie – powiedziałam i pocałowałam go w policzek – obiad już czeka.

Z prawdziwym strachem patrzyłam jak bierze do ust pierwszy kęs. Gdy nie skrzywił warg tylko skinął głową odprężyłam się jak zawsze niezauważalnie. Jedliśmy. Jednym uchem słuchałam jak opowiada o dzisiejszym dniu potakując i dopytując o szczegóły, gdy tego chciał i cały czas myślałam, czy niczego nie pominęłam. Czy nie zostało coś, jakiś głupi drobiażdżek, który mnie pogrąży. W myślach raz po raz przelatywałam listę rzeczy do zrobienia. Wydawało się, że zrobiłam wszystko.

Po obiedzie jak zwykle uklękłam przed moim mężem i rozpięłam guzik i pasek spodni. Penis, którego po chwili wzięłam w usta pozwalając mu w nich urosnąć był tak bardzo inny od tego, którego miałam zaledwie dwie godziny temu. Jego kształt, zapach, smak, ten nawet, gdy urósł wydawał się jakiś „stary”. Mimo to zabrałam się do pracy wykonując swoje ruchy automatycznie, czując jak Robert przełącza nade mną pilotem kanały, szukając czegoś ciekawego i co jakiś czas wzdycha, gdy trąciłam jakiś wrażliwy punkt. Po chwili sperma zalała mi usta. Zmusiłam się do przełknięcia i wstałam by przytulić się do boku mojego „ukochanego”.

Wieczorem znów naszła go ochota by mnie sponiewierać. Widziałam to w sposobie jaki na mnie spojrzał, gdy weszłam do sypialni ubrana tylko w białą koronkową koszulkę. Tę koszulkę kupił mi na gwiazdkę i była całkiem fajna. Jeden z niewielu prezentów, które mu się udały. Nawet pomimo tego, że była przezroczysta i ledwie zakrywała mi tyłek. Kiedyś w przypływie dobrego humoru powiedział, że wyglądam w nim jak niewinna uczennica. Prawdziwy komplement dla kobiety, która skończyła trzydziestkę.

Niby przypadkiem przesunął ręką po nocnej szafce, przyjrzał się jej i zmarszczył brwi.

- Co to jest? – Spytał i pokazał mi dłoń. Nic na niej nie było – co ty robiłaś przez cały dzień? Znów oglądałaś te głupie seriale?

„ Uprawiałam prawdziwy, dziki, namiętny seks kretynie” – pomyślałam, ale oczywiście nie odważyłam się tego powiedzieć.

- Wybacz mężu, to się nie powtórzy – powiedziałam i uniosłam koszulkę pokazując mu cipkę – mam nadzieję, że jest tu coś, żeby cię udobruchać. - Wspięłam się na łóżko i uklękałam. Koszulka podjechała na biodra odsłaniając tyłeczek – to wszystko twoje. Korzystaj ile chcesz.

Wahał się widziałam to wyraźnie. Chciał mnie sprać, albo zgwałcić. Miałam nadzieję, że wybiłam mu z garści wszystkie argumenty. Klęczałam z cipką wypiętą w jego stronę, rozchylonymi udami i czekałam na decyzję. Uklęknął za mną i przesunął dłonią po pośladkach.

- Tym razem ci wybaczę, ale to będzie ostatni raz – oznajmił pobłażliwym tonem i chwilę później poczułam jak wbija we mnie swojego kutasa.

Przygryzłam wargę. Po tym co dziś przeszła moja cipka, była troszkę obolała. Jęknęłam i zaczęłam kręcić biodrami tak jak lubił. Z pościeli doleciał mnie zapach mojego kochanka. Dziwne, bo wymieniłam całą pościel. Nagle poczułam mocny, zbyt mocny klaps w pośladek, a po nim drugi i trzeci. Starałam się udawać, że mi się to podoba, by nie wywołać niczego gorszego, ale w myślach cichy głosik mówił.

„Rób sobie co chcesz. Dziś twoja żona rżnęła się z innym facetem i miała więcej orgazmów niż z tobą przez całe życie, a ty o niczym nie wiesz. Nadal myślisz, że jestem posłuszną cichą trusią”. W tych myślach usłyszałam nienawiść do niego i aż się zdziwiłam, że tak potrafię.

Robert wbijał się coraz szybciej. Ja odgrywałam swój teatrzyk i cały czas wspominałam dzisiejszy dzień. Gdyby wytrzymał jeszcze trochę mogłabym nawet mieć orgazm.

                                                                                              *

Nazajutrz zaraz po wyjściu Roberta do pracy pojechałam na szybkie zakupy. W markecie wrzucałam do koszyka co popadnie cały czas myśląc, że dzikus może już czekać przed domem. Stałam w kolejce do kasy wśród mnóstwa ludzi i poganiałam ich w myślach. Całe ciało miałam napięte, piersi i cipka nabrzmiały oczekiwaniem. Wie ktoś jakie to uczucie wiedzieć, że gdy wróci do domu czeka na niego taki seks? Wiedzieć, że jeszcze chwila, a twoja cipka będzie wypełniona wspaniałym kawałkiem mężczyzny, który pachnie lasem?

- Proszę, proszę, proszę – nuciłam niesłyszalnie pod nosem.

Gdy pakowałam zakupy do samochodu wrzucając wszystko byle jak, podeszła do mnie stara kobieta. Starałam się ją grzecznie wyminąć, ale zagrodziła mi drogę.

- Proszę mi nie przeszkadzać, spieszę się – rzuciłam niecierpliwie

- Spieszysz się. Do niego, tak?

Zamarłam i dokładniej przyjrzałam staruszce.  Sięgałam mi niewiele wyżej niż piersi i wydawała się zasuszona jak śliwka. Dostrzegłam też, że jest cyganką. Przypomniały mi się słowa Esmeraldy.

„Moja babcia mówiła, że trzeba to sobie przekazać”.

- Jest Pani babką osoby, która mi To dała?

- Pamiętnik. Tak, jestem. Kiedy moja wnuczka wypytywała o niego nie miałam pojęcia, że chce go komuś oddać inaczej bym ją powstrzymała.

- Powstrzymała? Dlaczego. Czy Pani wie, czym on dla mnie jest? Dzięki niemu pierwszy raz od lat wiem, co to znaczy żyć!

- Dziecko, to nie jest dobra rzecz. Dziewczyna, która go zrobiła była młoda i głupia. Nie wiedziała co robi. Pragnęła zemsty, a to sprowadza na ten świat tylko zło. Oddaj go i żyj tak jak żyłaś.

- Tak jak żyłam – parsknęłam drwiąco, ale w oczach miałam łzy – wiesz jakie to życie? Możesz sobie wyobrazić?

- Lepsze od tego co może cię spotkać.

- Może, ale nie musi prawda?

- Tak, nie musi. Wiedz jednak jak do tego doszło. Moja babka dostała ten dziennik i znała jego historię. Ta dziewczyna, która go napisała, przelewała w niego swoje życie i chęć zemsty. Z każdą stroną sączyła w niego obie te rzeczy dzięki magii, której nikt nie powinien jej uczyć! Z każdym ciosem, z każdą zniewagą jakiej doznała słabła i przelewała to w kartki. Miał być ratunkiem dla kobiet, które tego potrzebują i jest nim. Naprawdę jest. Ale zawsze trzeba płacić cenę. Nigdy nie wiadomo jaką. Chcesz ją płacić.

Pomyślałam Robercie i pomyślałam o dzikusie.

- Chce, żebyś wiedziała, że chcę! A teraz odsuń się, bo troszkę mi się spieszy.

Zobaczyłam go, gdy tylko zajechałam pod dom. Czekał jak poprzednio na chodniku. Przywołałam go do siebie i otworzyłam drzwi. Już po drodze ściągnęłam z siebie sukienkę. On, gdy wszedł do  sypialni również pozbył się swoich ubrań. Chciał do mnie podejść, ale powstrzymałam go ręką i pierwsza uklękłam przed nim. Uśmiechnął się, a ja ujęłam jego pałę w dłoń czując jak bardzo jest twarda i jak gorąca. Pobawiłam się nią przez chwilę dłonią sycąc wzrok, a potem wzięłam do ust.

Przyrzekłam sobie, że tym razem lepiej będę kontrolować czas, ale znów mnie zwiódł. Obwiniałam o to dzikusa na równi z sobą, bo pokazał mi zupełnie nowe rzeczy, a ja łaknęłam ich jak umierający z pragnienia wody. Ujeżdżałam go i byłam ujeżdżana. Pozycje i meble zmieniały się co chwila jak w kalejdoskopie. Orgazmy następowały jeden po drugim. Czułam, że mogłabym się w tym zatracić. A potem znowu pęd i strach, że nie zdążę. I znowu nudne i uciążliwe codzienne obowiązki. Wściekałam się na nie i zaczynałam nienawidzić ich i Roberta za to, że przez to wszystko tracę czas na bycie z nim.

Mijał dzień za dniem, a ja żyłam tylko odwiedzinami dzikusa. Pragnęłam ich i gdy tylko Robert odjechał otwierałam drzwi i wpuszczałam go do domu. Potem szybko zrzucałam ciuchy i zaczynaliśmy. Nigdy nic nie mówił, jedynie uśmiechem dawał mi znać co myśli. Czasem pieprzył mnie jak dziki. Innym razem był łagodny i czuły. Czasem długi czas po prostu pieścił lub masował. Gdy Robert wyładował swoje niepowodzenia, całował posiniaczone miejsca.

 

Aż pewnego dnia mój mąż został w domu i zrozumiałam, że jest sobota. Oklapłam całkowicie tracąc ochotę na wszystko. Nie będzie dziś seksu, ani dzikusa, za to cały dzień będzie Robert. Niby przypadkiem podeszłam do okna wychodzącego na ulice i odchyliłam firankę. Stał tam, gdzie zawsze i patrzył na dom. Wydawało mi się, że z nadzieją. Na jego widok poczułam jak moje nogi miękną, a całe ciało wyrywa się by znów poczuć jego objęcia i jego męskość we sobie. Z żalem opuściłam firankę i poszłam w głąb domu mając szczery zamiar zrobić dziś jak najwięcej, by potem w tygodniu mieć więcej czasu dla nas. Mimo to nie mogłam się powstrzymać by co jakiś czas nie podchodzić do okna i nie patrzeć na niego. Kilka razy miałam ochotę wyjść z domu i zaciągnąć go w jakieś krzaki by chociaż na chwilę zakosztować zapomnienia. Powstrzymywałam się przed tym świadoma jak wiele rzeczy może mnie wydać. Bałam się też, że gdy już zacznę nie będę potrafiła przestać.

To była najdłuższa sobota w moim życiu. W nocy nie mogłam spać, przewracałam się z boku na bok, słuchałam chrapania Roberta i zastanawiałam się czy on wciąż tam jest. W końcu dobrze po północy wyśliznęłam się z łóżka i podeszłam do okna. Stał tam gdzie zawsze. Inni ludzie chyba go nie widzieli lub zwyczajnie ignorowali biorąc za dziwaka.

Wsunęłam rękę pod koszulkę i zaczęłam pieścić łechtaczkę, ale to nie było to. Cichutko otworzyłam drzwi i wyśliznęłam się w ciepłą noc. Na mój widok uśmiechnął się jak zwykle i ruszył przez ulicę. Położyłam palec na ustach nakazując ciszę i zaprowadziłam do garażu. Był to oddzielny budynek i nasze głosy nie powinny obudzić śpiącego Roberta.

- Musimy to zrobić szybko, nie mam dziś dla ciebie wiele czasu – powiedziałam i oparłam się o maskę samochodu. Chwilę później zachlipałam z ulgi gdy jego penis wniknął w cipkę.  Chwyciłam się mocno rantu na masce i szerzej rozstawiłam nogi. Pragnęłam dziś mocnego rżnięcia, takiego które zmęczy mnie tak bym zasnęła. Nim znów wzięłam się w garść minęła trzecia w nocy. Pożegnałam się z dzikusem, cicho zakradłam do łazienki by zmyć z siebie brud garażu i na powrót wśliznęłam do łóżka. Z westchnieniem ulgi ułożyłam na mojej części wciąż mając wrażenie, że czuję w sobie jego penis i usta na szyi. Wiedziałam, że teraz zasnę szybko.

W niedziele ledwo udało mi się otworzyć oczy. Byłam potwornie zmęczona, ale nie żałowałam wczorajszej decyzji. Wiedziałam, że dziś znów to zrobię.

Robert nadal spał. W niedzielne poranki pozwalał sobie spać do dziewiątej twierdząc, że po całym tygodniu ciężkiej pracy należy mu się odrobina relaksu. Dzięki temu i ja nie musiałam wstawać o piątej rano tylko o siódmej. Zabrałam się za przygotowanie śniadania i wszystkich innych niedzielnych czynności. Zanim jednak to zrobiłam oczywiście wyjrzałam przez okno. Był tam jak zwykle. Uśmiechnęłam się uspokojona. Będzie tam zawsze.

Podśpiewywałam pod nosem, gdy mój mąż wszedł do kuchni i usiadł przy stole. Podałam mu talerz z jajecznicą i wróciłam po filiżankę z kawą. W tym samym czasie Robert sięgał po tost. Nasze dłonie zderzyły się i gorąca kawa wyprysnęła na obrus, talerz z jajecznicą i jego spodnie.

Zamarłam nie wiedząc co zrobić. Coś szeptało „Będzie źle, będzie źle”.

- Widzisz, jaka jesteś niezdarna – powiedział to spokojnym, zimnym głosem. Już wolałam, gdy się wściekał. -  Powiedz teraz jak mam to jeść ? - Podniósł w górę talerz z jajecznicą.

- Zaraz zrobię ci drugą.

- Mam marnować jedzenie?

Nabrał pełną garść jajek i rozsmarował mi na twarzy starając się jak najwięcej wepchnąć w usta.

- A może chcesz tost – zapytał łagodnym, choć nadal zimnym głosem i chwyciwszy za szyję zaczął mi go wpychać. Starałam się mieć zamknięte usta, ale jego siła była zbyt wielka. Trzymał mocno wciskając do ust kolejne porcje tak pieczołowicie przygotowywanych potraw. Dżem skleił mi dziurki w nosie, papka z tostów i jajek blokowała gardło. Czułam, że za chwilę się uduszę. Robert tymczasem obrócił mnie tyłem nie bacząc na to, że właśnie umieram i zerwał ze mnie szlafrok. Próbowałam wydłubać z gardła ohydną papkę by złapać choć trochę powietrza. Mój oprawca właśnie wbijał się w cipkę mocno i boleśnie.

- I co teraz – chwycił mnie za włosy tuż przy skórze i uderzył czołem o stół. Tłukł mną i na przemian wbijał swojego kutasa. Wyplułam wreszcie zmiętolony kłąb pokarmu i zaczerpnęłam powietrza. Bałam się, że tym razem mnie zabije. Ogarnęła go jakaś furia. Głowa pękała mi z bólu i mroczki zaczęły migać przed oczami.

- Pomóż mi! – krzyknęłam.

Minęło kilka sekund nim dom zadrżał od uderzenia drzwi odbijających się od ściany, prawie wyrwanych z zawiasów. Spojrzeliśmy oboje w tamtą stronę. W progu stał on i już nie wyglądał przyjaźnie. Znikł jego uśmiech i chłopięcy czar, a oczy błyszczały teraz nie zadowoleniem tylko wściekłością. Pięści miał zaciśnięte. Ruszył w naszą stronę.

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany