Opowiadanie użytkownika horus33

Hipnotyzer

local_library24 comment2 thumb_up2
Hipnotyzer - część 1

Z tym opowiadaniem mam problem. Napisałem je dawno temu i ( już chyba kilka lat)  wahałem się czy je wystawić. Inspirowane jest powieścią Fałszywa Pamięć Deana Koontza. Chciałem stworzyć własną wersję możliwie najbardziej wstrząsającą. Jeśli się spodoba mam drugą część jeśli nie, usunę. Proszę o komentarze. 


Muzyka dudniła wokół niego. Ludzie pili, opowiadali sobie niestworzone historie, tańczyli. Nie słyszał i nie widział nic prócz wirującej na środku pomieszczenia dziewczyny. Kinga, dla niego najpiękniejsza dziewczyna na świecie. Tańczyła jak w transie, całe jej smukłe ciało falowało wyczuwając muzykę przepływającą przez nie. Nie mógł oderwać oczu od jej piersi wypełniających sobą skąpą białą bluzeczkę. Od długich nóg i wspaniałego tyłeczka, który co jakiś czas obmacywał ten fiut Arek.  

Skurwiel.

Nienawidził tego nadętego bubka, choć musiał udawać najlepszego przyjaciela. Przeklęty dupek miał Kingę, mógł sobie jej dotykać, całować, wdychać jej wspaniały zapach. Wiedział, że od roku uprawiają seks. Ten jego najlepszy pożal się boże, przyjaciel pochwalił mu się wtedy. Omal go za to nie zamordował.

  A on? On mógł co najwyżej łazić za nimi mając nadzieję, że kiedyś coś się zmieni. A przecież był wart o wiele więcej niż ta łajza Arek. Zacisnął zęby, bo Kinga rzuciła się swojemu chłopakowi na szyję i pocałowała mocno. Wypił kolejny łyk piwa. To było już jego czwarte i czuł więcej niż miły szum w głowie.

Godzinę później był już poważnie pijany, a od patrzenia na obściskującą się parę chciało mu się wymiotować. Nagle drgnął usiłując skupić zamglony wzrok. Arka odciągnęli gdzieś jego kumple, a Kinga nie mając co ze sobą zrobić usiadła na kanapie i popijała coś ze szklanki. Dostrzegł w tym swoją szansę. Przysiadł się do niej wierząc, że tym razem będzie jego. Początkowo rozmawiała z nim jak zawsze, nawet pomimo tego, że kilka razy strącała jego rękę próbującą wsunąć się pod spódniczkę. Uznawała po prostu, że jest pijany, a ponieważ był jej przyjacielem ignorowała to za co inny dostał by w twarz. To tylko wkurzało go bardziej. Nie traktowała go poważnie, a przecież był kimś. Przewrócił Kingę na kanapę i wpił się w jej usta. Przygniatał ją ciałem, ręce wpychał pod ubranie. Udało mu się unieść stanik i wziąć w dłoń zgrabną pierś tak jak o tym marzył setki razy. Już dosięgał materiału skąpych majteczek, gdy czyjeś ręce chwyciły go za ramiona i odrzuciły na środek pokoju. Podniósł się chwiejnie i natychmiast dostał w twarz. Czuł jak pęka warga. Po następnym uderzeniu krew popłynęła z nosa. Ledwo widział chłopaka, który zasypywał go gradem ciosów, ale nawet gdyby był ślepy i tak by wiedział. Arek, cholerny Arek.

- Wynoś się stąd parszywy zboczeńcu – krzyczał.

Otumaniony Patryk rozejrzał się wokół. Stał w środku kółka złożonego z patrzących i szepczących coś ludzi. Pokazywali go palcami, śmiali się z niego. Nie mógł tego znieść. Wybiegł na zewnątrz w noc przyrzekając, że kiedyś się zemści. Arek i Kinga. Nie zapomni im tego.

    Pięć lat później.

Starszy, poważniejszy i o wiele lepiej wyglądający Patryk stał w cieniu i obserwował idącą ulicą Kingę. Myślał o niej bez przerwy przez te pięć lat. Tysiące razy gwałcił ją, upokarzał, zmieniał jej życie w piekło. I pragnął. Dziś widział ją pierwszy raz. Zmieniła się, choć nie tak bardzo jak on. Pamiętał ją jako piękną, gibką, uśmiechniętą, pełną energii nastolatkę. Teraz widział przed sobą kobietę. Skróciła włosy, zmieniła styl ubierania i stała się jeszcze piękniejsza. Wciąż poruszała się w ten szalenie seksowny sposób. Patryk poczuł jak dłonie same zaciskają mu się w pięści. Kochał tę kobietę i nienawidził jej.

Zamknął oczy i odetchnął głęboko starając się uspokoić. Wszystko przez co przeszedł, wszystkie jego plany miały swój finał dzisiejszego dnia. Wziął ostatni, głęboki oddech i wyszedł z cienia, naprzeciw kobiety której życie miał zamiar zamienić w piekło.

Z razu minął ją pozornie nawet na nią nie patrząc, choć serce waliło mu trzy razy szybciej. Dopiero po przejściu kilku kroków odwrócił się jakby dopiero teraz zrozumiał kogo minął.

- Kinga – wykrzyknął ze zdziwieniem.

Dziewczyna obejrzała się i po jej minie poznał, że go nie poznała. Ukuło go to bardziej niż chciałby przyznać, ale uśmiechnął się tylko i potrząsnął głową.

- Nie dziwię się, że mnie nie poznajesz. Ostatni raz widzieliśmy się pięć lat temu. Do tego rozstaliśmy się w niezbyt przyjemnych okolicznościach. - Teraz go poznała. Widział jak jej błękitne oczy rozszerzają się ze zdziwienia i szoku.

- Patryk? To ty? Boże nigdy bym cię nie poznała. Ale się zmieniłeś!

- Słuchaj, chciałbym przeprosić cię za tamto. Byłem młody, głupi i pijany. Pozwól się zaprosić na kawę. Pogadamy o starych niedobrych czasach.

Widział wahanie dziewczyny. Może gdzieś się spieszyła? Może była umówiona, a może po prostu nie chciała z nim nigdzie iść. Jednak grzeczność zwyciężyła i Kinga skinęła głową. Przez pierwsze kilka minut starał się być najbardziej czarujący jak to możliwe. Mówił, kiedy trzeba, słuchał uważnie i cały czas się uśmiechał. Kinga powoli poddawała się wypracowanemu w pocie czoła urokowi. Już nie siedziała na brzegu krzesła speszona i nieswoja, nie unikała jego wzroku. Uznał, że pora na drugą część planu.

- Zamówię jeszcze jedną kawę, dobrze? – I nie czekając na odpowiedź wstał do stolika i podszedł do baru. Kiedy podano im kawę, przesunął dłonią nad jej filiżanką, upuszczając do środka trzymaną między palcami tabletkę. Z bijącym sercem czekał aż Kinga weźmie pierwszy łyk. Wiedział, że niczym nie ryzykuje. Aromat kawy zagłuszy odrobinę gorzki smak tabletki, a mimo to bał się. To był krytyczny moment jego planu. Jeśli teraz coś się nie uda…

Jednak dziewczyna wypiła pierwszy i drugi łyk nie okazując niepokoju i już wiedział, że jest jego. Za chwilę skomplikowany związek chemiczny zawarty w pigułce zacznie działać wyostrzając jej zmysły i powodując, że stanie się podatna na sugestie. Podniósł ze spodeczka małą łyżeczkę i obracał ją w palcach tak, aby promienie słońca wpadające przez okno odbijały się w niej śląc złote refleksy na wszystkie strony i znakomicie przykuwając uwagę Kingi. Po kilku chwilach wpatrywała się tylko w nią, a on cały czas mówił. Spokojny, monotonny tembr jego głosu sprawiał, że powieki dziewczyny coraz bardziej opadały. Gdy zamknęły się całkowicie odłożył łyżeczkę i popatrzył na swoją pierwszą miłość i jedyną miłość. I najbardziej znienawidzoną. Oczy miała zamknięte. Wolny i równy oddech świadczył, o głębokim transie.

- Słyszysz mnie Kingo?

- Tak, słyszę.

- Dobrze. Od tej pory będziesz kojarzyć mój głos ze spokojem i bezpieczeństwem. Uwielbiasz mnie słuchać i pragniesz wykonywać moje polecenia. Uszczęśliwia cię to. Jestem twoim panem i należysz do mnie ciałem i duszą. Nie możesz nawet pomyśleć o sprzeciwianiu mi się.

Kinga oddychała spokojnie, wpatrzona w świat, jaki właśnie dla niej tworzył. Już wiedział, że jest jego. Na myśl jak fantastyczne to otwiera przed nim możliwości przeszył go elektryczny dreszcz ekscytacji. Jeszcze tylko jeden dzień i posmakuje jej fantastycznego ciała. Usłyszy i zobaczy ją jak przeżywa orgazm. Zobaczy ciało, o którym marzył tyle razy. I wreszcie się zemści.

- Jutro pomiędzy godziną siedemnastą, a osiemnastą, powiesz swojemu mężowi, że wychodzisz do koleżanki. Jednak zamiast do niej pojedziesz do hotelu Elita. Będę na ciebie czekał w pokoju o numerze szesnaście. Punktualnie o osiemnastej wejdziesz do niego i tam otrzymasz kolejne polecenia. Zrozumiałaś?

- Tak. Zrozumiałam.

- Nie możesz dać Arkowi powodów do podejrzeń. Naprawdę będziesz myślała, że jedziesz do koleżanki. Wszystko jasne?

- Tak.

- No to do jutra.

Pstryknął palcami i Kinga otworzyła oczy. Zamrugała jakby wybudzona z długiego snu.

- Dają tu pyszną kawę, prawda.

Kinga rozejrzała się wokół niepewnie, chyba nie bardzo wiedząc gdzie właściwie jest, ale przytaknęła. Porozmawiali jeszcze chwilę, ale Patrykowi się spieszyło. Gadka szmatka go nie interesowała. Już nie mógł się doczekać jutrzejszego dnia.

      *

Bim - bom, rozbrzmiał dzwonek u drzwi. Zerknął na zegarek, osiemnasta.

„Punktualnie, bardzo dobrze” – pomyślał i otworzył drzwi.

Przez chwilę poczuł strach, że coś poszło nie tak i okaże się, że zamiast Kingi przyjechała policja, albo jej mąż. A jednak nie. Stała tam ubrana w zwykłe czarne spodnie i sweter. Jej oczy zdradzały mu, że jest w tym szczególnym pół stanie. Już nie jawa, ale też nie sen hipnozy. Kazał jej wejść i widząc jak dziewczyna niepewnie rozgląda się wokoło, szybko uniósł do jej oczu niewielką, złotą monetę. To była najszybsza metoda. Ofiara wpatrywała się w śmigający między palcami krążek i w kilka chwil traciła całą wolną wolę. Gdy Kinga znów znalazła się pod jego wpływem odetchnął z ulgą. Miał przed sobą kilka godzin, zanim będzie zmuszony ją wypuścić. Miał zamiar rozkoszować się każdą minutą. Usiadł w fotelu i popatrzył na swoją pierwszą, jedyną miłość.

- Rozbierz się.

Gdy tysiące razy wyobrażał sobie tę scenę, zawsze przeciągał ten moment. Potęgował napięcie. Teraz, gdy wreszcie była w jego mocy, zapragnął jak najszybciej zobaczyć ją nago. Usiadł wygodniej i patrzył jak Kinga zdejmuje sweter. Pod spodem miała jeszcze koszulkę, która chwilę później dołączyła do leżącego na podłodze swetra. Serce biło mu już szybko. Po skórze przebiegały ciarki, a w głowie czuł tę niesamowitą fantastyczną lekkość. Kinga stała przed nim w samej bieliźnie. Nie było to nic wyszukanego. Ot zwykły biały biustonosz i białe figi. Jasne włosy opadały na wyprostowane plecy, a puste, ale i tak piękne oczy patrzyły przed siebie, gdy sięgnęła do stanika by rozpiąć zapięcie, kiedy zmienił zdanie.

- Obróć się.

Sztywno jak lalka wykonała jego polecenie. Nadal miała sylwetkę, o której mogli marzyć mężczyźni. Nie dziewczyna, lecz kobieta. Białe figi idealnie przylegały do pośladków podkreślając ich kształt i uwydatniając wzgórek łonowy. Wręcz widział pod cieniutkim materiałem odcinające się włoski. Taki widok podniecał go niezmiennie. Tajemnica, której zarys już jest ukazany i wystarczy odrobinka by zedrzeć ten ostatni skrawek i każda kobieta staje się bezbronna.

Podszedł do niej i dotknął opiętych stanikiem piersi. Przejechał kciukiem po koronce wieńczącej miseczki wyczuwając pod palcami sutki. Pocałował nieruchome, lecz miękkie wargi, delektując się zapomnianym na tyle lat zapachem. Nie drgnęła, gdy wsunął dłoń w miseczkę stanika i mocno ścisnął jej pierś. Mógłby kazać jej całować go jakby był jej mężem, mówić, że kocha go nad życie, ale jeszcze nie dzisiaj. Ukląkł, wsunął palce pod gumkę majteczek i czując jak mocno wali mu serce pociągnął do dołu. Jego spragnionym oczom ukazała się mała kępka jasnych włosków, stulone teraz płatki i wystający spomiędzy nich płatek niczym malutki języczek. Do płuc wdarł się wspaniały zapach kobiety. Mieszanka płynu do kąpieli, proszku do prania, rozgrzanej skóry i tego nieuchwytnego czegoś, co omal nie odebrało mu zmysłów. Nikt nie pachniał tak jak ona. Nikt. Podniósł się gwałtownie i rozpiął spodnie.

- Klękaj – wskazał gestem fotel z którego dopiero co wstał.

Szarpał się ze swoimi spodniami patrząc jak Kinga podchodzi do fotela i posłusznie na nim klęka. Ramiona oparła na wezgłowiu jakby podświadomie wiedziała, czego się od niej oczekuje. Uwolniwszy się wreszcie od materiału bokserek ukląkł za dziewczyną i rozchylił jej pośladki. Płatki cipki rozwarły się wraz z nimi i wpatrzył się w to różowe wnętrze zanim zanurzył w nim twarz. Miał ochotę rozpłakać się z radości i ulgi, że oto spełnia się jego marzenie. Przesunął językiem wzdłuż szczelinki między wargami, wsunął go do jej wnętrza na ile tylko zdołał. Wreszcie na koniec musnął językiem jej drugą dziurkę, tą która podniecała go zawsze tak niesamowicie. Wstał i potarł swój penis czując jak bardzo jest wrażliwy. Wystarczyłoby kilka ruchów i na pewno by doszedł. Nie tak to sobie planował, ale pocieszał się, że ma przed sobą jeszcze nie jeden taki wieczór.

- Wypnij pupę – rozkazał, a Kinga spełniła polecenie wyginając plecy we wdzięczny łuk.

Ujął w dłonie twarde i krągłe pośladki swojej nemezis i patrzył zafascynowany jak główka penisa dotyka miękkich warg jej cipki. Poruszył biodrami napierając na nią mocniej. Gorąco miękkich płatków przeniknęło z niej na jego penis. Pchnął lekko i poczuł jak czubek penisa rozchyla miękkie ciało. Powoli wchodził coraz głębiej rozkoszując się każdym centymetrem jaki zdobył. Obserwował jak za każdym pchnięciem jego penis coraz bardziej znika w pięknym ciele swojej dawnej miłości, a w wyobraźni widział Arka.

- Pieprze teraz twoją żonę dupku – szepnął nad jej ciałem – myślałeś, że masz ją tylko dla siebie? Myślałeś, że NIE jestem JEJ WART, że NIGDY mi się NIE UDA! Zobaczysz, jeszcze ZOBACZYSZ.– Nie zdając sobie z tego sprawy zaczął krzyczeć. Za każdym słowem, jakie wykrzykiwał temu gnojowi, wbijał się w jego żonę tak, że aż jej bezładna głowa uderzała o oparcie fotela, a piersi podskakiwały. Ale to nadal było za mało. O wiele za mało na tyle lat czekania, marzeń i obmyślania zemsty. Co mu przyjdzie z wykorzystania jej jakby była plastikową lalką. Nawet nie jęknęła, nie krzyknęła.

- Słyszysz mnie Kinga.

- Tak.

- Wykonujesz moje polecenia rozumiesz?

- Tak, wykonuję.

- Za chwilę wybudzisz się odrobinę ze swego snu. Nie za dużo, ale tyle tylko byś wiedziała co się z tobą dzieje. Nie będziesz mogła krzyczeć ani wstać. Nadal będziesz mi bezwzględnie posłuszna.

- Tak, posłuszna.

Nie przestając jej pieprzyć powoli wyprowadzał ją z transu. Jej oddech przyspieszał, mięśnie wiotkie do tej pory napięły się.

- Cccooo? – Wychrypiała zdezorientowana. Zauważył, że jej palce wbiły się jak szpony w oparcie fotela, gdy dotarło do niej co się z nią dzieje. Przytulony biodrami do jej pośladków czuł, że próbuje od niego uciec, jak napina całe ciało i wolę, ale nic to nie daje. – Co się dzieje, dlaczego mi to robisz? Dlaczego nie mogę wstać?

Gdy nie odpowiedział i tylko mocniej wbijał się w jej ciało wstrząsnął nią szloch. Taka bezbronna, skrzywdzona. Podnieciło go straszliwie. Na to czekał, właśnie na to.

- Proszę, proszę cię … mam męża nie rób mi tego… proszę.

Słowa błagania wypowiadane wraz z sapnięciami między jednym pchnięciem sprawiały, że omal nie odleciał. Wiedział, że za chwilę dojdzie, ale nie mógł się powstrzymać, zwolnić chociaż trochę.

- Jesteś podniecona jak nigdy – rozkazał zdyszany – w głębi duszy podoba ci się to co z tobą robię. Zawsze chciałaś poczuć się jak dziwka. Brudna, wykorzystana. Podoba ci się to? Odpowiedz!

- Och tak – tak - wyjęczała dziewczyna wbrew sobie. Widział jak sprzeczne emocje, które w niej wzbudził targają jej ciałem. Z jednej strony wyrzuty sumienia, wstyd i odraza, a z drugiej przyjemność i podniecenie jakie kazał jej czuć.

Jęczała cicho tak, jakby łudziła się, że tego nie usłyszy. Walczyła jeszcze. Jej drobne, ale jędrne piersi zwisały nad siedzeniem fotela kołysząc się podniecająco w rytm łapanych pospiesznie oddechów.

Trzymał ją mocno rozchylając pośladki i przyspieszał. Kinga jęczała spazmatycznie, łapiąc powietrze szeroko otwartymi suchymi wargami. Pomiędzy każdym jękiem, po każdym pchnięciu z jej ust wydobywało się kolejne słowo tak bardzo podobne do szlochu, a jednocześnie pełnie przyjemności.

- Proszę… Proszę… Nie … rób … mi … Tego… Proszę … Proszę … Proszę …

Słowo „proszę” zmieniało się w jęk w miarę jak coraz bardziej przyspieszał. Domyślał się, że Kina już sama nie wie o co go prosi. Czy o to by ją zostawił, czy wręcz przeciwnie by rżnął ją jeszcze szybciej.

- Czujesz to? Jesteś podniecona jak nigdy, napalona. Nigdy jeszcze nie było ci tak dobrze. Przyjemność płynie z cipki i wypełnia cię całą rozsadza. Dochodzisz TERAZ.

Strzelił w nią potężnym strumieniem spermy aż wygiął się w tył, a potem jakby zapadł w sobie. Napięcie i złość opuszczały go wraz z kolejnymi porcjami białego soku.

- Nnnnniiiiiiieeeeeee!!!!!! Proszę nieeee!– usłyszał przenikliwy krzyk Kingi, gdy potężny orgazm przeszył jej ciało. Było w nim tyle samo nieopisanej przyjemności co cierpienia. Twarz wcisnęła w oparcie fotela pewnie by go stłumić , ale jej biodra tańczyły niekontrolowanym rytmem, a dłonie zaciskały spazmatycznie na materiale fotela jak szpony.

Gdy ich emocje opadły, dosunął się i opadł na podłogę. Kinga nie zmieniła pozycji. Nie mogła. Ciągle klęczała tak jak jej polecił. Między nabrzmiałymi płatkami cipki widział połyskującą biało krople spermy.

- Dobrze ci było?

- Tak. – Miał wrażenie, że to „tak” dosłownie przecisnęło się przez zaciśnięte zęby dziewczyny.

- Lepiej niż z Arkiem?

- Lepiej – usłyszał i poczuł się dumny.

- Jak mnie do tego zmuszasz? – zapytała i zauważył ,że Kinga płacze. To sprawiło, że jego oklapnięty penis znów zaczął się podnosić. Podszedł do dziewczyny i podsunął jej go do ust.

- Ssij go – rozkazał, a ona wbrew sobie wzięła do ust mokry jeszcze penis. Starł krople łez z jej policzka i przyjrzał mu się. Mała kropla na palcu błyszczała w świetle. Wytarł ją o jej policzek tuż przy ustach czując przez policzek twardy penis. Jej czerwone usta przesuwały się wzdłuż niego w seksowny sposób. Co chwilę wyjmowała go i wtedy jej zwinny, mały języczek śmigał dookoła główki drażniąc ją by sprawić mu jak najwięcej przyjemności. Mimo, że tego nie chciała to i tak wykorzystywała wszystkie swoje umiejętności by go zadowolić.

-Płaczesz – stwierdził – ale zatrzymaj jeszcze swe łzy, będą ci potrzebne na później, gdy już z wami skończę. - Westchnął, gdy znów połknęła go aż po same jądra i przymknął oczy. Teraz przeniosą się chyba do sypialni. Pozycja na misjonarza nie jest może tak wygodna i przyjemna jak od tyłu, ale za to będzie mógł poczuć szarpiące się pod nim ciało Kingi i patrzeć w jej oczy. Postanowił, że na koniec rozkaże by przytuliła się do niego mocno, objęła rękami i nogami i wyszeptała, że go kocha.


Komentarze

Ja się chętnie dowiem, co spotka Arka, także wrzucaj drugą część :D

Mnie też zżera ciekawość

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany