Opowiadanie użytkownika Historyczka

Drzewo. Marta i podglądacz

local_library19 comment0 thumb_up1

Od kiedy pamiętam, zawsze podniecało mnie wrażenie, że jestem podglądana. Kiedy w czasie studiów mieszkałam na stancji, właściciel mieszkania podpatrywał mnie gdy się przebierałam. Zrazu mnie to przerażało, ale z czasem zaczęło podniecać. Kiedy tuż po studiach byłam opiekunką na kolonii, ochoczo maszerowałam pod prysznic, choć doskonale wiedziałam, że czatują tam młodzi chłopcy, którzy podglądają mnie, gdy się kąpię.

Gdy prowadziłam zdolnego ucznia Maurycego podczas olimpiady, z lubością pomagałam mu szukać książek w bibliotece. Celowo przychodziłam wtedy w minispódniczce i pończochach i wspinałam się po drabince do wyższych półek. Ależ ekscytowało mnie zgadywanie, co chłopak może dostrzec.

***

Zauważyłam, że Rudolf, szesnastoletni chłopak z kamienicy w której wynajmowałam pokoik, nad wyraz często się na mnie gapi, a kiedy przechodzę obok niego, potwornie się czerwieni. Czasami zdarzało nam się razem iść do szkoły, gdy oboje mieliśmy lekcje na ósmą. Mimo, że się peszył, zawsze czekał, jakby imponowało mu, że może iść ze mną, panią profesor, ramię w ramię. Szybko odniosłam wrażenie, że się we mnie podkochuje, a to z kolei imponowało mi.

Czasami wrzucałam z natury niewinny wątek w celu pobudzenie wrażliwej wyobraźni chłopca. Mówiłam na przykład:

– Och… tak późno dziś wyszłam, bo okazało się, że mam pogniecioną spódniczkę i musiałam ją jeszcze wyprasować.

Albo:

– Znowu się spóźniam, bo dopiero na schodach zobaczyłam, że puściło mi oczko w pończosze i musiałam je zmieniać pończochy…

Lub:

– Czy ja przypadkiem nie ubrałam do szkoły zbyt krótkiej spódnicy?

Mimo, że były to równie niewinne zdania, widziałam jak na niego działały – czerwienił się niczym burak, zaciskał zęby, nie był w stanie nic powiedzieć.

Czasami pod byle pretekstem zapraszałam go do siebie, a to żeby mi coś naprawił, a to pomógł powiesić obrazek.

Zauważyłam, że wyjątkowo na niego działało, gdy mówiłam:

– Ach, ja biedna samotna kobietka… jestem taka bezradna…

Przypadkowo ubierałam bardzo króciutką miniówkę lub bluzeczkę z dużym dekoltem. „Przypadkowo” też co raz musiałam się gdzieś nachylać – a wtedy zupełnie przypadkowo – mój dekolt znajdował się dokładnie poniżej nosa chłopaka. Zupełnie przypadkowo, akurat właśnie wtedy, gdy miałam na sobie miniówkę, musiałam wykonywać jakieś zadania, które powodowały, że spódniczka podsuwała się do góry… i wówczas – zupełnie przypadkowo – miałam na sobie pończochy… zupełnie przypadkowo – akurat te, które miały seksowne, koronkowe wykończenia…

Z lubością obserwowałam jaki to wywiera wpływ na młodzieńca.

Czasami prosiłam go, żeby mnie podtrzymał, gdy po coś sięgałam. Zupełnie przypadkowo, były to takie sytuacje, które zmuszały go do przytrzymywania mnie za pupę… i zupełnie przypadkowo – akurat właśnie wtedy miałam na sobie bardzo obcisłe spódniczki, mocno eksponujące kształt moich bioder i pośladków.

Czasami prosiłam go też o taką pomoc:

– Rudolfie, zostałam na sobotę zaproszona na kolację przez pewnego mężczyznę. Czy sądzisz, że powinnam iść w tej spódnicy?

Oczywiście pokazywałam mu się w bardzo seksownej kiecce. No i chłopak miał dylemat, spódniczka mu się wyraźnie podobała, ale z drugiej strony najwyraźniej odczuwał zazdrość. Zwykle mówił wtedy, że jest ładna, ale najbardziej elegancka jest ta, w której widział mnie na akademii. Sięgająca do kostek…

***

Obok kamienicy rósł stary, wielki dąb, stanowczo zbyt blisko murów domu. Jego konary niemal dotykały mojego okna, wręcz obawiałam się, że ktoś kiedyś po tych gałęziach wejdzie do mieszkania! Bałam się do tego stopnia, że aż zaczęłam o tym śnić. Raz przyśniło mi się, że jakiś mężczyzna siedzi na drzewie i podgląda mnie, gdy właśnie zdejmuję spódnicę. W innym na tym drzewie siedział Rudolf, a ja paradowałam naga! Miałam tylko pończochy, szpilki i pas do pończoch! Obudziłam się wtedy z piskiem, trzymając ręce na piersiach, jakbym chciała je osłonić przed wzrokiem podglądacza.

Później sny przybrały jeszcze ostrzejszy wymiar: przez okno, prosto z konaru dębu, weszli dwaj włamywacze z pończochami na głowach – tak, żebym nie mogła ich rozpoznać. Związali mi ręce moim własnym biustonoszem, a gdy zaczęłam piszczeć, usta zakneblowali majteczkami, po czym obaj, przez całą noc, mnie gwałcili. To był strasznie realistyczny sen. Dosłownie czułam ich w sobie. Wchodzili we mnie na przemian, a ja nic nie mogłam zrobić, bo byłam solidnie związana. Gdy jeden z nich wdzierał się do mojej bezbronnej szparki, drugi zmienił mi knebel: majteczki zastąpił swoim penisem. Wtargnęli we wszystkie moje dziurki, delektując się tym, jak są ciasne. Nierealistyczne były jedynie ich niespożyte siły. Przez całą noc nie przerywali, zmieniali jedynie pozycje i… moje dziurki, które co raz zalewali gorącą spermą. Kończyli w cipce, ale i na piersiach, i na twarzy. Cała byłam mokra. Od ich nasienia. Kiedy obudziłam się, nadal byłam cała mokra, od potu. Ale nie tylko. Piczka zawilgotniała jak nigdy.

Sny odcisnęły na mnie spore piętno. Od tego czasu wieczorem zerkałam na konary drzewa. Za każdym razem wywoływało to erotyczne skojarzenia. Często wręcz wydawało mi się, że ktoś tam jest. Pewnego razu przyjrzałam się dokładniej. Rzeczywiście. Jakiś drań bezczelnie mnie podglądał! Ciekawe co udało mu się zobaczyć? Pewnie widział, jak się przebieram po przyjściu z pracy. Widział, jak zdjęłam tę granatową spódnicę, a założyłam dżinsową miniówkę. Zatem widział mnie w pończochach… a nawet w samych majtkach! Emocje buzowały. Z jednej strony oburzenie, z drugiej ekscytacja. Intrygowało któż to może być. Powstrzymałam się jednak przed narobieniem rabanu i zdemaskowaniem podglądacza. Gdy miałam się rozbierać przed pójściem spać, zgasiłam światło. Ale i tak długo nie mogłam zasnąć. Myśl, że jakiś facet mnie podgląda, coraz bardziej podniecała.

Drugiego dnia wieczorem też tam był! Pod pretekstem wytarcia okna, przyjrzałam się dokładnie. Rozpoznałam go. To Rudolf! Ach, ty mały podglądaczu! – pomyślałam – skoro tak, popatrz sobie! Celowo zaczęłam się przebierać. Zdjęłam bluzkę i długo zastanawiałam się co założyć. Przez ten czas paradowałam w ślicznym, koronkowym staniku. A popatrz sobie gówniarzu do woli. Pewnie w życiu nie miałeś takiego widoku! Celowo przybierałam różne pozy, żeby mógł dobrze przyjrzeć się piersiom. W końcu ubrałam bluzeczkę. Ale przecież koniecznie było trzeba zmienić również spódniczkę! Zsuwałam ją powoli, jak na striptizie. Pewnie musiał mieć ciasno w spodniach. Mógł podziwiać pupę w stringach: biel pośladków kontrastującą z czernią wrzynających się w nie skąpych majtek musiała przykuwać uwagę.

Minęło sporo czasu – przeczytałam książkę, zjadłam kolację – a on ciągle tkwił na drzewie! Niestrudzony chłopak! Chyba należy mu się jakaś nagroda? Celowo, tym razem, nie zgasiłam światła przed rozebraniem się. Takie widoki spowodują, że spadnie z drzewa! – pomyślałam przewrotnie. Zdjęłam bluzeczkę i na jego oczach zaczęłam rozpinać stanik. Droczyłam się. Rozpięłam haftki, ale nie zsuwałam biustonosza – udawałam, że coś przykuło moją uwagę w telewizorze. Ależ gówniarza musiało skręcać! Już się witał z gąską! Oto rozpięłam przed nim stanik – a on nie może zobaczyć moich piersi, bo stoję i czekam. Wreszcie zdjęłam, ale nie miałam tyle odwagi, żeby pokazać nagi biust – odkręciłam się plecami. Bez wątpienia wyobraźnia zadziałała zapewne nie gorzej, niż gdyby zobaczył gołe cycki. Założyłam koszulkę nocną i kontynuowałam spektakl striptizowy. Zdjęłam spódniczkę, a zaraz potem majteczki – zrobiłam to tak, żeby chłopiec widział dokładnie jak zsuwam z siebie stringi. Koszulka nocna zrobiła jednak swoje, nie zobaczył tego, co mam pod spódniczką. Na koniec zostawiłam najlepsze, coś, co musi działać na facetów: powolutku ściągałam pończochy. Robiłam to z namaszczeniem, jakby naprawdę miał miejsce striptiz. Najpierw jedną – zadarłam przy tym wysoko nogę do góry – potem drugą. Nie miałam wątpliwości co dzieje się w spodniach młodziaka.

***

Kolejnego dnia po powrocie z pracy, jeszcze nie wypakowawszy zakupów, z biciem serca, sprawdziłam czy na drzewie tkwi mój wielbiciel. Nie pomyliłam się. Obserwator pełnił straż na posterunku. Tym razem pragnęłam bardziej ekscytującego pokazu. Najpierw uchyliłam okno, żeby widz miał również fonię.

Odgrywałam rolę kobiety na dyskotece, włączyłam telewizor i w rytm muzyki tańczyłam. Starałam się robić przeróżne wygibasy, kręcić biodrami najseksowniej jak potrafiłam. Udawałam, że tańczę z mężczyzną, do którego się przymilnie uśmiecham i który potem zaczyna się do mnie dobierać. Położyłam dłoń na pośladku, zaczęłam go masować. Jednocześnie, udając oburzoną, zaczęłam teatralnym szeptem protestować:

– Ach… co pan robi…

Położyłam drugą dłoń na drugi pośladek.

– Ojej… proszę zabrać rękę… – szeptałam wyraźnie podniecona.

Wtedy uszczypnęłam się w pupę.

– Auuaa! Proszę mnie zostawić!

Trzymając się jedną ręką za pośladek, drugą złapałam pierś.

– Nie… nie… proszę… – protestowałam żałośliwie.

Moja dłoń tymczasem była nieugięta. Bezlitośnie masowała biust. Mocniej, coraz mocniej.

– Achh… nie… ach…

Mimo błagań, ręka zaczęła macać moje cycki coraz bezczelniej. Wręcz miętosić.

– Aaaaa… – jęczałam. – Niech mnie pan puści.

Dłoń opuściła biust i wydawało mi się, że dostrzegłam grymas zawodu na twarzy Rudolfa. A niech gówniarza skręca! – pomyślałam. Żeby pograć na jego cierpliwości najpierw zrobiłam sobie podwieczorek, potem otworzyłam butelkę wina i zaczęłam je sączyć.

Czas na kolejne widowisko.

Siadłam na kanapie w miejscu, które dawało Rudolfowi najlepszy możliwy widok. Grałam scenkę: randka. W pewnym momencie położyłam dłoń na kolanie i wykonywałam nią ruchy, jakby jakiś mężczyzna je pieścił.

– Ochhh – westchnęłam przeciągle.

Udawałam, że drugą ręką odpycham intruza. Niestety natręt stawał się coraz bardziej zuchwały! Zaczął wdzierać się pod kieckę!

– Ojej! Co pan robi? Proszę mi nie wkładać ręki pod spódnicę!

Ale agresor ani myślał zaniechać swych niecnych poczynań. Naruszał coraz bardziej moją strefę bezpieczeństwa. Wdzierał się coraz głębiej, namiętnie masując uda.

– Nie… nie… – upraszałam.

Jednak jedynym efektem było to, że dłoń chwyciła za krawędź kiecki i pociągnęła do góry.

– Ach nie! – krzyknęłam i drugą ręką, która grała rolę obrończyni, z powrotem nasunęłam materiał spódnicy na kolana. Wydawało mi się, że widzę jak chłopiec za oknem zagryza usta.

Oczywiście napastnik ani myślał przerywać ekspansję! Tym razem energiczniej zadarł biedną spódniczynę do góry. Zostały odsłonięte koronkowe zakończenia pończoch. Gałąź za szybą zaszumiała liśćmi, mimo że wydawało się, iż nie ma wiatru…

Obrończyni nadal dawała odpór. Materiał kiecki wrócił na pierwotne miejsce. Nawet został starannie wygładzony, żeby nie było widać najmniejszej fałdki na eleganckiej kreacji. Lecz wszystko to nadaremno. Prześladowca kontynuował podboje. Spódniczka znów została zadarta z całą mocą. Odsłoniła wszystko. Chłopaczyna bez wątpienia zobaczył moje majtki. A jeśli w tej chwili ich nie dostrzegł, widział je już w następnym momencie. Dłoń agresora bowiem popchnęła mnie na kanapę, po czym zmusiła do rozłożenia szeroko nóg.

– Ojej… Dlaczego mi pan to robi? Proszę nie wykorzystywać tego, że jestem biedną, bezbronną kobietką – panikowałam.

Napastliwa dłoń krążyła wokół mojego krocza – macała uda, ściskała je. Wreszcie chwyciła przez majtki moją cipkę.

– Ach! Tylko nie tam! Proszę!

Nawet nie zastanawiałam się, czy gówniarz za oknem ma wzwód. Byłam tego pewna! Sama też już nieźle mokra… Ręka coraz energiczniej pocierała srom.

– Aaaa aaaaaa! Nie… nie… – jęczałam cicho.

Pewnie gówniarzu nie możesz się doczekać, kiedy ujrzysz moją szparkę? Może najwyższy czas ci ją ukazać? – myślałam.

Mój paluszek najpierw odsunął materiał stringów delikatnie na bok. Chłopak miał widok o jakim marzył. Jednocześnie wstydziłam się, że mnie ogląda, ale też bardziej roznamiętniałam. Pewnie ptaszek stoi ci już mocno wypięty… zanurkowałby sobie w jakimś przytulnym gniazdku…

W tym momencie mój palec zanurkował w dziurce.

– Aaaaa! Nie! A… jestem taka ciasna!

Palec z lubością penetrował wąskie wnętrze. Wkrótce dołączył do niego drugi i rozpoczął jeszcze gorliwszą penetrację.

– Ach! Nie! Nnnie… aaaaa… – jęczałam już nieco głośniej.

Wydawało mi się, że zza okna słyszę sapanie. Domyślałam się jakie wrażenie musi robić na podglądaczu kobieta rozłożona na plecach, z podciągniętą spódnicą, z szeroko rozłożonymi nogami w pończochach i szpilkach, z zsuniętymi do kostek stringami i palcami w piczce, jęcząca, rozemocjonowana, jak przy gwałtownym stosunku.

Wtedy sięgnęłam po arsenał grubszego kalibru. Pod poduszką trzymałam sztucznego penisa. Dość naturalnych rozmiarów, może nieco dłuższego niż standardowy i nieco tylko grubszego. Nie zawahałam się go użyć: wyjęłam i postawiłam na baczność, jakby domniemany gwałciciel właśnie rozpiął spodnie i uwolnił swego pytona.

– O Boże! Nie! Ależ on jest olbrzymi! Jaki potężny! – lamentowałam.

Członek zaczął sunąć po moim udzie, najpierw po pończosze, potem po nagim ciele, poklepując je swoim łebkiem.

– Nie… nie… Chyba nie chce mnie pan wykorzystać? Proszę… tylko nie to… – z nadzwyczajnym przejęciem skamlałam o litość, nieprawdopodobnie wczuwając się w rolę napastowanej damulki.

Liście drzewa szumiały nerwowo.

Wreszcie czub tarana dotarł do miejsca przeznaczenia. Zaczął drażnić się ze szparką, strasząc szturmem. Ocierał się, potem wcelowywał i napierał.

– Proszę… nie… Co za gigantyczna włócznia!

Potężna dzida nie przestawała dźgać. Coraz celniej i mocniej.

– Błagam! Nie! Moja piśka jest na niego zbyt ciasna!

Błagania nie skutkowały. A właściwie przynosiły odwrotny skutek. Łeb penisa zaczął się wdzierać.

– Nie… nie… ach… nie… Jest pan bezlitosny!

Byłam strasznie ciekawa, na ile moje słowa, jęki, emocje, działają na chłopaka. Ja wczuwałam się świetnie.

– Aaaaa… aaaa… ach… widzi pan? Jestem za ciasna… nie uda się panu mnie zdobyć…

Napastnik wtedy pokazał kto tu rządzi. Cały czubek kutasa wszedł w moją cipkę.

– Auuaaa! – krzyknęłam. – Nie! Boli mnie… proszę… niech pan przestanie…

A jednak nie przestawał. Wbijał się we mnie centymetr po centymetrze.

– Nie… nie… czuję się jak nabijana na pal!

Gałąź za oknem zaczęła falować.

– Nie… nie… jest pan niemiłosierny… brutalny… rozepcha mi pan moją ciasną dziurkę…

Wreszcie fallus dotarł do dna mojej pochwy.

– Achhh! – krzyknęłam przeciągle. – Zostałam zdobyta! Odniósł pan zwycięstwo… posiadł mnie, zawładnął! Teraz należę do pana.

Zaczęłam suwać sztucznym penisem w mojej cipce w górę i w dół.

– Aaaa aaaaaa aaaaaa! – jęczałam coraz głośniej.

Łóżko pode mną zaczęło skrzypieć.

– Aaaa aaaaaa aaach… dlaczego jest pan taki wulgarny… dlaczego używa pan takich słów… wybolcowana… wyruchana?

Penis przyspieszył ruchy. Rżnął mnie do upadłego, a ja jęczałam niczym opętana.

– Co za nieprzyzwoite, karczemne zwroty… dlaczego mnie pan tak nazywa? Nie jestem cichodajką ani dziwką!

Energiczne tempo sztychów stało się jeszcze bardziej żywiołowe.

– Aaaa! Aaaachhh… aaaaaaaaaaa! Jeszcze nikt mnie tak dziarsko nie wziął!

Kutas zdwoił obroty, pieprzył mnie najszybciej, jak to było możliwe. Już nie jęczałam. Stękałam

– Ojjj ojjjj ojjejjjj…

Łóżko skrzypiało głośno, wyobrażałam sobie, że usłyszą sąsiedzi, co było dodatkową stymulacją. W rolę wczułam się maksymalnie.

– Tylko niech pan we mnie nie kończy! Nie chcę zostać mamusią…

– Jak to pana to nie interesuje? Może mi pan zmajstrować dzidziusia!

– Jak pan może mówić tak ordynarnie: spuszczę ci się w piździe, zbrzuchacę!

– Achh… jak pan mógł mi to zrobić… ja… porządna i szanowana pani nauczycielka… będę chodziła z brzuchem… zostanę panną z nieślubnym dzieckiem… Wszystkie wiejskie plotkary będą dopytywały, kto mi to zmajstrował…

Czułam, że odpływam. Szczytowałam mocniej niż na ostatniej realnej randce z prawdziwym facetem. Świat wirował, nie słyszałam niczego. Tylko jeden dźwięk – trzask za oknem. Całkiem spora gałąź odłamała się od pnia drzewa.

***

Na drugi dzień, gdy mijałam Rudolfa, nogi się pode mną uginały. Byłam niepomiernie skonsternowana, ale jednocześnie coś mnie do niego pchało. Zaprosiłam go pod byle pretekstem.

Ożywiony, jakby sporo śmielszy, mimo że utykał na jedną nogę, przyniósł domowe wino. Chyba zaszumiało mu w głowie, gdy wypiliśmy kilka lampek. Chciał coś oznajmić, ale długo nie mógł tego z siebie wydusić.

– Muszę coś pani powiedzieć, ale się wstydzę.

– Śmiało, nie krępuj się… Może, żeby się ośmielić, wyobraź sobie, że jestem twoją mamą lub może nawet… koleżanką? Hmm… bliską przyjaciółką?

– Nooo ok. Więc… Więc… Muszę pani powiedzieć, że wczoraj… Nie… nie mogę!

– Ale jeśli już zacząłeś, to bądź konsekwentny. – Uśmiechałam się trzepocząc rzęsami.

Rudolf zarumienił się i spuścił oczy.

– Bo ja… bo ja… panią podglądałem.

– Ojej! Jak to, w jaki sposób?! – Udawałam niesłychanie zaskoczoną i oburzoną.

– Przez okno…

– O Jezu! – Odgrywałam coraz większe skonfudowanie. – Ale… co zobaczyłeś? – zamyśliłam się, jakby próbując odtworzyć scenariusz wczorajszego wieczoru.

– Panią…

– Ojej! O Boże! Chyba nie widziałeś jak się rozbieram?!

– Nnoo…

– Obserwowałeś jak zdejmuję spódnicę?! – udawałam lekką panikę.

– Nnoo… widziałem… nie tylko… – Zaraz gdy to powiedział, ugryzł się w język.

– Jezu! Ale chyba nie dostrzegłeś, jak zdejmuję stanik?!

– Nnoo… więc… tak…- jąkał, potwornie zmieszany.

– Ach! Mój Boże! – Czułam, jak mocno uderzyło mi wino do głowy, a teraz jeszcze uderzała adrenalina. – Czyżbyś widział mój nagi biust?

Chłopak nic nie odpowiedział, ale i tak ta sytuacja ekscytowała mnie bezgranicznie. Jakaś tajemna siła kazała mi w nią brnąć, na ile się tylko da.

– Czyżbyś dostrzegł nawet moje majtki?

Rudolf nie miał już siły wydusić z siebie choćby słowa. Tylko kiwał głową.

– Jezus Maria! Chyba nie powiesz, że zobaczyłeś także to, co mam pod nimi?

Nie przestawał kiwać głową, za to uśmiechał się głupawo.

– To wszystko moja wina… sama się prosiłam… powinnam zasłaniać okno…

– Nie nie! To nie pani wina. – Tym razem zebrał się na odwagę, żeby po rycersku zaprotestować. – To moja! Nikt mi nie kazał włazić na drzewo.

– No to miałeś zupełnie dobry widok… Obserwowałeś to, co wczoraj robiłam? – pytałam z bijącym sercem.

Rudolf spuścił głowę.

– Tak… – wydukał cichutko. – I… i… nagrałem to na telefon…

– O Boże! Co ty mówisz?! Nagrałeś to wszystko, co wczoraj robiłam??? – Czułam jak ciarki przechodzą mi po plecach, podniecenie było większe, niż gdyby jakiś facet wsadził mi rękę pod spódnicę.

Chłopak też delikatnie drżał.

– Och ja biedna! A więc teraz możesz mnie szantażować! Możesz ode mnie żądać wszystkiego, co tylko przyjdzie ci do głowy.

Rudolf najwyraźniej chciał zaprzeczyć, ale nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. Wiedziałam, że wpadłam na całkiem niezły pomysł.

– No tak. Czego takiego ode mnie zechcesz? Zapewne czegoś dla mnie zawstydzającego, może nawet upokarzającego?

Patrzył na mnie niczym ciele na malowane wrota.

– No tak… Mam nadzieję, że nie chcesz, żebym się teraz znowu rozebrała? Stojąc bezpośrednio przed tobą? – Ależ podekscytowały mnie własne słowa, byłam taka dumna, że podobna idea wpadła mi do głowy.

Chłopak wyglądał jakby właśnie wygrał los na loterii, ale wciąż nie był w stanie wydusić z siebie słowa.

– Rudolfie, jestem porządną kobietą, szanowaną nauczycielką, nie ma mowy, żebym się obnażała przed tobą!

Chłopak nadal chłonął mnie oczami.

– O Boże! Jaki ty jesteś stanowczy! Nie ustępujesz… Czekasz aż ja ustąpię… Boże! Co ja mam robić? – Udawałam załamaną i tonem wskazującym na pogodzenie się z porażką, dodałam: – Co najwyżej, mogę podciągnąć przed tobą spódnicę, ale… żebyś nie wyobrażał sobie za dużo! Tylko trochę. – Znowu byłam zadowolona z przebiegu rozmowy.

Młody mężczyzna patrzył jak osłupiały. Delikatnie kiwał głową.

– Och! Widzę, że nie mam wyjścia… – mówiąc to chwyciłam za brzeg kiecki i podciągnęłam ją do góry, obnażając przed nim kolana i połowę ud.

– Czy tyle wystarczy?

Rudolf pokręcił głową przecząco.

– Ach! Rudolfie! Jak możesz! – wykrzyknęłam i jednocześnie zadarłam spódnicę wyżej, pokazując całe uda, opięte seksownymi pończochami, zakończonymi wyrafinowaną koronką.

Chłopaka zamurowało.

– Rozumiem, że tyle wystarczy? Że nie muszę zadzierać spódniczki wyżej do góry?

Nie potwierdzał.

– Jesteś draniem! Nie pokażę ci przecież moich majtek!

Zademonstrowałam zbolałą minę. Natomiast chłopiec nie mógł nadal wydobyć z siebie słowa. Pożerał mnie spojrzeniem.

– Rudolfie… nie można być tak nieludzkim… Widzę, że samcze chucie biorą nad

tobą górę… Trudno… wygrałeś.

W tym momencie zadarłam kieckę wysoko do góry, niczym tancerki wykonujące kankana. Rudolf wybałuszył oczy, gapiąc się pod nią. Miałam na sobie koronkowe stringi, z tak delikatnego materiału, że aż prześwitujące. Wiem, że przebija przezeń zarys mojej szparki. Chłopak niewątpliwie pierwszy raz w życiu miał taki widok przed nosem.

Żeby podroczyć się z gówniarzem, krótko trzymałam spódnicę w górze, szybko ją opuściłam. Moja mina dobitnie wyrażała zawstydzenie.

– Rozumiem, że jesteś ukontentowany? Że nie muszę nic więcej robić? Nie muszę rozpinać bluzki?

Chłopak nie potwierdzał ani nie zaprzeczał. Na co oczywiście liczyłam…

– Och, ty draniu! Chcesz sobie obejrzeć mój dekolt?! Nic z tego! Nie pozwolę się narazić na kolejne upokorzenie!

Rudolfa, jakby wmurowało w ziemię.

– Ojej! Widzę, że jesteś niewzruszony. Jak możesz być tak nieczuły?

Doskonale wiedziałam, że słowo „nieczuły” nie jest adekwatne do sytuacji. Powoli rozpinałam guziczki bluzki. Najwolniej jak się dało, demonstrując przy tym teatralnie zawstydzenie i kątem oka obserwując jak gówniarz się oblizuje.

Rozpięłam trzy guziki. Chłopak cieszył oczy obfitym biustem, opiętym koronkowym stanikiem.

– Widzę, że podobają ci się moje piersi. – Widziałam jak jego oczy niemal wychodzą z orbit.

– Tak… ma pani piękny biust… – szeptał cichutko.

Dużo radości dała mi ta pochwała. Jestem dumna ze swoich piersi, uwielbiam, gdy mężczyźni nazywają mnie „cycatką”. Nie mogłam powstrzymać się przed kontynuowaniem.

– Rudolfie, dziękuję za komplement… mimo, że w tak krępującej dla mnie sytuacji. Rozumiem, że nie muszę zupełnie zdejmować bluzki?

– Poproszę… – wydukał nieśmiało.

A więc odważyłeś się mówić! Udało się! Ciekawe jak to się teraz potoczy – zastanawiałam się w duchu.

– Nie… to nie dzieje się naprawdę… ja… taka porządna pani pedagog, rozbieram się przed uczniem…

Kontynuowałam spektakl bardzo wolnego rozpinania guzików, aż zobaczył cały mój biust w staniku i brzuch, po czym zdjęłam bluzkę i powiesiłam na oparciu krzesła. Stałam wyprostowana. Piersi prężyły się jak na musztrze, unoszone do góry przez biustonosz Triumpha.

Stanik zawsze był dla mnie ważny, wyznawałam zasadę, że powinien być dopasowany precyzyjnie, a nie mniej więcej. Miseczka musi pomieścić pierś, a nie tylko przykryć jej czubek, a pas biustonosza powinien trzymać się ciała i nie podnosić na plecach do góry. Dlatego nie skąpiłam ponad czterystu złotych na ten luksusowy model, który nie tylko miękko układa się na skórze, ale i wyczarowuje uwodzicielski dekolt. Z wysokiej jakości, wzorzystego materiału, z delikatnymi koronkowymi wykończeniami i doskonałym wykonaniem. Czułam się w nim komfortowo i kobieco. Dlatego z taką chlubą wypinałam biust przed Rudolfem, który chłonął jego widok całym sobą.

Znów oniemiał i wybałuszał oczy.

– Ale piękny…

Patrzył tak, jakby rwał się do tego, żeby schwycić… macać… miętosić…

– Czyżby spodobał ci się mój nowy biustonosz? Rzeczywiście jest z porządnego materiału i solidnie wykonany…

Oczywiście doskonale wiedziałam, że ten zachwyt jest wywoływany nie przez stanik, ale przez jego zawartość, jednak droczenie się dawało tyle uciechy.

– A czy mogę dotknąć tego… materiału?

– Rudolfie… ależ w żadnym wypadku!

Wbrew własnym słowom, podeszłam do niego na wyciągnięcie ręki. Tak bardzo chciałam, żeby zrobił coś wbrew mej woli!

Chłopiec powoli podnosił ręce w stronę moich piersi, jakby dając mi możliwość odejścia krok do tyłu, ale ja się nie odsuwałam. To go ośmieliło i jego ręce w końcu dotknęły materiału biustonosza.

– Jaki miękki… – szepnął.

– Rudolfie, widzę, że moje protesty nie mają dla ciebie żadnego znaczenia…

Nadal nie oddalam się, pozwalając chłopcu błądzić po piersiach. Robił to jakby chciał się nauczyć ich kształtu na pamięć.

Niech czuje, jakie mam duże i zgrabne – myślałam. Do czego jeszcze się posunie?

– Bardzo chciałbym je zobaczyć bez stanika…

Tryumfowałam! Odważył się! Z każdą chwilą coraz śmielszy!

– Rudolfie, ja się chyba przesłyszałam… Chcesz, żebym zdjęła przed tobą biustonosz?! – Strasznie mnie to rozogniało, ale oczywiście nie zamierzałam być łatwa. – O nie! Nie zrobię tego!

Uczniak znów zamilkł, ale słychać było jak przełyka ślinę, wpatrując się w dekolt. Najwyraźniej zastanawiał się co zrobię.

– Ach… Boże… Nie pokażę ci przecież moich nagich piersi… – Moje słowa wyraźnie działały na niego.

– Ależ ty jesteś twardy!

Sięgnęłam dłońmi do haftek. Jednocześnie śledziłam każdy grymas twarzy młodzieńca, obserwując narastające napięcie.

– Nie… daruj… nie mogę tego zrobić…

Ależ go skręcało! Buzowała w nim wściekłość, ale nie wiedział co robić.

– Widzę, że nie ustąpisz.

Zaczęłam gmerać przy haftkach, jakby nie radząc sobie z nimi. Głośno oddychał, wbijając we mnie wzrok i zaciskając zęby. Wreszcie rozpięłam biustonosz. Nie przestając się droczyć. Nie zsunęłam miseczek z piersi.

– Rudolfie, właśnie rozpięłam przed tobą stanik… ale nie przemogę się… nie zdejmę go…

Chłopiec silił się, żeby przyjąć kamienną twarz, ale wszystko w nim buzowało.

– Zdej… zdejmij… – wyjąkał szeptem.

– Ach, jednak jesteś zwyczajnym świntuchem! W dodatku szantażystą…

W tym momencie zsunęłam biustonosz i rzuciłam nim w Rudolfa. Natychmiast dłońmi okryłam piersi, ukrywając przed ciekawskim wzrokiem. Chłopak schwycił stanik i ujął delikatnie, przyłożył do twarzy, jakby chłonął zapach. Pocałował go i z namaszczeniem włożył do kieszeni spodni.

– Będzie mój…

A więc mój najdroższy biustonosz stał się łupem tego gówniarza! Sama nie wiem, dlaczego to mnie podniecało. Patrzył mi prosto w oczy. W jakim tempie łobuz staje się śmiały!

– A więc mi nie odpuścisz? – zapytałam teatralnie żałosnym tonem.

– Nie… – powiedział cicho, ale już nie szeptem.

Powoli zsuwałam dłonie, najpierw ukazując górę biustu, później jedną brodawkę. Onieśmielona spuściłam wzrok, nie miałam odwagi w tym momencie patrzeć mu w oczy.

Chłopak nerwowo zakaszlał. Nie przerywałam przedstawienia. Druga dłoń zsunęła się w dół i oba sutki prężyły się przed wzrokiem uczniaka. Przez moment trzymałam obie piersi w rękach, jakbym podawała je na tacy i zdawała się mówić: oto daruję ci trybut lub jakbym eksponowała je przed mężczyzną, żeby przyjąć salwę nasienia. Wreszcie opuściłam ręce.

Chłopak wybałuszał oczy. Mimo wielu zastrzeżeń co do swojej figury, w przypadku piersi nie mam sobie nic do zarzucenia, zarówno co do ich ułożenia, objętości, krągłości czy symetrycznego rozmieszczenia na klatce piersiowej. Podoba mi się kolor i wielkość brodawek.

Jako historyczka lubująca się w średniowieczu, pamiętałam sentencję z tej epoki: „Pulchra enim sunt… Piękne bowiem są piersi, które sterczą odrobinkę i są umiarkowanie pełne, nie zwisają luźno, lecz są lekko zebrane, ściągnięte, ale nie ściśnięte.”

Oczywiście nic nie przychodziło za darmo. Starannie pielęgnowałam je kremami, modelowałam ćwiczeniami… Nic dziwnego, że Rudolf był tak urzeczony. Jakby mimowolnie, zrobił krok do przodu.

– Jakie piękne… – wystękał. – Ach, żeby ich tak dotknąć…

– O Boże! Rudolfie! Jak możesz tak mówić! Chyba nie chcesz macać mnie, porządnej nauczycielki?

– Chhhcccę… – wydukał.

– Nie… nie… proszę… – błagałam, lecz jednocześnie podeszłam bliżej.

Chłopak niczym w śnie lunatycznym wyciągnął ręce przed siebie. Po czym obie położył na piersiach. Poczułam dreszcz podniecenia. Sytuacja wydawała się absurdalna: wypinałam gołe cycki przed chłopakiem w wieku moich uczniów. A on je po prostu obłapiał.

Stopniowo nabierał śmiałości. Przywarł do nich pełnymi dłońmi. Potem, wziął je w ręce od dołu, jakby je ważył, jakby był zdumiony, że są takie ciężkie.

– Co za gładka, jędrna skóra! Są takie piękne… jest pani boginią… – cichutko dukał.

Ten komplement sprawił mi nie lada przyjemność. Większą niż usłyszany od wyrafinowanego kochanka. Wszak ten chłopiec, żeby to wypowiedzieć, musiał przełamać swoją nieśmiałość.

Zarumieniłam się.

– Dziękuję, naprawdę tak uważasz? Nie są za duże? – wypowiedziałam te słowa cicho, zdradzając własne onieśmielenie.

– Są doskonałe! W sam raz! – Rudolf wyraźnie się rozkręcał. – Czy mogę im oddać hołd… i je… pocałować?

Pocałunek nieśmiałego chłopca był niezrównanie delikatny, ale szybko przerodził się w lizanie, a następnie w ssanie.

– Ooochhh… achhh… – Wzdychałam teatralnie, żeby wiedział jaki skutek odnoszą jego poczynania.

– Rudolfie, jesteś taki ekspansywny…

Czy ty czasem, chłoptasiu, nie chcesz, żebym ci possała? – zaczęłam się zastanawiać.

– Mam nadzieję, że nie posuniesz się do tego, żeby włożyć mi rękę pod spódnicę?! Nigdy na to nie pozwolę!

Wiedziałam jaki efekt wywołają te słowa!

Jego ręka bardzo nieśmiało wdzierała się pod kieckę. Kilka chwil później miałam wymacaną cipkę, co prawda niezwykle delikatnie i przez materiał majtek, ale wiedziałam, że już uruchomiłam lawinę…

– Ale chyba nie chcesz Rudolfie, żebym wzięła ci do ust? Nigdy tego nie robiłam! I… nigdy nie zrobię!

Chwilę później klęczałam na kolanach niczym przydrożna kurewka. Udawałam wielkie obrzydzenie, biorąc go do buzi. Omal nie wytrysnął mi w ustach. Stał jak maczuga. Wkrótce zaczął się panoszyć: uderzał w podniebienie, pakował się do gardła.

Obciągam chłopakowi w wieku moich uczniów! Klęczę przed nim na kolanach! Kto patrząc z boku nie powiedziałby, że zachowuję się jak dziwka? – nakręcałam się jeszcze bardziej.

– Mam nadzieję, że nie zachcesz, żebym ci się oddała? Absolutnie nie ma takiej możliwości!

Obserwowałam twarz tego gnojka, jak wielkie targają nim emocje.

Chwilę później leżałam na własnym łóżku, z szeroko rozłożonymi nogami w seksownych pończochach i szpileczkach, z podciągniętą do góry spódnicą. Czując nie za wielki ciężar szczupłego nastolatka, który wiercił się niespokojnie.

– Ach! Rudolfie, jesteś niepospolitym zdobywcą… to niewiarygodne… żeby tak przyzwoita belferka, o kryształowej reputacji, wylądowała na swoim własnym łóżku pod licealistą…

Drżącymi rękami, niewprawnie, odsuwał moje koronkowe majteczki na bok.

– O Boże! Ależ z ciebie śmiały mężczyzna!

Rzeczywiście, mimo całej jego ciamajdowatości, rozpędzał się w niebywałym tempie.

– Pokonałeś ostatnią przeszkodę na drodze do mojej największej intymności…

Widziałam po minach młodzieńca, jak rozpalają podobne wyznania. Pragnął czym prędzej tego dokonać. Niezdarnie szukał swoim grocikiem wejścia do bram szczęścia.

– Ojej! Jesteś taki stanowczy! Bezlitosny!

Nieporadnie próbował wdzierać się do wnętrza upragnionej świątyni. Miał cieniutki mieczyk, ale bardzo długi! Wkrótce poczułam go w środku.

– Aaaa… aaa… Ochh… Rudolfie, zdobyłeś mnie! Jesteś taki męski!

Chłopak nie mógł ukryć dumy.

– Ochh… Aaaaa… Wchodzisz we mnie jak w swoją własność…

Rudolf sapał. Poruszał się we mnie coraz szybciej.

– Och… Rudolfie, jesteś taki ostry! Tak intensywnie czuję twoje pchnięcia…

Chłopak nic nie mówił, tylko dźgał mnie miarowo swoim kutasikiem.

– Och! Ty mój władco! Wdzierasz się we mnie tak głęboko! Czuję, że zaraz przebijesz mnie nim na wylot! – Tak bardzo chciałam wywołać w nim poczucie dumy.

Jeszcze mocniej przyspieszył. Jego skronie oblał pot.

– Ależ ty mnie ujeżdżasz! Za bardzo rozepchasz biedną, małą dziurkę…

Domyślałam się, że tak młody chłopak może mieć szybki wytrysk, ale, o dziwo, obawa, że gówniarz mógłby mi zmajstrować dzidziusia, strasznie podniecała.

– Rudolfie, tylko uważaj, żebym nie została mamusią.

Wypowiedziałam to jednak za późno… Młodzieniec z dziwnym, nieartykułowanym krzykiem, spuścił się do środka. Był wniebowzięty.

– Zalałam pani foremkę! – wykrzyknął ze swadą, po jego nieśmiałości nie było ani śladu.

Zaczęłam lamentować, nad tym co mnie spotka:

– Jakże ja się pokażę w szkole z brzuchem…

Ze zbolałą miną, patrzyłam mu prosto w oczy.

– Mam nadzieję, że po tym, jak dostałeś, czego chciałeś, nikomu nie pokażesz swoich nagrań…

Rudolf odwzajemnił spojrzenie. W jego oczach wyczuwałam jakąś zwierzęcość.

– Hmm… teraz pojawiły się nowe możliwości, mam już nie tylko zapis wideo, ale też audio… Właśnie wyłączam dyktafon.

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany