Opowiadanie użytkownika 0bi1

Druga czekoladka cz. 7

local_library168 comment0 thumb_up1
Druga czekoladka - część 7
31-07-2018 12:30

    Jeszcze zanim padłem w objęcia Morfeusza, usłyszałem przytłumioną rozmowę i śmiechy zza ściany. Tak mi się przynajmniej zdawało. Być może była to już część snu – w każdym razie odpłynąłem i nie byłem niczego pewien. Rankiem zbudziły mnie odgłosy krzątania się małolat. Jedne dobiegały z łazienki, drugie z kuchni. Leżałem, wspominając wieczorne wydarzenia. Normalnie takie obrazy wywołałyby erekcję, ale zbudziłem się mając nad sobą namiot z kołdry, rozpięty na sztywnym palu. Wspierająca go podpora już nie mogła bardziej stwardnieć. Ciśnienie w pęcherzu i wspomnienie gorącej, czarnej cipki, nie rokowały, by wkrótce miało się coś zmienić w tej kwestii. A przecież trzeba wstać do pracy. Nie wyjdę z pokoju ze sterczącym masztem, zwłaszcza, że nie wiem, którą z bliźniaczek zastanę w kuchni. Musiałem coś z tym zrobić. Niestety, jedyny dostępny i skuteczny sposób w tej sytuacji to robótki ręczne.

    Odrzuciłem kołdrę i spojrzałem na swojego penisa - zakrzywionego, prężącego się jak modelka podczas sesji zdjęciowej i patrzącego swoim jedynym okiem prosto w moją twarz. No nie patrz tak! Wiem, czego potrzebujesz – szepnąłem do niego pieszczotliwie. Moja dłoń powędrowała do nasady, najpierw delikatnie pieszcząc torbę z orzechami i ten szczególnie wrażliwy fragment skóry tuż pod nią. Właściwie nie było powodu, by ograniczać się do jednej. Chwyciłem lewą za berło i powolnymi ruchami, delektując się przyjemnością płynącą z pieszczoty, rozpocząłem regularne marszczenie skóry pokrywającej twardy trzon. Od czasu do czasu, chwytając końcówkami palców błyszczącą głowicę, drażniłem ją uciskaniem, bądź ruchami obrotowymi. Potem znów wracałem do tradycyjnego walenia konia. W międzyczasie druga ręka, w pieszczocie podwozia zapędzała się aż do porośniętej dość długimi włosami, małej, zaciśniętej dziurki. Świadomość obecności tuż za drzwiami mojej sypialni dwóch czarnoskórych nastolatek, tylko potęgowała podniecenie. Czułem, jak nieuchronnie zbliża się megawytrysk. Jednak kiedy nadszedł, zaskoczył mnie swoim impetem. Z zamkniętymi oczami zwijałem się w orgazmie, całkowicie tracąc nad sobą kontrolę.

    Kiedy wystrzelałem już cały zasób dostępnego nasienia, opadłem na łóżko, ciężko oddychając i ciesząc się niesamowitym odprężeniem. Lecz moja radość nie trwała długo, bo nagle usłyszałem, jak drzwi się otwierają i do sypialni wbiega jedna z bliźniaczek. Próbowałem otworzyć oczy, co udało się tylko połowicznie, bo lewe – jak się okazało - miałem zalane spermą. W drzwiach stała jedna z sióstr, chwilowo zaskoczona zastanym widokiem, lecz gdy zorientowała się w sytuacji, zaczęła piszczeć i śmiać się w głos, co z kolei zwabiło jej siostrę, która wybiegła z łazienki, na szybko zawinięta w dwa białe ręczniki – jeden większy osłaniający ciało od piersi w dół, z ledwością zakrywający łono i drugi zawiązany na głowie jak turban.

    Musiałem wyglądać tragicznie – dorosły, poważny facet, trzymający się za fiuta i jajka, z długimi ścieżkami spermy pokrywającymi brzuch, klatę i twarz. Myślałem, że spłonę ze wstydu, a te dwie małolaty ryczały ze śmiechu. Szlag by to trafił! Drugi raz dałem się przyłapać w niezręcznej dla mnie sytuacji!
- Wujku! Tak się przestraszyłam jak zawyłeś … Biegłam cie ratować, a tu takie coś … – odezwała się ta, która pierwsza wbiegła do pokoju, kiedy już zapanowała nad rozbawieniem.
- Krzyczałem? – pozbawiony świadomości w trakcie orgazmu, zupełnie tego nie kojarzyłem.
- Ryczałeś jak zarzynany wół.
- Nieładnie tak wchodzić do czyjejś sypialni bez pukania – próbowałem jakoś się ich pozbyć.
- Słyszałaś?
- Słyszałam.
- Jaki niewyżyty! Jeszcze pukanie mu w głowie! – znowu ryczały ze śmiechu.
- Daj mi ręcznik. Muszę się ogarnąć – poprosiłem tę, która wybiegła z łazienki.
- A który byś chciał ? – zapytała zalotnie, gdy już przestała się zanosić ze śmiechu.
Jeśli myślała, że nie odważę się poprosić o ten większy, to się myliła. Ja też byłem w błędzie sądząc, że nie wystarczy jej śmiałości, by mi go dać. Kopara mi opadła, gdy bez skrępowania, powolnymi, kocimi ruchami odwinęła ręcznik, dotychczas zakrywający cudowne, dziewczęce wdzięki. Gdy mi go podawała, patrzyłem z niedowierzaniem na drobne, ale jędrne piersi, gładziutką, brązową skórę, niesamowicie długie nogi i dokładnie wygoloną cipkę. Jeżeli widzieliście Missandei kąpiącą się w rzece, to możecie sobie wyobrazić, jaki widok miałem przed oczami (właściwie przed jednym okiem). Nie było mi dane długo cieszyć się nim, bo oddawszy mi ręcznik, odwróciła się i kręcąc dupką podczas każdego susa, pobiegła z powrotem do łazienki. Wryłem sobie w pamięć drżenie jej pośladków. Również jej siostra oddaliła się, pozostawiając mnie, bym mógł się trochę ogarnąć.
    Byłem całkiem skołowany. Zupełnie nie potrafiłem ich rozróżnić! Śmiałość, z jaką obnażyła się przede mną jedna z nich, raczej wskazywała, że to powinna być Sara. Nie mieściło mi się w głowie, że Nina mogłaby się zdobyć na coś takiego. Przecież to jeszcze cnotka-niewydymka! Ośmielony tym, postanowiłem nie czekać, aż skończy toaletę. Tak jak stałem, goły i wesoły, ruszyłem jej śladem do łazienki. Drzwi nie były zamknięte na zamek.
- Hej! Jeszcze nie skończyłam! – próbowała protestować naga nastolatka, którą zastałem pochyloną i zajętą rozczesywaniem czarnych, kręconych włosów.
- Nie będę ci przeszkadzać. Tylko wezmę prysznic – śmiało minąłem ją, dłońmi przestawiając jej pupkę, blokującą mi dostęp do kabiny.
- Wujku! Nie pozwalaj sobie! - fuknęła obruszona.
Znów zwątpiłem. Czyżby to jednak była Nina? Lekko skonfundowany wszedłem do kabiny i rozpocząłem ablucje. Myjąc się, obserwowałem przez lekko zaparowane szyby każdy jej ruch. Chyba nie czuła się komfortowo, będąc ze mną sam na sam w łazience, nago, bo szybko założyła majtki i koszulkę na ramiączkach. Dopiero ubrana powróciła do układania fryzury. Kręciło mnie jej potrząsanie głową, widoczne przez luźną koszulkę falowanie piersi podczas rozczesywania włosów, napinanie się mięśni ramion, ud i łydek. Może nawet bardziej niż wtedy, gdy była całkiem naga. Przy każdym pochyleniu, koszulka podjeżdżała wyżej, odsłaniając sprężyste pośladki swoim kolorem bardzo kontrastujące z białymi majteczkami w zielone groszki. Że też u mężczyzn zachwyt zawsze musi się objawiać tak wyraźnie! Ona też musiała mnie ukradkiem obserwować. Kiedy zobaczyłem uśmiech na tej ślicznej buźce, zdałem sobie sprawę, że znów jestem twardy. A ta smarkula wyraźnie ucieszyła się z tego, jak na mnie działa.
 Postanowiłem pójść za ciosem – przecież nie będę trzepał w jej obecności – już i tak po porannej akcji, pewnie ma mnie za niewyżytego onanistę. Wyszedłem z kabiny, wytarłem się pobieżnie, po czym znów przeciskając się koło niej, złapałem za biodra, tylko tym razem nabrzmiały organ wcisnąłem między cieplutkie, brązowe uda. Odruchowo je zacisnęła, ale ja już tam tkwiłem. Przesunąłem dłonie z bioder na piersi i pocałowałem przez świeżo pachnącą gęstwinę włosów, cieniutką i delikatną szyję. Oczywiście, korzystając z tego, że już nie trzymam bioder, wywinęła się zwinnie jak wydra, uwalniając mojego ptaka z fantastycznego uścisku.
- Przestań! – warknęła już naprawdę zła.
Upewniłem się, że to Nina. Sara, po tym co razem wyprawialiśmy, nie potraktowałaby mnie tak obcesowo. Zrobiło mi się strasznie głupio. To całkowicie zmieniało postać rzeczy! Całe podniecenie ze mnie zeszło jak napletek z fiuta. Faja mi opadła.
- Przepraszam – bąknąłem zmieszany i wyszedłem z łazienki.
    Czułem się tak niezręcznie, że wolałem przeczekać u siebie w pokoju, aż dziewczęta zjedzą śniadanie i wyjdą do szkoły. W pracy nikt mi głowy nie urwie, jak się spóźnię.
- Wujku! Śniadanie gotowe – usłyszałem wołanie z kuchni.
- Zjedzcie beze mnie. Jeszcze nie jestem głodny – odkrzyknąłem.
Słyszałem jak chwilę rozmawiają półgłosem, w końcu ktoś zapukał do drzwi mojej sypialni.
- Proszę – rzuciłem.
Po jeszcze mokrych włosach poznałem, że to Nina. Już miała na sobie błękitną sukienkę.
- No chodź wujku! Kawa ci wystygnie – zaprosiła od progu.
- Dziękuję. Nie jestem głodny. Zjem później – odparłem.
- A co masz taką minę? Coś się stało? – dopytywała.
- Nie. Nic się nie stało.
- No powiedz. Przecież widzę – nalegała.
- Wiesz, tam w łazience …
- Aaaaa. O to chodzi. Przepraszam cię, ale najpierw muszę się tam wygoić – rzuciła beztrosko.
O kurwa! Teraz dopiero wszystko stało się jasne! Tak jak podejrzewałem, wieczorem nie kochałem się z Sarą, tylko z jej bliźniaczą siostrą.
- To chyba jeszcze za coś powinnaś mnie przeprosić? – zapytałem, ale już z rogalem na gębie.
- Niby za co?
- Za oszustwo. Za podszywanie się …
- Nie odniosłam wrażenia, że cierpisz z tego powodu. Wręcz przeciwnie. Sprawiałeś wrażenie bardzo szczęśliwego. Ale trudno – jeśli jesteś niezadowolony, to znajdę sobie innego kochanka – droczyła się ze mną.
- Ani mi się waż – mamusia powierzyła was mojej opiece i tylko ja mogę się wami zajmować.
- Chodź coś zjesz. Na dwie będziesz potrzebował dużo sił. Tylko załóż coś, bo golas przy jedzeniu wygląda trochę niesmacznie.
- Akurat! W łóżku wygląda apetycznie, a przy stole niesmacznie? Właśnie że teraz będę chodził po mieszkaniu tak, jak lubię najbardziej.
- Fuj!!!
- Przed chwilą sama biegałaś z gołym tyłkiem. I to wcale nie było fuj, tylko przepiękne.
- Ale będziesz siadał gołym tyłkiem na krzesłach! – jeszcze się droczyła.
- Ale to jest świeżo umyty tyłek! Byłaś świadkiem!
- No dobra, chodź. Zobaczymy, co na to powie Sara.
Wiedziałem, co powie, bo podczas tygodnia, który spędziliśmy tylko we dwoje, używaliśmy ubrań jedynie wychodząc z domu. Ona już znała moje zamiłowanie do nagości, swobody i nieskrępowania.
- O widzę, że wszystko już sobie wyjaśniliście – rzuciła Sara widząc mnie bez odzieży, wychodzącego z sypialni razem z Niną. Nasze uśmiechnięte twarze nie wskazywały, że mogłoby być inaczej.
- Prawie wszystko. Jeszcze tylko jedną rzecz muszę sprawdzić – powiedziałem zbliżając się do niej. Podobnie jak Nina, miała na sobie sukienkę. Objąłem ją od tyłu, lewą rękę wsuwając przez dekolt pod stanik, gdzie czekała na nią mięciutka, młoda pierś. Sara uśmiechała się, kiedy całowałem jej szyję. Doskonale wiedziała, co chcę sprawdzić i wcale się nie wzbraniała, kiedy moja prawa dłoń wsunęła się wzdłuż wewnętrznej strony uda pod sukienkę, a potem po brzuszku pod majteczki. Przepełniło mnie poczucie ulgi i szczęścia, gdy palce wyczuły gęstwinę porastającą to poletko. Wyjąłem rękę z majtek, złapałem Sarę za bródkę i odwróciłem jej buźkę w swoją stronę. Patrząc głęboko w oczy, poprosiłem, by jeśli będzie chciała jakiejś zmiany w tamtej okolicy, nigdy nie goliła się na gładko.
- Możesz eksperymentować z różnymi fryzurami, ale proszę cię, niech zawsze coś tam rośnie. Możesz mi to obiecać?
- Obiecuję – wyszeptała i pocałowała mnie gorąco w usta.
- Hurrra! Teraz przynajmniej będę mógł was odróżnić.
- Tylko do czasu, kiedy mi włosy odrosną – wtrąciła ze śmiechem Nina. Już się zorientowała, że lubię gąszcz w tej okolicy.
    Rozmawiając o pierdołach, zjedliśmy śniadanie. Jak się okazało, można zjeść siedząc przy stole z nagim facetem. Więcej w tym udawanego oburzenia, niż rzeczywistych powodów do niesmaku. Nie wiem dlaczego, może przez to, że nie jestem jakimś estetą o szczególnie wysublimowanym smaku, ale mnie widok ludzkiego ciała nie oburza w żadnym przypadku. Nawet, jeśli jest to ciało starszego człowieka. Uważam, że wszyscy jesteśmy piękni. Tyle, że w różnym stopniu. Jedni bardziej, drudzy mniej, jednak w każdym jest coś niepowtarzalnego. Trzeba tylko pozbyć się uprzedzeń, a dostrzeżemy urodę nawet dziewięćdziesięcioletniej staruszki. Wprowadza nas w błąd widok babci w fartuszku, albo w moherowym berecie, lecz zupełnie inaczej jest, gdy popatrzymy na zadbane francuskie babeczki, szykowne i seksowne pomimo swoich lat. Albo na zdjęcia starszych pań dostępne w necie. Pozbawione babcinego stroju, są całkiem, całkiem. Ich ciała może nie są doskonałe, ale wcale nie muszą takie być! Może i mają brzuszek, może piersi już nie są tak jędrne, może skóra nie tak gładka, może jest więcej sadełka, lecz wciąż są pełne powabu. Trzeba tylko potrafić to dostrzec. Albo do tego dorosnąć. I nie pozwalać sobie wmówić, że tylko młode jest piękne.
    Dlatego Marta, pomimo że nie była już nastolatką, podniecała mnie w takim samym stopniu jak jej córki. Ciesząc się z tego, że wszystkie trzy są moimi kochankami, jednocześnie niepokoiłem się, że tak niewiele potrzeba, by mój mały, kolorowy harem przestał istnieć. Wystarczy, że Marta dowie się, że bzykam też jej córki, albo one dowiedzą się o moich spotkaniach z matką i wszystko może pójść tam, gdzie poszedł cały misterny plan Siary, po brawurowym lądowaniu Jose Arcadio Moralesa. Nie mogłem do tego dopuścić! Okazałbym się największym głupcem na Ziemi, gdybym zaprzepaścił tak wyborny układ.
    W pracy nie mogłem skupić się na zadaniach, zaprzątnięty rozmyślaniami o tym, jak doszło do tego, że stałem się szczęśliwym kochankiem aż trzech foczek. I jak to będzie wyglądało dalej? Czy bliźniaczki będą mnie odwiedzać w sypialni pojedynczo, czy może uda się je nakłonić do zabawy w trójkącie? Co będzie z Martą i jej facetem?. Czy namówi go do współpracy? Jeśli tak, to jak zapewnić niezależność trójkątów, żeby cała układanka nie uległa rozsypce? W wyobraźni wszystko wydaje się takie proste, ale rzeczywistość rządzi się swoimi prawami. Czasem o wszystkim decyduje przypadek. To on sprawił, że zaliczyłem trzy i oby mi ich nie odebrał. Postanowiłem korzystać ze szczęścia tak długo, jak tylko będzie to możliwe. I przestać się martwić, tylko wziąć się do roboty. Na razie tej, która przynosi mi pieniądze.
    Do domu wróciłem dwie godziny później, bo odpracowywałem poranne spóźnienie. W drzwiach powitał mnie zapach obiadu. Poszedłem do siebie, zdjąć garnitur i wskoczyć w coś luźnego. Przebrany, stanąłem w drzwiach do kuchni i kopara opadła mi po raz kolejny tego dnia. Bliźniaczki siedziały przy stole zastawionym obiadem, ale tym razem sytuacja wyglądała zupełnie odwrotnie, niż rano. Te dwie małe, chude, uśmiechnięte szelmy były nagie, a ja ubrany. Musiałem mieć głupią minę, bo zaczęły się brechtać tak, że cztery czekoladowe piersi zafalowały jak sinusoida w niegasnącej amplitudzie. No, nie powiem. Udał im się dowcip! O tym, jak bardzo mi się spodobał, zaraz poinformował czujnik zewnętrzny, naciągając galoty do postaci piramidy. No nie! Nie będę go więził, kiedy większość z obecnych jest naga! Rozebrałem się w mgnieniu oka i jak gdyby nigdy nic, usiadłem do stołu.
   

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany