Opowiadanie użytkownika 0bi1

Druga czekoladka cz. 2

local_library97 comment0 thumb_up1
Druga czekoladka - część 2
17-02-2018 20:44

    W końcu przyjechały. Pociągiem. Kiedy weszły do mojego mieszkania, nie mogłem się zdecydować na którą patrzeć. Mamusia była piękna, nie tylko we wspomnieniach z młodości, ale również teraz. Przedtem podniecała mnie jej młodość, uroda, żywiołowość – teraz emanowała dystyngowaną zmysłowością dojrzałej kobiety. Nie miałem wątpliwości, że przygotowała się specjalnie na to spotkanie, chcąc wywrzeć na mnie jak najlepsze wrażenie. Udało się. Jej ciało opinała elegancka sukienka, odsłaniająca ramiona, a nogi wydłużone o wysokie szpilki zdawały się nie mieć końca. Dziewczynki ubrane w zwiewne, kwieciste sukienki nie zadały sobie takiego szyku, wdziewając na stopy lekkie sandały na płaskiej podeszwie. Jednakże odziedziczona po mamie i czarnoskórym ojcu smukłość sylwetki sprawiała wrażenie, że ich nogi są jeszcze dłuższe. Uśmiechnięte szeroko buzie i radość w oczach uwypuklały tylko ich nietuzinkową urodę. Zżerała mnie ciekawość, co też ta Marta wymyśliła, lecz po serdecznym powitaniu, dość powściągliwie - by nie dać po sobie poznać, jak bardzo mnie to nurtuje - zaproponowałem coś do picia. Dziewczęta zadowoliły się wodą, natomiast Marta poprosiła o kawę.


-Nie chciałam o tym mówić przez telefon, bo mam do ciebie dużą prośbę – zagaiła pomagając mi w kuchni. - Mianowicie chodzi o to, że dziewczynki uparły się, by pójść do liceum w Warszawie. Na dojeżdżanie jest zbyt daleko – więc pozostaje tylko internat albo stancja. Boję się puścić je same do internatu, bo wiesz – wolałabym, żeby ktoś zaufany miał na nie oko. Dorastanie to jest taki okres, w którym dziewczęta popełniają wiele głupstw – wiem to po sobie. Pomyślałam więc, że może mogłyby mieszkać u ciebie. Oczywiście nie za darmo. Wystarczy im jeden pokój, a pomogłyby ci w gotowaniu, bo to akurat lubią. Może nawet w sprzątaniu.


    Sądząc po uśmiechu i sposobie w jaki to powiedziała, zrozumiałem, że nie bardzo mogę na to liczyć. Zaskoczony jej propozycją odpowiedziałem, że to duża odpowiedzialność i potrzebuję trochę czasu na podjęcie decyzji. W sumie od wielu miesięcy mieszkałem sam i przyzwyczaiłem się do pełnej swobody. Na przykład po wyjściu z wanny mogłem chodzić nago po mieszkaniu, bez skrępowania bekać i puszczać bąki kiedy tylko chciałem, rzucać skarpety gdzie popadnie – krótko mówiąc korzystać z wolności. Zgadzając się na zamieszkanie z nastolatkami, musiałbym zastąpić im rodziców, tracąc przy okazji życie towarzyskie. Dzikie imprezy i poznane przypadkiem panienki, wyleciałyby z harmonogramu zajęć, bo przecież podważałyby mój autorytet jako opiekuna.

- Mam nadzieję, że nie oczekujesz mojej odpowiedzi natychmiast? - zapytałem.

- Jasne. Przecież musisz rozważyć wszelkie „za” i „przeciw” – odparła z uśmiechem.


    Wyjąłem z szafki czekoladę z orzechami i wróciliśmy do pokoju, gdzie Sara z Niną sączyły wodę, trajkocząc jak nakręcone o planowanych zakupach w Warszawie. Po naszym wejściu rozmowa zeszła na temat wybranej przez nie szkoły. Czekolada zniknęła w mgnieniu oka. Po kilkunastu minutach, Marta widząc, że już nie mogą się doczekać eskapady po warszawskich marketach, pozwoliła im opuścić nasze towarzystwo, dając im przy tym trochę kasy. Oczywiście dołożyłem coś od siebie i uradowane pognały zdobywać stolycę.


    Zostaliśmy w domu sami. Marta opowiadała o swoim życiu, planach, problemach i radościach, w większości związanych z córkami, co jest zupełnie zrozumiałe - dzieci są całym światem dla matki. Ja słuchałem półuważnie, dopytując czasem o różne sprawy, ale w głowie miałem jedną wizję – jak zdzieram z niej tę sukienkę, rozszarpuję stringi, zrywam stanik, łapię dłońmi gorący tyłeczek i lokuję głowę pomiędzy wielkimi półkulami piersi. Do moich uszu ciągle docierał jej głos, zaabsorbowany opowieścią o córkach, ale ja w myślach lizałem sterczące sutki, całowałem te rozgadane usta, piękne oczy, by po chwili przewrócić ją na łóżko i zatopić język w gorącej, wilgotnej cipce. Zastanawiałem się, czy gdyby moje marzenia się urzeczywistniły, to trafiłbym na busz, czy łysą polanę? A może jakąś wymyślną fryzurę? Irokeza, trójkącik, trapezik, v lub ! Brrr - musiałem się ogarnąć, bo w moich gatkach zaczęła się budzić bestia, która z pewnością zostałaby dostrzeżona. A nie wiem jak Marta zareagowałaby na tak ewidentny brak koncentracji na tym, co do mnie mówi.

    

    Zaproponowałem drinka, żeby odwrócić swoje myśli od powabnych krągłości siedzących naprzeciwko. Zgodziła się chętnie, więc podszedłem do barku po szklanki i łychę, potem do lodówki po colę i cytryny.

  • - Mogę ci pomóc? – usłyszałem za sobą głos Marty, kiedy obierałem i kroiłem cytryny.

  • - Dzięki, już kończę – rzuciłem.

  • - Ale ja nie mówiłam o cytrynach – usłyszałem zmysłowy szept.

  • - To w czym chcesz mi pomóc? - zagrałem wariata.

  • - W podjęciu decyzji – mrugnęła do mnie.

  • - Widzę, że bardzo ci zależy – odparłem, jeszcze się z nią drocząc.

  • - Mam teraz dużo większe doświadczenie i nie zawaham się go użyć, żeby cię przekonać – odpowiedziała ze śmiechem.

  • - Nie ukrywam, że to może być bardzo dobry argument.


    Jeszcze starałem się udawać, że mnie to nie rusza, ale w spodniach rozedrgany koleżka pulsował od rosnącego podniecenia. Poczułem dłoń głaszczącą okolice rozporka i piękna buzia Marty zbliżyła się do mojej, w poszukiwaniu ust, by pokryć je gorącymi, namiętnymi pocałunkami. Przez ułamek sekundy przemknęła mi przez głowę myśl, że to wszystko musiała sobie zaplanować już dużo wcześniej - przyjazd, wysłanie dziewczynek na shoping - po to, by w razie mojego wahania, seksem przechylić szalę na swoją stronę. Ale chrzanić to! Ważne, że teraz miałem ją w swoich ramionach i wszystko zmierza w kierunku fajnego bzykanka. Postanowiłem odłożyć na bok wszelkie dywagacje i zająć się tylko tym, co tygryski lubią najbardziej. Nie przerywając całowania i obłapiania dupki ściśniętej ciasną sukienką, przemieściliśmy się do sypialni, gdzie na chwilę oderwaliśmy się od siebie, aby pozbyć się okrywającej nas garderoby. Poszło mi błyskawicznie, gdyż chciałem nacieszyć oczy widokiem Marty - rozbierającej się powoli i zmysłowo.


    Rzeczywiście nabrała doświadczenia – ten widok był sto razy bardziej podniecający niż sama nagość. To już nie była nastolatka onieśmielona odsłanianiem intymności, tylko świadoma swojej seksualnej atrakcyjności, dojrzała kobieta. Kilka niedoskonałości będących wynikiem ciąży i karmienia niemowląt, dodawało jej tylko uroku, bo lekkie rozstępy nadają nie tylko indywidualności, ale sprawiają, że widzisz człowieka, a nie jakąś wyidealizowaną nieziemską istotę. Bardzo mnie ten widok nakręcał. Powolne ruchy, zmysłowość, namiętność, przymknięte powieki, rozchylone usta, po których od czasu do czasu przesuwał się czubek języka, dłoń poprawiająca fryzurę, towarzyszące każdemu ruchowi falowanie piersi i wreszcie odsłonięte łono z cudowną gęstwiną sztywnych włosków. Rzuciłem się do całowania każdego kawałeczka aksamitnej skóry, a mój pyton przeobraził się w sztywną kobrę, spragnioną schowania się w wilgotnej jaskini, dającej ciepło, schronienie i rozkosz. Tylko moja święta zasada, aby najpierw doprowadzić do szału kobietę, nie pozwoliła mu na wtargnięcie pomiędzy rozgrzane uda. Najpierw musiały się tam znaleźć moje usta i tęskniący za kwaśną wilgocią język. Jednak po drodze do cipki, koniecznie musiałem się zatrzymać na dłużej przy sztywniejących już sutkach, liżąc je i pieszcząc dłońmi.


    Uwielbiam przyglądać się wyrazowi skupienia na twarzy dziewczyny, kiedy moje dłonie wędrują od szyi, przez wzgórza piersi, brzuszek, cipkę i wewnętrzną stronę ud, by po chwili pokonywać tę drogę w przeciwnym kierunku. Przymknięte powieki i wydobywające się z ust pojękiwania, dodatkowo usztywniają moją męskość. Czasem moje palce wnikają w nabrzmiałą norkę, sprawdzając reakcję na pieszczotę tego wrażliwego punktu u zbiegu warg sromowych. Potem wracam do piersi i ściskając je uwypuklam sutek, który za moment znika pochłonięty przez moje usta, a tam jest drażniony szorstkim, gorącym i wilgotnym językiem. Drugi w tym czasie jest lekko pieszczony pomiędzy moim kciukiem, a palcem wskazującym. Dla równowagi, co jakiś czas zmieniam piersi aż poczuję, że obie są już wystarczająco twarde. Wtedy podążam całując brzuszek do miejsca, które oczekuje mojego języka jak kania dżdżu. Ociekająca sokami podniecenia cipka, przyjmuje pieszczotę mojego języka z największą niecierpliwością, której towarzyszą pojękiwania i westchnienia, zaciskanie ud na moich uszach, podrygiwania i unoszenie bioder, dociskanie mojej głowy przy pomocy rąk i wreszcie ekstaza zaakcentowana przeciągłym aaaaaaaaaaaaaaach, albo oooooooooooooch. Wtedy wiem, że dobrze wykonałem swoją robotę i nadszedł czas na moje spełnienie.


    Dążąc do niego, nie musiałem pomagać sobie ręką przy naprowadzaniu swojego działa na cel, bo ciśnieniowo usztywnione, samo odnalazło drogę do rozgrzanej, mokrej i śliskiej cipki mojej kochanki. Przywarłem wargami do jej rozkosznych ust, zapuszczając język w drugą wilgotność. Jednocześnie uruchomiłem powolną pracę bioder, napędzając tłok posuwający się w dobrze nasmarowanym cylindrze. Marta dopasowała ruchy swoich, doskonale synchronizując się ze mną. Nie ma nic gorszego podczas bzykania, niż brak synchronizacji – wtedy lepiej, żeby jeden z partnerów wcale się nie poruszał. Ale nam to nie groziło. Nie dość, że oboje byliśmy już doświadczeni, to przecież znaliśmy się jak łyse konie. Niespiesznie uniosłem jej nogi na swoje ramiona i przytrzymując biodra, zagłębiałem w Marcie swój oręż, mogąc jednocześnie nacieszyć oczy widokiem biustu, falującego w rytmie moich pchnięć i pięknej buzi otoczonej aureolą długich blond włosów. Nie lubię zbyt długo kochać się w jednej pozycji, więc zrzuciłem jej nogi z ramion i ułożyłem ją na boku. Sam przywarłem klatą do gorących pleców, uniosłem lekko jej prawe udo, by wprowadzić twardziela z powrotem w wilgotność cipki. Bzykając w tej pozycji, mogłem swobodnie prawą ręką pieścić wielkie balony piersi, więc starałem się przedłużać te przyjemności tak długo, jak było to możliwe. Ale skończyć chciałem tryskając na plecy, więc jeszcze raz zmieniliśmy pozycję. Uniosłem Martę do pozycji na pieska, rżnąc ją dynamicznie aż do widowiskowej erupcji mojego wulkanu, zalewając całe plecy i pośladki białą lawą gorącej spermy.


    Przez chwilę leżeliśmy oddychając ciężko po wysiłku, ale szczęśliwi i zaspokojeni. Nie odzywaliśmy się, ale uśmiechy rozjaśniające nasze twarze mówiły same za siebie. Moja dłoń automatycznie powędrowała do poruszanych przyspieszonym oddechem piersi. Nigdy nie mam dosyć – piersi są tak piękne, że chciałbym mieć je w dłoniach nieustannie. Przepraszam cipkę i dupkę za tę zdradę, ale jednak piersi to piersi. Niczego nie da się porównać z ich urodą, miękkością, delikatnością i ciepłem. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam każde – małe, duże, pełne, płaskie, okrągłe, szpiczaste, sterczące, wiszące – dla mnie wszystkie są piękne. To, że właśnie pieściłem duże, pełne piersi Marty było miłe, ale wcale bym nie narzekał, gdyby miała inne. To jest po prostu magia biustu.

- To jak będzie? – zapytała z uśmiechem, kiedy już odpoczęliśmy trochę.

- No nie wiem. Waham się – odpowiedziałem zaczepnie.

Jej ręka powędrowała w kierunku moich klejnotów, delikatnie pieszcząc worek ze skarbami.

- A teraz? – dopytywała, uśmiechając się do mnie.

- Ciągle nie jestem przekonany – droczyłem się, spodziewając się czegoś więcej.

Pochyliła się wciągając do ust mojego sflaczałego jeszcze fajfusa, nie przerywając przy tym pieszczenia jąder. Czułem jak rosnę w jej ustach. Ona też to czuła. Wyjęła go na chwilę, by patrząc mi głęboko w oczy zapytać:

- I?

- Dalej – prosiłem, znów podniecony do granic możliwości.

- A co dalej? – teraz ona się droczyła.

- Zaskocz mnie – dałem jej szansę na wykazanie się doświadczeniem, na które wcześniej się powoływała.


Mój penis ponownie znalazł się w objęciach gorących warg, a jego końcówka trafiła wprost na języczek, kręcący się jak wentylator. Marta obciągała mi zmieniając ciągle sposób pieszczenia drążka. Jęczałem już z rozkoszy, kiedy poczułem jak naśliniony palec zaczyna pieścić kakaowe oko. Już sama myśl o tym co będzie dalej sprawiła, że byłem bliski szczytowania. Bardzo lubię takie zabawy, ale moja była żona nigdy nie chciała nawet słyszeć o seksie analnym. Z Martą to co innego. Wiedziałem przecież, że też to lubi, więc spodziewałem się mega orgazmu. I nie zawiodłem się. Jej palec pokonał lekki opór mojego zwieracza i zagłębił się w poszukiwaniu prostaty – źródła męskiej rozkoszy. Współpraca ust pieszczących końcówkę mocy i paluszka drażniącego prostatę, zaowocowały spazmami orgazmu, tak intensywnego, że mimowolne konwulsje szarpiące biodra, ściskające pośladki, wyrzuciły całą zawartość  magazynu moich niedoszłych potomków, wprost na języczek Marty. Poradziła sobie z niezliczonymi seriami gorącej spermy. Przełknęła wszystko bez problemu i jeszcze przez chwilę, uśmiechając się i patrząc lubieżnie w moje oczy, zlizała z penisa, pojawiające się na czubku ostatnie, pojedyncze krople białej lepkiej substancji.

- Wow. Teraz to tak –wydyszałem.

- Tak co? – chciała się upewnić.

- Tak musisz mnie odwiedzać - przynajmniej raz na dwa tygodnie.

- Chciałeś powiedzieć – odwiedzać u ciebie moje córeczki?

- Najlepiej w weekendy.

- Aha. Kiedy ich nie będzie, tak?

- Albo np. jak będą w szkole.

- To jest warunek?

- Przecież wiesz, że nie. Ale byłoby miło.

    Uśmiech potwierdził, że odpowiada jej taki układ. Pozbieraliśmy nasze ciuchy, ogarnęliśmy trochę siebie i sypialnię.

Sącząc drinki, już na spokojnie, bez napięcia seksualnego, które wcześniej nie pozwalało skoncentrować się na rozmowie, ustalaliśmy szczegóły dotyczące zamieszkania u mnie Sary i Niny na czas nauki w liceum, a także relacji pomiędzy mną a Martą w tym okresie. Czas oczekiwania na powrót nastolatek z zakupów, minął nam bardzo szybko i w wesołej atmosferze. Kiedy dziewczynki wróciły, z drugiej czekoladki, którą wcześniej wyłożyłem na stół, niewiele już zostało. Uporały się z tą resztką błyskawicznie.

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany