Opowiadanie użytkownika horus33

Diabeł na weselu cz.3

local_library135 comment0 thumb_up1
Diabeł na weselu - część 3

Obudził mnie dzwonek telefonu. Nie otwierając oczu, sięgnęłam po niego i odebrałam.

- Cześć kochanie, to już dzisiaj. Odliczanie się zakończyło. Dziś, zacznie się nasze nowe życie – głos Kamila był rześki i radosny. Na pewno wyspał się w nocy porządnie. Zmusiłam się, by odpowiedzieć mu w podobnym tonie.

Z wolna do mojej pamięci przebijały się wspomnienia wczorajszej orgii. Echa perwersji, jakich się dopuściłam, aż odbierały dech. Nie pomagało również przytulone do mnie, nagie ciało Majki. Słyszałam jej równy oddech muskający mi włoski na karku. Kolano przerzuciła przez moje uda, jedna dłoń spoczywała na mojej piersi obejmując ją lekko, a jej palce drgały ściskając ją pod wpływem snów. Wydawało mi się, że wciąż czuję smak jej cipki na języku.

Udało mi się jakoś zakończyć rozmowę z Kamilem, nie wzbudzając przy tym jego podejrzeń, choć myśli uparcie wracały do zdrady, jakiej dopuściłam się jeszcze przed ślubem. Wysunęłam się spod ciała Majki i wyśliznęłam z łóżka starając się jej nie obudzić. Było mi cholernie wstyd, zwłaszcza, że zawsze byłam tą porządną z zasadami.

Wciągałam na siebie majtki i zapinałam biustonosz porządkując jednocześnie w głowie listę spraw do załatwienia na dziś. Zakładałam, że wstanę wcześniej, bo roboty było sporo, ale wycieńczenie całonocnym seksem sprawiło, że miałam duże opóźnienie. Odwróciłam się i zamarłam widząc wpatrzone w siebie błękitne i ogromne oczy Majki. Nie spała.

 Zastygłam nie wiedząc co powiedzieć w takiej sytuacji. Zaledwie kilka godzin wcześniej zanurzona między jej udami wciskałam język w słodką dziurkę starając sprawić jej maksimum rozkoszy, a mnie penetrował penis Alana. Zorientowałam się, że zastygłam pod wpływem wspomnień, a przecież musiałam coś zrobić.

- Maja – zaczęłam niepewnie – nie wiem jak mogłam pozwolić na to wszystko. Mój Kamil nie może się o tym dowiedzieć. Proszę! – Mój głos zrobił się płaczliwy, proszący.

Majka odwróciła na chwilę oczy, a potem wstała i ciągle naga podeszła do mnie tak blisko, że znów poczułam jej wspaniały, podniecający zapach. Położyła dłonie na moich ramionach jakby chciała upewnić mnie o prawdziwości swych słów.

- On skądś wiedział wiesz? Zawsze podniecały mnie kobiety. Marzyłam o seksie z drugą kobietą, ale zawsze się tego wypierałam. On to odgadł od razu i wykorzystał. Nigdy nikomu nie powiem, możesz mi wierzyć, ale boję się, że to nie koniec. On cię tak nie zostawi. Mnie już dostał, pokazał mi kim jestem, ale ty? – pokręciła głową, a potem jej miękkie, pełne usta zetknęły się z moimi i poczułam na nich westchnienie, chyba żalu.

Ubrałyśmy się nie rozmawiając już więcej. Miałyśmy razem pojechać do kosmetyczki i fryzjerki, a napięta atmosfera nie wpłynie pozytywnie na resztę dnia.

„Co zrobi Alan. Co zrobi Alan” – wciąż kołatało mi się w głowie, a zimny pot zalewał ciało. Alan zniszczył już jedną rzecz, na której mi zależało. Moją radość ze ślubu. Już nie czekałam na niego z niecierpliwością. Teraz z każdą upływającą sekundą bałam się coraz bardziej. jeśli Alan zechce powiedzieć Kamilowi co działo się w nocy to będzie mój koniec. – „ Boże, jeśli tam jesteś, proszę niech to już będzie wszystko. Niech on już ze mną skończy. Niech weźmie sobie kogoś innego, nie mnie. Proszę!”

      *

Jak szalona rzuciłam się w wir przygotowań, choć już tych mniej męczących byle tylko zagłuszyć myśli i wyrzuty sumienia. Z radością oddałam się w ręce kosmetyczki, makijażystki i fryzjerki. Pod ich fachowymi, zręcznymi palcami całe napięcie gdzieś uciekało. Wciąż jeszcze wahałam się od szalonej radości do obłędnego strachu, ale coraz łatwiej szło mi przekonanie samej siebie, że wszystko dobrze się skończy. Jeszcze będziemy z Kamilem dobrym małżeństwem. Jeszcze zestarzejemy się razem. Jeszcze….. Tę mantrę powtarzałam sobie cały dzień, aż (prawie) uwierzyłam. Coraz to spoglądałam na zegar popędzając wskazówki.

Kilka godzin później, stałam przed lustrem i podziwiałam swoje odbicie. Trudno było mi uwierzyć, że osoba w lustrze to jestem ja. Słyszałam nie raz, że kobieta w dzień swojego ślubu jest najpiękniejsza. Nie chodzi o makijaż i suknię. To jakieś wewnętrzne światło, które u tych kobiet zawsze widziałam. Teraz emanowało i ze mnie. Okręciłam się na palcach, aż zafurkotała suknia i roześmiałam się z czystej radości. Było idealnie. Delikatny makijaż, tylko podkreślał moją słowiańską urodę. Ogromne błękitne oczy patrzyły niewinnie. Włosy z wplecionymi w nie białymi kwiatami spływały na plecy złotą falą. Przez otwarte okno usłyszałam zbliżający się chór samochodowych klaksonów. Nadjeżdżał mój ukochany.

To było jak sen. Piękny, wspaniały sen. Nie patrzyłam już na Alana. Mój wyśniony, upragniony mężczyzna stał obok mnie powtarzając za księdzem słowa przysięgi. Kościół tonął w białych różach. Wybrzmiało piękne kazanie o miłości i wierności. Goście składali nam życzenia. Zwykłe „zdrowia, szczęścia i miłości” powtórzone dwieście razy. Świat wokół mnie wirował, zupełnie jakbym upiła się szczęściem jak szampanem.

- Dużo zdrowia, miłości – kolejny weselnik, kolega Kamila składał mi życzenia. Już miałam podziękować, gdy na pośladku poczułam jego rękę. Nie było to przypadkowe, wstydliwe muśnięcie. Jego dłoń chwyciła mój pośladek z pewnością właściciela. Palce zagłębiły się w rowku między nimi. Zdrętwiałam, nie zdążyłam nawet pomyśleć. „Co do cholery”.

- Miał rację, twarde jak jabłuszka. Znajdź później chwilę i dla mnie – uśmiechnął się i odszedł. W tłoku i zamieszaniu, nikt nic nie zauważył.

- Dużo dzieci…. – kolejny gość podszedł, by złożyć porcję życzeń. Zmusiłam się, by uśmiech powrócił na zdrętwiałe wargi.

      *

Zaśpiewano „Sto lat” i na sali biesiadnej słychać było szczęk sztućców, śmiech, gwar rozmów. Z podwyższenia, na którym stał nasz stół, widziałam jak mężczyźni leją zimną wódkę w kieliszki i wznoszą pierwsze toasty. Wynajęty zespół grał cicho, stare biesiadne piosenki, takie jak „Szła dzieweczka do laseczka” czy „Kalina malina”. Z radością wypiłam kieliszek wódki mając nadzieję, że ciepło spływające w dół przełyku rozgrzeje mnie i rozluźni. Ponieważ tak się nie stało, przy pierwszej okazji postarałam się o kolejny i jeszcze kolejny, aż wreszcie poczułam się lepiej.

Zaczęły się tańce i jako główna bohaterka zostałam porwana w coraz to inne męskie ramiona zaraz po pierwszym tańcu z moim mężem. Tańczyłam i tańczyłam wirując obracana aż furczała suknia, a świat wirował w obłędnym kołowrocie. Chciałam zapomnieć, zatracić się w zabawie. Na kolejną przerwę „na jednego” wróciłam do naszego stołu zdyszana z policzkami płonącymi czerwienią. Dopiero po niewczasie zorientowałam się, że jest tam Alan. Siedział z Kamil i polewał mu wódkę w kieliszek. Chłopak, który złapał mnie za tyłek również tam był wraz z innymi kolegami Kamila pijąc za jego zdrowie.

- O kochanie! – Zakrzyknął mój mąż widząc mnie. Jego oczy błyszczały od alkoholu i szczęścia. Pocałowałam go w policzek i poprawiłam muszkę, która lekko mu się przekrzywiła. Był już troszkę pijany. Bardziej niż bym chciała. Musiałam go wyciągnąć z tego towarzystwa inaczej padnie przed końcem wesela. Nigdy nie miał zbyt mocnej głowy.

- Przejdziemy się do samochodu? Zostawiłam tam kosmetyki, a chcę poprawić makijaż.

Obecni przy stole jęknęli zawiedzeni, że przerywam zabawę i zaczęli protestować.

- Ja z tobą pójdę – zaoferował się Alan.

Zerknęłam na niego. Niepokój powrócił, lecz był bardzo stłumiony przez alkohol i dobry nastrój, a ja oprócz niego poczułam także niepożądany dreszcz podniecenia.

- Chyba jednak zostanę.

- Idź – mój słodki, durny mąż machnął wielkopańsko ręką - masz okazje poznać Alana bliżej. Nie mieliście okazji ze sobą porozmawiać – zerknęłam na niego. Faktycznie nie rozmawialiśmy zbyt wiele.

Chłopak, który złapał mnie za tyłek ciągle patrzył w moją stronę uśmiechając się brzydko zupełnie jakby mówił wiem co zrobicie gdy wyjdziecie, doskonale wiem. Wiedziałam, że nie zaznam spokoju, aż nie wyjaśnię tej sprawy. Jak mogłam się dobrze bawić, jednocześnie zastanawiając się, co ten człowiek wie o mnie i Alanie. Podbudowana złudną odwagą alkoholu postanowiłam wyjaśnić to raz na zawsze im obu. Spojrzałam mu w oczy i leciutko przekrzywiłam głowę w stronę drzwi. Uśmiechnął się szerzej i skinął głową.

- Przepraszam cię mężu. Muszę wyjść, poprawić to i owo.

- Oczywiście kochanie – odrzekł Kamil. W tym momencie jeszcze kilku jego kolegów przyszło do naszego stołu z wyrazami współczucia dla tak straconego kawalerstwa, więc będzie zajęty jeszcze przez jakiś czas.

Lawirując wśród stołów i próbujących mnie zagadywać gości wyszliśmy przed dworek. Alan w doskonale skrojonym garniturze wyglądał jak bohater filmów akcji, elegancki, ale drapieżny. Kiedy tak szedł obok mnie czułam ciarki i napięcie jakby moje ciało czekało na nieuchronny seks. Nieznany mi z imienia chłopak wyszedł zaraz za nami.

- Słuchaj, nie wiem co za bzdur się nasłuchałeś, ale nie zdarzyło się nic co…

- Może nie tutaj co? Jeszcze ktoś wyjdzie i cię usłyszy.

Rozejrzałam się wokół w tym momencie nikogo na dworze nie było, ale w każdej chwili jakiś palacz mógł wyjść na dyma.

- Przejdźmy się do parku, tam będziesz mogła krzyczeć sobie do woli.

Skinęłam głową i rozejrzawszy się czy nikt nas nie obserwuje poszłam z nimi w głąb parku. Gdy uznałam, że oddaliliśmy się wystarczająco daleko odwróciłam się by na nowo wywrzaskiwać swój monolog i wpadłam wprost w objęcia Alana. Odbiłam się od jego piersi i zatoczyłam do tyłu, ale chwycił mnie przygarniając do siebie i pocałował. Zaskoczona oddałam pocałunek, bo jego zapach przypomniał mi wczorajszą noc i dopiero po sekundzie zacisnęłam wargi, i zaczęłam się opierać. On jednak trzymał mocno. Siłowałam się z nim nie mając większych szans na wygraną, gdy na swoich plecach poczułam tors drugiego mężczyzny. Przestraszona nie na żarty zdwoiłam wysiłki, ale żaden z nich nie zareagował, jakby mój opór był dla nich tylko żartem. Zacisnęłam zęby z wysiłkiem odpychając się od Alana co tylko popychało mnie na nieznajomego. Jego jednak uznałam za mniejsze zagrożenie, całkowicie błędnie, bo nie zauważając na nic odgarnął mi włosy z karku i zaczął całować po szyi i uchu. Któryś z nich, nie wiem który usilnie starał się podciągnąć moją długą, obfitą suknię. W panice czułam, że jest już powyżej kolan, jeszcze chwilę i odsłoni pończochy i niebieską podwiązkę. Nie mogłam bronić się przeciw im obu. Walczyłam w milczeniu, a tymczasem jakieś ręce już wsunęły się w moje białe majteczki i na siłę pieściły moją łechtaczkę. Złościło mnie to strasznie, zaciskałam uda z całej siły, ale to zdawało się nikomu nie przeszkadzać. Ktoś rozpinał mój gorset, czułam jak piersi mają coraz więcej luzu i po chwili pod materiał wpycha się dłoń by zachłannie ścisnąć moje niewielkie cycuszki.

- Przestańcie – wysapałam wreszcie, czyjeś dwa palce jakimś cudem wcisnęły się między uda i powoli wsuwały do wnętrza cipki. Traciłam kontrolę nad sytuacją i nie wiedziałam co robić. Byłam spocona i zmęczona. Przegrywałam tę walkę. Dwa palce wciśnięte we mnie na całą ich długość, poruszające się, gładzące ścianki pochwy dobitnie mi to uświadamiały. – Zostawcie mnie, bo będę krzyczeć – zagroziłam.

- Naprawdę – szepnął kpiąco Alan aż włoski na karku zjeżyły mi się naelektryzowane i szarpnął mnie tak, że musiałam przytrzymać się na oparcia dużej, szerokiej, parkowej ławki by nie stracić równowagi i nie upaść na ziemię. Dzięki temu pozbyłam się penetrujących mnie palców, a sukienka opadła w dół. Dopiero, gdy próbowałam się wyprostować zrozumiała jaki popełniłam błąd. Alan trzymał mnie za kark nie pozwalając się wyprostować. Chłopaczek tymczasem zarzucił mi suknie na biodra i ściągał mi majtki. Szarpnęłam się mocno, wściekła na nich jak cholera, ale byłam jak w stalowych kleszczach. Zarzuciłam biodrami czując na nagich pośladkach gorące ręce, a między udami twardy pal. Siłowałam się próbując uwolnić, ale czułam jak główka penisa trafia tam gdzie powinna i powoli wciska się dalej, coraz to głębiej. W parku słychać było tylko głośne oddechy, sapanie i pomruki. Żadne z nas nie chciało zwrócić niechcianej uwagi na tę dziwną scenę

- Ach – jęknęłam mimowolnie, bo penis chłopaka wbił się we mnie do końca. Ciasna jeszcze, ale mokra cipka aż zapiekła bólem po całonocnym maratonie seksu. Alan nadal trzymał mnie mocno, a chłopak rżnął jak tanią szmatę. Nie byłam przyzwyczajona do takiego chamskiego traktowania i używania sobie na mojej cipce tylko dla własnej przyjemności. Zwykle była pieszczona, całowana i ubóstwiana. Zaciskałam zęby wciąż niezdecydowana czy wołać o pomoc, czy przeczekać.

- A jak wytłumaczysz swoją obecność tutaj – pytał dalej Alan jakby czytając mi w myślach - wyszłaś z nami do parku z własnej woli, wszyscy to widzieli. Może byłaś pijana? Może chciałaś się bzykać ten ostatni raz? Nie bój się Kamil o niczym się nie dowie, nam będzie przyjemnie i tobie też, a jak będziesz się ciskać to pobrudzisz sobie suknie i potargasz włosy. Co ludzie wtedy powiedzą?

Zanim odpowiedziałam pocałował mnie mocno, a ja pozwoliłam by jego język wśliznął się za palisadę zębów i spotkał z moim. Chłopak z tyłu dyszał ciężko i pojękiwał wbijając się we mnie coraz bardziej łapczywie, ale dla mnie liczył się tylko Alan. Tylko jego czułam i pragnęłam, choć kutas sprawiał, że było mi coraz bardziej błogo i przyjemnie. Poprawiłam pozycję, bo było mi niewygodnie przy okazji wypinając bardziej pupę. Jęknęłam, bo teraz chłopak wbił się dużo mocniej. Kilka chwil później ścisnął mnie mocniej i znieruchomiał przytulony do moich pleców. Dyszał ciężko jak po długim biegu. Rżnięcie panny młodej na jej własnym weselu i to jeszcze w jej białej sukni musiało go mocno podniecać. Ja też dyszałam równie zmęczona jak on.

- Świetnie – usłyszałam Alana gdzieś z boku i po chwili jego usta musnęły mój policzek – wracajmy na salę. Bo nas oczepiny ominą.

- A ty? – Wyrwało mi się zanim zdążyłam pomyśleć.

- Ja – zapytał zdziwiony, ale ja widziałam, że to fałszywe zdziwienie. Wiedział, że go pragnę – nie mamy wiele czasu

- Tak, proszę, tylko chwilę.

- No dobrze. Skoro chcesz.

Wciąż stałam tak jak mnie zostawił chłopak patrząc na Alana, gdy miękkim krokiem przechodził za moje plecy. Suknia nadal była zarzucona na biodra, nogi w rozkroku, a białe koronkowe majteczki poniżej kolan. Przez chwilę skojarzyłam się samej sobie z suto zastawionym stołem do której ktoś zasiądzie by zacząć ucztę. Wiedziałam, że powinnam to przerwać, ale nie potrafiłam. Potrzeba poczucia w sobie Alana jeszcze chociaż raz była jak narkotyk. Nie potrafiłam sobie tego odmówić, choćbym nie wiem co sobie tłumaczyła.

Drżałam, gdy jego dłonie ujęły moje pośladki rozchylając je lekko na boki i aż wstrzymałam oddech przymykając oczy. Czułam go za sobą tak wyraźnie jakbym go widziała. Wiedziałam jak rozsuwa rozporek, rozpina pasek i wyjmuje swojego wspaniałego penisa. Wbił się we mnie od razu mocno i do końca aż krzyknęłam, a potem zagryzłam dłoń dławiąc ten krzyk, bo jego penis bezbłędnie trafiał dokładnie tam gdzie tego pragnęłam. Ktoś szarpnął mnie za włosy i podsunął do ust penisa. Szarpnęłam głową w bok, bo chciałam tylko i wyłącznie Alana. Chłopak nie przejął się tym zupełnie. Chyba miał o mnie już wyrobione zdanie. Przemocą odwrócił moją głowę w swoją stronę i wepchnął swojego ponownie twardego penisa w moje usta. Poczułam na języku smak jego spermy i mojej cipki dziwnie upajający. Wiedziałam, że zaczynam odlatywać, czułam, że za chwilę będę szczytować i to równie mocno jak poprzedniej nocy. Nie chciałam nawet wypuszczać z ust penisa. Jego sztywność i twardość podniecały mnie równie mocno jak drugi penis w cipce. Fale orgazmu zalały mnie i Alan musiał podtrzymać moje biodra, bo nogi zupełnie mnie nie słuchały. Ciągle jeszcze mnie brał, a chłopak nadal tkwił w ustach, gdy coraz słabsze fale przetaczały się przez moje ciało.

Alan skończył zalewając mnie spermą i tym razem troskliwie poprawił moją garderobę, gdy ja w tym czasie dochodziłam do siebie. Obaj z chłopakiem działali jak dobrze zgrany zespół prowadząc mnie w do samochodu. Tam mogłam choć powierzchownie doprowadzić się do porządku. Nie miałam swojej kosmetyczki, ale o dziwo to co się działo w parku nie poczyniło wiele szkód. Suknia nadal była śnieżnobiała, a makijaż idealny, ja już nie. Na udach i majtkach czułam wilgoć dwóch obfitych wytrysków i nie wiedziałam co z tym zrobić. Chłopcy stali przy samochodzie obserwując czy nikt się nie zbliża i nie patrzyli w moją stronę. Ściągnęłam z siebie majtki i rozejrzałam się po wnętrzu auta, w końcu ukryłam jej pod stertą papierów w schowku. W najlepszym razie znajdą je dopiero za jakiś czas, a może i sprawią chłopakowi trochę kłopotów. Bardzo nie chciałam w takim stanie ducha wracać na salę, ale nie miałam wyjścia. Westchnęłam, przywołałam na twarz uśmiech i wyszłam z samochodu. Potrzebowałam drinka.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany