Opowiadanie użytkownika horus33

Diabeł na weselu

local_library360 comment1 thumb_up3
Diabeł na weselu - część 1

To miał być najpiękniejszy dzień w moim życiu. Wyczekiwany, wyśniony  od najmłodszych lat. Miał być idealny. Każdy szczegół, każda chwila zostały zaplanowane w najdrobniejszym szczególe. Ja w białej, koronkowej sukni z welonem sięgającym ziemi. On w eleganckim, czarnym smokingu. Nic nie mogło stanąć na przeszkodzie temu marzeniu. Nic! Tak przynajmniej myślałam. Dziś, patrząc w przeszłość na ten dzień, zastanawiałam się, jak mogłam być tak głupia.

Jak mogłam zaprosić Diabła na swoje wesele.

 Dziś, kiedy wszystko runęło, a największe marzenie zmieniło się w koszmar, wiem, że pomimo tylu planów właściwie nie pozostawiono mi wyboru. Tylko jeden drobny szczególik w starannie wyreżyserowanym planie był dla mnie niewiadomą, a mianowicie, wybór starszego drużby. Ten był zaklepany już dawno i nie podlegał dyskusji. Niestety. Przez jakiś czas próbowałam oczywiście wpłynąć na swojego przyszłego męża, proponując znanych mi chłopców, ale tym razem moje wysiłki zakończyły się niepowodzeniem. Kamil dużo o nim opowiadał.

Alan. Sławny Alan. Niesamowity Alan. Najlepszy kumpel. Największy balangowicz, kobieciarz.

„Cóż- pomyślałam wtedy - na to jedno ustępstwo mogę pozwolić.

To jedno ustępstwo mnie zniszczyło.

- Już jedzie!!! - krzyknął Kamil, wbiegając do kuchni , gdzie uzgadniałam z kucharkami ostatnie szczegóły. Chwycił mnie za rękę i wyciągnął przed dom weselny, przerobiony ze starego szlacheckiego dworku. Rzeczywiście, po chwili w bramie ukazał się śliczny, czerwony samochód. Drapieżna sylwetka wskazywała, że jest szybki i drogi.

Gdy chłopcy padli sobie w objęcia, mogłam wreszcie przyjrzeć się temu legendarnemu Alanowi. Jego opinia podrywacza mogła być zasłużona, bo był bardzo przystojny. Czarne włosy falowały lekko przy każdym ruchu. Równie ciemne oczy wydawały się bezdenne jak studnie, ale uśmiech sprawiał, że ożywały w nich ogniki. Moją uwagę przykuły jednak  pełne usta, ciągle skrzywione w ironicznym uśmiechu. Idealne do całowania. Tak mi się przynajmniej wydawało, ja pocałowałabym je chętnie. Wysoki, szeroki w barach, poruszał się miękko z gracją sportowca. Mój Kamil wyglądał przy nim jak niezbyt rozgarnięte dziecko.

- Chodź, przedstawię ci moją przyszłą żonę – powiedział Kamil, przypomniawszy sobie wreszcie o moim istnieniu.

- Tamara, to Alan. Alan - Tamara.

Pamiętam do dziś jak ujął moją dłoń i ukłonił się do pocałunku. Dreszcz, który przebiegł mnie całą jakoś dziwnie skierował się między uda i pozostał tam na dłużej.  Jego oczy napotkały moje i wpiły się w nie.  To głupie określenie z romansów, ale naprawdę czułam, że zapadam się w tych dwóch czarnych dziurach. Byłam pewna, że wiedział co czuję. Kącik jego ust uniósł się odrobinę pogłębiając uśmiech.

Jeszcze długo nie mogłam dojść do siebie. Nawet, gdy instruowałam florystkę jak ma ustawiać wazony z kwiatami, mój wzrok ciągle uciekał do niego. Przypominałam sobie nagle te wszystkie historie, które opowiadał o nim Kamil. Podobno uwiódł i przeleciał profesorkę, uprawiał seks z trzema dziewczynami na raz. Jak pewna matka przyłapała go na seksie z własną córką i przyłączyła się do nich zamiast wyrzucić z domu. Takich opowieści były dziesiątki i jak do tej pory nie wierzyłam w nie. Wystarczył ten jeden dotyk, bym zmieniła zdanie.

Wieczorem wszystko było przygotowane. Równe rzędy kieliszków , talerzy i sztućców lśniły w blasku kandelabrów. Biel obrusów, jeszcze dziewiczo czysta, kontrastowała z bukietami kwiatów. Patrzyłam na to z miejsca, gdzie jutro miałam zasiąść ze swoim świeżo poślubionym mężem i czułam zadowolenie. Właśnie spełniał się mój sen. Usłyszałam kroki, ktoś stanął za moimi plecami.

„Tak – pomyślałam wtulając się w stojącego za mną mężczyznę – tak właśnie powinno być. Ja i on razem w przeddzień naszego święta.”

Przez chwilę trwaliśmy tak nieruchomo rozkoszując się sobą, a potem usta Kamila skubnęły szyję, kark, skubnęły płatek ucha. Jęknęłam cicho, bo z każdym pocałunkiem trafiał w czuły punkt. Miałam wrażenie, że rozpływam się na jego torsie jak gorące masło. Jego dłonie powędrowały ku krawędzi spódnicy i powoli podnosiły ją ku górze. Gorące dłonie sunęły po udach. Wstrzymałam oddech w chwili, gdy spod spódnicy ukazały się majteczki. Miałam ochotę, żeby włożył w nie rękę i pieścił tu, gdzie każdy może wejść i nas zobaczyć. Palce Kamila już wsunęły się pod koronkę i badały mięciutką ciepłą i chętną cipkę. Prężyłam się kręcąc pupą, czując jak ociera się o twardą pałę. Piersi nabrzmiały i pragnęły dotyku.  Jego palce dotarły już głęboko. Czułam jak bardzo są wilgotne od wypływających ze mnie soków. Jeszcze chwila i wniknęły, tam gdzie tak ich pragnęłam. Jęczałam cichutko, podczas gdy całe ciało falowało na jego torsie. Sięgnęłam ręką w tył do rozporka spodni. Potarłam twardy pal jego fiuta przez materiał, a potem rozsunęłam zamek i włożyłam tam rękę. Jęknął mi w ucho, kiedy wzięłam go w dłoń i zaczęłam poruszać. Oblizałam wargi zastanawiając się czy starczy mi odwagi by zrobić mu loda tu i teraz. Mógłby oprzeć się o nasz weselny stół, a ja uklękłabym przed nim i … Mój coraz bardziej zamglony wzrok przesunął się po dwóch postaciach przechadzających się po parku. Od razu poznałam Kamila spacerującego ze swoją matką.  Zrozumiałam natychmiast i odskoczyłam od nieznajomego próbując bez powodzenia obciągnąć spódnicę, a jednocześnie uderzyć w twarz i zamarłam, widząc czyje ręce omal nie doprowadziły mnie do orgazmu.

Alan, mogłam się tego spodziewać.

- Co… co robisz – wyjąkałam z trudem.

- Czułem, że tego pragniesz. Ten stres przy organizacji wesela musi być straszny.

- Tak, ale jutro zostanę żoną Kamila, więc nie pchaj łap, gdzie ich nie proszą!

- Nie proszą? Naprawdę?...

Jednym krokiem, tak szybko, że nie zdążyłam nawet drgnąć znalazł się przy mnie. Jego dłoń bezbłędnie trafiła między uda. Koronka majtek nie była żadną barierą. Czułam gorącą dłoń przez materiał majteczek, jakby wcale ich tam nie było. Jego palce ominęły je jakoś wślizgując się do środka, dotykając, badając. Jęknęłam czując nagłe osłabienie. Żeby nie upaść, oparłam się o stół. Wykorzystał chwilę słabości bez wahania. Odwrócił mnie szybko i oparł na blacie stołu. Spódnica już wcześniej została podciągnięta na biodra, więc wystarczyło mu jedno, mocne szarpnięcie by zerwać majtki. Nawet nie poczułam bólu, gdy to robił. Uniosłam się usiłując wstać, jeszcze mogłam coś zrobić, zaprotestować. Wszystko przepadło, gdy poczułam jak jego fiut gładko toruje sobie drogę między płatkami cipki. Wystarczyła sekunda zawahania i już był we mnie cały.

Z ust wyrwał mi się ni to szloch ni skowyt. Na pewno była w nim ulga, tak wielka, że moje ciało zaprzestało walki. Och Boże, ależ to było wspaniałe.  Nie zrobiłam już nic, by mu przerwać. Leżałam na swym weselnym stole przed oczami mając dwa połączone wstążeczką kieliszki z których jutro mieliśmy pić wino, pieprzona tak mocno, że dzwoniły lekko uderzając o siebie, a biały obrus zwijał się i marszczył.  Jego kutas był twardy, tak twardy, że wydawało mi się iż posuwa mnie kamień. Czułam to niesamowicie intensywnie jakby ścianki pochwy zrobiły się nagle bardziej wrażliwe. Każda żyłka pulsująca na jego kutasie odciskała się wewnątrz mnie.  Uniosłam się znad stołu i jak przez mgłę zobaczyłam, że mój narzeczony i przyszła  teściowa skręcają w alejkę prowadzącą do dworku. Jeszcze dwie, trzy minuty i wejdą do środka. Chciałam jednocześnie dwóch rzeczy. Żeby pozwolił mi odejść i żeby wziął jeszcze mocniej, bardziej stanowczo. Może na plecach?

- Proszę? – wyjęczałam – oni tu idą. Wyjdź. Pozwól mi…. .

Co chciałam powiedzieć. Pozwól mi zachować godność? Wierność? A, może po prostu. Pozwól mi się ubrać. Nie wiedziałam już czego chce. Jęczałam wbrew sobie po każdym jego ruchu. Moje biodra tańczyły dla niego, jakby znały jego zamiary i wiedziały jak będzie najlepiej, najgłębiej. Wilgoci, spływającej po udach jeszcze nigdy nie było tak wiele, ciekła mi już gdzieś po łydkach.

On, nie miał żadnych wątpliwości. Doskonale wiedział czego chce. Mocniej chwycił mnie za biodra i jeszcze przyspieszył. Teraz  jęki zmieniły się w przeciągły skowyt. Wiedziałam, że za chwilę, ktoś mnie usłyszy, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać. Wetknął mi w usta kawałek materiału.

- Zagryź – warknął.

Koronka, pachnąca delikatnie płynem do higieny intymnej i mną. Włożył mi w usta własne majtki! Byłam mu za to wdzięczna, bo czułam, że zaraz dojdę. Kamil zbliżał się już do budynku. Widziałam ich całkiem wyraźnie, przez szklaną ścianę. Gdyby podniósł teraz głowę, zobaczyłby nas.

„Szybciej, szybciej” ponaglałam w myślach pieprzącego mnie Alana. Położyłam się na stole rozgarniając na bok talerze i sztućce. Wypięłam dupkę, nogi wsunęłam pod stół opierając się na samych czubkach szpilek. Wszystko by ułatwić mu penetrację i przyspieszyć koniec. Teraz pozwoliłam mu na wszystko. Wszystko!

Kamil już zniknął za załomem budynku. Usłyszeli otwierane drzwi. I wtedy to się stało. Poczuła jak „kamienny” fiut tryska w nią gorącą spermą i sama również doszłam do kresu. Alan przytrzymał mnie mocno dociskając do blatu stołu, unieruchamiając ręce, bo nie kontrolowałam ich teraz, a dźwięk tłukącego się kieliszka mógł nas zdradzić. Jednocześnie tryskał we mnie ostatnimi porcjami spermy.

Kiedy minęła fala przyjemności, a jego przyspieszony oddech przy moim uchu się wyrównał, natychmiast ze mnie wyszedł. Równie szybko, jak wcześniej rozpiął spodnie teraz je zapiął. Ułamek sekundy później minął mnie schludny, w idealnie gładkich spodniach i zupełnie nie spocony. Ja za to nie mogłam się ruszyć. Wiedziałam, że leżę z wypiętą pupą, nabrzmiałą z podniecenia cipką i potarganymi włosami. Każdy, kto wejdzie może mnie taką zobaczyć i wszystkiego się domyśli. Jednak mięśnie nóg drżały mi i wiedziałam, że nie utrzymają mojego ciężaru. Wyplułam mokry kłąb majtek przez które omal nie zemdlałam, ale które bardzo się przydały i odetchnęłam. Alan kupi mi trochę czasu, żebym mogła się pozbierać,  przecież wie w jakim jestem stanie. Jest mi to winien.

- Tak chłopie. Widziałem – usłyszała wesoły głos Alana. -  Twoja przyszła żona jest w głównej sali. Poprawia ostatnie szczegóły.

„Skurwiel” -  pomyślałam zrywając się szybko. Jednym ruchem obciągnęłam spódnicę. Majtki wrzuciłam do torebki. Kilkoma ruchami przygładziłam obrus i włosy. Na spływającą po udzie strużkę spermy nic już nie mogłam poradzić, bo obaj mężczyźni właśnie wchodzili. Alan, ten cholerny sadysta nawet nie mrugnął, gdy zobaczył mnie ubraną. Spodziewał się tego? Czy może miał nadzieję, że wszystko się wyda? Kamil objął mnie i pocałował. Z nad jego ramienia popatrzyłam na Alana. Stał i obserwował nas uśmiechając się kpiąco. Od tego uśmiechu przeszły mnie dreszcze. Miałam nadzieję, że to koniec. Naprawdę miałam. Wiedziałam jednak, że się łudzę. Alan miał inne plany.

Komentarze

Wow! Super!

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany