Opowiadanie użytkownika Abi romantyczka

Czat z nieznajomym

local_library46 comment1 thumb_up2

 Od czasu do czasu tak dla odreagowania,  bywam na czacie,  jednego z portali. Pewnego razu dostałam dość dziwne zaproszenie do rozmowy. Może określenie „dziwne” nie jest tu zbyt trafne, może raczej powinnam powiedzieć, że było to dość intrygujące zaproszenie. Nie ważne. Jak zwał tak zwał, w każdym razie zaprosiła mnie do rozmowy osoba przedstawiająca się, jako   „~Znajomy-Nieznajomy~”, na tyle mnie zaciekawiła, że przyjęłam to zaproszenie.  Przyznam szczerze, że może nie tyle ten nick, co raczej sama rozmowa zadecydowała o tym, że nasza sieciowa znajomość  przetrwała dłuższy okres czasu.

Początkowo nasze rozmowy toczyły się w obszarze tematów, tak zwanych grzecznych i bezpiecznych, co jak na rodzaj czatu było już raczej niespotykane. Nic z jakiś tam erotycznych podtekstów, sakramentalnych pytań o moje majtki, miejsca intymne  i czy nie  jestem już wilgotna. Facet (w każdym razie tak ta osoba się przedstawiła)  był dowcipny, ujmujący, można powiedzieć taki dżentelmen w każdym calu. Na tyle się wciągnęłam w rozmowę, że by się nie rozpraszać powyłączałam pozostałe okienka i  zablokowałam przyjmowanie nowych zaproszeń. Tak po jakiejś dobrej godzince naszej paplaniny, ni stąd  ni z owąd, w okienku pojawiło się pytanie.

 

*~ZN~  Abi pisząca opowiadania  na portalu  to Ty?

 

Kompletnie zaskoczona, milczałam  dłuższą chwilę. Zastanawiałam się, co z tym fantem zrobić,  potwierdzić czy zaprzeczyć? I tu i tam posługuję się podobnym nickiem,  do tego w obu wypadkach użyłam w awatarze tą samą fotkę, więc raczej trudno by było o tak duży zbieg okoliczności. Wyczuł chyba moje wahania, bo pojawia się kolejny wpis.

 

*~ZN~ Pewnie bym się nie odezwał, gdyby nie to ostatnie opowiadanie „abigail” na temat swojej fantazji. Już wcześniej korciło mnie by  się do Ciebie odezwać, ale szczerze mówiąc to trochę stchórzyłem.  Bałem się  reakcji z twojej strony, i tego, że pomyślisz sobie o mnie, ot następny napaleniec.  W końcu napisałem, bo sam mam równie realną fantazję. Fantazję o byłej dziewczynie. Fantazję, która kiedyś mogła się ziścić, ale okazałem się totalnym dupkiem, idiotą.  Spierniczyłem wszystko, i nasze drogi  się rozeszły.-

 

      Szczerze powiedziawszy facio mnie mocno zaintrygował. Pierwszy, który na tym portalu nie pyta się o moje majtki i stopień wilgotności. Nie chwali się wielkością swojego penisa i tym, ile to razy pod rząd doprowadziłby mnie do totalnego orgazmu. Początkowo pomyślałam sobie,  ot jeszcze  jeden z tych  nieudaczników, maminsynków,  którzy to tylko potrafią się nad sobą  użalać,  szukają kogoś, przed kim mogą się wypłakać i kogoś, co się nad nimi ulituję. Z drugiej jednak strony, z przebieg naszej dotychczasowej rozmowy  nie bardzo na to jednak wskazywał. Pomyślałam, delikatnie  pociągnę go za język. Lawirując i kierując  tak rozmową, bym nie wyszła na  ciekawską starałam się doprowadzić go do zwierzeń, większość facetów bardzo łatwo na to idzie. I tak oto z  naszych rozmów powstała mała opowieść o jego fantazji. Przedstawię ją tu raczej w formie takiego monologu wygłaszanego przez ~ZN~.  Nasze pogaduchy trwały parę dobrych dni i poruszały różne poboczne wątki, co jest raczej mało istotne dla tej opowieści. Nie przytoczę, więc tu całego naszego dialogu,  to nieźle zagmatwałoby całą tą historię. Jest, więc to moja opowieść o tym, co usłyszałam i  zapamiętałam. Starałam się uchwycić wszystko  jak najbardziej dokładnie, ale jak znam siebie i życie, pewnie nie zawsze jestem obiektywna,  w niektórych sprawach odbiegam trochę od pierwowzoru a może nawet  trochę je  przerysowałam.

I jeszcze jedno, ta cała nasza czatowa znajomość, choć była  dość burzliwa, równie nagle się zakończyła jak zaczęła, po prostu faceta wcięło, zlikwidował konto i znikł. A szkoda, bo już czułam w nim bratnią duszę i wśród tych wszystkich czatowych palantów, napalonych na gołe fotki i opisy narządów płciowych, okazał się być prawdziwą perełką. Mam  tylko nikłą nadzieję, że może jeszcze kiedyś spotkam go na jakimś czacie. A że ponoć  nadzieja zawsze umiera ostatnia, więc może i ta moja nie jest skazana z góry na porażkę i może kiedyś się spełni.  

***

      - Zawsze byłem niezłym bawidamkiem. No może to zbyt delikatne określenie i bardziej pasowałoby „babiarzem”. Zresztą tak naprawdę to sam nie wiem, czy ja rwałem je, czy raczej to one rwały mnie. Czasem taka znajomość  trwała jedna noc,  czasem miesiąc, nigdy jednak nie było to nic trwałego, dłuższego. Po prostu lądowaliśmy w łóżku i już.  W zasadzie oprócz seksu nic więcej nie było, nic głębszego nas nie łączyło, do czasu. Do czasu, aż nastała ONA. Powiedzmy, że nazwiemy ją „N”. Tak  naprawdę to znaliśmy się już od dobrych paru lat.  Moja młodsza siostra  przyjaźniła się z nią w liceum i „N” często bywała u nas w domu. Razem się po prostu uczyły, plotkowały chodziły na imprezy i randki. Ja  jakoś nigdy jednak nie zwracałem na smarkulę uwagi, po prostu zupełnie nie interesowała mnie,  jako kobieta. Ot młodsza o przeszło cztery lata małolata. Ba, uważałem wówczas, że myślenie o dziewczątkach w tej  kategorii wiekowej,  jako o kobietach zakrawałoby według mnie trochę na masochizm. Nie bardzo wiedziałbym, co z taką małolatą zrobić. Te wszystkie ceregiele, podjazdy, umizgiwania, to wszystko było by stratą czasu i energii, kiedy wokół pełno chętnych, napalonych kobiet. Interesowały mnie kobiety, które wiedziały, czego ja chcę od nich i tego samego chciały ode mnie. Nie raz wystarczyło jedno spojrzenie, jeden gest, uśmiech by wylądować razem w łóżku, a po przebudzeniu nie znać nawet jej imienia. Wszystko to biegło swoim utartym torem do czasu pewnej osiemnastki. Osiemnastki mojej siostrzyczki organizowanej u nas w domu.

Właśnie  od tej domówki moje dotychczasowe spojrzenie na  życie miało się całkowicie odmienić. Może, dlatego że  od jakiegoś czasu byłem sam, a może zauroczyła mnie jej młodość, świeżość i niewinność. Dopiero wtedy zobaczyłem w ~N~ kobietę. Z szarej pospolitej myszki przeistoczyła się w piękny, rozkwitający kwiat. Do dziś mam przed oczyma ten widok. Obraz, który ujrzałem otworzywszy wtedy drzwi. Za nimi stała ~N~, drobna, delikatna, o jasnej karnacji, z tymi cholernymi diablikami w oczach, zawadiackim uśmiechem i uroczymi piegami na nosku. Ubrana prosto i skromnie, ale za razem  każdy szczegół ubioru tylko podkreślał jej urodę. Widzę ją jak by to było dziś, w czarnej  lekko rozkloszowanej sukience na cieniutkich ramiączkach, sięgającą połowy ud. Wcięcie w talii  zaznaczone szerokim pasem, znakomicie podkreślało jej jędrny niewielki biuścik. Cieniutkie jak sznureczki ramiączka sukienki odsłaniały delikatne  ramiona, a powabne piegi na jej prawie białej karnacji dodawały jej tylko seksapilu.   Całości dopełniały czerwone szpileczki i czarne lekko przezroczyste rajstopy lub pończoszki. Do tego te  cudowne zadziorne, śmiejące się oczy, z których biła ciekawość życia i świata. Wyglądała przy tym tak niewinnie, jak małe dziecko nieznające perfidnych gierek i ufne dla całego świata. Zupełne przeciwieństwo dziewczyn, które dotychczas znałem. Stałem tak w drzwiach zauroczony tym zjawiskiem, wpatrując się w nią już dłuższą chwilę, aż w końcu lekko się czerwieniąc z uśmiechem  słodkim głosikiem spytała.

 

- Cześć, Co nie chcesz mnie wpuścić?-

 

Odsunąłem się nie powiedziawszy słowa, robiąc jej przejście. A ona patrząc mi w oczy, położywszy dłoń na moim ramieniu lekko  uniosła się na palcach i delikatnym muśnięciem pocałowała w policzek. Cholera ja stary wyjadacz,  poczułem się zupełnie jak jakiś małolat na pierwszej randce z pierwszą dziewczyną. Przegadaliśmy i przetańczyliśmy wówczas  z sobą cały wieczór, kompletny amok na jej punkcie.  I właściwie to od tej imprezy zostaliśmy parą.

Byliśmy z sobą już ponad rok, a ciągle mieliśmy siebie mało. Chcieliśmy więcej swojej bliskości, rozmów, pocałunków, pieszczot. Lecz poza bardziej odważnymi pieszczotami, dochodzącymi nawet do progu przekroczenia tej granicy nic więcej nie było. Nie była jeszcze gotowa na to coś ostatecznego, a ja spokojnie na nią czekałem, nie ponaglałem, nie naciskałem. Jak tylko wyczuwałem  najlżejszy opór z jej strony przerywałem  nasze pieszczoty i wycofywałem się natychmiast. Pamiętam, że kiedyś w swoich pieszczotach zaszliśmy bardzo daleko. Tak daleko, że prawie już miało się to stać. Na jej białych bawełnianych figach pojawiła się ciemna mokra plamka a moja dłoń, wślizgnąwszy się po raz pierwszy w jej majteczki, wędrując pomiędzy delikatnym puszkiem docierała już do tego gorącego i pokrytego lekkim meszkiem pulsującego wejścia, to chwyciła ją mocno. Jej ciało gwałtownie się wyprężyło a uda kurczowo zacisnęły.  Uciekając wzrokiem gdzieś w bok, odpychając moją dłoń,  błagalnie wyszeptała przez zaciśnięte wargi.

 

      - Nie. Błagam nie. Nie teraz.-

 

Wówczas obiecałem jej, że poczekam. Że zaczekamy aż  będzie już na to gotowa, na tyle gotowa, że sama zapragnie przekroczyć tą granicę. Patrzyła na mnie takimi dużymi smutnymi oczyma pocałowała i tuląc do mnie wyszeptała do ucha.

 

      - Dzięki! Kocham cię. Zawsze kochałam. Kochałam nawet wtedy, gdy na mnie w ogóle nie zwracałeś uwagi.-

 

I pomyśleć, że spierniczyłem to wszystko, pogrzebałem tą miłość swoim jednym durnym posunięciem. Teraz „N” nie chce mnie znać. Zerwała wszelkie  kontakty, nie odbiera telefonów, nie odpisuje na maile. I jak by tego wszystkiego nie było mało, to  straciłem  swoich starych przyjaciół. Nasze wzajemne relacje oziębły,  stanęli po jej stronie. Najgorsze w tym jest jednak to, że mieli niestety rację.

Chciałem o tym wszystkim zapomnieć. Zagłuszyć to w sobie, wymazać z pamięci.  Ponownie poszedłem w tango. Znów było wino kobiety i szybki seks. Ale nie pomogło, a ja do dziś mam przed oczyma jej przerażoną twarz, wystraszone oczy i słyszę ten jej przeraźliwy  krzyk.

 

- Nieee, proszę nie!

 

 W końcu zerwałem z imprezowaniem, podjąłem nową pracę w innym mieście i wpadając w jej wir  staram się  zagłuszyć w sobie to wszystko. Jednak, co jakiś czas prześladują mnie  cholernie realistyczne sny.  Sny, w których to ciągle przewija się ~N~, a ostatnio nawet na jawie coraz częściej zaczynam o niej myśleć. O jej pieszczotach, i kruchym jak porcelana, delikatnym niewinnym ciałku.  O tym, co jej obiecałem i czego nie dotrzymałem, i o tym, czego już nigdy niedane nam było przeżyć razem.

Ten jej pierwszy raz mieliśmy przeżyć dopiero wówczas, gdy będzie  już całkowicie na to gotowa. Ciągle powtarzałem sobie, że to musi być coś wyjątkowego, tak wyjątkowego, że to przekroczenie swojego Rubikonu zapamięta na zawsze, że oboje zapamiętamy  na zawsze. Wymyślałem sobie wtedy różne scenariusze, że zabiorę „N” gdzieś w jakieś piękne miejsce na kilkudniowy wyjazd, pobyt w SPA, a może weekend w jakimś pięknym pałacyku, w pięknej okolicy. Zabiorę ją tam gdzie poczuje  się bezpieczna, rozluźniona i na tyle spragniona, że nie będzie się w stanie już zatrzymać. Ale te wielkie plany legły w gruzach. Pozostały po nich tylko niespełnione marzenia, a tamto wszystko to dziś tylko moje fantazje. Jest jedna taka,  najczęściej się powtarzająca i szalenie realistyczna, po której długo jeszcze nie mogę dojść do równowagi:

 

      Widzę, pokój hotelowy, stoję w jego otwartych drzwiach trzymając w jednej ręce kubełek z butelką szampana obsypaną lodem, a w drugiej dwa kieliszki. Patrzę w głąb pokoju, oświetlonego kilkunastoma świeczkami i stojącą przy łóżku, na małej komódce, lampką z narzuconym czerwonym tiulem. W tym półmroku, z jakąś taką lekko migającą czerwono żółtą poświatą, widzę ~N~. Ubrana tylko w koszulkę nocną, siedzi na skraju wielkiego podwójnego łóżka z nogami podwiniętymi pod siebie. Przed chwilą musieliśmy  być pod natryskiem, a może wróciliśmy z hotelowego basenu. Sądzę po tym, że nasze włosy są mokre,  i ja jestem tylko w hotelowym płaszczu kąpielowym, a na podłodze leżą niedbale rzucone, razem z jej szlafrokiem mokre ręczniki. Nogą zamykam za sobą drzwi, stawiam kubełek i kieliszki  na stoliku. Nalawszy w nie szampana podaję jej jeden kieliszek. ~N~ nerwowo usiłuje naciągnąć na kolana króciutką koszulkę nocną. Koszulkę tak kusą, że z ledwością przysłaniała paseczek granatowych prawie przezroczystych majteczek.

Poznaję ten komplecik, to jest ten sama bielizna nocna, którą jej kiedyś podarowałem. To miała być koszulka na ten pierwszy raz. Na tą naszą pierwszą prawdziwą noc. ~N~ zakładając ją dzisiaj zadecydowała! Zdecydowała,   to się ma wydarzyć  dziś, tu i teraz. Patrząc gdzieś w dół, nerwowo podnosi do ust podany kieliszek, opróżnia go prawie duszkiem   krztusząc się  bąbelkami. Chwyta butelkę i nalewa sobie ponownie wypijając duszkiem tak jak poprzednio i widzę, że zamierza naleć sobie znowu. Ale chwytam jej drobne dłonie i podnoszę stawiając na łóżku. Stoi tak teraz przede mną cała drżąca, zdenerwowana, z odrzuconą w tył głową i rękoma zwisającymi w wzdłuż ciała. Delikatnie zsuwam ramiączka koszulki, która pomału opadając odsłania dwa jędrne malutkie stożki zwieńczone  nieproporcjonalnie dużymi otoczkami nabrzmiałych sutków.  Pomagam koszulce zsunąć się  niżej, całując piersi, ssąc sterczące sutki, odsłaniam  jej talię, biodra, wgłębienie pępka, by wreszcie ujrzeć to cudowne złączenie ud. Ten trójkącik ukryty pod delikatnymi  jak mgła  majteczkami. Przez tą przezroczystą, koronkową materię, przebija się zarys jej  łona pokrytego mięciutkim delikatnym meszkiem. Delikatne, lekko nabrzmiałe i rozchylone wargi sromowe, cudownie uwypuklają się na cieniutkiej materii. Odciągając zębami koronkowy paseczek, ozdobiony czerwoną kokardką, w końcu pozbawiam ten czarodziejski trójkącik jego ostatniej reduty. I teraz jest już tylko broniony kurczowo zaciśniętymi udami skrzyżowanych lekko nóg.  Jego widok budzi we mnie  mrowienie w lędźwiach i erekcję członka. Cała drży, słyszę jej szybki urywany oddech,  widzę jak zamyka przestraszone oczy,  przygryzając do białości  dolną wargę. Moje usta znów pieszczą sterczące sutki, ześlizgują się po drżącym podbrzuszu, by w końcu dotrzeć do tego magicznego trójkąta.   Układam ~N~ w  pościeli, drażniąc ustami i językiem wewnętrzną stronę ud, przygotowuję drogę by móc zanurzyć się w tą jej atłasową gładkość. I słyszę błagalny szept.

 

      - Boję się, boję się, że będzie bolało. Obiecaj, że nie będzie. –

 

Leżąc obok, dłonią i ustami pieszczę jej ciało, uspokajam. Dotychczas cała spięta, sztywna i drżąca, pomału rozluźnia się. Od pieszczot moich ust maleje opór zaciśniętych ud i rozchylając się lekko, pozwalają moim palcom wniknąć między siebie. Biorę jej dłoń i kładę  na swoim przyrodzeniu. Początkowe delikatne obejmowanie prącia zamienia się w mocniejszy ucisk a rytmiczne ruchy jej dłoni pobudzają mnie prawie do szaleństwa.  Szczypię wargami, ssie  jej sutki, a kciukiem muskam wilgotniejące, nabrzmiewające i rozchylające się jak płatki kwiatu wargi sromowe. ~N~ konwulsyjnie podrzuca biodrami i gwałtownym ruchem rozrzuca nogi, szeroko na boki. Leży teraz obok mnie, szeroko rozwarta,  przygryzając  do białości swe usta, lekko przestraszona, z nieobecnym wzrokiem  wbitym gdzieś w sufit. Jej ręce wyrzucone nad głowę, z zaciśniętymi kurczowo dłońmi, szarpią rogi poduszki.  Klęcząc pomiędzy jej nogami,  chwytam je w kostkach, i zginając w kolanach podkurczam je tak, że pietami dotyka swoich pośladków. Jej nogi, rozwarte jak skrzydła motyla ukazują teraz w całej okazałości, to pulsujące z pożądania miejsce rozkoszy. Przykryte delikatnym meszkiem, okolone różowymi, nabrzmiałymi  lekko rozchylonymi, błyszczącymi od śluzu  wargami, jakby wołało zapraszając w siebie.  Pocieram główka penisa o te rozchylające się płatki, czuję jak się  przede mną otwierają.  A patrząc na jej twarz, widzę w jej oczach strach pomieszany z rosnącym podnieceniem.

Wywrócone do góry gałki oczu, rozchylone usta, biel ząbków z drżącym między nimi lekko wysuniętym  języczkiem.  Zaczyna odpływać. Jej dłonie na moich biodrach przyciągają je do siebie, zupełnie jakby mówiły teraz, zrób to teraz. Ale każda próba wejścia w nią kończy się zawsze tak samo. Mięśnie pochwy zaciskają się gwałtownie, łono ucieka do tyłu, a ręce ~N~ odpychają moje biodra by mieć je jak najdalej od siebie,  W jej oczach znów widzę strach, a ciało sztywnieje.  Ta upragniona przystań dla mojego fallusa zamiast rozszerzać się, otwierać  gościnnie, i zalewać sokami jak to dotychczas z innymi bywało, to zamyka się przed nim i robi się coraz bardziej sucha.  

Nic z tego nie wyjdzie. ~N~ nie przekroczy swojego Rubikonu,  nie jest jeszcze  na ten swój pierwszy raz tak naprawdę gotowa. Leżymy przytuleni obok siebie. ~N~ z głową na moim torsie, przygląda się trzymanemu w swojej malutkiej dłoni, nabrzmiałemu i obolałemu fallusowi. Podnosi się w końcu na łokciu, całując jego granatową główkę jednocześnie muska językiem jej oczko. Patrząc mi przepraszająco w oczy, swoją dłonią doprowadza do tego, że rozładowuję się w końcu na własnym brzuchu. Wytarłszy nasienie ręcznikiem, tuli się do mnie, z jedną nogą przerzuconą przeze mnie, łonem wciśniętym w moje biodro  i głową na mojej klatce. Jej oddech staje się  przy tym coraz bardziej miarowy,  czuję jak spokojna,  zasypia.

Budzi mnie, jej cudowne ciepło na moim udzie, włosy łaskoczące mój policzek i ucisk jej dłoni poruszającej się na moim wzwiedzionym członku. ~N~ podnosząc głowę, patrząc mi w oczy z tym swoim  zawadiackim uśmieszkiem, mówi prawie szepcząc.

 

      - Dzięki, dzięki za wszystko. Przepraszam! Nie dałam rady. Chciałam, nawet nie wiesz jak bardzo chciałam, ale  to było silniejsze.-  

 

Mówiąc to przerzuca nogę,  siada na moich biodrach okrakiem i przyciskając swoje łono do mojego członka, poruszając swymi biodrami zaczyna masować go swoim kroczem.  Do dziś mam ciągle przed sobą ten obraz. Siedzącą na mnie okrakiem, odchyloną do tyłu, z rękoma opartymi o swoje łydki, poruszającym podbrzuszem  w tył i w przód, trze swoimi pośladkami i kroczem po śliskich od jej soków moich udach i prąciu. Robi się  przy tym tak strasznie mokra, że czuję jak wypływający z niej śluz spływa po moich jądrach i udach.

 

- Chcę cię teraz, proszę, zróbmy to. Wejdź we mnie.- Słyszę jej szept.

 

 Chwytam ~N~ za biodra podnoszę lekko w górę, patrzy mi w oczy i oboje już wiemy,  dłonią nakierowuje główkę  a ona pomału opadając biodrami wchłania w siebie sterczącego fallusa. Widzę jak opadają jej biodra i główka pomału niknie pomiędzy nabrzmiałymi wargami sromu. Czując w sobie opór ~N~ unosi się by ponowić próbę, by przy którymś z kolei podejściu,  nagłym mocnym pchnięciem nabić się na sterczące prącie. Członek wdziera się w nią rozpychając to śliskie gorące wnętrze,  by tym razem zniknąć w niej aż po nasadę. ~N~ przyjmuje mnie w sobie głęboko i całkowicie, zamiera w bezruchu, uwalniając z głośnym jękiem  powietrze zatrzymane w płucach.

  

Budzę się wtedy, cały zlany potem, z nabrzmiałym członkiem, obolałym podbrzuszem i bolesnym skurczem w udach. Rozbudzony, podniecony do granic wytrzymałości, niemogący dać sobie upustu tego podniecenia.

 

 Po tych słowach ~ZN~ milknie. Nie ma go na czacie już dłuższy czas. Nie loguje się, i nie odpowiada na pozostawione przeze mnie wiadomości. Podczas naszej babskiej kawy opowiadam całą tą historię Magdzie i Anicie. Magda komentuje to krótko i dosadnie.

- Co za dupek! Cholerny dupek!-

~ZN~ nie odezwał się do mnie już nigdy. Mimo że wielokrotnie próbowałam nawiązać z nim ponowny kontakt. Po paru dniach jego konto na czacie  niknie,  wszelki słuch po nim zaginął.

 

 

Komentarze

Napracowałaś się, ale wyszło ładnie. Napisz coś jeszcze.

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany