Opowiadanie użytkownika horus33

Cygański Dar cz. 4

local_library27 comment0 thumb_up0
Cygański Dar - część 2

Dziwnego mężczyznę zauważyłam, gdy tylko wszedł do restauracji. Właściwie to nie było w nim nic takiego co można by od razu wskazać i powiedzieć. „ O zobacz, ale dziwak”. A jednak całość sprawiała dziwne i cokolwiek odpychające wrażenie. Obsłużyłam klienta, wzięłam nowe menu i podeszłam do jego stolika. Jakoś wewnętrznie nie miałam na to ochoty, ale praca polega często na tym, że robimy rzeczy, których nie chcemy.

- Witam, oto menu, proszę coś wybrać, a ja za chwilę do Pana podejdę – wyklepałam wyuczoną formułkę.

- Usiądź Lil – jego głos był chrapliwy, ale bardzo zmysłowy, kusicielski.

Nie wiedząc dlaczego wykonałam jego polecenie, choć mogła mi za to grozić bura od szefa, albo nawet wyrzucenie z pracy. Nie miałam pojęcia skąd zna moje imię, a właściwie skrót dawno temu używany przez przyjaciół. Obcy mężczyzna wyciągną pozłacaną, a może i złotą papierośnicę, wyjął z niej jednego papierosa i zapalił. Wykorzystałam ten czas by dokładnie go sobie obejrzeć. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, wartym zapamiętania. Ciemne włosy i oczy, ostre rysy. Ani przystojny, ani brzydki, ot taki facet po czterdziestce. Zdumiały mnie tylko jego dłonie o bardzo długich palcach i twardych, ostrych paznokciach.

- Reprezentuję dużą firmę i w jej imieniu chciałbym zaproponować ci pracę – powiedział wpatrując się we mnie intensywnie. Dym, który wydmuchiwał miał niespotykanie ciemną, prawie czarną barwę i dziwnie pachniał. 

- Jaka to miałaby być praca? Nie wiem czy Pan wie, ale nie mam doświadczenia w żadnej dziedzinie. „Chyba żeby wziąć pod uwagę bycie perfekcyjnie wytresowaną niewolnicą” – dokończyłam już w myślach. Nieznajomy skrzywił kącik ust w uśmiechu. 

- Masz to czego potrzebujemy i jesteśmy pewni, że dasz sobie znakomicie radę. Pozwól, że przedstawię ci ofertę – sięgnął za połę marynarki i wyjął trzy przedmioty. Położył je na stole jeden obok drugiego w równym rzędzie i wskazał długim palcem na pierwszy z nich, klucze. – To są klucze do twojego własnego domu i mówiąc własnego to właśnie mam na myśli. Dostaniesz akt własności, wszystko całkowicie legalnie. Dom jest za miastem na niewielkim wzgórzu, posiada basen, saunę i siłownię. Jest w pełni umeblowany. Drugie klucze są od twojego samochodu. To – wskazał na cieniutki prostokąt czarnego jak noc plastiku. Trzecie –to karta, którą możesz płacić w każdym sklepie na świecie i kupisz za nią wszystko. To jaka jest twoja decyzja?

„Jaka jest twoja decyzja”. Też coś! Sprawa śmierdziała. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że gdy ktoś oferuje ci takie warunki będzie chciał w zamian czegoś nielegalnego.

- Mam być dziwką – zapytałam, bo tylko to przyszło mi do głowy i pomyślałam „ czemu by nie”, a potem się zawstydziłam.

- Nie Lil. Być może będziesz musiała uprawiać seks w ramach zlecenia, ale nie zawsze będzie to wymogiem.

- Nie zgadzam się – powiedziałam, choć wizja siebie samej w domu ukrytym przed światem kusiła bardzo. Nieznajomy nawet nie drgnął, nie sięgnął po trzy przedmioty na stole. Wypuścił tylko kółko czarnego dymu. Ja również nie wstawałam.

- Dołożę coś do mojej oferty. Dwie bardzo ważne rzeczy. Pierwsza to niezależność. Nie skrzywdzi cię już żaden mężczyzna, przeciwnie to ty będziesz miała nad nimi władzę, ty będziesz ich wykorzystywać. Zemścisz się. Po drugie, nikomu nie powiem co stało się w twoim domu prawie rok temu.

Zamarłam w jednej chwili przypomniawszy sobie tamtą chwilę. Idącego ku nam dzikusa z którego furia wydawała się parować czarnymi strumieniami. Penis Roberta wyślizgujący się ze mnie, gdy odsuwał się byle dalej. Mój krzyk … . Otrząsnęłam się ze wspomnień.

- Co musiałabym robić?

- Od czasu do czasu wykonasz jakieś zlecenie dla nas. Nie przychodzisz do żadnego biura, po prostu dostajesz wytyczne i postępujesz według nich. Proste. Tu jest adres twojego nowego domu. – Położył kartkę na stole i odszedł jakby wiedział, że się zgodziłam.

Z przyzwoitości przepracowałam ten dzień do końca. Jednak marny był ze mnie pracownik. Chciałam już pojechać pod adres wypisany na kartce i przekonać się jak wygląda „mój” dom. By nie upijać się nadzieją wmawiałam sobie, że to nie może być prawda, nikt nie daje tyle za zwykłą pracę. Mimo to jakoś wiedziałam, że tajemniczy mężczyzna mówił poważnie. Wiedziałam też, że jest w tym jakiś haczyk chociaż na razie go nie widziałam. Mimo to już otwierałam usta by go połknąć. 

Wzięłam taksówkę i już wkrótce byłam pod wskazanym adresem. Stałam i przecierałam oczy ze zdumienia raz po raz porównując numer na mosiężnej tabliczce z tym na kartce. Nie mogło być mowy o pomyłce, a jednak… .

Dom stał na niewielkim wzgórzu, wśród drzew. Nie wydawał się durzy i przez to sprawiał wrażenie przytulnego, jednak gdzieś musiały mieścić się te siłownie i sauny. Wyjęłam kluczyk i wsunęłam w zamek furtki. Pasował idealnie. Najpierw obeszłam dom dookoła dziwiąc się jak pięknie wszystko wygląda. Niewielki basen miał kształt litery S. Kilka leżaków i parasol nad brzegiem zachęcały by spędzić dzień na lenistwie. Piękne kwiaty i krzewy napełniały otoczenie upajającym zapachem i zapewniały pełnię prywatności. W środku wszystko wyglądało jeszcze lepiej i aż tchnęło nowością. Kuchnia w chromie i wiśniowym drewnie. Kominek, stół na sześć krzeseł, sypialnia z wielkim łożem. Samochód w garażu był ślicznym czerwonym cudeńkiem. Drżały mi ręce, gdy dotykałam wszystkiego chodząc od pokoju do pokoju. W środku rosło mi cudowne uczucie euforii. Wiedziałam już, że zrobię wszystko by zatrzymać to co dostałam. Absolutnie wszystko.

Nazajutrz postanowiłam sprawdzić ostatni z prezentów. Obejrzałam kawałek idealnie czarnego plastiku, bez żadnych cyfr czy nazwy banku. Szczerze wątpiłam czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach przyjmie to jako zapłatę. Dom i samochód były jednak bardzo namacalne więc i karta mogła być prawdziwa.  Wybrałam luksusowy sklep z najnowszą kolekcją ubrań i ruszyłam na łowy. Po dwóch godzinach podeszłam do kasy niosąc kilka sukienek, bluzek i spodni. Podając kartę drżały mi dłonie. A co jeśli zostanę oskarżona o oszustwo, albo wyrzucona ze sklepu?

Tymczasem ekspedientka przyjęła plastik i bez śladu zdziwienia włożyła do czytnika. Chwilę później było po wszystkim. Resztę dnia spędziłam jak w amoku kupując wszystko na co kiedykolwiek miałam ochotę. Ubrania, książki, płyty, bibeloty, dzieła sztuki. Nie straciłam na szczęście głowy i kupiłam też coś do jedzenia na wieczór, a do tego kilka butelek wina. Wiedziałam, że gdy tylko zapadnie zmrok rozpalę w kominku i usiądę w głębokim fotelu naprzeciw niego, pijąc wino i czytając. Aż przeszedł mnie dreszcz radości, gdy o tym myślałam.

*

Leżałam właśnie nad basenem korzystając ze słonecznego dnia, gdy nagle jakiś cień mignął mi pod powiekami. Otworzyłam oczy i cień przemienił się w mężczyznę stojącego nade mną. Zmrużyłam oczy i okazało się że jest nim mężczyzna z restauracji. 

- Widzę, że rozgościłaś się już. Podoba ci się tu?

- Tak – odparłam i zdałam sobie sprawę, że jestem naga. Było naprawdę gorąco, a mając dom w którym nikt mnie nie zobaczy korzystałam z tego w pełni. Po co mam mieć te głupie paski od majtek, czy stanika. Poczułam się skrępowana, ale starałam się z tym nie zdradzać. Powoli i z jak największą gracją wstałam z leżaka, podniosłam porzucony szlafrok i narzuciłam na ramiona. Starałam się przy tym nie pokazać za wiele, ale mogłam się nie trudzić. W oczach mężczyzny nie było ani grama pożądania, czy uznania dla mego ciała. 

„Gej” – pomyślałam w pierwszej chwili. A jednak nie było w nim nic co mogłoby to sugerować. Myślę, że go po prostu nie interesowałam. 

- Cieszę się – odparł obojętnym głosem. – Mamy dla ciebie pierwsze zlecenie. Zadrżałam i nagle upalny dzień zrobił się zimny i nieprzyjemny. Westchnęłam w duchu. Kiedyś musiało to nastąpić, za wszystko trzeba w końcu płacić. – Jutro dokładnie o godzinie jedenastej trzydzieści siedem główną alejką parku Borgii przechodził będzie pewien mężczyzna. Poznasz go po niebieskiej koszulce i intensywnie zielonych oczach. Musisz go uwieść, zabrać do tego domu, a potem uprawiać z nim seks. Tu mamy specjalne warunki. Ma to być seks pełen perwersji i wyuzdania. Masz zrobić z nim takie rzeczy o których, nigdy nawet nie pomyślałaś. Zrozumiałaś wszystko?

- Tak, oczywiście.

- Dobrze – rozejrzał się ostatni raz, skinął głową i wyszedł.

A więc pierwsze zlecenie. Muszę przyznać, że miałam tremę. Nie mogli mi na początek dać czegoś łatwiejszego? No nic, trzeba się przygotować. Weszłam do domu i przejrzałam kupowaną od dwóch tygodni garderobę. Trochę się tego zebrało, półki i wieszaki w większości były już zapełnione. Przerzucałam kolejne ciuchy z miejsca na miejsce. To musiało być coś seksownego, ale w ten dyskretny, nienachalny sposób. Hmm, trudne. Wreszcie wybrałam białą koszulę i czarną ołówkową spódnicę, do tego oczywiście szpileczki by moje łydki wyglądały na smuklejsze i jeszcze pończochy. Niewinnie i uwodzicielsko, bo w takiej koszuli zawsze można odpiąć o jeden guzik więcej. Mogło mi się udać! Nie! Nie mogę myśleć w ten sposób. Uda mi się! Nie chcę stracić tego co właśnie zyskałam!

 Rano wstałam już o szóstej i zabrałam za przygotowania. Kąpiel, makijaż, perfumy i największy z moich atutów, (no może poza piersiami) włosy. Sprawiłam, że stworzyły prawdziwą burzę wokół głowy. Przejrzałam się w lustrze. Super, wyglądałam jak seksowna nauczycielka. Brakowało tylko okularów. Wsiadłam do mojego autka i godzinę przed czasem ruszyłam na miejsce zadania.  Przeszłam się alejkami dokładnie zapoznając z okolicą, wszystko chciałam mieć pod kontrolą. Wróciłam do samochodu i wyjęłam młotek i niewielki gwóźdź. Przez chwilę mozoliłam się by wbić go w oponę, cały czas odskakiwał od gumy. Potem przeżyłam chwilę paniki, bo wcale nie chciało schodzić powietrze. Poruszałam gwóźdź kluczykiem i wreszcie się udało. Niestety nie miałam najważniejszego, czyli planu jak zaciągnąć chłopaka do mojego łóżka. Pomyślałam o tym jak absurdalnie brzmi to zdanie i omal nie parsknęłam śmiechem. Kobieta miałaby mieć problem z namówieniem faceta na seks? Gorzej z tą perwersją. Nie miałam bladego pojęcia co jest teraz uznawane za perwersyjne. W końcu postanowiłam, że zdam się na instynkt i pozbędę całej mojej moralności. Usiadłam na ławce, gdzieś w połowie alejki i czekałam. Telefon komórkowy trzymałam w dłoni i co chwilę zerkałam kontrolując godzinę.

 Dokładnie o jedenastej trzydzieści pojawił się mój cel. Nie musiałam się upewniać dwa razy czy to na pewno on. Czując prawdziwą burzę w żołądku podniosłam się z ławki i na sztywnych, niechcących się uginać nogach ruszyłam naprzeciw niemu.

- Przepraszam  - zatrzymałam go – mógłby mi Pan pomóc. 

Zatrzymał się i uśmiechnął, a mi naprawdę załopotało serce. Kurczę ten uśmiech mógł rozłożyć na łopatki każdą kobietę. No i te oczy! Jak świeże listki na wiosnę. Mimo to starałam się zrobić zmartwioną minę.

- Oczywiście, proszę tylko powiedzieć co się stało.

- Chyba złapałam gumę, a naprawdę nie umiem zmienić koła. 

Zaprowadziłam chłopaka do mojego autka i pokazałam w czym rzecz. Na szczęście nie zapytał dlaczego mając taką bryczkę nie zadzwoniłam po prostu po pomoc drogową, tylko szukałam pomocy w parku. Fachowo zabrał się do pracy. Starałam się cały czas kręcić przy nim niby to pomagając, a tak naprawdę nienachalnie prezentując swoje wdzięki. Sama też zaczynałam być pod jego chłopięcym urokiem. Był taki roześmiany, pełen życia i radości. Wszystko to aż od niego biło. Na szczęście Robert dał mi dobre antidotum na męski urok.

- Dziękuję, uratował mnie Pan.

- Adam, nie żaden Pan.

- W takim razie ty musisz mi mówić Lil. - Podaliśmy sobie dłonie i gdy się zetknęły przeszedł mnie dreszcz prawdziwego pożądania. Minął rok odkąd ostatni raz uprawiałam seks, ale wtedy… . - Dasz się zaprosić  na filiżankę kawy? W ramach podziękowania.

- Niestety muszę już iść, mam jeszcze wiele do zrobienia.

- Proszę, tylko na chwilkę. Jestem nowa w tym mieście – kłamałam jak z nut przerażona, że mógłby odejść – nikogo nie znam i tak mi tu dziwnie. 

Trafiłam w dobrą nutę, widziałam że się waha, ale jego wrodzona dobroć i życzliwość zwyciężyła. Ramię w ramię ruszyliśmy chodnikiem szukając dobrej kafejki. Trajkotałam jak nakręcona katarynka i zasypywałam pytaniami nie pozwalając by choć na chwilę oderwał się myślami od mojej osoby. Siedzieliśmy przy jednym stoliku i rozmawialiśmy chyba z godzinę, a ja ani na moment nie spuściłam go z uwięzi moich oczu. Opowiadałam mu o moim domu sugerując, że dostałam go w spadku po zmarłej ciotce, plotłam o wyimaginowanych marzeniach i troskach.  Wreszcie czując, że nadszedł właściwy moment zaproponowałam by pojechał ze mną i obejrzał mój domek. Chyba zapomniał o całym świecie, bo zgodził się natychmiast. Pojechaliśmy moim samochodem. Już wsiadając podciągnęłam ołówkową spódnicę ciut wyżej niż nakazywała przyzwoitość. Jeszcze odrobina i widać by było majteczki. Zresztą może i coś było widać, bo złowiłam kilka jego ukradkowych spojrzeń omiatających moje nogi i dekolt. 

Już w drodze do domu postanowiłam, że nie ma co dalej bawić się w półśrodki. Poprowadziłam go prosto do sypialni niby pokazując wystrój domu, ale gdy tylko znalazłam się w pomieszczeniu z wielkim łożem, zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam przyklejając do niego całym ciałem. Czułam jak zesztywniał. Jego ręce chwyciły mnie za biodra ale chciały odepchnąć nie przytulić. Nie pozwoliłam na to. Ocierałam się o niego jak kotka tak by czuł moje piersi. Jedną ręką nerwowo  gmerałam przy jego rozporku czując twardy pręt jego penisa pod materiałem spodni. Wiedziałam, że gdy tylko ujmę go w dłoń złamię ten jego głupi opór. Wreszcie udało mi się chwycić jego twardą, gorącą pałę i poruszyć nią kilka razy w górę i w dół. Sapnął mi do ucha i  końcu objął. Przez chwilę pozwalałam mu się całować, ale w uszach brzmiał mi nakaz mojego szefa. To miał być perwersyjny, ostry seks. Wyswobodziłam się i podciągając wąską spódnicę aż na biodra uklękłam przed nim. Jego penis był bardzo duży i gdy objęłam go ustami poczułam jego zniewalający zapach i smak. 

- Hmm… – mruknęłam z rozkosznego zadowolenia. Bycie dominującą stroną w seksie zaczęło mi się podobać.

Prawie połykałam jego penisa kręcąc przy tym okrytą tylko koronkowymi majteczkami pupą. Był tak twardy, że nawet nachylenie go do moich ust było wyzwaniem. Przymknęłam oczy i wsunęłam go w usta jak najgłębiej mogłam. Przypomniały mi się stare czasy jeszcze przed małżeństwem, gdy bardzo lubiłam takie pieszczoty. Czułam jak moja cipka szybko wilgotnieje. Spojrzałam do góry zabawiając go teraz tylko dłonią. Adam stał i wpatrywał się w przeciwległą ścianę. Dyszał ciężko zaciskając dłonie w pięści. Wysunęłam języczek i polizałam główkę penisa.

- Przerżniesz mnie– zapytałam i znowu wzięłam jego twardziela w usta. Przełknął z wysiłkiem ślinę, wahał się. – Moja cipka jest taka spragniona. Nie czuła w sobie porządnej pały od roku. Popatrz klękam przed tobą. -  Obróciłam się tyłem, wypięłam tyłeczek i sięgnąwszy do mokrego paseczka majtek, odchyliłam go na bok. Patrzył na rozchylone zachęcająco płatki cipki, lśniące lekko wilgocią i wciąż się wahał. Zakołysałam biodrami i wsunęłam jedną dłoń między uda pieszcząc łechtaczkę. Wreszcie się złamał ukląkł za mną, a ja poczułam jak jego penis przesuwa się pomiędzy płatkami cipki szukając wejścia. Przymknęłam oczy i wstrzymałam oddech czekając  na ten jedyny w świecie moment. Wreszcie poczułam nacisk i twardy pręt jego pały zaczął mnie wypełniać. 

- Och – jęknęłam i przygryzłam kant dłoni. Adam wbijał się we mnie mocno jakby chciał usłyszeć więcej moich jęków. Klęczałam jak uległa suczka czekając aż wejdzie cały. Cały czas jęczałam by jeszcze bardziej go  rozbudzić. Chyba mi się udawało, bo poczułam jak mocniej zaciska dłonie na moich pośladkach i odchyla je do góry. Przyspieszył, a ja aż zachłysnęłam się powietrzem czując wielki penis szorujący po ściankach pochwy.

- Pieprz mnie, tak, tak – wykrzykiwałam, a on wbijał się we mnie jak szalony – o kurwa taaak. 

Wbiłam paznokcie w puszysty dywan i oparłam na nim czoło. Czułam się już tak dobrze. To było to co doprowadzi nas na szczyt. Jednak zdawałam sobie sprawę, że sama pozycja na pieska nie wystarczy.  Z żalem zsunęłam się z jego penisa i odczołgałam kawałek. Ciągle klęczał dysząc ciężko. Spojrzałam na jego lśniącą, czerwoną pałę i naszła mnie ochota by znów wziąć go w usta. Stanęłam przed nim i zaczęłam się rozbierać. Patrzył dopóki ostatni ciuszek, koronkowy stanik nie spoczął na podłodze, wtedy poderwał się i zaczął zrywać z siebie ubrania. Ja tymczasem usiadłam na brzegu łóżka i pieściłam się palcami. 

- Klęknij i poliż mnie troszeczkę. Bardzo proszę.

Jego języczek był gorący i zwinny. Drażnił guziczek łechtaczki w taki sposób, że prężyłam się i mocniej ściskałam piersi. Nachyliłam się do niego i szepnęłam.

- Chciałbyś mnie wziąć w dupeczkę? – Spojrzał na mnie zaskoczony. Chyba nigdy tego nie robił.

Położyłam się na łóżku rozkładając szeroko nogi, tak że patrzył prosto w moje najintymniejsze miejsca. Pośliniłam dwa paluszki i wsunęłam jeden w ciaśniejszy otworek, a drugi w cipkę. Podniósł się i skierował swoją pałę w mój tyłeczek. Poczułam jak  mój puls przyspiesza, gdy gorąca główka dotknęła stulonej dziurki. 

- Dobrze, właśnie tutaj. Teraz mocno – komenderowałam patrząc jednocześnie na jego skupioną twarz i czując jak moja pupka ustępuje przed twardym jak kamień fiutem.  Wrażenie było niewiarygodne, przygryzałam wargę i jęczałam cicho. Dalej nie potrzebował już moich zachęt. Perwersyjność sytuacji i jego w końcu pokonała. Zaczął mnie rżnąć w taki sposób, że omal nie pożałowałam decyzji by wpuścić go w dupkę. Omal, bo miałam niesamowite wrażenie, że odlatuję. Przekręcił mnie na brzuch i wciąż na krawędzi łóżka wchodził w cipkę i w pupę na przemian.  Cholera, nigdy nie byłam brana w ten sposób. Podnieciło mnie to tak bardzo jak nic innego, a chciałam jeszcze więcej. Dosiadłam go i jeździłam aż skrzypiało nowiutkie łóżko wgniatane przez nasze biodra. Chłopak jęczał i ssał bujające mu się przed nosem piersi lub dawał im klapsa od którego dreszcze przenikały aż do pięt. Gdy skończył ześlizgnęłam się w dół i starannie oblizałam jego penisa. Chwilę pozwoliłam mu odpocząć mimo, że moje pożądanie wciąż płonęło, a dłonie przesuwały się po jego młodym ciele. 

- Chcę jeszcze – szepnęłam mu gryząc jednocześnie w ucho. 

Przytomność wróciła dopiero, gdy trzeci z kolei orgazm przewalił się burzą przez moje ciało. Odkryłam, że leżę w poprzek łóżka, z ciężko dyszącym Adamem na sobie. Spojrzałam na niego i odkryłam, że i on oprzytomniał, bo w jego zielonych oczach zobaczyłam wstyd. Zsunął się ze mnie i zaczął ubierać. Okryłam się kocem i patrzyłam na niego. Było mi głupio.

- Słuchaj – zaczął, ale wyraźnie nie wiedział co powiedzieć. Był przyzwoitym, dobrym człowiekiem, mógł wyjść bez słowa, nic mi nie był winien.

- Nieważne – przerwałam mu – było wspaniale. Dziękuję.

Wyszedł, a ja padłam na poduszki i westchnęłam głęboko z satysfakcją. W całym poobijanym ciele czułam słodkie zmęczenie. Mogłabym tak zasnąć, ale dzień był jeszcze taki piękny. Nie trudząc się ubieraniem zeszłam do kuchni i przygotowałam ekspresso. Upiłam łyczek i skoczyłam do basenu by zmyć z siebie pot.

*

Dźwięk otwieranych drzwi oderwał mnie od książki. Podniosłam głowę i zobaczyłam mojego szefa. Wszedł jak do siebie i z uśmiechem usiadł na fotelu obok.

- Wspaniała robota. Jesteśmy naprawdę zadowoleni. Szefowie przesyłają wyrazy uznania. 

Uśmiechnęłam się nieco sztucznie, muszę to przyznać. W głowie zagościła myśl, skąd mogą wiedzieć jak się spisałam, ale przegoniłam ją szybko nie chcąc się rozpraszać. Nie lubiłam faceta, a jego dłonie budziły we mnie paniczny lęk. Myśl, że mógłby mnie nimi dotknąć przerażała do utraty zmysłów.

- Tym razem mamy dla ciebie coś prostszego. Wsiądziesz do autobusu numer pięćset piętnaście na ulicy Praskiej o godzinie jedenastej siedem. Będzie tam śliczna dziewczyna w białych spodenkach, usiądziesz obok niej. Zrób to jak chcesz, ale nim autobus przejedzie trzy przystanki musisz ją pocałować. Namiętnie i czule. Potem wysiądziesz.

Pokiwałam głową, ale byłam zdziwiona. Po co komu taka głupota? I skąd ci ludzie mają tak szczegółowe fakty jak kolor spodenek dziewczyny. 

- Oczywiście – uśmiechnęłam się – może Pan uznać sprawę za załatwioną.

Wstał i chwilę mi się przyglądał, na wargach gościł mu krzywy uśmiech, który jednak nie dosięgał czarnych oczu. Czułam się jak owad pod szkiełkiem entomologa. Chwilę później wyszedł, a ja odetchnęłam z ulgą i drżącą ręką otarłam pot z czoła. 

Autobus pięćset piętnaście nadjechał dokładnie o czasie. Z sykiem automatyki otworzyły się drzwi. Wyszło kilka osób, a ja wsiadłam. W środku nie było wielu ludzi. W końcu to nie godziny szczytu. Dziewczynę w białych spodenkach zauważyłam od razu. Była naprawdę śliczna. Włosy w kolorze słomy miała obcięte na linii szczęki w modną fryzurę. Piękne, wydatne usta ciągnęły mnie do pocałunku. W ogóle cała była strasznie seksowna w ten nastoletni sposób. Usiadłam obok niej i przywitałam się krótkim „Cześć”. Spojrzała na mnie zdziwiona. Dobrze ją rozumiałam, ludzie w komunikacji miejskiej rzadko się do siebie odzywają.

Odetchnęłam głęboko. Autobus minął pierwszy przystanek. Miałam mało czasu.

- Przepraszam – powiedziałam, a gdy się do mnie odwróciła dokończyłam – po prostu muszę to zrobić - i chwyciwszy ją delikatnie za kark pocałowałam. Jej oddech wypełnił mi usta miętą, wargi miała cudownie miękkie. Po chwili wahania oddała mi pocałunek zaskakując mnie tym całkowicie. Czubki naszych języków spotkały się, splotły. Położyłam drugą dłoń na jej udzie tuż przy krawędzi spodenek. Smukłe, umięśnione, młode udo zachęcało by przesunąć się dalej. Czułam jak wzrasta moje podniecenie. Wsunęłam jeden palec pod materiał. Dziewczyna zafalowała przyciskając się do mnie. Autobus szarpnął i stanął, czar prysł, a my oderwałyśmy się od siebie. 

- Dziękuję – szepnęłam jej i przesunęłam opuszkami palców po jej policzku, a potem wysiadłam.

Dwa dni później zadzwonił telefon i dostałam kolejne zadanie. Tym razem musiałam poświęcić mu trochę więcej czasu. Miałam uwieść młodego chłopaka, sprawić że będzie za mną szalał, a potem gdy będzie miało dojść do seksu wyśmiać go, gdy tylko zdejmie spodnie. Byłoby to przyjemne zadanie, bo chłopaczek był wrażliwy i słodki. Świetnie całował i pieścił moje piersi i cipkę. Pozwoliłam mu na dużo więcej niż to było w zleceniu. Pokazałam mu się naga i mógł posmakować mojej kobiecości. Chciałam mu wynagrodzić to co będę musiała zrobić potem. W końcu, gdy zrozumiałam, że odwlekam sytuację i tylko sprawię mu większy ból dopełniłam zlecenia, choć jeszcze długo czułam do siebie obrzydzenie z tego powodu. Wiedziałam, że zrobiłam mu krzywdę i codziennie modliłam się by zapomniał o tym zdarzeniu. Mijał tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Czasami przez kilkadziesiąt dni nie dostawałam żadnego zlecenia. Innym razem przez dwa tygodnie codziennie wyjeżdżałam z domu wykonując prace w których nie widziałam żadnej logiki. To zatańcz z jakimś chłopakiem w klubie, to pójdź do kościoła i usiądź w pierwszej ławce. 

Aż nadszedł ten dzień, gdy w moim mieszkaniu zjawił się mój pracodawca i z twarzą jak zwykle niewyrażającą emocji oznajmił mi moje nowe zadanie. Słuchałam go nie wierząc własnym uszom. To co mówił niby do mnie docierało, a jednak uciekało z głowy.

- Za dwa dni o dwudziestej trzeciej czterdzieści przez plac Wyczółkowskiego będzie przechodziła dziewczyna. Pół godziny wcześniej spotkasz się z dwoma mężczyznami, którzy również pracują dla nas. We trójkę zaciągniecie dziewczynę do specjalnie wynajętego mieszkania i zgwałcicie. Ty oczywiście również musisz brać w tym czynny udział. Macie być brutalni, bezwzględni. Dziewczyna musi wiedzieć, że robisz to z własnej woli, musi cię widzieć. Czy zrozumiałaś wszystko?

- Nie zrobię tego – wykrztusiłam przez zaciśnięte gardło nim w ogóle zdążyłam pomyśleć. W głowie nie mieściło mi się, że można w ogóle planować coś takiego. Dziwak spojrzał na mnie, a w jego oczach zabłysła złość.

- Nie zrobisz? NIE ZROBISZ? Czy ty zdajesz sobie sprawę, że nie możesz odmówić?

- Tylko ten jeden raz. Przecież wszystkie inne zadania wykonywałam sumiennie, a teraz zrobię komuś wielką krzywdę. Nie mogę, naprawdę. – Mężczyzna roześmiał się pozbawionym radości śmiechem, który dziwnie głucho zabrzmiał w moim domu. Strasznie jakoś.

- Nie zrobiłaś krzywdy? – Zapytał drwiąco – a co z twoim pierwszym zadaniem. Młody chłopak z zielonymi oczami. Wiesz, że dwa dni później miał brać ślub? Nawet nie wyobrażasz sobie zdziwienia jego narzeczonej, gdy trafiła do niej płyta z waszymi figlami. To była bardzo skromna, wrażliwa dziewczyna. Zrozumiałe, że nie doszło do ślubu. Za dwa lata ożeni się z innym mężczyzną, który będzie ją bił i poniżał tak jak kiedyś poniżano ciebie, a jej życie zmieni się w piekło. A pocałunek w autobusie? Niewinny? Nikogo nie skrzywdziłaś? Dziewczynę którą pocałowałaś od dawna pociągały kobiety na równi z mężczyznami. Wieczorem miała mieć randkę z mężczyzną swojego życia. Zdarzenie w autobusie na tyle wytrąciło ją z równowagi, że spotkanie okazało się klapą. Dziecko, które urodziłoby się po roku zmieniłoby świat. A zwróciłaś uwagę na grubasa siedzącego dwa miejsca dalej. Wiesz co tego dnia kłębiło mu się pod czaszką. Widok was dwóch, czegoś czego był pewien, nigdy nie doświadczy był ostatnim gwoździem, którego potrzebował. Tych przykładów jest więcej. Gwałt na tej dziewczynie będzie tylko bardziej oczywisty, prostszy. Zrobisz to?

- Nie!

Westchnął ciężko i pokręcił głową.

- Nie możesz odmówić. Umowa jest umową. Jeszcze nie zrozumiałaś dla kogo pracujesz?

- Nie.

- Na pewno nie dla tych dobrych dziewczynko.

Zdrętwiałam. Przez głowę przelatywały mi wszystkie malutkie szczegóły, które odpychałam od siebie by nie zatruwały mojego szczęścia. Niemożliwe. Takie rzeczy się nie zdarzają, to nie średniowiecze. 

- Tak, dziewczyno. Tak, dobrze myślisz – pokiwał głową jakby czytał moje myśli. - Dlatego jeśli ta dziewczyna przejdzie przez plac nietknięta ty tego pożałujesz zamiast niej. I to bardzo. Przemyśl czy warto. 

- No to zabierzcie sobie ten dom, samochód, kartę nie chcę ich. Tylko zostawcie mnie w spokoju.

- To tak nie działa. Nie można powiedzieć koniec jakby nic się nie stało. Ty już nie masz odwrotu. Po tym co robiłaś jesteś nasza na zawsze. Zrobisz to.

Myślałam o swoim nędznym życiu. Wszystko co robiłam w nadziei na odmianę na lepsze tylko się pogarszało. A jednak byłam dobrą osobą pomimo wszystko nie zniszczę życia tej nieznajomej kosztem swojego.

- Pamiętaj, nie ty, to zrobi to ktoś inny. Po co masz cierpieć?

- Nie – powiedziałam cicho, ale pewnie – to koniec.

- Tak , masz rację. Koniec.

 Wstał i wyszedł, a ja długo jeszcze siedziałam czując jak trzęsą mną dreszcze, a głowę rozsadzają natrętne myśli. Co jeszcze zrobiłam. Wspominałam każde zadanie i wszelkie możliwe konsekwencje. Ilu ludzi skrzywdziłam. Ale tak naprawdę bałam się o siebie. Bałam się tego co mogą mi zrobić. Bałam się bólu, cierpienia, zimnego potu na skórze i samego odbierającego zmysły strachu. Całą noc biłam się z myślami chodząc po swoim domu, który nie wydawał mi się już tak przytulny. Wydawało mi się, że otacza mnie, gniecie, obserwuje. Do ostatecznego terminu zostało mi szesnaście godzin i postanowiłam nie spędzać ich w tym domu. Ze wszystkich moich rzeczy tylko jedna była warta zabrania. Poszłam do sypialni i spod łóżka wyciągnęłam małą, żelazną kasetkę. Nie otwierając jej wyszłam zostawiając za sobą wszystko. Nic tu nie należało do mnie. 

Dzień wydał mi się nieskończenie piękny. Wiatr przywiewał skądś wspaniale pachnące powietrze. Wszystko wydawało się wyraźniejsze, prawdziwsze. Wszystko to pomimo dławiącego mnie strachu. Dlaczego nie zwracałam na to wcześniej uwagi.

„Czy czuję się tak, bo wiem, że niedługo umrę?” zapytałam siebie i każda uciekająca godzina wydawała się tak droga, a nie mogłam ich zatrzymać. Chodziłam po mieście ciesząc oczy widokiem roześmianych dzieci, których ja nigdy nie będę mieć, zakochanych, kotów dumnie kroczących wśród ludzi, ptaków, zieleni. Starałam się wciągnąć w siebie jak najwięcej pięknych ujęć świata. Zatrzymać je w sobie by potem odtworzyć je, gdy będzie mi źle.

Dopiero, gdy stanęłam pod centrum handlowym gdzie zaczęła się moja popaprana historia, zrozumiałam co jeszcze chcę zrobić…. i na co mam nadzieję. 

Cygankę spotkałam po godzinie. Stała i czarowała jakąś młodą parę. Gdy zobaczyła mnie na drugim końcu korytarza jej twarz ściągnęła się bólem. Zostawiła zakochaną parę i objęła mnie mocno.

- Przepraszam – szepnęła mi do ucha.

- No co ty – roześmiałam się przez łzy – zawsze to lepiej niż żyć tak jak wcześniej. Trwałyśmy tak przez chwilę aż w końcu musiałam powrócić do rzeczywistości. – Mogę spotkać się z twoją babcią, chcę jej coś oddać i … potrzebuje rady. Odsunęła się i spojrzała na trzymaną przeze mnie kasetkę.

- Oczywiście, cały czas na ciebie czeka.

Nie musiałyśmy daleko iść. Wszystko dziś układało się w ciąg prowadzący mnie prosto ku końcowi tej historii. Niewielkie mieszkanko jakie zajmowały było potwornie zagracone. Innym razem z chęcią przyjrzałabym się kilku przedmiotom. 

- Proszę to należy do Pani.

- TO nie należy do nikogo, ale u mnie będzie bezpieczne. Opowiedz mi wszystko.

Długo trwało nim moja spowiedź dobiegła końca. Esmeralda przyniosła kawę i szarlotkę, a ja zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem głodna. Ostatni raz jadłam ponad dwadzieścia godzin temu. 

- Czy da się coś zrobić – zapytałam z nadzieją i wstrzymałam oddech. Długo milczała patrząc gdzieś w przestrzeń.

- Nie, przykro mi. Zawsze trzeba płacić za swoje czyny.

Ostateczność jej słów wbiła się we mnie jak lodowy sopel.

- No cóż, mam jeszcze jedną prośbę. Ocalcie tę dziewczynę. Niech to będzie ostatnia dobra rzecz do jakiej przyłożę rękę – starowinka skinęła głową na potwierdzenie.

Odwróciłam się by wyjść i przywitać nieuniknione. Patrzyły na mnie obie. Esmeralda miała oczy pełne łez.

- Czy to będzie bolało – zapytałam jeszcze na progu. Tego bałam się najbardziej.

- Tak dziecko będzie, ale jest też nadzieja.

Otworzyłam drzwi w ciemniejący wieczór. Wydawało mi się, że ktoś za mną stoi by dodać otuchy lecz nikogo nie widziałam. To wrażenie było dobre. Nie chciałam być sama do końca. 


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany