Opowiadanie użytkownika Abi romantyczka

Andrzej

local_library63 comment0 thumb_up0

Nie ma kategorii " prawiczek " więc zdecydowałam umieścić to tu   :D /  taka mała próbka mojej grafomanii :D 

Rozdział 4

Andrzej

-Ty to masz fest życie, tacy starzy jak twoi to spoko. - Słyszał to ciągle od kumpli z klasy. Czy rzeczywiście tak było, to tylko on wiedział. Staruszkowie dawali mu bardzo dużo swobody, ale też wymagali odpowiedzialności za swoje czyny. Twarda zasada jaka panowała w ich rodzinie i jaka wpajana była jemu i młodszej siostrze była zawsze jedna. Postępujcie odpowiedzialnie, zawsze tak byście codziennie rano mogli spojrzeć w lustro. W domu nie było nigdy żadnych tematów tabu, i nawet na najbardziej drażliwe czy intymne pytania ani on ani Nastka nigdy nie usłyszeli w odpowiedzi - Dowiesz się jak dorośniesz. -

Nauka samodzielności rozpoczęła się już od najmłodszych lat. Część wakacji spędzali na koloniach a później były obozy harcerskie, ale zawsze dwa tygodnie było zarezerwowane na wspólny wyjazd całą rodziną. Wymóg był tylko jeden, na osobiste wakacyjne wydatki, choć staruszków było niewątpliwie stać na ich potrzeby, musieli sobie niestety zarobić sami. Miało to potem tą dobrą stronę że nigdy nie musieli ich o coś prosić, ale też nigdy nie byli rozliczani na co te zarobione pieniądze wydadzą. Tego jednak już mu towarzystwo raczej nie zazdrościło.

- Stary nie bądź głupi, nie po to są wakacje byś tyrał u jakiegoś dupka w polu. -

 Podczas gdy oni wojażowali z rodzinką po ciepłych krajach i nie musieli starać się o fundusze, to on początkowo sam, a później i Nastką walczył przy zbiorach szparag, truskawek czy innych owoców. Wielkiej fortuny to nigdy z tego nie było, ale dzięki temu oboje chyba zrozumieli jedno; - umiesz liczyć, licz na siebie-, choć jeszcze wówczas nawet nie podejrzewał jak bardzo ta maksyma przyda mu się w życiu. Z perspektywy czasu, patrząc na tych którzy to żadnego zajęcia się nie chwycą, bo albo za mało tam płacą, albo zajęcie jest uwłaczające ich godności i lepiej spędzić ten czas pod Żabką z  wyżebranym papierosem i butelką piwa, a żyć u mamusi na garnuszku stwierdzał że nie chce takiego życia. Kumple balangowali na całego, a on starał się pogodzić, to beztroskie szkolne czasy z nauką sezonową pracą i zabawą. Nie był typowym kujonem, bo nauka nie sprawiała mu zbytnich kłopotów, ale też nie pozwalał sobie by spocząć na laurach. Bezkonfliktowy i dość lubiany w towarzystwie, choć przez płeć odmienną za swoją wstydliwość wobec dziewcząt uznawany był trochę za dziwaka. Nie stronił od wspólnych imprez i poznał też smak alkoholu i skręta. W zasadzie z tym alkocholem i przypaleniem to było trochę tak jak z tym cyganem co dla towarzystwa dał się powiesić. Tak trochę na zasadzie, inni to robią, to musze i ja. I tylko dziewczyny między sobą opowiadały, że jest chyba gejem, albo ma zadatki na księdza, bo nawet mimo wyraźnych zachęt z ich strony, to po poza przelotnymi pocałunkami na nic więcej nie potrafił się zdobyć. Dla głupiej zabawy nie raz go prowokowały a potem męczył się z rozładowaniem swojego pobudzenia. Ale to już pozostawało jego tajemnicą i  czterech ścian łazienki. Wreszcie ten swój cholerny status prawiczka stracił w wyniku spisku i zakładu paru osób. Stanął zakład pomiędzy zwolennikami teorii o jego gejowsko zakonnych skłonnościach a  ich przeciwnikami którzy twierdzili, że z niego to taka cicha woda, która jak już zerwie tame to zaleje wszystko. W końcu oba te obozy postanowiły swoje teorie doprowadzić do konfrontacji, a pulą zakładu był koszt organizacji imprezy. Żartownisie wynajęli domek nad pobliskim jeziorem gdzie to miała być obchodzona osiemnastka czworga z nich, no i oczywiście w imprezę został wkręcony nieświadomy złosliwego podstępu Andrzej, jako gwóźdź programu. Towarzystwo w większości znane Andrzejowi, bo to albo wiara z klasy, pozostali to ich chłopacy lub dziewczyny. Tylko on jako singiel zjawił się na tej imprezie. - Co ja tu będę robił? Cholerka, jak zwykle w końcu zaczną się migdalić po kątach a ja będę zupełnie jak takie piąte koło u wozu. - Jednak po jakimś czasie, przykuło jego uwagę, wyraźnie obserwujące go drobne, tak na oko licząca gdzieś z czternaście, piętnaście mgnień wiosny, długonogie dziewczę, tak jak i on samotnie sącząc drinka. Na pierwszy rzut oka powiedzieć by można, że to jakaś anorektyczka, ale widząc jakie ilości kanapek pochłaniała szybko zmienił zdanie.

- Co to za blond dziewczątko tam siedzi?- Zaczepił przechodzącego obok Pawła.

- A ona! To Sylwia kuzynka Marka, jej starsi przyjechali na parę dni do nich, a że szli dziś na jakąś imprezę, no to staruszka Marka kazała mu się nią zaopiekować. -

- To ładnie się nią opiekuje zabierając ją na pijacką imprezę. Ona ma chyba z czternaście lat, a ciągnie drinka za drinkiem. Za chwile będą z niej zwłoki albo puści pawia. -

- E tam, nie bój żaby, z tego co Marek mówił, to ponoć w przyszłym roku ma maturę. Sam byłem zdziwiony, jak ją tu scholował.- Odpowiedział mu Paweł, wyciągany do tańca przez swoją dziewczynę.

Część towarzystwa tańczyła, to jest kleiła się do siebie w rytm sączącej się z głośników pościelówy, dwie pary migdaliły się na sofie. Anka z Zośką jak zwykle kłóciły się ze sobą w kuchni, pewnie jak same nie wiedząc już o co. A Marek z Tomkiem spokojnie popijali piwo, zerkając tylko co chwila w ich stronę i  kontrolując sytuację chcąc być w każdej chwili gotowi rozdzielić swoje dziewczyny, gdyby sprawy przybrały bardziej dramatyczny obrót.

- Widzę że chciałbyś mnie poprosić do tańca .- Usłyszał nagle za sobą miły dziewczęcy głos.

Za nim stało z czarującym uśmiechem figlarnymi iskierkami w oczach, blond dziewczę z twarzą anioła, i nie czekając na jego odpowiedź wciągnęło go w krąg tańczących. Na szczęście leciał jakiś szybki kawałek i Andrzej miał trochę czasu ochłonąć z zaskoczenia i przyjrzeć się swojej partnerce. Wirujące przed nim smukłe, zgrabne dziewczę ubrane było w króciutką rozkloszowaną spódniczkę, czerwoną, wpadającą prawie w czerń zapinaną na czarne guziczki bluzeczkę z krótkimi bufiastymi rękawkami. Przy każdym szybszym obrocie mógł podziwiać jej zgrabne krągłe uda. A gdy pociągała po nich, by skończyć na biodrach, cholernie seksownym powłóczystym ruchem dłoni to spódniczka osłaniała skrawek białego gładkiego ciała, pomiędzy koronką samonośnych czarnych pończoszek a również wykonanymi z czarnej koronki majteczkami. Na ten widok zrobiło mu się sucho w ustach, a w nogawce poczuł rosnące podniecenie. Po dwóch kolejnych kawałkach muzyka znów rozbrzmiewała w sentymentalnych tonach, dziewczę przytuliło się do jego torsu, poczuł na nim jej malutkie sterczące piersiątka a jej miękkie udo wcisnęło się między jego nogi napierając na twardego już fallusa. Czując gorąco na policzkach, nie mając odwagi spojrzeć przytulonej dziewczynie w oczy, nieśmiało próbował oderwać swoją męskość od jej ciała, ale wtedy ona napierała swoim kroczem na niego jeszcze mocniej. Gdy zaczynał odczuwać w tym przyjemność i przestał przed nią uciekać, a wręcz przeciwnie sam napierać na nią, Sylwia pocałowała jego ucho szepcząc;

- Wiesz? Od samego początku cholernie mi się podobałeś.-

Z konsternacją zorientował się nagle, że zostali sami na środku pokoju kołysząc się leniwie w takt muzyki. Reszta towarzystwa siedziała wokół przyglądając się im z dziwnym uśmiechem i zaciekawieniem. oderwał się od niej, nawet chyba zbyt nerwowo bo spojrzała na niego ze zdziwieniem i wyrzutem w oczach.

- Napijesz się czegoś? Zapytał , czując jak się znów czerwieni.

- Chętnie, może być Tonny Collins. - A widząc jego niepewny i  zdziwiony wzrok, chwyciwszy za rękę, pociągnęła go w stronę alkoholi i szybko dodała.

- Lubuski Gin z sokiem z cytryny, syropem cukrowym i lodem a jak już nie ma syropu to może być i bez.-

Przygotował drinki, nawet znalazł się i syrop, - Cholera, Paweł jak zawsze stanął na wysokości zadania.- Trzymając szklaneczkę w swoich drobnych dłoniach Sylwia stanęła przy nim tak blisko, że znów poczuł jej udo ocierające się o jego męskość, widząc obserwujące ich oczy pozostałych, cofnął się o krok, ale zrobił to tak gwałtownie, że Sylwia chcąc odzyskać utraconą nagle równowagę oparła się dłonią o jego pierś. Na nieszczęście była to dłoń w której trzymała drinka w skutek czego połowa napoju wylądowała na jego koszuli.

- Przepraszam, niechcący, trzeba to szybko sprac bo będzie plama.- Mówiąc to pociągnął Andrzeja do łazienki. Nawet nie zauważył kiedy to wpychając go do środka zablokowała za nimi drzwi. Chwyciła pierwszy z brzegu wiszący ręcznik i mocząc pod kranem poczęła wycierać widniejącą na koszuli plamę.

- Ściągaj szybko koszulę, tak nie da rady.- I nie czekając na niego sprawnymi palcami zaczęła ja rozpinać, po czym nie dokończywszy ściągnęła mu ją przez głowę, i wrzuciła ja do umywalki. Stał tak za nią patrząc na jej wypięty tyłeczek gdy nachylona pocierała mokry materiał, z trudnością opanowując się by nie chwycić w dłonie tych ślicznie napiętych pośladków. Nagle odwróciła się, spojrzała na niego i zobaczyła ten jego pełen pożądania wzrok. Wrzuciła koszulę mokra do suszarki, wybrała odpowiedni program i pomału odwróciła się do Andrzeja.

- Do jasnej ciasnej! Kiedy to ona zdarzyła rozpiąć tą swoją bluzkę.- Przeleciało mu przez myśl widząc jak spod rozpiętej i rozchylonej bluzeczki wychylają się jej prawie śnieżnobiałe piersi, mające kształt dwóch stożków zwieńczonych ciemną dużą brodawką i sterczącymi sutkami. Sylwia chwyciła jego ręce i położyła sobie na nich. - Ja pierdzielę co ja robię.- I zamiast cofnąć dłonie to tylko chwycił w nie te stożki jął lekko ugniatać. Wspięła się lekko na palcach, poczuł jej wargi na swoich a po chwili, język Sylwii dosłownie wdarł się w niego. Patrzyła mu przy tym prosto w oczy, a Andrzej widząc w nich zadowolenie zacisnął palce na na brodawkach rolując je między nimi.

- Ajj,- oderwała się od niego - Delikatnie to boli ty cholerny napaleńcu.- Skarciła go żartobliwie.

- Przepraszam nie chciałem. - Wystękał skonfundowany.

- Moje cycki to nie są piłki tenisowe, musisz być delikatny. -

- Do piłki to one wcale nie są podobne, raczej wyglądają jak kozie wymiona.- Silił się na dowcipność.

- Ja ci zaraz dam kozie wymiona.- Odparła ze śmiechem. - A nie chciałbyś tak wziąć ich do buzi i trochę je possać? Tylko pamiętaj delikatnie, to nie ma boleć a ma sprawiać przyjemność - Mówiła szeptem tak jak by ktoś miał ich usłyszeć, ciągle się śmiejąc. - O kurdę, jasne że bym chciał, jak je tylko zobaczył to już wtedy chciał. Skąd ona kurde wie czego bym chciał.- Wahał się tylko czy to zrobić, jak ona na to zareaguje. Gdy nagle poczuł ciepły oddech na swoich piersiach, delikatne muśnięcie mokrego języka, wreszcie jej wargi chwytające i ssące najpierw jedną potem drugą brodawkę. Pieszcząc go tak chwyciła jego dłoń i położywszy ją sobie na kroczu, pomału przesuwała nią to w górę to w dół. A gdy palce Andrzeja wyczuły powstającą wilgoć na śliskiej materii majteczek, odsunęła kciukiem gumkę majteczek i  zsunęła je w dół.

- Czujesz jaka jestem mokra? Pieprz mnie. przecież widzę że cholernie tego chcesz! - A widząc jego wahanie, zdecydowanymi, drapieżnymi ruchami odpięła mu pasek i prawie rozrywając suwak zamka. Posiagneła w dół spodnie wraz z majtkami że te zatrzymały mu się na kostkach, po czym pchnęła go na stojący za nim sedes, prawie go nie zarwał siadając całym impetem. Sięgnęła z torebki mały srebrny pakuneczek, zębami oderwała kawałek folii, i zręcznym ruchem ubrała w czerwoną prezerwatywę, sterczącego kapucyna. Wierzgając nogami pozbyła się zaplątanych na kostkach majteczek, okroczyła go i naprowadziwszy penisa na swoją szparkę, opuściła się gwałtownie, dosłownie nadziewając się na niego jednym szybkim ruchem. Oboje jekneli z bólu gdy się na niego nabijała, a jego fallus wprost rozrywał mocno zaciśnięte mięśnie pochwy. Andrzej miał takie uczucie jakby dosłownie wdzierał się w nią, a jej norka była zbyt ciasna by przyjąć go całkowicie. Na chwilę znieruchomiała na nim, a jej dotychczas niewinny, słodki jak u dziecka wyraz twarzy, przerodził się nagle w pełen zaciętości i pożądania. Unosząc się to opadając, ujeżdżała go z początku powoli, delikatnie, jej wnętrze stawało się coraz luźniejsze. Początkowy delikatny i powolny stęp, z wolna przechodził w coraz to szybszy kłus, aż z kolei przez galop przerodzić się w nieokiełznany cwał. Krzycząc przy tym przeklinała wszystko i wszystkich z rozkoszy. Andrzej już na początku galopu wystrzelił w nią całą swoja altylerię i teraz zaczynał odczuwać coraz większy ból zamiast przyjemności. Ale ona wcale nie miała zamiaru skończyć, i jak już był prawie na skraju wytrzymałości, a on już miał ją z siebie zrzucić, to nagle mocno przywarła do niego całym ciałem, przestała na nim skakać i tylko jej biodra zaczęły wykonywać coraz szybsze ruchy w przód i tył. W końcu uniosła się i odchyliła daleko w tył, i z krzykiem

- Kurwaaaaa. Taak Tak kurwaaa! - wbić się na niego po raz ostatni.

Pozostając w tej pozie, Andrzej czuł na swoim członku pulsowanie jej wnętrza, a na udach i podbrzuszu drgania i skurcze jej mięśni. Dyszał ciężko, a serce waliło mu jak młotem, zupełnie tak jakby przebiegł co najmniej parę kilometrów. W końcu Sylwia podniosła się a uwalniając z siebie nadal sterczącego penisa. Bez najmniejszego zażenowania podniosła wysoko spódniczkę i nawilżoną chusteczką wytarła waginę i mokre od wypływających z niej soków uda, po czym tak samo postąpiła z kroczem Andrzeja całując delikatnie nabrzmiałą i obolałą głowkę penisa. Poprawiła swoją garderobę, zapisując coś na karteczce i całując go w usta wcisnęła mu ją do dłoni mówiąc;

- Andrzejku, byłeś świetny, jeszcze nikt mnie tak nie zerżnął jak ty, nikt tak głęboko się nie dobił. Zadzwoń proszę jak będziesz chciał się ze mną jeszcze spotkać. - A stojąc w drzwiach odwróciła głowę, znów z tą twarzyczką niewinnego aniołka, posyłając całusa, z czarującym uśmiechem rzuciła na odchodnym:

- Pa. Ogarnij się trochę, muszę już iść. -

Andrzej doprowadził się jako tako do ładu, koszula wyjęta z suszarki była jeszcze trochę wilgotna ale nie zwracał na to uwagi. Wychodząc z łazienki kątem oka zauważył Marka na korytarzu zamykającego drzwi wejściowe. - To pewnie sylwia już wyszła.- Reszta towarzystwa była w pokoju. Zdenerwowane dziewczyny gestykulując rozmawiały ze sobą ściszonym głosem z wyrzutem patrząc na swoich partnerów.

- Was już chyba kompletnie pojebało. - Rzuciła w ich stronę Anka a widząc wchodzącego Andrzeja podbiegła do niego.

- Andrzej przepraszam, myśmy o niczym nie wiedziały, te durnie dopiero teraz nam wszystko powiedziały. To sa imbecyle myślą nie mózgiem ale tym co mają między nogami. Nam też powiedzieli że to kuzynka Marka, że nie ma faceta i możemy was ze sobą poznać. -

- To ona nie jest kuzynką Marka? - Spytał Andrzej.

- Co ty, ja nie mam żadnej kuzynki. To dziwka, zgarnąłem ją z galerii handlowej. - Odpowiedział Marek, a widząc wściekłą minę Zośki, starając się obrócić wszystko w żart dodał szybko z wymuszonym śmiechem.

- Gdybym miał taką laskę kuzynkę to na pewno nie podsuwał bym ją Andrzejowi ale sam bym się nią zajął zgodnie z porzekadłem “ jak kuzyn, kuzynki nie wyjebie to nie będzie w niebie” -

- Ty cholerny dziwkarzu! Pieprzyłeś się z nią? - Zośka krzycząc dawała upust swojej wściekłości. - To kim ja, wobec tego jestem dla ciebie jak się ze mną pieprzysz? Też dziwką? Cholerny, popieprzony dupek, nie chcę cię więcej znać palancie! - Wściekła wybiegła z mieszkania.

- No to cześć, fajna impreza. Zrobiłeś ze mnie kompletnego idiotę! - Andrzej powiedział do Marka, a w drzwiach rzucił jeszcze do  pozostałych. - Wiecie co? Wy wszyscy to naprawdę jesteście nieziemsko popierdoleni. -

   Rano obudził się z moralnym kacem , bólem w jądrach i nabrzmiałym, jednookim bandytą w dłoni. Całą noc prześladował go sen z Sylwią, tyle w tym śnie to tym razem on ją zawzięcie pieprzył. Pieprzył ją zajadle, że po trzecim swoim orgażmie błagała by już skonczył, a jak już było po wszystkim, idąc do łazienki, szeroko stawiała nogi, trzymając się ścian i mebli. Ale to był tylko sen, a prawda była taka, że to jego teraz bolały jądra. Zwlókł się w końcu z pościeli, po drodze do łazienki zajrzał do kuchni. Na stole czekało na niego śniadanie znak że wszyscy już wyszli. Przeglądając się w lustrze stwierdził że nie potrzebne jest dziś golenie, więc wziął tylko szybki prysznic. Ubierając się, w kieszeni spodni znalazł zmięta karteczkę z imieniem Sylwia i numerem telefonu. Chwila zastanowienia i ostatecznie zmiął ją i wyrzucił do śmieci. Był już w drzwiach, gdy nagle cofnął się odszukał w śmieciach wyrzucony świstek, rozprostował go, wpatrywał się dłuższą chwilę w nagryzmolony kretką do rzęs numer, by w końcu wyklepać go do telefonu.

W szkole drętwa atmosfera, na “cześć” Marka warknął tylko - Wiesz co? Odwal ty się ode mnie. - a Pawła ominął bez słowa tak jakby ten był powietrzem. W przerwie dopadła go Anka przepraszając, i zarzekając się że one o niczym nie wiedziały. Po paru dniach dowiedział się że Zośka zerwała z Markiem, zapowiadając w domu , że nie ma jej dla niego i nie chce go znać . Jak go wpuszczą i jak go tu jeszcze kiedyś zobaczy, to ona natychmiast się od nich wyprowadzi. Mają więc do wyboru. Albo on albo ona. Dla rodzinki był to prawdziwy szok. Traktowali Marka jak kogoś z rodziny, w końcu razem z Zośką tworzyli nierozłączną parę już od gimnazjum, a teraz ona im nawet nie chciała im powiedzieć co zaszło.


Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany